O! Właśnie! Endorfiny. Nie mogłam sobie przypomnieć ^^
Cytat:
|
musiał sobie w samotnośćii smutku zjadać kawałek czekolady
|

Wyobraziłam sobie biednego, przygnębionego i osamotnionego Remusa, któremu w smutku towarzyszy tylko czekolada.
Co do tego, czy Remus był przyjacielem Jamesa i Syriusza... jestem prawie pewna, że był. W końcu faceci troche inaczej odbierają przyjaźń, niż my. Przecież nie staliby się animagami, gdyby był im obojętny. W końcu Rowling napisała, że to wymaga wiele pracy, wysiłku, i, bądż co bądź, to spore ryzyko. Myślę, że te ich wyprawy raz w miesiącu nie było tylko formą rozrywki, oderwaniem od szkolnej monlotonii, tylko naprawde robili to dla Remusa.
Uważam jednak, że nawet jeśli byli wiernymi i oddanymi przyjaciółmi, to bawili się uczuciami Remusa. Nawet nie umiem tego uargumentować, takie wrażenie odniosłam czytając książkę, a analiza ich zachowania jeszcze utwierdziła mnie w tym przekonaniu. W sumie, to wydaje mi się, że Remus był takim "przyjacielem na zawołanie", rozsądnym, mądrym, dojrzałym. To on zawsze wybawiał ich z kłopotów, był bardziej krytyczny, nieco mniej "szalony". Umiał przewidzieć konsekwencje danego zachowania, dlatego był im potrzebny. Pozatym trzymał z nimi od początku, nie miał innych przyjaciół, więc chyba poprostu... przyzwyczali się do siebie, i wytworzyła się, interesowna, bo in teresowna, ale przyjaźń. Myślę, że Rowling zdała sobie sprawę, że nieświadomie ( a może świadomie? ) kreuje Remika na takiego "wy mi nic, ja wam wszystko, tylko nie zostawiajcie mnie samego" i celowo dodała te wątki z niezarejestrowanymi animagami, żeby troche wzmocnić pozycję Lupina w tej przyjaźni. Nie wiem jak było, ale ja poprostu odniosłam takie wrażenie, po przeczytaniu książki. Remus od początku do nich nie pasował, troche się wyróżniał, ale był im potrzebny. Może to też była troche litość, może za dużo powiedziane: współczucie. Coś w stylu "biedaku, nie masz nikogo, choć, zaprzyjaźnimy się, będziesz nas kontrolował i wypraszał bezkarność u nauczycieli". Podobnie było w sumie też z Glizdo-ogonowatym. Myślę, że Syriusz i James byli poprostu najlepszymi przyjaciółmi, reszta, w tym Remus pozostawała na drugim planie. A Lupin myślę, że zgadzał się na ten układ, bo miał dość samotności. W końcu nawet interesowna, troche jednostronna przyjaźń jest lepsza niż nic.
Myślę, że wtedy dali niezbity dowód na to, że nie do końca obchodzą ich uczucia Remusa, ale dbają o pozory. Smutne.
EDIT: Wiecie co, dopiero kiedy to pisałam, zdałam sobie sprawę, ile mam wspólnego z Remikiem. I w końcu... przecież ja też uwielbiam czekolade!!! xD Jesteśmy sobie przeznaczeni poprostu, no... xD