Wróć   HPN.pl > Pozostałe > Kosz

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 10-26-2008, 13:05   #451
Clover
Urodzony, by rządzić światem
 
Clover na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 3,438
Domyślnie

Normalnie jestem tak wku..rzona, że nie wiem co.
Sorry za moją nieobecność, ale od czwartku odłączyli mi internet z niewiadomego powodu -.-
Dzisiaj przeczytam jeszcze wasze posty i postaram się coś napisać.
__________________

Gówno mnie obchodzi co i kto przywiózł na cargo, nagapiłem się już dość na tych co mieli mieć Gallardo, a prokurator zajął im nawet ich starą Mazdę, zresztą chyba żona przez to zostawiła cię niedawno.
Clover jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-26-2008, 14:03   #452
Claire
Administrator
 
Claire na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Lokalizacja: Marvel Universe
Posty: 1,811
Domyślnie

Nie była dzisiaj w wyśmienitym nastroju. Wręcz czuła narastającą panikę i dziwne uczucie w żołądku, które na ogół towarzyszy nerwom przed klasówką. Tylko że decyzja, którą miała podjąć była o wiele poważniejsza niż to czy napisać ściągę czy uciec z lekcji.
- Butelka jak butelka – odpowiedziała ponuro. – Wiadomo jak się zaczyna, jak się w nią gra i jak się kończy. I to, że na ogół się nic nie pamięta.
- Następnym razem zagramy w alkochińczyka! – wykrzyknęła Cam.
- Primo, nie wrzeszcz. Secundo, niedobrze mi – powiedziała szybko Clov i pobiegła do łazienki.
- Też chyba zaraz pawia puszczę – zawtórowała Fif i przyłożyła dłoń do ust.
Cam i Claire szybko wzięły przyjaciółkę za dwie ręce i podbiegły z nią do najbliższego okna. Na szczęście, gdy Fif zaczerpnęła świeżego powietrza, jej mdłości przeszły. Dziewczyny odetchnęły z ulgą i wróciły na środek pokoju wspólnego.
- Boli mnie głowa – stwierdziła poważnie Mary.
- No coś ty? – burknął Jim.
Wszyscy byli bladzi i mieli cienie pod oczami. To dziwnie upodobniało ich do wampirów. A propos…
Okno otworzyło się z hukiem i Paul wgramolił się do pokoju Gryfonów.
- Wydaje mi się, czy jesteśmy na siódmym piętrze? – wycedził Luc. Chyba nie darzył zbytnią sympatią byłego chłopaka Claire.
Paul tylko wzruszył ramionami i powiedział spokojnie:
- Mam sprawę do Kwiatuszka.
Chyba jako jeden z nielicznych używał tego przezwiska. Claire spojrzała na niego z przerażeniem, otwierając szeroko swoje morskie oczy z okalającymi je długimi, czarnymi rzęsami.
- Dajcie mi jeszcze trochę czasu, ja… - zaczęła błagalnym głosem.
- Nie ma mowy – uciął Paul, a w jego oczach pojawiły się groźne błyski. – Zważ na to, że dziś masz tylko podjąć decyzję. Nic jeszcze się nie odbędzie.
- Tylko – syknęła Claire. – Tylko! Przyjdę do was jak będę chciała, jasne?! – To nie było pytanie, tylko stwierdzenie.
Paul jak zwykle w takich sytuacjach skrzywił się, ale nic nie odpowiedział. Podszedł powoli do okna i na odchodne rzucił obrażonym tonem:
- Wyślij Theo, jak będziesz gotowa. Byle dzisiaj. Louis mnie zabije – ostatnie zdanie wypowiedział cicho do siebie. Chwilę później już go nie było.
W pokoju zapadła cisza, którą przerwała Clover wracająca z łazienki.
- Jak ty to robisz, że on zawsze cię słucha? – zapytała szczerze zdziwionym tonem.
Claire obojętnie wzruszyła ramionami.
- Pewnie dlatego, że dalsza kłótnia ze mną nie miałaby większego sensu.
- Ale przecież on jest wampirem, mógłby… - zaczęła Fifty.
- Dość! – krzyknęła Claire, zasłaniając twarz dłońmi. – Nie chcę dzisiaj o tym myśleć.
Mary, która cały czas tylko przyglądała się całej sytuacji, zdawała się jako jedyna pojmować o co chodzi. Nie wydawała się tym zadowolona, ale też nie chciała tego zdradzać. Gdzieś w kącie cicho zachrapał Jim, a zaraz dołączyła do niego Cam.
- Wyjaśnisz nam w końcu, o co chodzi twoim przyjaciołom-wampirom? - zapytał zgryźliwie Luc.
- Grzeczniej proszę – odburknęła Fiołeczek.
- Nie mam zamiaru! – wrzasnął Luc. – Co oni od ciebie chcą?!
Claire cały czas twarz miała ukrytą w dłoniach. Nie potrafiła spojrzeć żadnemu z przyjaciół w oczy.
- Nie mogę nic powiedzieć – wyszeptała. – Muszę podjąć decyzję, na którą nie będą miały wpływu żadne czynniki zewnętrzne.
- Teraz jesteśmy tylko czynnikami, tak? – zapytała kwaśno Mary, w końcu zabierając głos. – Przecież ta trójka też wywiera na ciebie nacisk.
- Nie, nie! – Claire w końcu odsłoniła twarz. – Nie namawiają mnie do niczego. Złożyli mi tylko propozycję.
Fioletowa miała wrażenie, że te wszystkie sformułowania zaraz ją zdradzą. Że musi upłynąć jeszcze tylko chwila, żeby jej przyjaciele odkryli, co się za tym wszystkim kryje.
- Ale mimo to, dają ci jeden dzień do namysłu, tak? – Kontynuowała Mary. – Claire, tak nie można.
- To wcale nie był jeden dzień – odrzekła trochę zawstydzona. – Długo to odwlekałam.
- Nie mamy szansy się niczego dowiedzieć, prawda? – zapytała niezadowolona Clo.
- Nie mogę – odpowiedziała cicho Claire, prawie mając łzy w oczach. Wstała powoli z podłogi, otrzepując sukienkę, którą założyła na wczorajszą imprezę. Skierowała się w stronę dormitorium. Nikt nawet nie próbował jej zatrzymać, bo chyba większość nie miała już nadziei na uzyskanie żadnych informacji. Szybko pobiegła po krętych schodach na górę i weszła do „piątki”. Nie chciała już tego odwlekać. Gwizdnęła krótko na Theo, który siedział na ramie łóżka. Po chwili już siedział na jej ramieniu i przyglądał się jak jego właścicielka szuka kawałka pergaminu. Gdy już go znalazła i oparła na kamiennym parapecie, zaczęła coś pisać.

Już. Jestem gotowa. Gdzie?

Nie była w stanie nic więcej napisać. Przewiązała liścik czarną wstążką i przymocowała do nóżki kruka.
- Wiesz do kogo.
Otworzyła okno i wypuściła swoje zwierzątko na zewnątrz. Patrzyła jak zlatuje w okolice niższych pięter. Westchnęła cicho i podniosła głowę do góry. Zaczerpnęła chłodnego powietrza i nagle poczuła się lepiej. Zrobiło jej się lżej na duszy. Już miała odwrócić się od okna, gdy wleciał przez nie z powrotem Theo.

Idź na skraj Zakazanego Lasu. Nie bój się, proszę.

Claire wywróciła oczami. Nie, już się nie bała.
Zeszła na dół, przebiegając szybko przez pokój wspólny. Kątem oka zauważyła, że Mary rzuca jej zaniepokojone spojrzenie. Biegła szybko przez jak zwykle ciemne korytarze, pędziła na złamanie karku po wszystkich schodach, czasami omijając pojedyncze stopnie. W między czasie zdała sobie sprawę, że przecież mogła się przebrać z czarnej sukni. Może tak jest nawet lepiej…
W końcu otworzyła wrota i zaczęła biec jeszcze szybciej przez opuszczone błonia. Nikomu nie chciało się na nich siedzieć w tak okropną pogodę. Mijała znajome drzewa, ominęła skrawek jeziora i stanęła na skraju mrocznego lasu. Przybyła na miejsce za szybko. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak jest jej zimno i że nie wzięła ze sobą żadnego płaszcza. Odczekała jeszcze 15 minut, ale nic nie wydarzyło się poza tym, że raz wydawało jej się, że ktoś nadepnął na gałązkę.
Po kolejnych 10 minutach zaczęła się niepokoić. Gdy jednak przez myśl przeszło jej, żeby już wrócić do zamku, owionęło ją lodowate powietrze. Trójka wampirów zmaterializowała się dokładnie przed nią. Louis trzymał w dłoni wielki, czarny pergamin. Zaraz, zaraz… Czarny?!
Claire była teraz jedynie zdziwiona. Już nie była przerażona. Teraz podekscytowanie mieszało się z oczekiwaniem. Paul, widząc jej wyraz twarzy, uśmiechnął się w wyższością wyraźnie z siebie zadowolony.
- Cieszę się, że jednak przyszłaś – odezwał się zimny głos Louisa. – Wciąż jednak nie wiemy, jaką podjęłaś decyzję.
- Ja wiem – powiedział zadowolony Paul.
- Przepraszam, że tak wtrącę, ale co was zatrzymało? – zapytała uprzejmie Fioletowa. Czuła ogromny respekt przed tą trójką.
Louis rzucił pogardliwe spojrzenie Alessie. Claire dopiero teraz zauważyła, że dziewczyna ani razu się nie odezwała od przybycia.
- Nasza droga Alessa znów była głodna. Trochę czasu zeszło nam na uświadomienie jej, że wystarcza jedna ofiara na tydzień, a nawet dwa. Nie miej do niej pretensji… Dopiero niedawno została wampirzycą.
Claire nieświadomie wzdrygnęła się.
- Czy ja też…? – zadała niemal nieme pytanie.
- Tak. Ty też – odpowiedział szybko Paul.
- Ale będziecie mi pomagać? - zapytałam rozpaczliwie.
- Oczywiście – odpowiedział spokojnie Louis, Gdy przemawiał, człowieka opuszczały wszelkie wątpliwości.
Rozwinął czarny pergamin i wskazał na coś palcem. Fiołeczek rzuciła tylko na to okiem i poprosiła o pióro, żeby się podpisać. Zbyt wiele już się o tym nasłuchała, żeby jeszcze teraz czytać wszystko z detalami. Louis wręczył czarne krucze pióro.
- To nie muszę się podpisać krwią czy coś? – parsknęła śmiechem, biorąc pióro do ręki.
- Ha-ha – warknęła Alessa.
Claire przytknęła pióro do pergaminu. Jeszcze przez chwilę się zawahała, ale westchnęła ciężko i podpisała się. Wewnętrznie miała poczucie, że gdzieś zabił dzwon, który obwieszczał koniec pewnego etapu. Zrobiło jej się jeszcze zimniej na samą myśl.
Louis zabrał od niej zwój i zapytał cicho:
- Decyzję już podjęłaś. Powiedz tylko kiedy mamy wykonać to, na co się zdecydowałaś.
Claire zmieszała się. Nie wiedziała, że dadzą jej aż tak duże pole manewru.
- Pod koniec roku – powiedziała zdecydowanie.
- Tego roku? – zapytał z nadzieją Paul.
- Roku szkolnego – uściśliła Fiołeczek.
Trójca pogrążyła się w ciszy, jakby rozważając odpowiedź.
- Jesteś pewna, że chcesz tak długo czekać? – zapytał Paul.
Nie odpowiedziała, tylko mimochodem spojrzała na Louisa.
- W normalnych okolicznościach sprzeciwiałbym się, ale teraz musimy zająć się Alessą. Z wami dwiema nie dalibyśmy rady – powiedział blondyn.
Pierwszy raz spojrzałam na Alessę z wdzięcznością, ale ta, rzecz jasna, nie odwzajemniła tego spojrzenia.
- Pod koniec roku – potwierdził Paul.
- Pod koniec roku – powtórzył Louis – staniesz się jedną z nas.
Zniknął, a zanim zniknęli Alessa i Paul. Claire odwróciła się na pięcie, żeby wyjść z lasu, ale nagle znów usłyszała trzask łamanej gałązki. Tym razem była pewna, że się nie przesłyszała. Rozejrzała się dziko na wszystkie strony i jej wzrok padł na wysoką postać o blond włosach i zielonych oczach, stojącą za wielkim dębem. Mary wszystko widziała.
__________________
- Look at us. I'm frozen and you're dead. And I love you.
- It's a problem.
- Do you remember what you told me once? That every passing minute is a another chance to turn it all around.
- I'll find you again.
- I'll see you in another life... when we are both cats.

Ostatnio edytowane przez Claire : 10-26-2008 o 15:19.
Claire jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-26-2008, 15:28   #453
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie

//Przepraszam, że długo kazałam na siebie czekać, ale opornie szło mi to pisanie. Zresztą i tak mam wrażenie, że nawet nikt nie czekał ^^.//

Jane siedziała z założonymi rękoma w dormitorium. Bolał ją brzuch, bolała głowa. Najbardziej jednak odczuwała ból wszystkich swoich zmysłów. Najbardziej tego szóstego…
- No do cholery ciężkiej! – wykrzyknęła, a Clover i Luc rzucili jej zaniepokojone spojrzenia.
- Co jest?
- Tak nie można! Co ona sobie do cholery myśli!? – Mary wstała.
- Gdzie idziesz? – spytał Luc, powoli podnosząc się z fotela. Mary rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Nigdzie się nie ruszysz. Masz być cały czas tutaj. – powiedziała cicho.
- Nie ma mowy.
- Siedź tu i nie dyskutuj! – syknęła Mary. Zabrzmiało to jak kłótnia ojca z niegrzecznym dzieckiem. Lucio zrobił tylko obrażoną minę i wyjął jakiś pergamin. Zaczął na nim skrobać nie odzywając się ani słowem. Mary, zadowolona z siebie ruszyła do przodu szybkim krokiem nakładając ciemny płaszcz.
Po chwili szybkiego marszu stała już przed wyjściem z Hogwartu. Nie zastanawiając się nad zakazami ruszyła przed siebie uchylając skrzypiącą bramę. W twarz uderzyło ją czyste, świeże powietrze. Niebo było niesamowicie jasne, poprzecinane jedynie rozlanymi, niebieskimi chmurami. Wyszła na błonia, przezornie trzymając się murów zamku. Zimny, północny wiatr rozwiewał jej długie włosy, których nawet nie zdążyła przemienić w normalne, krótkie blond kosmyki.
Dziwnym trafem dobrze wiedziała w którą stronę iść. Nogi same ją kierowały. Była już u skraju lasu, kiedy usłyszała głosy. Jeden… Nie, dwa męskie… I Claire… Alessa. Cała czwórka. Mary słyszała tylko strzępy rozmowy. Padały słowa, których nie potrafiła związać w jedną całość. A jednak przeczuwała co wisi w powietrzu. Niechcący nadepnęła na kolejną gałązkę, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi, wszystko zostało zagłuszone przez odgłosy rozmowy. Mary stanęła w bezpiecznej odległości od wampirów i Claire. Przysłuchiwała się rozmowie:
- Pod koniec roku –powiedział Paul, jakby coś potwierdzając.
- Pod koniec roku – powtórzył Louis – staniesz się jedną z nas.
Mary gwałtownie zamrugała oczami. Jedną z nas… Jane po chwili zdała sobie sprawę, że na chwilę zapomniała o prawidłowym oddychaniu. Zaraz więc wzięła trzy głębokie oddechy wszystko układając sobie w głowie. Jedną z nas… Pod koniec roku…. Te słowa dźwięczały jej w głowie niczym tony najczystszego kryształu rzucanego o ziemię. Wypowiedziane przez istoty z którymi normalny człowiek nie chciałby mieć do czynienia. Louis… Dlaczego akurat o nim nie mogła przestać myśleć. Dlaczego to on z tej trójki najbardziej wrył jej się w pamięć. To o nim myślała w dzień, w nocy, na zajęciach. Czyżby aż tak na nią działał jego wszechwiedzący sposób bycia? I ten spokój... A może… Nagle jej myśli przerwał szelest liści, co świadczyło o tym, że wszyscy zaczęli się rozchodzić. Mary czuła w sobie nie mającą dna pustkę. Jak Claire mogła do tego dopuścić? Nagle uświadomiła sobie, że jej fioletowowłosa przyjaciółka zmierza w jej stronę. Mary postanowiła już więcej się nie ukrywać. Wysunęła się zza dębu jak najciszej i stanęła twarzą w twarz z Claire. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Widocznie postanowiła grać, bo zaraz wyraz jej twarzy zmienił się na lepszy, bardziej miły od tamtego.
- Och! Mary! – zaśmiała się Claire perlistym śmiechem. – Co za zbieg okoliczności! Też wybrałaś się na papierosa? Widzisz, ja nie wzięłam, właśnie sobie przy pomniałam, miałam wraca…
- Nie udawaj Claire. – powiedziała cicho Mary i spuściła wzrok. Nie wiedzieć czemu zachciało jej się płakać.
- Do czego zmierzasz? – brnęła dalej Claire.
- Naprawdę chcesz być jedną z nich? – wyszeptała Mary w stronę Fiołeczka.
- Mary… - zaczęła Claire, która nadal chciała grać, jednak głos jej się załamał i stwierdziła, że ta cała farsa nie ma większego sensu. – Mary… Moja kochana Mary… - szeptała klękając na miękkim zielonym mchu. – Nic nie rozumiesz… - zakończyła prawie bezgłośnie.
- Mylisz się. – powiedziała beznamiętnie Jane. – Mylisz się, nie wiesz nawet jak bardzo.
- W takim razie wyjaśnij mi może, co z tego wszystkiego rozumiesz? – zapytała Claire podnosząc głowę.
- To, że zostaniesz wampirzycą. Pod koniec roku. To mi wystarczy. – dodała czując pod powiekami pierwsze łzy. Szybko jednak zamrugała, a jej oczy powróciły do dawnego stanu.
- Mary… To nie tak. To wszystko nie tak. – powiedziała Claire kręcąc głową, w geście bezradności.
- W takim razie do diabła mi wytłumacz! – wykrzyknęła Jane.
Lekka mgła unosiła się wokół dziewcząt tworząc niesamowitą atmosferę. W lesie było zupełnie cicho, raz po raz tylko przerywały tą błogą ciszę skrzeki ptaków, których było coraz mniej…
- Nie mogę… - wyszeptała pełnym bólu głosem. Mary prychnęła. Smutek ustąpił złości.
- To sobie miej te cholerne sekrety! Tylko zrób coś, żeby ta Twoja cholerna aura mnie tak nie irytowała za każdym razem, kiedy pakujesz się w jakieś nowe bagno. Czy Ty w ogóle wiesz co oznacza zostać wampirem!? – nie dbała o to czy ktoś ją usłyszy, czy nie. – Claire, one żyją wiecznie! Cholerna wieczność da ci się we znaki dopiero po stu czy po tysiącu latach? Jak myślisz? Tak, na pewno spodoba Ci się tracenie po kolei, rodziny, znajomych, przyjaciół. To cholernie fajne patrzeć na ich śmierć? - Mary zakończyła swoje wywody ciężko łapiąc oddech. Mimo, iż w lesie, za sprawą mgły, która robiła się coraz gęstsza, stawało się coraz zimniej Mary robiło się z chwili na chwilę goręcej. Nie zwróciła na to nawet uwagi czekając na słowa Claire.
- Wieczność… - powiedziała cicho Fioletowa. – wieczność to jeden z powodów. – oznajmiła patrząc na Mary. Jej morskie oczy wyrażały bezgraniczne rozdarcie między dwoma płaszczyznami. Brwi co chwilę marszczyły się i wracały na swoje miejsce.
- Zgłupiałaś? Pojebało Cię? Chcesz zostać tym czymś tylko dlatego, że chcesz żyć wiecznie!? Nie wiedziałam, że jesteś aż taką egoistką… - syknęła Mary w stronę przyjaciółki. No właśnie… Przyjaciółki? Czy aby nie w tej chwili światełko przyjaźni dla Claire nie gaśnie w jej sercu z zatrważającą prędkością?
- Mary, nic nie rozumiesz! – wykrzyknęła nagle Claire podchodząc do Mary i łapiąc ją za nadgarstki. – Właśnie dlatego, że wampiry żyją wiecznie, chcę zostać jednym z nich! Bo Paul też będzie żył wiecznie do cholery! – zakończyła a po jej policzku potoczyła się wolno jedna, przejrzysta łza. Mary zamilkła. Nie miała nic więcej do powiedzenia. Światełko na nowo powróciło do jej serca, tym razem płonące jeszcze silniejszym blaskiem. Mimo, iż Mary oprócz przejmującego gorąca czuła, że są obserwowane i to bynajmniej nie przez wampiry, złapała Claire za rękę i ruszyła w stronę zamczyska.
Niebo nadal miało tą samą barwę srebrnoszarego kamienia, który przecierały pojedyncze rozlane niebieskie plamy. Tylko wiatr przestał wiać. Było teraz zupełnie pusto.
Dziewczęta dotarły do wrót zamku i bezszelestnie wdarły się na korytarze Hogwartu. Kolejny dzień, który dobiegał końca. Kolejny dzień, który niesie ze sobą noc.
Claire szła zupełnie milcząc. Zresztą Mary też nie potrzeba było żadnych słów. Kiedy dotarły do portretu Grubej Damy Claire wypowiedziała hasło i obraz odskoczył. Obie weszły do Pokoju Wspólnego, jednak nikogo w nim nie było. Mary spojrzała na Claire i szepnęła:
- Nikomu nic nie powiem. Przysięgam na miłość do Mercutia.
Claire uśmiechnęła się blado i pocałowała Mary w policzek, uprzednio ją ściskając. Poszła do swojego dormitorium i szepnęła tylko ‘dziękuję’. Jane usiadła na jednym z foteli i zamknęła oczy, by dokładnie przemyśleć całą sytuację.

//No to koniec ^^.//
__________________
GUNS N' ROSES

Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 10-26-2008 o 17:06.
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-27-2008, 16:14   #454
Clover
Urodzony, by rządzić światem
 
Clover na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 3,438
Domyślnie

***

Po krótkim czasie pokój wspólny powoli pustoszał. Najpierw poszedł Jim z Luciem, który po długich namowach tego pierwszego ugiął się i powędrował za nim do dormitorium. Jego oczy wyrażały zdenerwowanie całą sytucją.
Następnie Cam postanowiła iść do dormitorium. Powiedziała, że musi się przespać z ‘tym wszystkim’, jak to określiła.
Clover siedziała na kanapie wpatrując się w ciemność, która panowała w pokoju. No, może nie całkowita ciemność, bo łuny światłą padały od świeczek wiszących w powietrzu, jakby na niewidzialnych nitkach. Fifty bawiła się jedną, stawiając palec nad płomieniem i zabierając go szybko, gdy poczuła parzenie. Miała przy tym otwartą buzię, co wyglądało zabawnie.
- Ciekawe kiedy wrócą. – Susan rzuciła w przestrzeń i oderwała wzrok od świeczki. – Ciekawe co miała im potwierdzić…
Clover milczała i ukryła twarz w dłoniach.
- Nie wiem, ale już nie chce wiedzieć. Ani niczego z niej wyciągać. – Koniczynka wyprostowała się i spojrzała na Zieloną, która patrzyła na nią z lekkim zdziwieniem.
- Nie interesują Cię jej układy z…khem…wampirami? – spytała z niedowierzaniem. Usiadła obok Clover i wbiła w nią swój wzrok. – Ja bym chciała wiedzieć o co w tym wszystkim idzie.
- Ja też. Ale jeżeli ona nie chce nam o tym powiedzieć, to znaczy, że ma nas to nie obchodzić. – Zielona skwitowała sucho i wstała. – Więc się tym nie będę już przejmować. Claire widocznie nie potrzebuje naszej pomocy i zainteresowania.
- Ale przyznasz, że jest jej trudno z tą, jakąkolwiek sytuacją. – Fifty przeczesała swoje włosy i zgasiła jedną świeczkę. – To widać.
- Wiem. – powiedziała cichutko Clover i zamknęła oczy. – Ale jeżeli jest jej ciężko, to nie będę jej zamęczać pytaniami i w ogóle... – tutaj zabrakło jej słów, więc zakończyła głębokim westchnięciem.
- Chodźmy do dormitorium. – Fif nagle wyskoczyła z propozycją, a Piwnooka spojrzała na nią z lekkim rozbawieniem, przez co Sus złapała errora. – No co? Po co mamy tu siedzieć jak takie pukwy, skoro tam możemy robić coś ciekawszego?

***

- Wow. Normalnie ale ciekawie. – Clover leżała w łóżko, już przebrana w piżamę. Ziewnęła głęboko i z lekką ironią. – Normalnie…
- Dobra, dobra, przestań sobie kpić. – Fifty przerwała jej wywód i przykryła się kołdrą pod samą brodę. – Przynajmniej jest ciepło.
Koniczynka wywróciła oczami i spojrzała na mugolskie plakaty na ścianie obok jej łóżka. Zaśmiała się otwarcie, na co Fifty spojrzała ze zdziwieniem.
- Co? – spytała głupkowato, przerywając czytanie jakiegoś magazynu dla młodych czarownic.
- Przypomniało mi się, jak Claire spojrzała na te pakaty na początku roku. – zaśmiała się i opadła na poduszki. – Jak na jakiegoś zdechłego karalucha.
Fifty uśmiechnęła się nieznacznie i powróciła do czytania. Clover położyła się na boku i po krótkim czasie i ku zdumieniu Fifty – usnęła.
Po 10 minutach otwarła czujne oczy i wydawało jej się, że mignęło jej coś fioletowego. Nie poruszyła się jednak, tylko spojrzała na Fifty, która kiwnęła jej głową i spojrzała przelotnie na Fiołeczka, po czym wróciła do czytania. Claire poszła do łazienki, a po chwili wyszła z niej przebrana już w koszulę nocną. Położyła swoje rzeczy na krześle i spojrzała na obydwie dziewczyny. Wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, lecz po chwili zrezygnowała. Weszła do ciepłego łóżka i leżała w bezruchu na wznak.
Clover i Fifty spojrzały jeszcze raz po sobie ze sceptyzmem i postanowiły położyć się spać.
__________________

Gówno mnie obchodzi co i kto przywiózł na cargo, nagapiłem się już dość na tych co mieli mieć Gallardo, a prokurator zajął im nawet ich starą Mazdę, zresztą chyba żona przez to zostawiła cię niedawno.
Clover jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-27-2008, 18:19   #455
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie

Mary siedziała wpatrzona w migotliwe światło kominka. W Pokoju Wspólnym nie było nikogo prócz niej. Oparta wygodnie o kanapę rozmyślała o wszystkich zdarzeniach minionego dnia.
Claire wampirem. Przecież to brzmi jak jakiś zupełny absurd! A jednak… Wpatrzona w ogień i ogarnięta nagłą irytacją poruszyła się niespokojnie. Cholernie gorąco!. Wstała. Otworzyła okno i odczekała trochę zamykając oczy. Nadal nic. Dotknęła rozpaloną ręką swojego czoła, które wydawało się być niczym rozżarzony węgiel. Kiedy przelotnie spojrzała w okno księżyc wyszedł zza ciemnogranatowych chmur przesłaniających szafirowe niebo oświetlane przez jasną tarczę.
Jane westchnęła cicho i zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia postanowiła iść do dormitorium choćby trochę się przespać.

- Jane, wstawaj! – krzyknęła Carmen dziewczynie do ucha.
- Coco… ? - wymamrotała Mary Jane otwierając zielone oczy i podnosząc się chwiejnie na łokciach.
- Wywiesili coś na temat Turnieju. Wszyscy stoją pod ogłoszeniem, nie czytałam tego, chodź, szybkoooo noooo. – poganiała Cam Mary.
- Spokojnie! – wykrzyknęła Mary, której, gdy wstawała, niebezpiecznie zakręciło się w głowie.
- Ty, co jest? – spytała Cam łapiąc dziewczynę za rękę i pomagając jej dojść do normalnego stanu.
- Nic, po prostu się lekko zachwiałam. – powiedziała Mary przecierając oczy, przed którymi na chwilę zrobiło się ciemno. Carmen tylko westchnęła i pokręciła głową.
Nieśmiałe promienie, przedzierające się przez groźne, granatowe chmury wpadały z dystansem do dormitorium numer trzy. Mary spojrzała w lustro, jednak nie zauważyła żadnej różnicy. Sięgnęła po różdżkę celując nią we włosy, by skrócić je do normalnej długości, jednak Carmen złapała ją za rękę i powiedziała cicho:
- Stop, niech tak zostaną. Ładnie ci w nich.
- Dziękuję… - odparła Mary, a na jej twarzy po raz pierwszy od minionej nocy zagościł słaby uśmiech. Przekrzywiła głowę wpatrując się w swoje oblicze. Duże, jasnozielone oczy, choć bez dawnego blasku, zawdzięczanemu synowi Lucyfera, nadal osobliwie lśniły. Duże, czerwone usta ostatnio nie za często się uśmiechały. No, może wyłączając ostatnią zarwaną noc. I teraz te włosy. Długie, kręcone, opadające na ramiona z ciemnymi refleksami ginącymi w jasnej barwie żyta.
- No pośpiesz się, nie mamy czasu tak stać! – Cam pociągnęła Mary za rękę, jednak zaraz przestała bo zorientowała się, że Jane jest w samej bieliźnie. – Ubieraj się, daję Ci minutę. – zakończyła spoglądając na drzwi Carmen.
Mary zwinnie wskoczyła w czerwoną bluzkę i czarne spodnie. Nierozłączny zestaw. Zaraz jednak bluzkę zmieniła na krótki t-shirt o tym samym kolorze.
- Dziewczyno! – Cam pomachała jej ręką przed nosem. – w zamku jest zimno. Mi nawet nie wystarcza sweter.
- Trudno, mi jest gorąco. Właściwie która godzina? – zmieniła temat Jane.
- Odpowiednia, by wyjść i przeczytać co jest napisane na tej cholernej tablicy. – powiedziała z naciskiem na przedostatnie słowo Cam.
- Dobra, dobra. – odparła jej Mary i po chwili obcasy od czarnych szpilek zastukały o kamienną posadzkę dormitorium.
- No nareszcie… - westchnęła Cam szybkim krokiem idąc za Mary.
Zaraz potem obie dziewczyny wraz z Clover, Fifty i Claire, która rzuciła Mary ciepłe spojrzenie, stały przy tablicy ogłoszeń.

Uwaga uczniowie!

Wraz z decyzją komisji nadzorującej przebieg tegorocznego Turnieju Trójmagicznego odbywającego się w Hogwarcie, ogłaszam, że pierwsze zadanie zostaje przesunięte na za tydzień, tj. 3 listopada. Kandydatów prosimy o niezwłoczne zgłoszenie się do opiekunów domu.

Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie,
A. Dumbledore


- Cholera, na śmierć zapomniałam! – wykrzyknęła Mary unosząc brwi.
- Co się stało? – spytał Luc, który wraz z Jimem wyszedł właśnie z dormitorium chłopców.
- Nic, właśnie dowiedziałam się, że już za tydzień będę musiała się wykazać i przy okazji skompromitować przed całą szkołą, plus… - już miała dodać „Louisem”, jednak w porę się opanowała i dokończyła: - naszymi gośćmi.
Wszyscy popatrzyli na Mary, lecz ta tylko usiadła na jednym z foteli czekając na uświadomienie o kolejnych problemach.

//Wybaczcie, że musieliście tyle na mnie czekać, a jest tak żałośnie krótkie o.O//
__________________
GUNS N' ROSES

Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 10-27-2008 o 19:04.
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-27-2008, 20:28   #456
Lucio
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
Lucio na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Nov 2007
Lokalizacja: Dolina Godryka
Posty: 151
Post

// krótkie, pozbawione weny ale jest. //

Po długich i męczących namowach Jima, Luc udał się wraz z nim krętymi schodami do dormitorium. Panowała tam jak zwykle chłodna atmosfera, która nie za bardzo przypadała do gustu jego współlokatorowi. Będąc w samych butelkowych bokserkach rzucił się na miłą, zimną pościel. Przez całe ciało przebiegł mu łechcący dreszczyk.
Zapomniał się przez chwilę lecz kiedy otrząsnął się z zamyślenia znowu w jego sercu zagościł ponury nastrój.
- Chyba za bardzo sobie wczoraj zabalowaliśmy, co nie? - rzucił Jim wpatrując się w baldachim swojego łóżka.
- Yhm - mruknął chłopak.
- Zrób coś z tą temperaturą, okej?! - powiedział nieco głośniej.
- Okej.
Ziąb w pokoju powoli ustawał ale dalej dało się czuć lekki chłód.
Nie mógł przestać myśleć o wydarzeniach ubiegłego wieczoru. Tajemnicza decyzja Claire, ponaglana przez wampiry. Nie mógł wyjść z przeświadczenia, że chodzi tu o coś więcej niżeli najbardziej przyziemne błahostki. Odczuwał, że coś ulegnie zmianie; teraz, wkrótce czy w przeciągu miesięcy - tego nie potrafił wywnioskować ale w głębi siebie czuł, że jego życie zmieni swoje tory.
Z drugiego końca pokoju dochodziło ciche pochrapywanie Jima, Luc westchnął chowając swoje niebieskie oczy pod powiekami.
Podążał długim tak dobrze znanym mu korytarzem. Podniecenie sięgało zenitu. Nikłe światło różdżki oświetlało gobeliny wiszące na kamiennej ścianie. Chłopak oddychał nierówno , a odgłos jego butów nikł w oddali alei. Krajobraz za oknami malował się w ciemnych, atramentowych barwach co nadawało temu miejscu specyficzny klimat. W końcu stanął przed gobelinem przedstawiającym dorosłego mężczyznę w długiej szacie. Wiedział co musi zrobić; skierował różdżkę na swoje ramię rozrywając jego wewnętrzną stronę jedynie nieznacznie się krzywiąc. Następnie przyłożył je do atłasu, który stał się przeźroczysty wpuszczając do wnętrza korytarza nikłe światło. Zrobił krok w kierunku przejścia kiedy nagle usłyszał...
- Chłopie, obudź się! - ktoś wrzeszczał mu do ucha.
- Morda Jim! - od krzyczał chłopak.
- Trochę sobie pospaliśmy. Apropo łazienka jest już wolna.
- Ta, ok.
Luc wygramolił się z łoża, zbierając ciuchy na zmianę. Stojąc pod prysznicem strumień lodowatej wody chłostał mu twarz, otrzeźwiając chłopaka ze snu. Niedbale wysuszył włosy, a następnie umył zęby. Ubrał rurki, czerwony t -shirt i wyszedł z łazienki. Usiadł na skraju łóżka wkładając buty po czym razem z Jimem wyszli z pokoju.
Już ze schodów zauważyli, że wokół tablicy ogłoszeń zgromadził się tłum osób. Kiedy znalazł w nim Claire coś dziwnie kliknęło mu w żołądku. Nie dał po sobie nic poznać podchodząc do dziewczyn. Fioletowa nie zdawała się go zauważać więc również nic się nie odzywał.
- Cholera, na śmierć zapomniałam! – wykrzyknęła Mary unosząc brwi.
- Co się stało? – spytał Luc.
- Nic, właśnie dowiedziałam się, że już za tydzień będę musiała się wykazać i przy okazji skompromitować przed całą szkołą, plus… - Emdżej przez chwilę zawahała się dokańczając - naszymi gośćmi.
Z wyrazu jej twarzy dało odczytać się wyraźne zmęczenie nękającymi ją problemami i zakłopotaniem. Usiadła w jednym z foteli, na co reszta podążyła jej śladem usadawiając się na kanapie i pozostałych meblach.
- Mary z pewnością poradzisz sobie z tymi błahostkami - skwitował Luc.
- Kto zna się lepiej na Białej Magii niż Ty! - stwierdziła Claire.
- Wygraną masz w kieszeni - dorzuciła Susan - więc po co się martwić.
Mary spojrzała po wszystkich spojrzeniem, w którym malowało się niezrozumienie.
- Raczej dam radę...
- Na pewno !
- Przejdziesz przez te zadania jak przez masło! - dodała Clo.
Kilka głów zwróciło się w jej kierunku.
- No co - zapytała zbita z tropu - tak się mówi.
- Więc widzisz - podsumował chłopak - co by się działo i tak wygrasz cały ten turniej i będziesz miała o jeden ciężar mniej.
- Jesteście kochani! - krzyknęła Mary ściskając każdego z osobna.
__________________
jeżeli odnajdziesz szczęście, ciesz się.'

Ostatnio edytowane przez Lucio : 10-27-2008 o 20:38.
Lucio jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-27-2008, 20:43   #457
Claire
Administrator
 
Claire na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Lokalizacja: Marvel Universe
Posty: 1,811
Domyślnie

- Mary, czy ty kiedyś wspominałaś coś o harpiach? – zapytała sceptycznie Claire.
Mary tylko pokiwała głową. Wyglądała, jakby trochę się spociła. Na jej czoło wystąpiły małe kropelki.
- Jak zamierzasz je pokonać? – kontynuowała Claire. - Przewertowałam już wiele książek na ten temat i nigdzie nie znalazłam skutecznego sposobu.
Mary przełknęła głośno ślinę i otarła pot z czoła.
- Nie denerwuj jej tak… - powiedziała z wyrzutem Cam.
- To nie to – przerwała chrapliwie Mary. – Chyba po prostu mam gorączkę.
- Ojej, to pewnie z nerwów – wypaliła szybko Fif. – To nagłe przełożenie pierwszego zadania…
Nikt poza Mary nie wiedział, że jej objawy wystąpiły już przed wywieszeniem ogłoszenia. Nie poruszyli tematu Turnieju, chociaż wiedzieli, że miło by było przed 3 listopada znaleźć jakiś skuteczny sposób na pokonanie mitologicznych stworów. Pogrążyli się w głębokiej zadumie, nie mając większych nadziei na wymyślenie czegokolwiek mądrego.
Claire zerknęła w okno, a zaraz do niej dołączyła reszta. Za oknem panowała prawdziwa nawałnica. Wiatr targał wysokimi, masywnymi drzewami, liście latały naokoło, a deszcz zacinał w okno wielkimi kroplami. Atmosfera przypominała stary film grozy.
- Nie chcemy siedzieć w lochach ze Snapem w taką pogodę, prawda? – wzdrygnęła się Cam.
- Nie, nie – zaprzeczył od razu Jim. – Chętnie obejrzałbym jakiś horror…
- Z uwagi na obecne warunki, nie da rady – powiedziała kwaśno Mary.
Wszyscy zrobili nachmurzone miny, niezadowoleni, że będą musieli przesiedzieć cały dzień, całkowicie pozbawieni rozrywki.
- Claire… - zaczęła powoli Mary. – Wiemy, że nie możesz nam powiedzieć o swoich stosunkach z wampirami – tu rzuciła jej znaczące spojrzenie – ale chyba możesz nam opowiedzieć co nieco o nich?
Fiołeczek przygryzła wargę i lekko przekrzywiła głowę, jakby się nad czymś zastanawiała. Już dawno nie straszyła nikogo takimi historiami, ale teraz nastrój był do tego idealny.
- O wampirach chyba już sporo wiecie. Mogą wychodzić na światło słoneczne, ale nie pełne. Nie mają kłów, ale bardzo ostre zęby. Nie próbujcie nawet kupować osinowego kołka i kilogramów czosnku, bo to i tak nic nie da – uśmiechnęła się pod nosem.
- Szlag – wtrącił Luc. – Dwie dychy poszły się walić.
Wszyscy parsknęli śmiechem, ale po chwili wsłuchiwali się ponownie w opowieść.
- Wiele rzeczy jednak się zgadza…
- Śpią w trumnach? – zapytał znienacka Jim.
Claire tylko pokręciła głową.
- Żyją wiecznie. Nie bywają też samotne, bo wtedy nie potrafią się kontrolować. Unikają ujawnienia się światu, ponieważ to zaburzyłoby naturalny porządek rzeczy. Są bardzo silni i szybcy, potrafią przemieszczać się z ogromną prędkością. Każdy z nich posiada jakiś unikalny dar. Ach, i ich tęczówki robią się czarne, gdy są głodni. Nie wiem, co mam jeszcze o nich powiedzieć… - zakończyła kulawo.
Przyjaciele zrobili zawiedziona miny.
- Ale – kontynuowała Claire z zawadiackim uśmiechem. – Mogę opowiedzieć wam coś o wilkołakach.
- O wilkołakach wiemy już całkiem sporo – odezwała się Clov. – Słyszeliśmy o profesorze Lupinie.
- Ja też słyszałam o Remusie Lupinie – przyznała Claire – jednak tu zaczyna się cała historia. Ludzkość zna tylko jeden rodzaj wilkołaków. Ten, który przemienia się w ogromnego wilczura w czasie pełni i można go zabić srebrną kulą. W przypadku wampirów musiałam wam wybić stereotypy z głowy, ale tu podania mówią prawdę. Takie wilkołaki też istnieją, jednak są tylko efektem końcowym ewolucji, czegoś na kształt mutacji. Jakby nie patrzeć, taki wilkołak powstał w efekcie ugryzienia przez innego wilkołaka. Istnieje jednak inna grupa tych strasznych zwierząt… A może postaci? Pół-ludzi? Kto wie… Te wilkołaki istnieją od zarania dziejów, nikt dokładnie nie wie od kiedy. Istniały już w średniowieczu, istniały w starożytności. Mówi się, że protoplastą wilkołaków była wilczyca, która wykarmiła Remusa i Romulusa. Ten drugi założył Rzym, jak pewnie słyszeliście. Nie tylko mugole się o tym uczą – tutaj mrugnęła okiem do zebranych. – Tak więc te wilkołaki rozwijały się bardzo powoli, Romulus i Remus nie stali się wilkami. Nabrali tylko wilczych cech. Z pokolenia na pokolenie jednak coś zaczynało się zmieniać. Dzieci czasami kwiliły jak zwykłe noworodki, ale gdy zagrażało im niebezpieczeństwo, choćby najmniejsze, potrafiły warczeć i gryźć. Z czasem odkryto, oczywiście w sekrecie, że narodziła się nowa rasa ludzi. Rasa, która dba o bezpieczeństwo swoje, a nawet wszystkich postronnych ludzi. Pierwsze wilkołaki zaczęły zauważać, że zawsze pojawiają się tam, gdzie przebywają wampiry. Może z powodu tego, że populacja w zastraszającym tempie malała, czemu przypisywano chorobom? Możliwe, że wilkołaki twierdziły, że wysoka śmiertelność jest powodowana przez wampiry? Rozpoczęła się wielka wojna. Wilkołaki i wampiry znajdowały się o włos od ujawnienia. Tak zapamiętali się we własnej walce, że zapomnieli o ludziach. Myśleli tylko o tym, aby wymordować jak najwięcej przedstawicieli wrogiej rasy. A potem… - Claire efektywnie zawiesiła głos. – Wampiry zniknęły. Po prostu zapadły się pod ziemię. Wojna się skończyła, a wilkołaki przepełnione pychą i glorią zwycięstwa, nie pilnowały już bezpieczeństwa ludzi. Również skryły się przed światem. Założyły własne sfory i podzieliły się na mniejsze grupki. Powiadają jednak, że jeśli kiedykolwiek wyczują choćby maleńki podmuch wiatru, który przyniesie zapach wampira, natychmiast zjednoczą się i staną ponownie do walki – zakończyła tajemniczo.
W pokoju zapadła idealna cisza. Po chwili Jim cicho zaklaskał.
- Wow, to lepsze niż film kasy B – powiedział z podziwem i szeroko się uśmiechnął.

//Nic ciekawego. Mało ładu i składu.//
__________________
- Look at us. I'm frozen and you're dead. And I love you.
- It's a problem.
- Do you remember what you told me once? That every passing minute is a another chance to turn it all around.
- I'll find you again.
- I'll see you in another life... when we are both cats.

Ostatnio edytowane przez Claire : 10-27-2008 o 21:36.
Claire jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-28-2008, 14:56   #458
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie

//Mary. Tyle, że zupełnie nie wiem co, jak i gdzie. Ale muszę się skoncentrować na czymś milszym niż moje życie, więc próbuję pisać.//

Claire zakończyła swoją opowieść i wszystkich przeszedł zimny dreszcz.
- Nie sądzicie chyba, że nasi… Ekhm – odchrząknęła Susan. – koledzy mają jakichkolwiek wrogów w Zakazanym Lesie? Tu nie grasują wilkołaki, prawda?
Mary drgnęła. A co jeśli… Co jeśli to wrażenie w Zakazanym Lesie, że razem z Claire są obserwowane… Było prawdą? I w końcu kto ich obserwował? Lub co?
- Nie, wydaje mi się, że nie. – odparła Claire po krótkim namyśle. – Przecież gdyby wilkołaki rzeczywiście zamieszkiwały tereny Hogwartu, a zwłaszcza Zakazanego Lasu, to nasi koledzy, jak to określiłaś, tak często by się tam nie zapuszczali… Przecież musi istnieć granica, która dzieliłaby dwa terytoria należące do dwóch zupełnie innych ras.
- Zgadzam się. – mruknął Luc. – Nie, wilkołaki u nas to całkiem głupi pomysł. Dumbledore nigdy nie zgodziłby się na lekcje w Zakazanym Lesie, skoro grasuje tam jakaś wataha oszalałych pół-ludzi pół-wilków.
Mary pokiwała w zamyśleniu głową. Nawałnica nadal trwała, co wpędzało ich nadal w szczególnie ponury nastrój. W Pokoju Wspólnym Gryffindoru nie było widać ani śladu po imprezie urodzinowej Claire. Dwa dni sprzątania skrzatów zdążyło zrobić swoje.
- Skoro nie jesteśmy na lekcjach… - powiedziała Mary. – To może zróbmy chociaż jakieś zadanie domowe, żeby jutro czasami nam dupy nie truli. – zakończyła szperając w swojej skórzanej torbie.
- Ej, skąd wiesz, czy dożyjesz jutra? – zapytał ze złośliwością Jim.
- Tak, widzę, że jesteś świadom tego, że Ty jutra dożyć nie możesz, jeśli nie przestaniesz. – syknęła Mary. Miała dość śmierci. Dość ironii, dość żartów, dość wszystkiego. Ale nie dawała po sobie tego poznać. Gra jeszcze się nie skończyła.
- Może jednak idźmy na tą lekcje? Powiemy, że zaspaliśmy. – powiedziała Cam. – Nudzi mi się tu strasznie. – dodała z ponurą miną.
- Dziewczyna ma rację. Idziemy. – oświadczyła nagle Claire wstając. Takiego scenariusza Jane się nie spodziewała. Wstała od niechcenia ciągnąc za sobą Lucia i Jima.
- Nie chcęęęmi sięęęęę. – zaczęła protestować Clover.
- Mi też nie, ale idę. No zobacz… - powiedziała Mary i ruszyła przed siebie. Po chwili cała siódemka kroczyła korytarzami nie zwracając uwagi na zakaz samotnego chodzenia po szkole.
- Ciekawe gdzie się podziali. – zaczęła Mary rozglądając się wokoło. Wszyscy dobrze wiedzieli, że chodzi o trójkę wampirów; Paula, Louisa i Wredną Alessę. Dawno nie było żadnych… - urwała w pół słowa i zatrzymała się gwałtownie u szczytu schodów patrząc na koniec korytarza na dole. Przekrzywiła głowę i wskazała palcem na dwa ciała leżące obok siebie z zakrwawionymi szyjami i wytrzeszczonymi oczyma.
- No cholera, nie zna umiaru nawet… - prychnęła Fioletowa schodząc szybkim krokiem po kamiennych schodach. Nikt, prócz Mary nie zwrócił uwagi na to, że Claire powiedziała to liczbie pojedynczej. Jane, Luc i Clo ruszyli za nią. Zaraz potem Claire i Mary pochylały się nad zwłokami.
- Drugoklasiści. Czy młoda krew tak bardzo ich pociąga? – skrzywił się Lucio z niesmakiem. Claire mrugnęła szybko. Mary wiedziała, że to teraz właśnie Fioletowa przeżywa najtrudniejsze chwile ze swoim dylematem, chociaż decyzję już podjęła. Mary po raz kolejny dzisiaj westchnęła i wstała.
- Co robimy z tymi ciałami? – spytała patrząc za okno. Nadal było jej gorąco. Odrzuciła włosy do tyłu i podeszła bliżej do okna.
- Nic. Idziemy stąd. Jeszcze nas oskarżą. – powiedziała Claire wzruszając ramionami.
- Jak to? Chcesz ich tutaj zostawić? A jakbyś się czuła, jakby ktoś Ciebie tak zostawiał? – zaprotestowała nagle Cam.
- Po prostu nie mam ochoty ujawniać się ze swoimi zdolnościami… - powiedziała Claire, lecz Clover w mig jej przerwała:
- A kto tu mówi o ujawnianiu…
- Pomyśl! – westchnęła Claire. – Jeśli znajdą nas przy zwłokach, to poddadzą nas praniu mózgu tylko po to, by sprawdzić, czy nie jesteśmy wampirami.
- Ej, coś tu za gorąco. – powiedziała nagle Mary i wszyscy umilkli patrząc na dziewczynę.

//Tak a propos. Jim na Twoim miejscu poważnie zastanowiłabym się nad 'być, albo nie być' w Gryffindorze. Bo nie mam zamiaru pisać o kimś, komu w ogóle nie chce ruszyć się tyłka, żeby cokolwiek napisać. Więc się zdecyduj, jeśli łaska o.O//
__________________
GUNS N' ROSES

Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 10-28-2008 o 15:34.
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-28-2008, 18:37   #459
James_Riddle
Senior Member
 
James_Riddle na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2007
Lokalizacja: Gdzieś w Polsce
Posty: 426
Domyślnie

// Ja. Mary, trafiłaś idealnie, właśnie miałem zamiar napisać posta. //

- Bardzo gorąco. - dodała Clover z nutką przerażenia. Wampiry działały coraz bardziej, coraz więcej ofiar.
Chwila ciszy.
- Idę na eliksiry, bo jeszcze naprawdę ktoś zauważy. - rzucił Jimmy niespokojnie i skierował się w stronę lochów.
- I co, zostawisz to tak? - zapytała Fif, spoglądając raz na niego, raz na drugoklasistów.
- Najwyraźniej tak. - odparł i poszedł. Dreszcze go przechodziły, przyspieszył w krokach by aż tak bardzo Snape się nie wkurzał. Doszedł do klasy.
- Oo, panu Smithowi łaskawie zachciało się przyjść tak? - zapytał chłodno Snape.
- Właśnie tak. - odrzekł nie dając poznać po sobie reakcji na to, co widział przed chwilą.
- Bezczelność. Gryffindor traci przez pana trzydzieści punktów. Siadaj. - i już gwar nastąpywał między podnieconymi faktem Ślizgonami, gdy nauczycielowi eliksirów się coś przypomniało.
- A gdzie pozostali z tej waszej grupki? - zapytał podchodząc do Jima.
- Moi agenci jeszcze się z nimi nie skontaktowali. Jak coś będzie wiadomo, dadzą Panu znać. - odrzekł Jimmy wykładając książki.
- Nie zapomnij, że mówisz do nauczyciela. Gryffindor traci przez pańskie chamstwo następne punkty. I proszę nie wykładać książek. Natymiast wyjdź z klasy. - rzucił chłodno, wracając na swoje miejsce. - Za dużo lekcji przez pana straciłem.
- Z jak największą chęcią opuszczę to miejsce. - odrzekł nadal nieprzejęty Jim, schował książki i skierował się ku wyjściu. Minął się z dochodzącymi pozostałymi.
- A ty gdzie? - zapytał Luc.
- Jeszcze się zastanowię. - odrzekł Humorzasty, przechodząc między lekko zdziwionymi przyjaciółmi. Jeszcze echem przechodził ostry głos Snape'a, który zapewne z wielką chęcią odejmował kolejne punkty. Powoli ruszył w stronę Pokoju Wspólnego, zastanawiając się nad następną lekcją. Musiał bardzo się zamyślić, bo nawet nie zobaczył, czy ciała nadal leżą, czy nie. W końcu doszedł. Podał hasło i odetchnął głęboko, rozsiadając się na kanapie i pisząc zadanie domowe na następną lekcję - transmutację. Nie zajęło mu to jakichś trudności. Schował wszystko, zaniósł do dormitorium i tam położył się na łóżku. Usnął natychmiast.

***

Chłopak obudził się po chwili. Jimmy nie otworzył oczu, lecz usłyszał ciche szepty.
- .. to jednak mój kolega nie? - chłopięcy głos zapewne należący do Luca.
- Jego sprawa, że usnął. Idziemy na transmutację, nie ma co czekać. - tym razem to zielonooka się odezwała i słychać było kilka kroków odchodzących dalej.
Zapewne Claire do niej dołączyła, a jak Claire to i Luc, a jak ta trójka to i wszyscy - naszła nagle myśl Jimmiemu. Szybko wstał, wziął torbę i skierował się ku wyjściu.
- Idziemy? - spytał przechodząc tuż obok nich.
Oni tylko lekko zdziwieni kiwnęli głowami i cała siódemka ruszyła ku klasie McGonagall.
Claire i Jane szeptały coś co chwila, Luc rozglądał się na wszystkie strony, a Fif, Cam i Clo co chwila śmiały się. W końcu doszli, o mało co nie spóźniając się.
- Witajcie. Dzisiaj będziemy zamieniać talerzyk w szklankę i na odwrót. Wiecie jak to zrobić. Ja w między czasie pouzupełniam moje notatki. Za 20 minut sprawdzę czy umiecie. - krótko i zwięźle przemówiła nauczycielka i wszyscy wzięli się do pracy. Emdżej i Claire dosłowną minutę jakby od niechcenia wykonały parę razy dane polecenia i kontynuowały swoje rozmowy szeptem. Luc również nie miał większych problemów, tak jak i reszta. Pierwsza trójka zgarnęła po Wybitnym, a pozostali PO. Zadowoleni z ocen ruszyli do wyjścia. I wtedy się przypomniało.
- Wybaczcie, muszę gdzieś pobiec. - powiedział Jimmy, odchodząc od reszty, która powoli wlekła się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
- Gdzieś? Od kiedy mamy jakieś tajemnice? - spytała Mary, zatrzymując chłopaka.
Ten tylko westchnął.
- Muszę iść napisać list o tym, czy zostaję, czy wyjeżdżam stąd. - powiedział powoli i wyraźnie Humorek, chcąc wyrwać się z mocnego uścisku Jane.
- I co postanowiłeś? - spytała Claire.
- Właśnie nic. Dlatego chcę się dłużej i w samotności zastanowić. - odrzekł Jimmy, Mary go puściła i pobiegł. Chwila moment i już był w dormitorium. Słońce próbowało przedrzeć się przez gąszcz chmur widniejących na niebie. Chłodnawe powietrze powoli wlatywało przez uchylone okno. Jeden głęboki wdech i pióro zaczęło pisać powoli pojedyncze wyrazy.

Drogi wujku!

Przepraszam za to opóźnienie, trudno mi było podjąć tak ważną decyzję. Dziś jednak po głębokim namyśle stwierdziłem, że..


I co teraz? Co napisać?

.. zostaję z wujkiem. [Ostatnio zawalałem, wybaczcie mi, Gryfoni, ale teraz się postaram. Postaram się. ] Decyzja to jest w pełni przemyślana. Jestem pewny. Trudno mi będzie rozstać się z mamą i pozostałymi, ale tu, ta szkoła jest jak mój dom. Tu rozpocząłem swą naukę, tu ją skończę.

Pozdrów ode mnie całą rodzinę. Mam nadzieję, że jakiś fajny pokoik będzie.

Jim.


Długo jeszcze zastanawiał się, czy nie przekreślić napisanych słów. Zamyślenie go pochłonęło i wietrzyk przewiał mu włosy. W myślach formowała się jakby jakaś osoba w kapturze, która mówiła, aby wyjechał. Żeby go już tu nie było, bo jest kłopotem. W sercu jednak szczera chęć, by został.
Otworzył okno i głośno zagwizdał. Przyleciała sowa.
- Do Toma, szybko. - rzekł, wręczając karteczkę sowie. Ta zahuczała i odleciała. Jimmy zamknął okno i odwrócił się. W drzwiach stał Luc, przyglądając się uważnie koledze. Humorek się zmieszał i zrobił trudną do opisania minę, wyglądającą raczej na smutną.
- Wyjeżdżasz. - rzucił nagle, patrząc głęboko w oczy Jima. Spotkały się dwie pary mocno błękitnych oczu.
- Zostaję. Żadna tajemnica. Teraz muszę się ostro za siebie wziąć. Naprawić swe błędy. - odparł chłopak z lekkim uśmiechem. Humorzasty schował kartki papieru i pióro do torby, po czym wraz z Luciem poszli do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Tam czekała piątka dziewczyn. Wyrazu twarzy Emdżej nie dało się odczytać.
- Zostaję tu i biorę się za siebie. Czas na znienawidzone przeze mnie zmiany. - rzekł Jimmy, siadając na kanapie z Luciem. Przelotne, wyglądające na nic nie znaczące uśmiechy zagościły na twarzach dziewczęcych. Po chwili między siódemką rozległy się rozmowy ze szczyptą śmiechów. Mimo tak fatalnych eliksirów wszystko wróciło do normy. Dzień zapowiadał się wspaniale, rozwiewane chmury ustąpiły miejsca Słońcu, które ogrzewało Pokój. Fif otworzyła okno, a temperatura w pomieszczeniu zmieszała się w przyjemny wietrzyk. Ot, atmosfera szalonych Gryfonów.

// Sorki wszystkim za tą masakrycznie długą przerwę w pisaniu. Teraz szczerze postaram się pisać więcej. Jeszcze raz sorki ;| //
__________________
"Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja się śmieję z was, bo wszyscy jesteście tacy sami." - Jonathan Davis

Ostatnio edytowane przez James_Riddle : 10-28-2008 o 19:17.
James_Riddle jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-29-2008, 18:27   #460
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie

//Nie jest ani długie, ani ciekawe, ani żadne. Mam zero weny, zero humoru, zero siebie. Piszę tylko po to, żeby przestać myśleć, więc jeśli wyjdzie trochę sztywno, bądź sucho, to przepraszam.//

- Chyba skoczę do McGonagall dowiedzieć się o co chodzi z tymi zadaniami. – westchnęła Mary, jednak czyjaś zimna ręka ją zatrzymała.
Dzisiejsze popołudnie w Gryffindorze było co najmniej nudne. Wszyscy siedzieli ze smętnymi minami wpatrzeni w ciemnogranatowe chmury, które odchodziły znad Hogwartu po gwałtownej, porannej nawałnicy.
- Tak, zwłaszcza dzisiaj, kiedy popełniono dwa morderstwa. – westchnęła Claire, która okazała się właścicielką bladej dłoni. No popatrzcie, jeszcze nie zadaje się do końca z pijawkami, a już wygląda tak jak one… pomyślała Mary w duchu, zaraz jednak odrzucając te złośliwe myśli. Skąd u niej tyle wrogości w ostatnich dniach… ?
- Och, Claire, przecież my dobrze wiemy, kto… - zaczęła Clover, jednak Fioletowa przerwała jej wchodząc w słowo:
- Tak, ale McGonagall złapie się za serce, jak się dowie, że Mary sama spacerowała po szkole.
Jane pokręciła głową.
- No i co z tego? Przecież nie wiedziałam, że wampirki znów wkroczyły do akcji.
- w takim razie idziemy z tobą. – powiedziała Cam unosząc jedną brew. – wtedy nie ma prawa się przypieprzyć.
- No fakt, na pewno w siódemkę poradzilibyśmy sobie z trójką…
- Trójką? – odezwał się głos zza pleców Mary.
- Z jaką znowu trójką Granger? – powiedziała Claire wzdychając i unosząc oczy ku górze. Była dobrą aktorką, bo przecież o mały włos Mary niechcący nie wyjawiła sekretu siódemki.
- Z trójką. Przed chwilą mówiliście o trzech wampirach.
- Tiaaaa… Jasne, bo my mamy powiązania z wampirami, wilkołakami i innymi nietoperkopodobnymi? – powiedział Luc śmiejąc się kpiąco.
- Sama słyszałam.
- To źle słyszałaś. – powiedziała Mary ostrym głosem gwałtownie odwracając głowę w jej stronę. Granger nagle odskoczyła, jakby zobaczyła samego diabła. Mary mrugnęła oczami i zrobiła zdziwioną minę. Przecież nawet nie zdążyłam wyciągnąć różdżki…
- Aż takaś płochliwa? Przed całowaniem z Rudym się nie bronisz… - zakpił po raz kolejny Lucio. I jemu Granger działa na nerwy. Hermiona zignorowała tą uwagę nadal patrząc się na Mary.
- Twoje oczy… - szepnęła.
- O co ci chodzi znowu? – spytała Mary nic z tego nie rozumiejąc.
- Zrobiły się na chwile… Srebrne… - brnęła dalej Granger.
- Co… ? – spytała Mary marszcząc brwi. Hermiona tylko pokręciła z niedowierzaniem głową i odwróciła się na pięcie by zniknąć na schodach prowadzących do dormitorium dziewcząt.
- Nie wiem na czym ona jest, ale na pewno to daje silnego kopa… - westchnęła Mary, która nic z tego nie rozumiała. Srebrne… Claire i Lucio popatrzyli na nią z niepokojem.
- Mary… Coś wiesz na ten temat? – spytała szeptem Claire?
- Jasne, bo ja ciągle siebie widzę. Może to byłtylko zwyczajny refleks światła?
- Srebrny w zielonych?
- Nieważne. Idę do Mcgonagall.
- No to dalej, ruszcie dupy, idziemy wszyscy.
- Nie, Claire, pójdę sama.
- Nie, Mary, pomysł Cam był o niebo lepszy.
Mary westchnęła.
- No dobra. Ale co powiem Kocica jak zobaczy tylu typa w swoim gabinecie? – powiedziała drocząc się Mary.
- Uhm, jakoś to przełknie, dalej. – powiedziała Susan ruszając przed siebie.
Granatowe chmury powoli ginęła za horyzontem dając szansę błękitnemu niebu, by przedarło się i zagórowało nad Hogwartem. Lekki dość ciepły jak na jesień wiatr wiał, delikatnie kołysząc koronami drzew w Zakazanym Lesie, z których już dawno opadły stare liście…

//Cóż. Wybaczcie, że tyle czasu mi to zajęło.//
__________________
GUNS N' ROSES

Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 10-29-2008 o 19:25.
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Gryffindor KaMcIa Kosz 979 11-05-2008 16:38
Gryffindor CZARNY999 Kosz 4 03-11-2008 20:46
Gryffindor Moony Alex Kosz 2014 11-02-2007 12:11
GRYFFINDOR Moony Alex Kosz 1989 07-01-2007 15:47
GRYFFINDOR Limonka Kosz 133 03-27-2007 17:41


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:21.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.