Wróć   HPN.pl > Pozostałe > Kosz

Zamknięty temat
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 07-03-2011, 00:44   #911
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Szafka była taka sama jak w jej wspomnieniach. Próbując nie słuchać bełkotów Ginny, Angelina wyjęła zakurzone akta. Ich napisy zalśniły w słabym świetle wiszącej lampy. Powąchała je. Pachniały starym pergaminem i... zaschniętą krwią. Kichnęła.
- Naaa zdroowie! - krzyknęła Angela, wznosząc rękę. Trzymała w niej prawie całkowicie opróżnioną butelkę wina. Angelina spojrzała na nią, oblizując wargi. Miała teraz nieco ważniejsze sprawy. Przebierała szybko palcami w poszukiwaniu odpowiedniej teczki. W końcu ją znalazła.
Angelina Johnson.
Chciała ją wziąć, lecz nie mogła. Zaklęcia uniemożliwiały lokomocje dokumentów. Jednak stania tutaj i przeczytania ich chyba nikt nie zakazywał. W świecie panny Johnson to co było umożliwione, było legalne.
Życie jest takie łatwe.




Nie pokonałam boskiego postu Kaajn, ale w końcu to nie są zawody. Trochę mnie zmęczyło wypocenie tego czegoś. Mogą być setki błędów, poprawie je w południe. Jak wstanę ; D
Słodkich snów, moi Ślizgoni ; *
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.

Ostatnio edytowane przez Mistrzyni_Afrytow : 07-03-2011 o 00:56.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line  
Stary 07-03-2011, 03:15   #912
Angela Johnson
Urodzony, by rządzić światem
 
Angela Johnson na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Grimmauld Place 12
Posty: 4,556
Wyślij wiadomość przez ICQ do Angela Johnson
Domyślnie

Gadka Snape'a na temat ich szlabanu nie zrobiła na Davis specjalnego wrażenia. Co prawda, nie przypominała sobie by Mistrz Eliksirów - bo takie miano ktoś mu przypisał lata temu - dał im kiedyś jakiś, ale inni nauczyciele nadrabiali straty, do których on doprowadzał. Była przyzwyczajona do tego, że lądowała w tarapatach, szczególnie za czasów wyskoków z Werką, a także do tego, że powierzone jej za karę zadania wcale nie zostawały wykonywane, z powodu licznych ważniejszych spraw, więc nie przejmowała się tym, że może się narobić. Najwyżej później po raz kolejny za to zapłaci, ale ona nie zamierzała patrzeć w przód. Po co psuć sobie humor, gdy można ciągle utrzymywać go na nienagannym poziomie?
- Teraz podzielę was w pary i każdy uda się do innej sali lekcyjnej. Jest was 13 więc jedna osoba będzie musiała pracować sama. Abeley. Ty.
Może i z początku Severus chciał postąpić właśnie w ten sposób, to jest, przydzielić każdej z osób parę za pomocą własnego niezmąconego umysłu, ale stanęło na tym, że i tak każdy postawił na swoje. Angie przez chwilę miała wrażenie, że Draco idzie w jej stronę, ale wcześniej przed nią wylądowała Ginny, stawiając sprawę jasno oznajmiwszy, że jest z nią w parze. Nie było pewne czy Malfoy skręcił w stronę Flinta, gdyż to usłyszał, czy po prostu bo to miał już wcześniej w planie, ale zdecydowanie nadrobił drogi. Blondynka jeszcze przez chwilę wodziła za nim wzrokiem, ale rudowłosa czekała na jakąś reakcję z jej strony, co objawiało się poszturchiwaniem blondynki w ramię.
- No, wiem, wiem. Jesteśmy razem w parze. Lepiej? - Wcale nie chciała być nie miła... no dobrze, była na nią trochę zła, więc nie dziwne, że jej odburknęła.
- To już dawno ustalone, proponowałam żebyśmy już wyszły. Tu i tak jest już niezły tłok.
Weasley zupełnie nie przejęła się tonem głosu, którym przemawiała jej koleżanka. Była przyzwyczajona do tego, że Ślizgoni mieli swoje humorki i to nawet często. Gdy tylko Davis skinęła głową ruszyła w stronę wyjścia, ale musiała na nią jeszcze chwilę poczekać, co dziwne stwierdziła, że musi zawiązać sznurowadła, chociaż zawsze po prostu wciskała je do butów.
*****
Ścierek, które niosła Gin była zdecydowanie większa ilość, niż była na nie potrzeba, ale skoro sobie uwtyrała, że będzie dziś ciężko pracować sprzątając by zrobić wrażenie na Snapie, to dlaczego ktokolwiek miałby ją od tego odwodzić? Szczególnie, że gdy jedna osoba robi, druga może odpoczywać. Miotła prowadzona zaklęciem rzuconym przez Angelę co chwilę obijała się o jakąś ścianę, gdzie nie gdzie zsypując na ziemię okruszki nałożonej na ściany, starej farby i stukając nieznośnie.
Stuk, stuk, stuk...

Siostra słynnych bliźniaków odwróciła się, jako, że szła pierwsza i cisnęła do blondynki spojrzeniem, które gdyby mogło pewnie by zabijało, ale to nie sprawiło, że Davis ustabilizowała lot miotły, wręcz przeciwnie, zaczęła nią kołysać to na prawo, to na lewo mocniej uderzając o wszystko co znajdowało się po bokach. Nagle dama z pobliskiego obrazu zaczęła wrzeszczeć, szczotka uderzyła w obraz, w którym się znajdowała, a dla niej byłą to wielka obraza. Uczniowie za wiele sobie pozwalają, to można było wysłyszeć z jej krzyków, ale z wielką trudnością.
- Wiejemy. - To były ostatnie słowa Angeli, które można było usłyszeć na korytarzu, rzuciły się biegiem w stronę pomieszczenia, które miały wysprzątać.
*****
- Mówsphi... mófi... mówiłam csii żebyshmy sprzątały, a nie piiiły.
Głos Ginny mimo, że starała się mówić cicho potoczył się po sali, do której chwilę wcześniej ktoś wszedł, a ona zdawała sobie z tego sprawy. Davis zawzięcie kiwała głową, a jej ręka była wystawiona do przodu z wyciągniętym kciukiem. Chyba chciała tym oznajmić, że i tak jest ok, chociaż równie dobrze mogła nie mieć siły odpowiadać.
- Co wy tu robicie?
To zdecydowanie był głos Angeliny, ale która z dziewczyn popijających wino zwróciłaby większą uwagę kim była ta osoba, jeżeli nie był to żaden z pracowników Hogwartu? Weasley podparła głowę ręką, ale ta osunęła się po niej gładko sprawiając, że zwisała w kierunku ziemi. Podniosła ją na powrót i potrząsnęła nią, jakby to miało pomóc, ale nic z tego.
- Wstaajemy.
Davis pozbyła się butelki odkładając ją na bok i rezygnując z planu rozbicia ją. Całe szczęście! Podniosła się zataczając, i podała rękę rudej. Co prawda udało się jej wstać, ale po chwili obie upadły jak długie. Angela siarczyście przeklęła. Miała nadzieję, że huk nie był aż ta głośny, jak wydawał się w jej głowie. Przestała przejmować się panną Weasley. Na kolanach udała się w stronę drzwi, a tam podniosła się podtrzymując klamki. Czmychnęła nic nie dopowiadając, na wszelki wypadek, gdyby reszta chciała ją zatrzymać. Gdyby nie była aż tak wstawiona, pewnie nie zastanawiałaby się co będzie gdy Snape skapnie się, że nie posprzątały tak jak powinny, ale ten stan nietrzeźwości jakoś skłaniał ją do przemyśleń. Dobrze, że była w lochach, bo jak inaczej doszłaby do Wspólnego? Otworzyła drzwi na lewo, chociaż dobrze wiedziała, że kwatera Slytherinu znajduje się za Kamienną Ścianą, i weszła, a raczej wtoczyła się do łazienki facetów. Skuliła się w rogu, koło zlewu przy jej samym końcu przyglądając się drzwiom, które z każdą sekundą oddalały się od niej. Chciała tu przeczekać chwilę, aż jej przejdzie. Nie zdawała sobie sprawy ile to może trwać.

__________________
Jestem Angie Davis - The last one of Slytherin heiress !
~
Kto jest Śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
~
Od cnót Gryfonów, kretynizmu Puchonów i wiedzy o własnej wszechwiedzy Krukonów, chroń nas Slytherinie!
~
Do You want to get to know me? I'm sorry... You can't... I'm available only for "friends" and popular persons...



Cały mój profil


Ostatnio edytowane przez Angela Johnson : 07-03-2011 o 12:52.
Angela Johnson jest off-line  
Stary 07-03-2011, 15:52   #913
Kyinra
Świr wymagający opieki
 
Kyinra na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
Domyślnie

Sara zniknęła. Doda posta później pewnie. Dla jasności, Kaylin po powrocie do dormitorium jeszcze trochę wypiła i są tego skutki. Nie musicie czytać, bo w sumie samolubie dość. Męczyłam to... długo.

- Ała, moja głowa - Kaajn podniosła głowę z poduszki i rozejrzała się po dormitorium. Raczej starała się rozejrzeć, bo potworny ból rozsadzający jej czaszkę uniemożliwił jej korzystanie ze zmysłu wzroku. Chwilę później pojawił się jeszcze kac moralny. Ross stoczyła się z łóżka i na czworakach doczołgała do łóżka Angeliny, by przeszukać jej szafkę w poszukiwaniu tabletek na kaca. Wyciągnęła szufladę i wyrzuciła całą jej zawartość na podłogę, skrzywiła się lekko po usłyszeniu huku przedmiotów spadających na podłogę. - Kurwa - wyszeptała. Wśród leżących na podłodze drobiazgów nie było żadnych pastylek. Chociaż... Podniosła małą szklaną buteleczkę z jakimiś koralikami w środku, to niewątpliwie były tabletki. Spojrzała na etykietkę i z jej ust wydało się westchnienie zawodu. Antykoncepcyjne. Chwyciła różdżkę i machnęła nią w celu przywrócenia szafki starszej panny Johnson do poprzedniego stanu. Doczołgała się z powrotem pod swoje łóżko i sięgnęła pod nie w celu wydobycia kilku ubrań. W przeciwieństwie do pozostałych mieszkanek dormitorium, swój burdel zgarniała pod duży mebel, co tworzyło pozorny porządek, mimo że zdecydowanie utrudniało wyszukiwanie ubrań. W końcu znalazła to, czego szukała i udała się do łazienki, żeby wziąć zimny prysznic. Nie musiała się śpieszyć. I tak była już spóźniona na pierwszą lekcję.

Czuła pod palcami jak jego mięśnie napinają się i rozluźniają w jednakowym rytmie. Dyszał ciężko pojękując co jakiś czas. Jedną ręką opierał swoje ciało tak, by nie przygnieść dziewczyny, drugą przytrzymywał jej biodra, by nie przesuwała się po biurku. Ustami błądził po szyi i dekolcie.
Chwilami salę wypełniał cichy, jednak tak bardzo podniecający szept.
- Tak, rób to, mocniej!


Ross zeszła do Pokoju Wspólnego. Na jednej z kanap leżała Angela przykładając butelkę z wodą do czoła. Drugą kanapę zajmowała Ginn, leżąc na boku i wgapiając się tępo w muchę łażącą po stoliku.
- Czemu nie jesteście na lekcjach? - głos Kaylin był cichy nie tylko ze względu na współczucie dla przyjaciółek. Zimny prysznic nie do końca pomógł usunąć skutki wczorajszego topienia świadomości.
- A widzisz, żebyśmy były w stanie? - Ginny skrzywiła się i przewróciła na plecy. Wydarzenia na suficie były o wiele mniej dynamiczne, prawdopodobnie powodowały mniejszy ból głowy i oczu.
- I nie wybieracie się dzisiaj?
- Nie - odpowiedziały jednocześnie.
- W tym wypadku ja też nie idę - Kaajn zdjęła torbę z ramienia i odwróciła się w kierunku dormitorium, by tam ją odnieść. Chwilę później maszerowała już o dziwo przyjemnie chłodnym korytarzem Hogwartu w poszukiwaniu jakiegoś cichego i mało uczęszczanego miejsca. Wtedy z jednej z klas wyszła kochana i szanowana McGonagall.
- Ross! Czemu nie jesteś na lekcjach? - Kaylin skrzywiła się słysząc jej donośny, lekko skrzeczący głos - Za dużo sobie pozwalacie!
- Źle się czuję, pani profesor - nie miała teraz ochotę na pyskówki i utratę punktów. W ogóle nie lubiła specjalnie robić robie problemów. Pewne sprawy wolała przemilczeć, mimo że czasami w środku wszystko wrzało.
- No to na co czekasz? Natychmiast idź do skrzydła szpitalnego! Pani Pomfrey na pewno ci pomoże.
- Oczywiście - Kaajn początkowo wcale nie miała zamiaru tam iść, lecz po kilku sekundach dotarło do niej, że może rzeczywiście szkolna pielęgniarka znajdzie sposób na pozbycie się tego uciążliwego bólu. Może pozbędzie się nie tylko bólu głowy...

Jego ruchy stawały się coraz szybsze i mocniejsze. Jęki dziewczyny również były głośniejsze. Zbliżali się do końca. Wplotła dłoń w jego mokre włosy i pociągnęła mocno, gdy jej ciało wygięło się w łuk. Opadł na nią ciężko oddychając, chwilę później pocałował ją mocno i popatrzył we wciąż zamglone oczy.

- Dzień dobry.
- Witaj kochaniutka, coś nie tak?
- Profesor McGonagall mnie tu wysłała. Trochę źle się czuję.
- Proszę, usiądź tutaj - Poppy Pomfrey była dziś wyjątkowo miła. Zazwyczaj gdy ktoś przychodził do niej w potrzebie, irytowała się i narzekała na nieostrożność młodzieży - Co ci dolega?
- Głowa. Boli. I... słabo mi - Kaajn wiedziała już, że po takim przedstawieniu sprawy pielęgniarka spojrzy na nią zupełnie inaczej, nie dało się nie zauważyć, że dolegliwości dziewczyny to po prostu zatrucie alkoholowe.
- Biedaczysko. Za dużo wam zadają, ot co! Głowa nie jest w stanie przyjmować tyle wiedzy i później wykonywać jeszcze mnóstwo zadań domowych. Muszę chyba porozmawiać z dyrektorem. - Kaylin przeżyła kolejne zaskoczenie. Była niemal pewna, że Poppy natychmiast przestanie być dla niej miła. - Masz, wypij to - rzekła podając Ślizgonce szklankę z niebieskawym płynem - Tylko uważaj, może być trochę gorzkie - Ross sięgnęła po szklankę i szybko wypiła jej zawartość. Rzeczywiście. Było ohydne. Miała nadzieję, że zacznie działać, chociaż... może powinna wprost powiedzieć, że potrzebuje leku na kaca, a nie na ból głowy, wtedy mogłoby zadziałać.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że pomoże.
- Niewątpliwie. To zawsze pomaga na takie dolegliwości - puściła do niej oko i uśmiechnęła się przychylnie. Jednak się domyśliła. Zachowywała się dziś dziwnie, bardzo. Cóż, ważne, że Kaylin było to na rękę.
- Więc.. do widzenia.
- Do widzenia, choć zważając na moje miejsce pracy, to mam nadzieję, że nieprędko.
Ślizgonka wyszła z pomieszczenia i odetchnęła odrobinę świeższym powietrzem. W sali szpitalnej był obecny charakterystyczny dla takich miejsc zapach, za drzwiami nie był już tak intensywny. Choć może po prostu nos powoli przyzwyczajał się i nie odbierał tych samych bodźców już tak intensywnie.
Gdy wyszła ze skrzydła szpitalnego, skierowała się na najwyższe piętro budynku, było tam sporo miejsc, z których ładnie było widać błonia Hogwartu. Fakt, że na siódmym piętrze znajdował się też Pokój Wspólny Gyfonów, jednak Kaajn postanowiła trzymać się z dala od Wieży Gryfindora. Kiedy wreszcie wspięła się po niezliczonej ilości schodów, ujrzała przed sobą...
- Deniver? Co tu robisz? - chłopak odwrócił się z lekkim zaskoczeniem, trzymając w ręku rozwinięty arkusz pergaminu.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie. Mam dziś zaklęcia w innej sali i właśnie jej szukam. Podobno jest na tym piętrze.
- Olej to. Możesz chyba ominąć jedną lekcję? Ja dziś omijam wszystkie - Ross podeszła do okna na korytarzu i miała już wspinać się na parapet, pewna niemal, że Javier zignoruje jej słowa i pójdzie szukać klasy. Ten jednak wykonał w głowie szybką analizę - nic nie stanie się kiedy opuści zaklęcia, a zdobycie zaufania Kaajn może znacznie ułatwić mu wkupienie się do grupy.
- W zasadzie już jestem spóźniony. Możemy iść coś zjeść. Ominęło mnie dzisiejsze śniadanie i wczorajsza kolacja.
- To chodźmy - Ross z chęcią przystała na ten pomysł. Skutki wypicia butelki whiskey powoli mijały, a pusty żołądek co jakiś czas wydawał nieciekawe odgłosy.

- Dlaczego to zrobiliśmy?
- Potrzebowałaś tego. Przyznam, że ja też. To pozwoliło ci się chociaż na chwilę odprężyć.
- To nie był dobry pomysł. Ja nie wiem jak...
- Nikt się nie dowie - dziewczyna kiwnęła głową ze zrezygnowaniem.
- Muszę iść - wstała i zaczęła zbierać ubrania pospiesznie je nakładając.
- Przyjdź tu jutro. O tej samej porze.


- Jak wczorajszy szlaban? - Deniver uśmiechnął się i spojrzał na Kaajn pytająco - Miałyście o wiele cięższy za to spóźnienie?
- Nie mam pojęcia. Miałyśmy wysprzątać megazakurzoną klasę, w której było pełno drobnych pierdół, z których po mugolsku trzeba było zetrzeć kurz.
- To nie tak źle. Malfoy i Flint mieli posprzątać sowiarnię - zaśmiał się głośno i wskazał głową przed siebie, w ich kierunku po schodach wspinał się Draco - O wilku mowa.
- Gdzie mamy zaklęcia? - blondyn kiwnął lekko w stronę Kaajn, oszczędzając tym samym powitalnych słów.
- W kuchni. Idziesz z nami na śniadanie? - Draco popatrzył na chłopaka i uśmiechnął się szeroko, po czym postawił krok w tym, jakby potwierdzając swój udział w wagarach.
- Ktokolwiek był dzisiaj na śniadaniu? - Ross zmarszczyła brwi i z lekkim uśmiechem zaczęła zbiegać po schodach, nie czekając na odpowiedź - Szybko, bo nie zdążymy przed końcem lekcji. Kuchnia jest daleko.

- Przyjdź jutro. O tej samej porze.

- Ohtatno kęhto ogwjegamy kuchne - blondyn z ustami pełnymi smażonego bekonu starał się prowadzić konwersację.
- Fakt, trzeba to ograniczać, bo jeszcze nam się oberwie - Deniver sięgnął po kubek z herbatą i wlał do niej trochę mleka - Nigdy nie pijałem herbaty z mlekiem. Może to nie jest takie straszne, jak kiedyś mi się wydawało.
- Paniczu, podać coś jeszcze? - skrzat skłonił się nisko.
- Ne, złehgaj - potworek popatrzył pytająco.
- Mówi, żebyś zjeżdżał - skrzat ponownie skłonił się i odszedł.
- Wracamy do Pokoju?
- Możemy, ja już jestem najedzony - Deniver wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Wkrótce dotarli do względnie ciepłego salonu i rozsiedli się na kanapach. Mieli cały dzień na leniuchowanie. Chociaż znając Ślizgonów, to nie wiadomo co może się jeszcze wydarzyć.
__________________
Wolałabym nie...

Ostatnio edytowane przez Kyinra : 07-03-2011 o 18:27.
Kyinra jest off-line  
Stary 07-03-2011, 19:43   #914
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

To ja dodam. To jest noc przed postem Kaajn. Angelina, sorry, że się wcięłam, myślałam, że zedytowałaś posta i że jednak później napiszesz ;x. Ale tu nie ma nic, co mogłoby zburzyć twoją fabułę, wierz mi.

Na ten moment jej oddech wydawał się być dźwiękiem tak głośnym, że mógłby zbudzić wszystkich uczniów z Domu Węża. Starała się wstrzymywać go na tak długo, jak pozwalały jej fizyczne możliwości. Wodziła ręką po gładkiej nawierzchni poręczy. Mimo iż było ciemno, odruchowo wyczuwała wysokość schodków i tym razem nie zahaczyła o żaden. Stanęła przed drzwiami od dormitorium nr 17. Właściwie nie chciała tam wchodzić. Właściwie pragnęła tylko, aby chociaż część ciężkich myśli wsiąknęła w ciemność. Poprawiła ubrania i potarła dłońmi twarz. A co, jeśli Kaylin wyczuje od niej zapach Davisa?
To absurdalne, idiotko.
Wiadomo, każdy facet używa innej wody kolońskiej czy dezodorantu, które tworzą specyficzną mieszankę woni na skórze. Kaajn bardzo długo była dziewczyną Davisa, na pewno nauczyła się jego zapachu na pamięć.
Ale wy byliście blisko tylko przez chwilę. Krótką i niegroźną.
No tak. Dziewczyna westchnęła cicho i nacisnęła klamkę. Weszła przez uchylone drzwi i jej oczom ukazała się przyjaciółka, zwinięta na swoim łóżku wokół poduszki i popijająca Jacka Danielsa z gwinta. Ross przeniosła na chwile puste spojrzenie na Sarę, a następnie znów wbiła je w przeciwległą ścianę. Lorrain przełknęła głośno ślinę i w duchu dziękując bogu, że pozostałe dziewczyny widocznie jeszcze nie skończyły swoich szlabanów, ostrożnie usiadła na skraju łóżka Kaylin. Powietrze zdawało się być tak cieżkie, że samo oddychanie sprawiało trudność.
- Widzę, że się nawilżasz – stwierdziła Lorraine próbując tym samym choć trochę rozładować sytuację. Jednakże Kaajn obrzuciła ją tylko obojętnym spojrzeniem i upiła kolejny łyk.
- Kaylin… Co się stało? – zapytała cicho. Zawinęła kosmyk za ucho i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nic – odparła tamta. Sara dotknęła lekko jej ramienia w geście dodającym otuchy.
- Ej, wiesz, że się przyjaźnimy – powiedziała, choć po tym wszystkim, co stało się przed chwilą czuła, że te słowa brzmią aż na zbyt sztucznie. – Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie – padła odpowiedź. Krótka, zwięzła. I dosadna.
Palce Kaajn ślizgały się po powierzchni butelki tworząc coraz to nowe kształty.
- Wiesz, do niczego cię nie zmuszam.
Sara westchnęła, wstała zrezygnowana i już miała skierować swoje kroki do łazienki, gdy poczuła niepewny uścisk na nadgarstku.
- Nie… Nie patrz się na mnie w taki sposób – wyjąkała Kaylin, jej oczy zaszkliły się, a tęczówki nabrały chorego blasku.
- O czym ty mówisz… ? – zapytała zdziwiona Lorrain i przyklękła obok przyjaciółki.
- Ja wcale nie… nie jestem żadną dziw-wką! – jej słowa przerodziły się w szloch. Zrzuciła butelkę na podłogę i zakryła twarz dłońmi. Rozległ się głośny dźwięk tłuczonego szkła, na który Kaajn wzdrygnęła się.
- Nie, oczywiście, że nie jesteś dziwką, skąd ci to przyszło do głowy... – odrzekła Sara zdziwiona słowami przyjaciółki. Nie wiedziała, czy lepiej pozwolić jej się wypłakać, czy objąć… Nie. Zapach Davisa.
Kaylin wgryzła się w poduszkę, jakby chciała w ten martwy przedmiot przelać cały swój ból i rozgoryczenie.
- Ja nie-e… nie chcia-ałam – powiedziała jąkając się i połykając łzy.
- Ale…
- Naprawdę! - wykrzyknęła.
- Kaajn, proszę, powiedz mi co się stało, będzie ci lepiej – Sara starała się ze wszystkich sił powstrzymać od płaczu. Przecież zawsze była słaba...
- Nie-e będzie-e…
- Kaylin…
- Już nigdy nie-e będzie…
Ross odsunęła się możliwie najdalej od przyjaciółki i zwinęła w kłębek odwrócona w stronę ściany.
- Zo-ostaw mnie…
Sara próbowała jeszcze dotknąć, pocieszyć, pogłaskać zapłakaną dziewczynę, zrobić cokolwiek, byleby przekazać jej choć trochę ciepła. Ale najpierw trzeba je posiadać.
A ty, ty ją dodatkowo sabotujesz.
Dziwko.
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Sarahis jest off-line  
Stary 07-03-2011, 22:43   #915
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

Według moich inteligentnych i jakże rzetelnych obliczeń, to mamy środę rano, prawda?


Christinę dręczyły nocne koszmary. Po całym wieczorze spędzonym na porządkowaniu zakurzonej, bibliotecznej kartoteki, miała prawo wyobrażać sobie ogromne, kolczate książki. Razem z Lucy spędziły tam kilka nudnych, ale i strasznych godzin. Te senne straszydła powodowały, że rzucała się po łóżku, a jej blond włosy rozrzucone były po całej poduszce i lśniły w blasku księżyca.
Nagle poczuła, że jej twarz zostaje oblana czymś mokrym. Obudziła się natychmiast i plując wodą poszukiwała swojego oprawcy. Znalazła go, a właściwie ją siedzącą na łóżku obok, z wyciągniętą różdżką.
- Krzyczałaś.
Angelina miała wielkie oczy, zresztą podobnie jak reszta dziewczyn. Od jakiegoś czasu w dormitorium przybyło trochę łóżek, gdyż Sara i Kaajn wprowadziły się do nich. Angela nieprzytomnym wzrokiem przyglądała się scenie, Ginny całkowicie rozbudzona podeszła do okna i nalała Christinie zimnej wody z dzbanka. Sara stwierdziwszy, że nic się w sumie nie stało, opadła na poduszki. Kajn natomiast z zapuchniętymi oczami poszła do łazienki i zamknęła się na cztery spusty.
- Przepraszam - szepnęła Christi, biorąc od rudowłosej szklankę. Wypiła ją jednym haustem, zdawszy sobie sprawę, jak bardzo jest spragniona.
Dziewczyny powoli kładły się ponownie, ale blondynka nie mogła spać w mokrej pościeli. Postanowiła pójść do dormitorium chłopaków ( bo było najbliżej ), więc wstała i wyszła. Mijając drzwi łazienki słyszała ciche pochlipywania.
Zapukałaby, ale była pewna, że i tak śpią. Otworzyła drzwi, które zaskrzypiały cicho i wślizgnęła się do pomieszczenia. Nie miała pojęcia kto śpi w dormitorium 18, ale i tak chodziło jej tylko o puchate ręczniki znajdujące się w łazience. Namierzyła drzwi do 'świątyni' i pchnęła je lekko. Od razu zauważyła jasny promień. W łazience ktoś ewidentnie był.
- Mogę? - zapytała cicho, odchylając drzwi coraz bardziej.
Coś ciężkiego spadło na podłogę. Usłyszała szybki ruch i ktoś otworzył drzwi. Patrzała wprost w czekoladowe oczy Javiera.
- Niespodzianka - szepnęła, widząc jego zaszokowaną minę. - Można?
Przesunął się tak, aby mogła wślizgnąć się do łazienki. Na podłodze leżała porzucona książka. Ukucnęła i podniosła ją, odczytując jednocześnie tytuł.
- Uczysz się transmutacji? Po nocy? - zapyta, odwracając się do chłopaka. Przyłapała go na taksowaniu jej nóg. Spojrzała w dół i zdała sobie sprawę z tego, że jest w piżamie. Na jej piżamę składały się: za duża męska koszulka, którą kiedyś, ukradła Flintowi i damskie bokserki, które były tak krótkie, że nie było widać ich spod T-shirta. Obciągnęła materiał jak najbardziej się dało i spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem.
- Wybacz. Angelina zmoczyła mnie wodą, a Kaajn zajęła łazienkę. Potrzebuję ręczników, więc postanowiłam zajrzeć tutaj, nie myślałam że ktoś jeszcze nie śpi.
- Nie przepraszaj. Mnie nie przeszkadza, że wpadłaś tu o tak późnej porze, w tak skąpym odzieniu. - po raz kolejny przejechał wzrokiem po jej nogach.
- Przestań - rzuciła w jego stronę książką. Jednak nie była zła. - Lepiej daj mi ręcznik.
Podał jej duży, czarny i puchaty. Schyliła się, pozwalając, aby długie włosy opadły prawie na podłogę. Osuszała je ręcznikiem i już chwilę później włosy przypominały siano, ale były suche. Obejrzała się w lustrze i jęknęła cicho. Widząc w odbiciu, że Javier otwiera usta, żeby coś powiedzieć, uprzedziła go.
- Nawet nie próbuj zaprzeczać.
Sięgnęła po odżywkę, która stała na wannie. Wmasowała ją w końcówki i nadała włosom jako taki wygląd. Uśmiechnęła się do swojego odbicia, a następnie do Javiera, który stał sobie z tyłu i przyglądał się dziewczynie.
- No nic, skończyłam. Dziękuję bardzo.
- Nie ma za co. Wpadaj częściej.
- Nie wiedziałam, że mieszkasz obok nas.
Stał w drzwiach, więc gdy Christina przechodziła obok niego, jego usta znajdowały się obok jej.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Dobranoc - szepnęła, mrugając do niego okiem. Chwilę później zniknęła za drzwiami.
Javier uśmiechnął się pod nosem. Jego plan działa coraz lepiej.

***

- Mimid, kurwa!!
Angelina waliła raz po raz pięściami w drzwi łazienki.
- Och zamknij się. Wyjdzie jak skończy. - mruknęła Christina, zasłaniając głowę dużą poduszką.
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#

Ostatnio edytowane przez Christina : 07-03-2011 o 23:59.
Christina jest off-line  
Stary 07-03-2011, 22:49   #916
Kyinra
Świr wymagający opieki
 
Kyinra na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
Domyślnie

Nudziło mi się, więc naskrobałam cośtam jeszcze ;<.

- Widzę, że kilku Ślizgonów brakuje? - Flitwick popatrzył na klasę znad swoich okularów i zmarszczył brwi - Ktoś wie co z nimi?
- Zatrucie pokarmowe, czy coś takiego - Angelina usiłowała rozkleić swoje oczy. Naprawdę mało spała tej nocy, mimo tego zjawiła się na lekcjach. W sumie była wkurzona na osoby, które sobie to olały. Niewykluczone, że znów narobią kłopotów.
- Zatem przystąpmy do lekcji. Ktoś wie jakim zaklęciem będziemy się dziś zajmować? Podpowiem, że to kolejne zaklęcie z podręcznika - ręka jakiegoś Gryfona wystrzeliła w górę. Odpowiedział poprawnie, za co dostał 5 punktów. - Przeczytajcie informacje o tym zaklęciu, zaraz przejdziemy do ćwiczeń.

* * *

- Możecie mi wyjaśnić dlaczego obijacie się, skoro i tak już mamy lekko przechlapane? Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że nasz ratunek, czyli Snape, zrobił się na nas cięty! - Angelina wpadła do Pokoju i ze złością cisnęła torbę na kanapę.
- Dzisiaj serio nie byłyśmy w stanie. Wiesz jak mnie boli głowa? - Ginn usiłowała wytłumaczyć się żądnej krwi pannie Johnson.
- Musimy ograniczać takie zachowania, dlatego teraz przez jakiś czas będziemy pić tylko w weekendy! Rozumiemy się? - opadła na swój fotel i westchnęła ciężko.
- Racja, nie powinniśmy tak często wagarować - Marcelina usiadła na podłodze i oparła głowę o kanapę. Kaajn w zadumie pokiwała głową.
- Musimy nadrobić zaległości z dzisiaj - Angela podźwignęła się na łokciu i usiadła w cywilizowanej pozycji. - Kto ma notatki? Były jakieś zadania? W ogóle co wy robiliście cały dzień, że przyłazicie dopiero teraz?
- Referat o jadowitych tentakulach na zielarstwo - Sara przywołała różdżką czysty arkusz pergaminu. Jej granatowe oczy często na ułamek sekundy zahaczały o Traceya. - Chyba pójdę do biblioteki to napisać - wstała i ruszyła w kierunku wyjścia ocierając się niemal niezauważalnie o Davisa. Kącik jego ust drgnął lekko.
- Angelina, możesz pożyczyć mi notatki? - zapytała cicho Kaylin nie wyczuwając tej... energii wytworzonej pomiędzy jej przyjaciółką a byłym chłopakiem. Jej myśli obecnie zaprzątał ktoś inny. Jutro o tej samej porze.
- Jasne, łap - rzuciła skrupulatnie zapisanym arkuszem, który Ross niezgrabnie chwyciła i machnęła różdżką w celu jego skopiowania. Do salonu wkroczył w tym momencie Zabini, natychmiast zauważając starszą Johnsonównę i uśmiechając się szeroko. Usiadł obok jej fotela i pocałował jej kolano. Sekundę później podniósł głowę i posłał Angelinie znaczące spojrzenie, doprawione uniesioną lekko prawą brwią. Normalnie każdy zwróciłby na to uwagę, tym razem jednak Angelina i Ginn nie były za bardzo przytomne, Javier i Malfoy byli pochłonięci rozmową o ostatniej rozgrywce Quidditcha, Bastian wyszukiwał przyjemnie wyglądające cukierki w woreczku Fasolek Wszystkich Smaków, Marcelina wertowała z tępą miną książkę do OPCM. Natomiast Kaajn i Davis siedzieli zamyśleni, przy czym spojrzenie Ross było raczej zrozpaczone, Tracey zaś przygryzając lekko kciuka prawej ręki, wyglądał na całkiem zadowolonego.
- Może w coś zagramy? - Angelina ziewnęła. - Gdzie Christi?
- Jak zrobimy lekcje, to spoko. A Christiny nie widziałam cały dzień. Przepadła jak kamień w We... - Ginn kopnęła Angelę w kolano, a jej noga podskoczyła, uderzając przy okazji w stolik i wysypując ze stojącej na nim miski trochę czipsów - Khm... Która godzina?
- Hmm - Flint, który właśnie dołączył do towarzystwa zerknął na zegarek - za dwadzieścia dziewiąta.

O tej samej porze.

Kaajn biegiem pokonywała korytarze Hogwartu, z nadzieją, że zdoła jeszcze złapać Cedrika w klasie na trzecim piętrze. Była już całkiem blisko. Wpadła w końcu zdyszana do sali i rozejrzała się po niej zdezorientowana. Była... pusta. Nie sądziła, że Diggory ją wystawi. Albo, że tak szybko przestanie czekać.
- Jednak jesteś - usłyszała głos za plecami. A więc jednak był, czaił się w kącie. Podszedł do drzwi i zamknął je, po czym zaczął zbliżać się w stronę Kaajn i oparł się o biurko obok niej, otaczając ją ramieniem.
- Nie...
- Dlaczego? - jego pytanie było błyskawiczne, niemal wszedł jej w słowo.
- Ja po prostu nie chcę. My... musimy się poznać. Zapomnijmy o tym, co było wczoraj. - Cedrik prychnął.
- Poznać. Zapomniałaś już jak sypialiśmy ze sobą rok temu? Zapomniałaś jak dobrze było ci wczoraj? - chwycił ją mocno za ramiona i przycisnął do ściany. Zbliżył głowę do jej i wydyszał - Nie możesz o nim zapomnieć? - Pokręciła głową z niewiedzą w oczach.
- Nie wiem, Ced. Ja nie wiem co mam robić - jej oczy zaszkliły się niebezpiecznie, więc puścił ją i odsunął się na w miarę bezpieczną odległość. - Na razie możemy spróbować. Ale... nie chcę kontaktów... no wiesz... fizycznych - podeszła do jednej z półek i z pozornym zainteresowaniem zaczęła oglądać przedmiot na niej leżący.
- Dobrze. Spróbujemy.
Nie wiedziała, czy była to dobra decyzja. Wciąż miała wyrzuty sumienia, teraz przytłoczył ja jeszcze fakt, że nie potrafiła do końca odmówić jakiemuś marnemu Puchonowi. Jeszcze się z tego wszystkiego wyrwę. Jestem silna przecież... Na pewno.
__________________
Wolałabym nie...
Kyinra jest off-line  
Stary 07-03-2011, 23:29   #917
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

Christina jak zwykle zwlokła się z łóżka ostatnia, gdy większość dziewczyn wyszła już z dormitorium. Została tylko Ginny.
- George cię wczoraj szukał.
Podniosła szybko wzrok.
- I co mu powiedziałaś?
- Że.... jutro twoją pierwszą lekcją są eliksiry.
Zarumieniła się. Blondynka skończyła ścielić łóżko i jak gdyby nigdy nic, zarzuciła torbę na ramię i wyszła.
Rzeczywiście, pod klasą czekał na nią cały jej rocznik, oraz rudy siódmoklasista. Opierał się nonszalancko o ścianę. Nie było z nim bliźniaka, co było bardzo nietypowe. Zdawał się nie zauważać nienawistnych spojrzeń, rzucanych mu przez Ślizgonów.
- Cześć - rzucił na powitanie, gdy podeszła do niego już tak blisko, żeby mogła go bez problemu usłyszeć.
Arnold, który stał niedaleko gapił się na nią z lekko otwartymi ustami.
- Hey, co ty tu robisz?
- Planuję porwanie. - stwierdził uśmiechając się od ucha do ucha.
- A któż będzie tym nieszczęśliwcem? - zapytała, chociaż doskonale znała odpowiedź.
- Taka Ślizgonka. Wredna, chamska, apodyktyczna... Przy tym, dość ładna.
- No to nie znam, ale jakbym spotkała podobną, to ją powiadomię, żeby się schowała. - mrugnęła do niego. Chciała odejść do swojej klasy, ale nagle poczuła, że coś ciągnie ją w tali, a potem bez ostrzeżenia podnosi w górę i zarzuca na ramię.
- Postaw mnie!
- Nie ma mowy. - ruszył przed siebie, jakby w ogólne nie czując nowego, 50cio kilowego bagażu.
- Arnold, usprawiedliw mnie przed Severusem! - zdążyła tylko krzyknąć.
Szedł z nią, nie zważając na jej głośne protesty i uderzenia drobnych dłoni. Gdy doszedł do swojego brata, Christina zupełnie się poddała.
- Cześć Christi.
- Hey! - rzuciła w przestrzeń przed sobą, bo Fred stał za nią. - Może od ciebie dowiem się, gdzie idziemy, bo twój uroczy brat jakoś nie wpadł na to, żeby mnie poinformować.
- No jak to gdzie? Do cudownej, pobliskiej wioski czarodziejów.

***

Weszła do Pokoju Wspólnego zawalona torbami.
- Gdzie byłaś? - zawołała Angelina, chociaż od razu zauważyła pękatą torbę Zoonka.
- Później. - mruknęła tajemniczo. Odesłała pakunki do dormitorium i usiadła w swoim fotelu.

[dno dna. wiem.]
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#

Ostatnio edytowane przez Christina : 07-04-2011 o 00:00.
Christina jest off-line  
Stary 07-04-2011, 00:07   #918
Piotrek GT
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
Piotrek GT na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Lokalizacja: Toruń
Posty: 144
Domyślnie

- Ty to masz krzepę, najpierw wysprzątaliśmy całą Salę Chwały, a potem jeszcze poszedłeś cwiczyc, nie nudzi cie te wiecznie dźwiganie tego złomu - spytał z zdziwieniem Javier.
- Wiesz, to mój sposób na odprężenie, mówię Ci, naprawdę spróbuj, jakby co jutro o 19 w naszym dormitorium - powiedział z dumą w głosie Arnie.
Po schodach z dormitorium dla dziewczyn schodziła Christi, Arnie to zauważył i ją zawołał,
- Christi, usprawiedliwiłem Cię u Snapa, powiedział że nie ma problemu
- Dzięki, a wy o czym rozmawiacie? - spytała dziewczyna
- Arnie chce żebym zaczął z nim trenowac dźwiganie metalu - wypaplał Deniver
- To się nazywa kulturystyka, Jave - naprostował go Tonks
- Jeszcze się pokłóccie o to, jak się to nazywa - uspokoiła ich Christi, a po chwili dodała - Co powiedziałeś Snapowi na moją nieobecnośc?
- Powiedziałem że się źle czułaś i postanowiłaś zostac w dormitorium - wesoło odpowiedział Arnold, po czym usiadł przy kominku, po chwili do niego dołączył Javier.
__________________
Bo w krwi płynie benzyna, w sercu świszczy turbina...
Piotrek GT jest off-line  
Stary 07-04-2011, 00:23   #919
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Robiło się już dosyć późno, a zmęczenie dawało się we znaki większości Ślizgonom. Angelina ziewnęła i przeciągnęła się na fotelu, mrucząc zadowolona. Może i była śpiąca, ale nie zasnęłaby o tej porze. Była po prostu znudzona. Potoczyła wzrokiem po Pokoju Wspólnym. Co się z nimi stało? Każda miała swoje indywidualne tajemnice, własne intrygi i samotne plany. Nawet jej własna siostra nie była w stanie wyjawić w jaki sposób będąc na lekcjach dorobiła się papierowej torby Zonka ewidentnie przepchanej ich produktami.
Dziewczyna zacmokała z niezadowoleniem. Atmosfera przestała jej się podobać. A chciała im opowiedzieć o swoim fascynującym odkryciu do którego doszło zeszłej nocy. Z pewnością by ich to zainteresowało. Może ( a nawet na pewno! ) musieli by pomóc jej w rozwikłaniu tej zagadki. I poczuliby się zagrożeni.
Musieliby się zgrać.
Jednak widząc zarumienioną Sarę wybiegającą do biblioteki i zrozpaczoną Kaylin wychodzacą z Pokoju Wspólnego Angelinie odechciało się zupełnie z kimkolwiek z nich gadać. Gdzie się podziała ich elita?
- Zróbmy coś... - wyszeptała do jej ucha Mimid, patrząc na nią iskrzącymi oczami. Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie. Tak, trzeba było coś zrobić.
- Marcelina, zrobiłaś już to zadanie o transmutacji ogórka w słomkę? - zapytała Angela, próbując wypocić esej na drugim pergaminie. Co z tego, że miał on być na cztery rolki. Dobrze będzie, jak zapisze końcówkę na trzeciej.
- A to nie miało być o zamienieniu go w wibrator? - udała zaskoczenie Ginny, oglądając swoją już gładką twarz w podręcznym lusterku. Przesłała sobie całusa. Jak to dobrze widzieć kogoś tak pięknego.
- Wyobraź sobie McGonagall z wibratorem! - zawołała Lucy, prawie spadając ze śmiechu z kanapy. Pokój Wspólny jakby na chwilę poweselał. Jednak już po dwóch minutach, gdy większość ściskała się za bolące od śmiania się brzuszki, znów wszystko powróciło do normy. Sekrety, sekrety, sekrety. Czarny Pan byłby z nich dumny.
- To co robimy? - szepnęła Angelina, nachylając się w kierunku przyjaciółki. Wiedziała, że powinna w tym momencie odrabiać zadania domowe, tak jak robiła to większość, Oczywiście prócz jej siostry, która uwodziła w najlepsze Javiera i Arniego. Doprwady, pannę Johnson doprowadzała ona do szału. Sara przynajmniej była na lekcjach!
- Poszłabym do Pokoju Życzeń. Dawno tam nie byłam... - Mimid oblizała usta. W tamtym roku często odwiedzała Pokój Życzeń z Angeliną. Przeważnie jeszcze towarzyszył im Draco. I czasem Flint. Za czasów, gdy z nim była.
Jak to było dawno.
- To zróbmy sobie damski wypad! - wyszeptała Angelina, klaskając aż z uciechy. Naraz schyliła się do swojego chłopaka i oznajmiła mu, że idzie na damskie te-a-te i wróci późno w nocy. Ale niech Blaise się nie martwi, ona zdąży sprawdzić mu na jutro referat z zielarstwa i powie, co ma poprawić. Zabini sapnął tylko na tę wiadomość. Pocałowali się czule. W tym samym momencie Mimid przedstawiała reszcie dziewczyn ich plan. Angela spojrzała ze wstrętem na swoje wypociny i zakończyła esej jednym zdaniem - W końcu słomki są bardziej potrzebne niż ogórki, służąc do wielu ciekawych rzeczy. Zadowolona, odesłała wypracowanie do dormitorium.
Christina trochę marudziła, ale widząc morderczy wzrok siostry, pożegnała się szybko z Arnim i Javierem. Angelina przechodząc obok nich i chwytając Christinę za łokieć, uśmiechnęła się do Arnolda chwaląc jego muskulaturę. Żyjąc tyle czasu z Hektorem i jego kolegami, podczas gdy jej siostra bawiła się w małą kuchareczkę pod surowym okiem matki, starsza panna Johnson nauczyła się dostrzegać to, co można by skomplementować u mężczyzny. To ich zawsze tak niesamowicie podbudowuje.
- Pokój Życzeń? - zapytała po drodze Angela, uśmiechając się pod nosem. Za piętnaście minut była dwudziesta druga. Godzina owa oznaczała ciszę nocną.
- Że też wcześniej nie wpadłyśmy na ten pomysł. Napiłabym się! - zajęczała Mimid, robiąc miny do obrazu Perłowej Pani. Ta spojrzała na nią z wyższością, czesząc złociste kosmyki włosów.
- Czemu bez chłopaków? Szkoda mi było ich zostawiać... - powiedziała Christina, marząc o dokończeniu rozmowy z Arnim i Javierem. A potem samotnej kąpieli, by móc spokojnie przemyśleć wydarzenia dzisiejszego dnia. Angelina spojrzała na nią badawczo.
- I tak się dowiesz - szepneła do niej Ginny, uśmiechając się wrednie.
W końcu każda tajemnica wychodzi na jaw.
Angelina przełknęła ślinę. Nagle przed jej oczami ukazały się lśniące literki składając się w kilka imion i nazwisk... Złożone w zdania, które przekazywały informacje przekraczającą najśmielsze wyobrażenia Ślizgonki. Spojrzała na przyjaciółki. Śmiały się i plotkowały na jakieś mało ważne tematy. Poczuła, że robi jej się nie dobrze...
- Angelina... Angelina!
Słyszała jedynie za sobą krzyk Mimid. Biegła przed siebie, w zupełnie innym kierunku. Chciała uciec od nich jak najdalej, schować się gdzieś i wyrzucić z siebie złe myśli. Biegnąc na oślep potrąciła szurającą nogami Kaylin, wychodzącą z jakiejś pustej sali. Dalej napotkała Sarę, popychając ją na ścianę. W końcu wbiegła do Lochu i skierowała się podświadomie do komórki na miotły. Z impetem wpadła do środka.
Nic się nie zmieniło. Prześcieradło nadal leżało zwinięte i poprzedziurawiane już od jej obcasów na podłodze. Połki wciąż zastawione były mikroskopijnych rozmarów książkami. Drobinki kurzu leniwie wirowały w powietrzu.
A szafa stała na swoim miejscu.
Angelina uśmiechnęła się.
Tajemnica ta warta była samotności.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.

Ostatnio edytowane przez Mistrzyni_Afrytow : 07-04-2011 o 00:53.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line  
Stary 07-04-2011, 10:46   #920
Ginny_Weasley12
Urodzony, by rządzić światem
 
Ginny_Weasley12 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
Wyślij wiadomość przez MSN do Ginny_Weasley12
Domyślnie

Dziewczyny, same, w Korytarzach Hogwartu.. Już myślały, że wszystko powraca do normy. No jasne, nie było Kaajn ani Sary przy nich, ale już zebrały się razem, gdzieś wyszły razem, zupełnie same, grono kobiet. Rozmawiały na lekkie tematy, nic nieznaczące, ale każda po cichu wiedziała, że brakowało takich bzdetów od ostatnich kilku dni, że gdyby było tak dalej, może zaczęłyby rozmawiać ze sobą o swoich tajemnicach, może je otwierać…
Lecz wszystko szlag trafił. Jedyna osoba, ta, której wdzięczne były Ślizgonki, nagle pobiegła nie wiadomo, w którą stronę, nie wiadomo, gdzie. Mimid tylko zawołała za nią:
-Angelina! – a potem ruszyła do pościgu. Christina zupełnie nie rozumiała swojej starszej siostry… Zupełnie, jakby jej nie znała. Ale cóż się dziwić – przecież tak dawno nie rozmawiały. Teraz głupio jej było, że nie powiedziała o swoich przygodach. Że się oddaliła. I że nie zauważyła tego bólu w oczach Angeliny.
Buty panny Johnson stukały jeszcze w oddali. Potem było słychać jakieś znane:
-Ej, co ty tu robisz?! – był to chyba głos Kaylin. Więcej Angeliny się nie słyszało.
Pozostałe Ślizgonki patrzyły jeszcze na róg, w którym zniknęła ich przyjaciółka.
-Co się dzieje, do cholery? – warknęła Angela. Niestety, pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Zbliżała się już dwudziesta druga, cisza nocna. Gdyby teraz ktoś ich przyłapał, miałyby już naprawdę spory szlaban, i siedzenie w gabinecie u Snape’a, który obdarzał ich syczącymi uwagami, co było gorsze od krzyków. Naprawdę, wszystkie miały już tego dość.
Po pół minuty wróciła zadyszana Marcelina.
-Gdzie ona pobiegła? – spytała Ginny, wyręczając tym samym wszystkie inne Ślizgonki.
-Nie wiem. – zacharczała Mimid, opierając się o bark Angie. Pochyliła się trochę, by szybciej odzyskać normalny oddech i odpocząć trochę. Po kilku wdechach powiedziała: - Angelina biegła w stronę lochów. Nie wiem dokładnie, gdzie.
-Czyżby do naszego Pokoju Wspólnego? – zaproponowała Ginn, ale wszyscy wiedzieli, że to na pewno nie jest prawda.
-Po co? – odezwała się Christina. – Nie, gdzie indziej. Ona coś ukrywa… - powiedziała cicho i podejrzanie. No tak. Ona coś ukrywa. Każdy w tym gronie coś ukrywa, a oskarżenie spadło na starszą Johnson. Świetnie.
Przez tą wywiązaną rozmowę nie zauważyły Kaylin, która przyszła spokojnie do ich grupki.
-Lepiej bądźcie ciszej, strasznie was słychać. – mruknęła.
-A ty gdzie się podziewałaś? – zapytała Ginn. Wprost.
-Hmmm, byłam… Nieważne. A wy co tu robicie?
Widać było. Ona też miała sekrety. Każda miała. O tak. Czarny Pan byłby z nich dumny.
-W sumie… Co my tu robimy? – zadała pytanie Christi.
-Miałysmy iść do Pokoju Życzeń. – powiedziała Angie.
-Miałyśmy się napić. – dodała mimid.
-I wszystko szlag trafił.

***

Tymczasem w Pokoju Wspólnym zostały same chłopaki. Zupełnie nie wiedzieli, co się dzieje. Nagle Christina wyszła, zostawiając wpatrzonego w nią Arniego i takiego samego Javiera, z tym, że Javier bardziej to ukrywał i udawał. Bardziej zależało mu na czymś innym. I znów miał w głowie tę nocną scenę – jej nogi, zakryte tylko od góry jakąś męską bluzką. Nie wiedział nawet, czy Christina miała na sobie coś jeszcze.
-Gdzie one poszły? – spytał Draco, rozkojarzony. Jeszcze przed chwilą widział Angelę.
-Babskie sprawy. – odezwał się Blaise, rozwalony na fotelu. Brakowało mu Angeliny, nawet przez te kilka minut rozłąki. – Gdzieś tam poszły. Może coś sobie wyjaśnić.
Ogień w kominku dogasał, lecz nikomu nie chciało się nawet ruszyć różdżką, by go znów wzniecić.
-To – przerwał cisze Javier, odzywając się do Thonksa – Jak z tą kulturystyką w końcu?
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?

"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."

Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-04-2011 o 11:07.
Ginny_Weasley12 jest off-line  
Zamknięty temat


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 400 10-08-2008 17:46
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2304 07-08-2008 16:37
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2000 11-25-2007 11:03
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 1996 06-14-2007 12:58
SLYTHERIN Limonka Kosz 3490 05-05-2007 20:18


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:16.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.