Cytat:
Ach...sama poezja . A i nawiasem, to myślałam, że kochasz truskawki xD
|
[small]Noo... Ale wtedy jadłam śliwki xD[/small]
Jutro zedytuję xD Chyba, że Ffi mnie wyprzedzi : P
EDIT: No coz, jest już "jutro", a wszyscy na sb czekają na ten przeklęty zwiastun, więc się trochę powysilam tutaj xD
Claire wzięła z dormitorium swoje najlepsza ciuchy i kosmetyczkę. Chciała przygotować się na to spotkanie w samotności.
Będę wyglądać jak bóstwo. Na Merlina, jaka ja skromna jestem...
Każde pasemko włosów wymodelowała woskiem do włosów i rzuciła na swoją czuprynę specjalne zaklęcie, aby się błyszczała. Następnie nałożyła trochę pudru na twarz, pomalowała swoje bardzo długie paznokcie na ciemny fiolet, podkreśliła rzęsy podkręcającą maskarą, nałożyła eyeliner, sprawdziła jeszcze, czy jej piegi nie rzucają się w oczy, a na koniec pomalowała usta ciemnobrązową szminką, wpadającą w odcień fioletu i przejrzała się w lustrze.
Nieźle, tylko mrocznie. [small][xD][/small] Claire nic nie mogła poradzić na to, że lubiła taki styl, a Paul o tym wiedział, więc wszystko jak na razie układało się po jej myśli.
W co się ubrać? Zastanowiła się przez chwilę. w końcu jej wzrok padł na ciemnozieloną, zwiewną bluzkę na ramiączkach i czarne rybaczki. Ubrała się i ponownie przejrzała w lustrze. Znów widziała w sobie dziewczynę sprzed dwóch lat, która szła na spotkanie z Paulem. Cichutko westchnęła i tylko narzuciła na siebie czarną szatę, bez krawata i białej koszuli. Nie miała zamiaru iść na obiad. I tak żadne jedzenie nie pomoże jej w przybraniu na wadze. Chciała tylko wejść do Wielkiej Sali i powiedzieć przyjaciółkom, gdzie będzie.
Zbiegła po schodach i szybko dotarła do Wielkiej Sali. Podbiegła do Koniczynki i Platyny i szepnęła:
- Wiecie z kim wychodzę. Błagam, w razie potrzeby kryjcie mnie. I... - zawahała się. - Może lepiej nie mówcie nic George'owi.
- Claire, nie możesz grać na dwa fron...!! - prawie krzyknęła Clov, ale Claire zatkała jej usta dłonią.
- Ciii, daj mi spędzić z Paulem ten jeden wieczór. O innych rzeczach pogadamy w nocy w dormitorium, okej? - zapytała pośpiesznie Claire.
Clo pokiwała głową, ale wyglądała na zaniepokojoną. Zza jej pleców wychyliła się głowa George'a, który głośno zagwizdał.
- Uuu, Fiołeczku, wystroiłaś się! To dla mnie? - zapytał zabawnie.
Claire zrobiła głupią minę. Trochę ją przybił ten żart.
- Już nie można wystroić się dla samej siebie? - teatralnie wywróciła oczami i wyszła powoli z Wielkiej Sali.
Pchnęła ogromne drzwi i opuściła Hogwart. Idąc przez błonia, zauważyła, że Paul stoi oparty o najbliższe drzewo.
- Tym razem mnie nie pobijesz? - zapytał podejrzliwie i uniósł do góry brwi.
Claire pokręciła głową i lekko się uśmiechnęła, po czym zapytała:
- Przejdziemy się?
Teraz to Paul odpowiedział tylko skinięciem głowy.
Szli przez błonia, a słońce w tym czasie zaczynało zachodzić za horyzont. Paul cały czas przyglądał się jej uważnie.
- Czemu jesteś taka smutna?
- Szczerze? Czasami mam dość twoich docinków i po prostu wolę się nie odzywać - odpowiedziała sarkastycznie Claire.
- Claire, sama to robisz i tak właściwie to nauczyłem się tego od ciebie. Już nie pamiętasz? - zapytał z uśmiechem.
- Taa, zawsze byłam dla wszystkich niemiła?
- Niekoniecznie. Tylko dla wybranych. Później zrozumiałem, że udawałaś wredność w stosunku do tych, których lubisz - powiedział z namysłem Paul.
Claire spojrzała na niego zdumionym wzrokiem.
- To nie było jasne? - zapytała, unosząc wysoko brwi.
Paul nie wytrzymał i roześmiał się.
- Nie bardzo! - wciąż śmiał się i dostał ewidentnej głupawki.
- Paul, przestań, wiesz, że śmiech zaraża! - Claire już sama zaczynała trząść się ze śmiechu.
Po kilku minutach przeszło im i spojrzeli na siebie, wciąż rozbawionymi spojrzeniami.
- Jesteśmy idiotyczni - stwierdziła rzeczowo Claire.
- Możliwe, - Paul udawał, że się nad tym zastanawia - ale możliwe też, że jesteśmy głodni!
- Co ty bredzisz? - Claire znów uniosła brwi.
- Kwiatuszku, kiedyś zostaną ci zmarszczki na czole od tego unoszenia brwi - powiedział upominająco Paul. - A żarcie czeka na nas przy jeziorze, o ile nie skonsumowała go ta wielka kałamarnica - dodał z namysłem.
- Widziałeś ją? Szczęściarz, przyjechał na trzy dni i już ma przewagę - Claire udawała, że się obraziła. - Poza tym nigdzie nie idę, bolą mnie nogi.
Paul nic nie powiedział, tylko błyskawicznie podniósł ją i zaniósł ją na mały pagórek nad jeziorem. Postawił ja na ziemię i odwrócił w drugą stronę.
Claire otworzyła usta ze zdumienia.
Przed nią znajdował się tuzin kanapek, słodycze, herbata w czajniku i najprawdopodobniej na później - wino. Na środku stał wazon z trzema czerwonymi różami. Do tego na trawie leżał rozłożony ogromny koc w szkocką kratę.
- Jeżeli myślisz, że dla trzech róż i wina spędzę z tobą noc, to się grubo mylisz! - wykrzyknęła piskliwym głosem.
Paul musiał usiąść szybko na trawie, żeby nie przewrócić się ze śmiechu.
- Czy nie możesz po prostu usiąść i zjeść czegoś? Niedługo zostaną z ciebie same kości.
Claire spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem i uśmiechnęła się. Wiedziała, że uśmiech jest jej dużym atutem.
Po chwili sięgnęła po dużą kanapkę z ogórkiem i sałatą. Dopiero teraz poczuła, jaka była głodna. Paul również pochłaniał kanapki, jakby nie jadł od tygodnia, ale akurat u niego to było normalne.
- Nie chcę nic mówić, ale wciąż masz na sobie szatę szkolną - powiedział z pełnymi ustami.
Szlag by to... Cholera! Zapomniałam! Wstała i zrzuciła z siebie czarną szatę. Teraz była już ubrana tak, jak chciała.
Paul nie mógł przez chwilę oderwać wzroku od Claire, ale po chwili uśmiechnął się z aprobatą i zaczął opowiadać o Durmstrangu.
- To już nie to samo, kiedy ciebie nie ma. Chociaż nie spałem w tym dormitorium co ty, to słyszałem, że wieje nudą.
- Oj, nie chrzań - przerwała mu Claire. - Bez jednej osoby nie zmienia się cała szkoła.
- Wiesz... Dla mnie się zmieniła - powiedział Paul, a jego uszy się lekko zarumieniły.
Claire wiedziała o co zapytać, kiedy Paul zejdzie na takie tory.
- Jak się miewa Kate? I jak wam się układa?
Paul związał się z Kate trzy miesiące po tym, jak zerwał z Claire. Panienka po solarium, rok młodsza zarówno od niej, jak i Paula. Bardzo popularna w szkole.
Paul jednak spochmurniał.
- Zdradziła mnie. Po pięciu dniach. Chcesz wiedzieć coś więcej? - zapytał ponuro.
Claire chciała powiedzieć, że właśnie tego się spodziewała, ale ugryzła się w język.
- Właściwie to żałuję, że z tobą zerwałem, - Paul kontynuował - nie wiem, co mi odwaliło.
Claire otworzyła butelkę wina i zaczęła ją pić z gwinta. Wynurzenia Paula były dla niej zbyt dużym przeżyciem, żeby jeszcze bawić się z kieliszkami.
- Hej, zostaw trochę dla mnie! - zawołał Pau i rzucił się w jej stronę, żeby w żartobliwy sposób wyrwać jej butelkę. Zahaczył się jednak o wiklinowy koszyk i upadł prosto pod nogi Claire. Ta roześmiała się głośno i upiła kolejny łyk wina.
Paul, naburmuszony, podniósł się i usiadł obok niej i wyjął z kieszeni paczkę L&M Light.
- Zapalisz?
- Mmm, chętnie - odpowiedziała Claire, wzięła papierosa i podała butelkę z winem Paulowi. - Masz, w końcu po tym, co powiedziałeś, powinieneś się napić.
- Dzięki - powiedział z ulgą Paul i wziął od niej wino.
Pili przez kolejne piętnaście minut, aż w końcu byli w niemalże szampańskich nastrojach. Paul oparł głowę na ramieniu Claire, jak za dawnych czasów. Claire lekko zesztywniała, gdy Paul objął ją w talii, a chwilę potem... Całował. Oddała pocałunek. Oddałaby mu się cała, gdyby tylko poprosił. Tak dawno już go nie całowała... Po kilkunastu sekundach Paul delikatnie się od niej odsunął i powiedział:
- Chciałem cię pocałować jeszcze raz i bynajmniej nie żałuję tego. Nawet chcę to powtórzyć i spotykać się z tobą tak często, jak się da, przez te dwa dni, które zostały. Tylko że...
- Tylko co? - zapytała szybko Claire.
- Nie chcę, żebyśmy znów byli parą. Nam nigdy nic nie wychodzi, kiedy jesteśmy parą.
Claire przygryzła dolną wargę. Co jak co, Paul miał rację, ale ciężko jej było przystać na taki układ. Chwilę potem, jednak pokiwała stanowczo głową.
Paul uśmiechnął się i wziął butelkę wina.
- Została połowa. Pijemy szybko do końca? Bo chyba musisz już niedługo wracać.
Claire spojrzała na zegarek. Rzeczywiście, była 20.30, a uczniom można było przebywać poza zamkiem do 21.
Po wypiciu połowy butelki w ciągu trzech minut... Claire i Paul ewidentnie się zataczali, a po kolejnych dwóch minutach śpiewali:
-
Yo ho, yo ho, piratem chciałbym być!!!
Paul jakimś cudem odprowadził Claire do zamku, chociaż było już całkowicie ciemno, pożegnał się z nią, przytulił i odszedł w stronę Hogsmeade. Pewnie, gdyby claire była trzeźwa, to zmartwiłaby się, czy Paul w ogóle dojdzie do "Kwatery Podróżnych". Jako, że nie była trzeźwa (już którąś noc z rzędu), wzruszyła tylko ramionami i powlekła się z trudem do Wieży Gryffindoru. Podała Grubej Damie hasło i umęczonym krokiem weszła do pokoju wspólnego.
//Wiem, że to długie i nudne. Nie musicie tego czytać xD Chociaż jak już tu doszliście, to chyba bez sensu o tym wspominać xPP//