|
07-24-2011, 16:06
|
#971
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
Lorraine nie mając, co ze sobą zrobić, skierowała swoje kroki na Błonia. Pogrążona w myślach o minionych zdarzeniach, nie zauważyła, że reszta damskiej części elity, również wpadła na pomysł, aby w ten sposób zmarnować resztę popołudnia i okupywała właśnie najlepsze miejsce, w cieniu ogromnego dębu.
Angela z uwagą studiowała szmaragdowe paznokcie Ginny, na których wykwitł skomplikowany srebrny wzorek, natomiast Lucy słała pełne niechęci spojrzenia w stronę Gryfona, który siedząc parę metrów dalej, patrzył na nią tęsknie. Reszta wesoło szczebiotała, o jakichś, zdawałoby się, mało ważnych tematach i kwestiach.
Marcelina natychmiast zauważyła przyjaciółkę, która minęła Ślizgonki z nieobecnym spojrzeniem i założonymi rękami, jak gdyby broniąc się przed chłodem, chociaż ten jesienny dzień był nadzwyczaj ciepły. Podeszła nieświadomą niczego dziewczynę i z całej siły zaserwowała jej kuksańca w ramię, który z założenia miał być przyjacielski. Sara, zdziwiona, a nawet trochę przerażona tym nagłym atakiem, natychmiast odskoczyła trzymając się za ramię.
- Auaa, pojebało cię, idiotko? – warknęła rozpoznając w „napastniku” Mimid.
- Nie-e – odparła tamta. – Ale ciebie chyba tak, skoro nadal jesteś obrażona za tamto rano.
- Nie jestem – prychnęła Sara, rozcierając obolałe ramię. – Ale będę, jeśli jeszcze raz mi przywalisz.
- No trzeba było dosiąść się do nas normalnie, a nie idziesz sobie chuj wie gdzie – rzuciła Marcelina wskazując palcem w klatkę piersiową Lorraine. – Bo to wyglądało jakbyś robiła z siebie wielką księżniczkę, obrażoną za głupi żart.
- Pff… Fakt, żart rzeczywiście był głupi – odrzekła i po chwili dodała. – Nie pomyślałaś, że może nie zauważyłam was po prostu?
- No taak, też mi się zdarza, nie zauważyć siedmiu osób, przechodząc praktycznie metr od nich – powiedziała kąśliwie Marcelina, zabawnie wydymając wargi i mrużąc oczy.
- No to się cieszę, że mnie rozumiesz – odparła Sara marszcząc nosek i pokazując przyjaciółce język.
- Ja też się cieszę – rozejrzała się – dołączymy do reszty, czy będziemy tu tak stać?
- Yhym, chodźmy… - odrzekła Lorraine i westchnęła, uzmysłowiwszy sobie, jak wiele par oczu w tym momencie śledzi każdy ich ruch, jak wiele par uszu łuska każde słowo i jak wiele ust przekaże niebawem Hogwardzkiemu społeczeństwu wieści o chwilowych zawieruchach w Elicie. Taka cena bycia najpopularniejszymi dziewczętami w szkole, każda z Elity doskonale zdawała sobie z tego sprawę. No cóż, jak widać wiele można znieść ku uciesze próżności.
- Powrócił! Syn marnotrawny! – powiedziała teatralnym tonem Marcelina, przy czym jedną rękę położyła na ramieniu Sary (tym obolałym, czego, znając pannę Abeley, nie można uznać za przypadek), a drugą wykonała zamaszysty ruch, by ostatecznie wskazać na przyjaciółkę, na co ta bez złości, ale jednak nie mogąc się powstrzymać, zareagowała warknięciem:
- Wal się…
Mimid jeszcze bardziej wepchnęła ją w grupę Ślizgonek. Sara potykając się o czyjeś nogi, doszła do wniosku, że rzeczywiście, o wiele bezpieczniej będzie w tym momencie usiąść, choć wcale nie miała na to ochoty. Zajęła miejsce jak najdalej od kogoś, kogo w tym momencie bała się spotkać najbardziej, mimo iż próbowała przekonać samą siebie, że niczemu nie jest winna. Kogoś, komu za plecami zadała niezliczoną ilość ciosów i wiedziała, że ten ktoś prędzej czy później, odkryje swoje rany. I ich sprawcę.
***
Wcześniej…
Właściwie Sara nie była jakoś szczególnie zła na przyjaciółki, które w pewnym sensie przyczyniły się do tego, że zaspała na dwie pierwsze lekcje. Ostatecznie były to Historia Magii i Zielarstwo, czyli coś, czego dziewczyna nie cierpiała najbardziej. Poza tym przynajmniej raz porządnie się wyspała, a, prawdę mówiąc, potrzebowała tego od dawna. Natomiast przydałoby się trochę pofochać. Najważniejszym powodem ku temu, było to, że może dzisiaj nie spędzić z przyjaciółkami okienka w środku zajęć, na które miała już coś zaplanowane. „Coś” było wysokie, miało ciemne włosy, zielone oczy i było, całkiem, całkiem przystojne.
Gdy myślała o Davisie, nie potrafiła opisać swoich uczuć względem niego. Być może dlatego, że po prostu ich nie było. Albo nie chciała, żeby się pojawiły. Na pewno nie chciała.
Nieskończenie nudna teoretyczna lekcja Mistrza Eliksirów wreszcie dobiegła końca. Lorraine wypadła z klasy i ruszyła do Pokoju Wspólnego. Na miejscu nie zastała jeszcze Traceya – wspominał, że może się spóźnić z 10 minut. Było to dla niej bardzo korzystne, bo mogła opracować strategię działania i przygotować słowa, których użyję, by wreszcie zakończyć to… No właśnie, co? Zajęła umówioną kanapę i rozsiadła się na niej wygodnie. Spostrzegła, że w jej stronę zmierza inny brunet, ten miał ciemne oczy i mniej rozbudowaną sylwetkę. Javier. Chłopak dalej wcielał w życie swój plan uzyskania miejsca w Elicie – sprytnie, tak jak Niemcy, którzy podczas Powstania Warszawskiego podzielili Warszawę na sektory i zdobywali je po kolei, ten nie próbował działać na grupę, tylko zdobywał zaufanie poszczególnych osób, co jak na razie szło mu całkiem nieźle.
- Mogę się przysiąść? – zapytał z nieśmiałym uśmiechem.
- Jasne – odparła Sara i zgarnęła swoje rzeczy, by zrobić dla niego miejsce.
- Słyszałaś o tej ucieczce, prawda? – zaczął.
- Yhym, przeczytałam w Proroku tego Andersena – odrzekła dziewczyna, a po chwili dodała. - Swoją drogą, zachowywał się dziwnie…
Javier popatrzył na nią z niedowierzaniem.
- No jasne, ja też bym się pewnie zachowywał dziwnie, gdyby mój ojciec był psychopatycznym mordercą i właśnie dowiedziałbym się o jego ucieczce z Azkabanu – powiedział ironicznym tonem poprawiając mankiety.
Sara na moment zaniemówiła ze zdziwienia. Nachodziły jej do głowy różne pytania, a co jedno to głupsze. Wybrała chyba najgorsze.
- A to… - bąknęła – który z nich jest jego ojcem?
Deniver roześmiał się.
- Widziałaś ty go? – zapytał wciąż uśmiechnięty. – No, domyśl się.
Lorraine przeszedł mimowolny dreszcz, gdy sięgnęła w głąb pamięci i znowu miała przed oczami te nienaturalne tęczówki.
- To my mamy tu, w Slytherinie… wilkołaka? – zadała kolejne idiotyczne pytanie, jednak nie mogła wyjść z podziwu, że dotychczas o tym nie wiedziała.
- Zdaje się, że tak – odparł brunet i przyjrzał się jej badawczo, wyczekując jakiejś reakcji. Nie znał jej na tyle, by wiedzieć, czego w poszczególnych momentach można się po niej spodziewać.
Sara westchnęła i wetknęła sobie kosmyk włosów za ucho.
- No cóż… będę musiała jakoś przyzwyczaić się do tej myśli – powiedziała i uśmiechnęła się, co w tym momencie nie było dla niej korzystne, gdyż jeszcze bardziej sprawiała wrażenie słodkiej idiotki. Zacisnęła prawą dłoń na lewym przegubie, czego skutkiem były małe, czerwone wklęśnięcia w kształcie łódeczek w miejscach, gdzie wbiły się paznokcie.
- Spoko, ja z nią żyje od pierwszej klasy, także da się – odparł, choć wiedział, że nie jest to żadne pocieszenie. W tym momencie nadszedł Davis. Sprawiał wrażenie lekko zbitego z tropu obecnością innego chłopaka na jego miejscu.
Javier natychmiast zrozumiał, że w tej chwili nie jest szczególnie pożądaną osobą, więc szybko wstał i machnął Sarze na pożegnanie, odchodząc w inny kąt Pokoju Wspólnego. Odmachała i spojrzała pytająco na Traceya.
- Tu jest za tłoczno na prywatne rozmowy – stwierdził i skinieniem głowy dał Lorraine do zrozumienia, żeby stąd wyszli. Dziewczyna, choć w Pokoju Wspólnym czuła się jednak w pewnym sensie bezpieczniej, podążyła za nim. Chciała jak najszybciej zakończyć tą obustronną zabawę, która stawała się coraz bardziej niebezpieczna.
Gdy później próbowała sobie przypomnieć to spotkanie, wyraźnie widziała niedomykane drzwi od pustej klasy, którą wybrał, tylko nie wiedzieć czemu, wtedy nie bardzo zwróciła na to uwagę. W końcu mieli rozmawiać, prawda? Wyłącznie rozmawiać. Natomiast zdarzenia przybrały nieco inny, mniej oczekiwany (przynajmniej ze strony Sary), obrót. Chciała od razu przejść do sedna sprawy, wyjaśniając, że postępowanie ze strony Tracey’a jest bardzo nie fair w stosunku do jego byłej dziewczyny, Kaylin, a wciągając w to Sarę tym samym bardzo naraził jej przyjaźń z Ross. Uznała, że ta formułka brzmi trochę głupio, ale nie potrafiła ująć swoich myśli w innych słowach. Aby nie zapomnieć, co ma powiedzieć, w myślach powtarzała ją tak namiętnie, iż czuła czarne, atramentowe litery wyryte na spodzie czaszki i wytatuowane pod powiekami. Zaczęła mówić, ale Davis zamknął jej usta pocałunkiem. Próbowała się odsunąć, ale chłopak zdecydowanie przyciągnął ją do siebie. Mimowolnie oboje przymknęli oczy. Dyskretnie błysnął flesz, którego żadne z nich nie zdołało zauważyć, a na korytarzu rozległo się głuche echo kroków, którego żadne z nich nie zdołało usłyszeć. W końcu ją puścił i spojrzał na nią, a w oczach miał taki żar, że Sara aż pobladła z przerażenia, a jej duże niebieskie oczy zdawały się być jeszcze większe. Nie upatrując swoich szans w kolejnym fizycznym starciu z wysportowanym Ślizgonem, sięgnęła po różyczkę i znacząco ją wznosząc cofnęła się o kilka kroków. Stanowczo wyrecytowała swoje stanowisko w stosunku do tego, co przed chwilą zaszło i co nie ma prawa zajść nigdy więcej. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że to już nie ma znaczenia. Nie ma już najmniejszego znaczenia…
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Ostatnio edytowane przez Sarahis : 07-24-2011 o 16:13.
|
|
|
07-25-2011, 18:54
|
#972
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
|
Kaylin zerknęła przelotnie na Sarę, która usiadła kawałek od Angeliny. Ross pomachała jej tylko na powitanie, nie przerywając sobie rozmowy z Christiną o najnowszych czarodziejskich kremach, które to młodsza panna Johnson mogła zamówić u brata przebywającego właśnie w jakimś egzotycznym kraju o skomplikowanej nazwie. Za skomplikowanej, by Kaajn mogła ją zapamiętać w wyjątkowo pogodne dziś popołudnie. Ze strony zamku nadchodziła właśnie męska część elity, gdzie platynowłosy opowiadał reszcie jakąś fascynującą historię, gestykulując, wróć, machając przy tym rękami jakby wokół niego latał właśnie cały rój os. Po minach reszty można było wywnioskować, że przystojniak po raz enty relacjonuje mecz Quidditcha, na którym był, kiedy pozostali jego kumple wykonywali zadania Czarnego Pana. Zaskakujące, że faceci słysząc to samo po raz dziesiąty wciąż dopytują o szczegóły i wciąż spekulują na temat taktyki jaką mógł zastosować szukający, by szybciej odszukać znicz. Angela nieświadomie wyprostowała się, co nadało odrobinę więcej szyku jej sylwetce i wyeksponowało biust. Draco jakby na chwilę zamilkł spoglądając na pannę Davis, jednak natychmiast szybko kontynuował swoją opowieść. Rozsiedli się na trawie, niektórzy niestety nie mieszcząc się w obszarze cienia rzucanego przez ogromny dąb.
- Przynieśliście coś do picia? - Angelina przymilnie uśmiechnęła się do chłopców i wyciągnęła rękę pewna, że zaraz otrzyma piwo. Cóż, nie myliła się. Zabini wyciągnął ze swojej torby 5 butelek i jedną z nich podał swojej dziewczynie.
- Ktoś jeszcze chce?
- Eee, każdy? - Marcelina popatrzyła na Blaise'a podnosząc jedną brew wyżej i lekko wykrzywiając usta. Kremowe piwo poleciało w jej stronę, ona zaś zręcznie je złapała. Swoje torby otworzyli też Davis, Malfoy i Flint, oni również mieli piwo. Położyli wszystkie butelki mniej-więcej na środku, by każdy chętny mógł po nie sięgnąć.
- Trochę tego mało - Sara właśnie otwierała swoją butelkę patrząc jednocześnie na dwie pozostałe pośrodku.
- Przynieś więcej w torbie tej wielkości - Draco lekko złapał szkolną torbę i przesunął w celu pokazania jej objętości. Panna Lorraine przewróciła oczami i wzięła łyk piwa.
- Ej, chmurzy się? - Angelina popatrzyła na niebo nad jeziorem, które nabierało nieciekawej barwy.
- No kuurwa, myślałam, że trafi się chociaż jeden dzień, w którym nie będzie padać.
- Wiesz, Mimi, jest jesień i...
- No i co z tego? Zapowiadało się dobrze - Kaylin pokręciła z rezygnacją głową. Mimi była zbyt uparta, żeby wytłumaczyć jak wygląda jesień w Anglii.
- Dobra, może zacznijmy się zwijać? Włosy mi się strasznie kręcą na deszczu, nie chce mi się tego znów doprowadzać do porządku - Kaajn wrzuciła do swojej torby książkę, którą wyciągnęła w zasadzie nie wiadomo po co, i zarzuciła pasek na ramię. Łyknęła jeszcze trochę piwa i wstała powoli, żeby zmotywować resztę. Tradycyjnie nikomu nie chciało się podnosić, jednak chmury zbierające się nad jeziorem były coraz ciemniejsze, deszcz więc był nieunikniony. W końcu cała elita była na nogach i zaczęli wlec się w kierunku zamku, żeby później kierować się do lochów, pokoju, kanap.
- Idę poczytać - Sara ulotniła się do dormitorium. Pozostali również jakoś się rozeszli. Atmosfera zrobiła się totalnie deszczowa. W Pokoju Wspólnym z całej elity zostali tylko Draco, Mimi i Kaajn. Reszta rozeszła się po zamku, lub zaszyła w zaciszu dormitorium.
- No proszę was, przecież nie pasują do siebie. Ale niezła nowinka, nie? Nieźle ich wyhaczyłam, a najlepsze, że oni chyba nie zdają sobie z tego sprawy - pusty głosik i chichot kilku, bądź nawet kilkunastu Ślizgonek przerwał panującą w salonie ciszę. Względną ciszę. Pansy Parkinson właśnie wymachiwała przed nosami swoich koleżanek jakimś zdjęciem. Draco podniósł oczy znad gazety, jednak za chwilę na powrót zanurzył się w lekturze Proroka. Notatki o magicznych nowościach interesowały go bardziej, niż jakieś babskie plotki. Mimid i Kaajn natomiast spojrzały na siebie znacząco, po czym niemal równocześnie wstały z kanapy i obie z lekko drwiącymi uśmieszkami udał się w kierunku grupy roześmianych Ślizgonek.
- Cześć dziewczyny, co tam macie? - Abeley pozornie grzeczna, wyrwała Pansy kawałek trzymanego papieru i rzuciła okiem na to, kogo tak żywo obgadują ich rówieśniczki. Kaylin roześmiana spojrzała przez ramię przyjaciółki i... uśmiech zastygł jej na ustach. Ona sama zaś cofnęła się krok do tyłu, jakby miało jej to pomóc w przetworzeniu informacji. Nie. To niemożliwe. Niemożliwe. Nie Sara. Ona... Ona... zachowywała się ostatnio dziwnie, ale...
- Kaajn, stój! - Ross nawet nie zauważyła kiedy puściła się biegiem do dormitorium numer 17. Nie pamiętała kogo minęła, jak się tam znalazła. Wpadła jednak do sypialni dziewcząt elity, z jej podświadomości wypłynęło polecenie przekręcenia klucza w drzwiach. Podbiegła do łóżka Sary i wyrwała jej książkę z rąk, po czym rozdarła ją i rzuciła za siebie. Po jej policzkach strumieniami spływały łzy.
- Kaylin, co...?
- Zamknij się szmato - wywrzeszczała i złapała Lorraine za włosy, pociągnęła do góry, po czym zamachnęła się prawą ręką i wymierzyła współlokatorce policzek. Sara szybko zareagowała i popchnęła Ross na podłogę, po czym kopnęła ją w brzuch. Dziewczyna zawyła i wywrzeszczała kilka obelg z kierunku byłej przyjaciółki Kaajn złapała Sarę za nogę i ta również runęła na kamienną posadzkę zdzierając sobie kolana. Obie wstał w jednym momencie i Kaajn ponownie uderzyła Sarę w twarz, a z jej ust zaczęła cieknąć krew.
- Uspokój się idiotko! Może byś mnie tak wysłuchała, może nie jestem szmatą!
- A kim? Może moją wierną przyjaciółką? - Ross zamachnęła się ponownie, lecz jej cios został zablokowany, a Ślizgonka upadła na łóżko. Teraz dopiero do głowy wpadło jej, żeby wyciągnąć różdżkę. Uśmiechnęła się krzywo i poczuła pieczenie w rozciętym policzku. W tym samym momencie ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Sięgnęła po różdżkę do kieszeni szaty.
- Cruc...
- Expelliarmus! - różdżka Kaajn poleciała do Angeliny stojącej w drzwiach, sama Ross zaś zmieciona siłą zaklęcia uderzyła w ścianę przy łóżku Christiny i oberwała plakat jej ulubionej wokalistki. Sarę została odrzucona w przeciwną stronę brudząc świeżą pościel Ginn i przy okazji rozbijając jej lampkę.
- Pojebało was? - starsza Johnson dyszała ciężko. Zza jej pleców wychyliły się Marcelina i Christina.
- Mój plakat!
- Zamknij się, chuj cię obchodzi plakat, nie widzisz co się dzieje? - Angelina naprawdę wyglądała na wkurzoną. Mimi bardziej była przestraszona. Ross z odrazą popatrzyła na... tę szmatę. Tę pieprzoną szmatę.
- Wyrżnął cie, co? Poczułaś jego wielkiego kutasa? A może mu ssałaś? - zaśmiała się gorzko - Oddaj mi tę jebaną różdżkę!
- Żebyś ją zabiła?
- Należy się jej!
- Nawet nie pozwoliłaś mi wytłumaczyć, głupia dziwko!
- Nie nazywaj mnie dziwką - Kaylin usiłowała wstać, jednak ból w plecach jej to uniemożliwił - To ty przeleciałaś mojego chłopaka. Jeszcze tego pożałujesz ździro.
- Zamknijcie się! - Angelina ruszyła w stronę swojego łóżka, które jako jedyne było w nienagannym stanie. Usiadła na nim i z gracją założyła nogę na nogę starając się zachować spokój - To może Sara nam to wyjaśni, a ty Kaajn nie przerywaj, tylko słuchaj.
__________________
Wolałabym nie...
Ostatnio edytowane przez Kyinra : 07-25-2011 o 19:06.
|
|
|
07-27-2011, 20:45
|
#973
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Aug 2010
Lokalizacja: Toruń
Posty: 144
|
Tymczasem Arnie z Javierem grali w pokera
- Teraz Cie mam! - wykrzyknał Arnie poakzując karty - kareta dam
- Nosz kurde, znowu wygrałeś - skrzywił się lekko Javier, po czym dodał - nie chce mi się już grać.
- Jak chcesz - odparł Tonks. Otworzył piwo kremowe gdy do niego przysiadła sie nowa, Paula.
- O hej, widze znowu się spotykamy - powiedziała ciepło Paula
- Hej, no jak widać, chcesz piwa? - spytał Arnold podając dziewczynie piwo
- Chętnie - odparła po czym wzięła butelkę i napiła się.
Spojrzała się na niego z ciekawością, odwzajemnił te spojżenie. Spytał się jej
- Chcesz iść się przejść?
- Z chęcią - odparła dziewczyna. Nagle usłyszeli hałas zza drzwi nr 17.
__________________
Bo w krwi płynie benzyna, w sercu świszczy turbina...
Ostatnio edytowane przez Piotrek GT : 07-27-2011 o 20:48.
|
|
|
07-27-2011, 20:47
|
#974
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
|
Cytat:
Napisał Piotrek GT
Tymczasem Arnie z Javierem grali w pokera
- Teraz Cie mam! - wykrzyknał Arnie poakzując karty - kareta dam
- Nosz kurde, znowu wygrałeś - skrzywił się lekko Javier, po czym dodał - nie chce mi się już grać.
- Jak chcesz - odparł Tonks. Otworzył piwo kremowe gdy do niego przysiadła sie nowa, Paula.
- O hej, widze znowu się spotykamy - powiedziała ciepło Paula
- Hej, no jak widać, chcesz piwa? - spytał Arnold podając dziewczynie piwo
- Chętnie - odparła po czym wzięła butelkę i napiła się.
Spojżała się na niego z ciekawością, odwzajemnił te spojżenie, lecz nagle uszłyszeli hałas zza drzwi nr 17.
|
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, umiesz liczyć? : D
__________________
Wolałabym nie...
|
|
|
07-27-2011, 20:49
|
#975
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Aug 2010
Lokalizacja: Toruń
Posty: 144
|
Edytowałem ;P
__________________
Bo w krwi płynie benzyna, w sercu świszczy turbina...
|
|
|
07-28-2011, 18:46
|
#976
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
Sara czuła ciepłą strużkę krwi cieknącą z kącika jej ust. Między palcami miała długie kosmyki, z którymi chwilę temu pożegnała się Kaylin. Zwiesiła głowę i pod bacznym spojrzeniem zszokowanych przyjaciółek, zaczęła nerwowo je wyplątywać.
- Sara, jak to się stało... ? - ostrożnie, choć nieco bardziej stanowczo od Johnson, zapytała Marcelina. Robiła to już po raz drugi, za pierwszym razem bezgłośnie zadała to pytanie samej sobie.
Lorraine spojrzała na nią bez krzty zainteresowania i po chwili przeniosła swój wzrok na Ross, która wyglądała nie lepiej od niej. Na jej głowie panował totalny bałagan, a na twarzy i rękach znajdowały się liczne zadrapania, jak po szarpaninie z dzikim kocurem. Odpowiedziała jej spojrzeniem pełnym nadal nie ugaszonej furii i pogardy.
- Jak to, co się stało?! –zapytała nie kryjąc złości. – Pieprzyła się z moim chłopakiem, jest zwykłą dziwką!
- Zamknij się w końcu, kurwa mać, nie jestem żadną dziwką! – odwarknęła Sara podnosząc się z łóżka, jednak Angela natychmiast chwyciła ją za ramię i lekkim szarpnięciem spowodowała, że Lorraine zmuszona była wrócić do pozycji siedzącej.
- Gdybyś nie była dziwką, nie przeleciałabyś mojego chłopaka!
- Gdybyś nie była kretynką, posłuchałabyś, co mam do powiedzenia!
Kajn prychnęła .
- A co ty możesz mieć do powiedzenia? Pieprzyłaś się z moim chłopakiem, sytuacja jest chyba wyjątkowo jasna!
- Kaylin, uspokój się i daj jej wreszcie dojść do głosu – powiedziała Angelina, siląc się na spokojny ton. Ross mruknęła jeszcze coś pod nosem, co na pewno nie było pochlebną opinią o przyjaciółkach i nie patrząc na Sarę, próbowała doprowadzić się do względnego porządku wygładzając pomięte ubranie.
Tymczasem Lorraine układała w głowie zdania, które miałyby jej posłużyć do wyjaśnienia sytuacji, jednak czuła, że z każdym kolejnym pogrążałaby się coraz bardziej.
- Od razu wyjaśnijmy sobie, że do niczego między nami nie doszło… - zaczęła, na co Kaylin wzdrygnęła się nieznacznie. – Naprawdę. To znaczy… wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, ale to on zaczął. I… i faktycznie może okazałam jakiś tam stopień zainteresowania… - Ross zacisnęła pięści -… ale bardzo niski – dodała Sara natychmiast. – Wiedziałam przecież, że coś do niego czujesz jeszcze.
Christina podeszła i machnęła Lorraine zdjęciem przed oczami. Ta przygryzła wargę. Rzeczywiście, kiepsko to wyglądało.
- To, co widać na tym zdjęciu zaszło nie z mojej woli – odparła szybko. – Przypatrzcie się, trzymał mnie przecież.
Młodsza panna Johnson obrzuciła Sarę badawczym spojrzeniem, a następnie przyjrzała się zdjęciu. Po chwili powędrowało ono przez ręce reszty przyjaciółek, docierając do Kaylin. Ta zmarszczyła czoło.
- Tak się robi przy pocałunku, prawda? – powiedziała, powątpiewając w nieczyste zamiary Tracey’a. W końcu to oczywiste, że ta suka go uwiodła i tylko ona jest winna temu co zaszło.
- Niekoniecznie – odparła Lorraine, próbując powstrzymać cisnące się jej do oczu łzy bezsilności. Płakanie w tym momencie mogłoby zostać odebrane jako żebranie o litość, co byłoby żałosne i postawiło by ją automatycznie w pozycji winnego. – Wtedy, kiedy zostało zrobione to zdjęcie, chciałam mu raz na zawsze wyjaśnić, że nie zamierzam wchodzić w jakąś głębszą znajomość z nim… Przyrzekam… Na Czarnego Pana.
W dormitorium zapanowała grobowa cisza. To była mocna przysięga, której żadna ze Ślizgonek nigdy nie odważyła by się złamać, tak więc bezgłośnie przyjęły, że jej słowa muszą być prawdą. A przynajmniej próbowały przyjąć, bo Kaylin sprawiło to nie lada trud. Sara odczekała tą chwilę napięcia i wiedząc że już nic nie zdziała, uważnie obserwowana przez przyjaciółki ostrożnie wstała i opuściła pokój. Chwila minęła i Ross zrobiła to samo. Obie nie miały ochoty na pocieszające bądź karcące rozmowy z przyjaciółkami.
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
|
|
|
07-29-2011, 20:46
|
#977
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Feb 2010
Lokalizacja: Inny wymiar...
Posty: 191
|
I znów wyjeżdżam - na tydzień więc trochę mnie nie będzie, opiekujecie się Lucy
__________________
"Udało się dostali w kość, niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam."
Irytek
|
|
|
07-31-2011, 13:52
|
#978
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
em.... chciałam złożyć najserdeczniejsze życzenia, naszej Ślizgońskiej koleżance, Dadze Potter, znanej także jako Lucy Ford.
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-31-2011 o 13:56.
|
|
|
07-31-2011, 15:56
|
#979
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
|
Miałam nadzieję, że coś napisałaś. Weźcie sie ogarnijcie i piszczie coś :<.
Dołączam się do zyczeń.
__________________
Wolałabym nie...
|
|
|
07-31-2011, 17:43
|
#980
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Ja się Wam wtryniać nie chciałam w wątek
- Och. No tak. - oznajmiła inteligentnie Angelina, po czym klapnęła na swoje łóżko i wpatrywała się tępo w ścianę.
Jej młodsza siostra podeszła z wolna do swojego ulubionego plakatu i zaczęła oceniać straty. Na szczęście oberwał tylko róg, który szybko naprawiła. Zza krawędzi wyłoniła się blondwłosa czupryna.
- Co się tu na miłość boską stało? - zapytała Aguilera.
Jakoś żadna nie miała ochoty odpowiadać.
- Ja oczekuję odpowiedzi. Zostałam zniszczona!
- Przymknij się. - mruknęła Christina siadając na swoim łóżku i przyglądając się Marcelinie, która ogarniała pościel.
- Dobra, może pora o tym porozmawiać, co? - spytała po chwili Angelina.
- A o czym tu rozmawiać? Sara to szmata i przeleciała chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki. Ot co.
Młodsza Johnson była wyraźnie przekonana o winie Lorraine. Dla niej zdjęcia były wystarczającym dowodem.
- Przysięgła na Czarnego Pana. - zauważyła Marcelina.
- No, tak. - przytaknęła blondynka nieco zbita z tropu.
- Ale fakt faktem. Mamy zdjęcia. - Angelina skłoniła głową w kierunku małego pliku fotografii, leżącego na stoliczku.
- Ale przysięga...
- Mim, wiem. Byłam tutaj, słyszałam. Problem w tym, że Sara stoi na straconej pozycji. Musiała się jakoś bronić, prawda?
- To co robimy? - zapytała Christina, bawiąc się luźnym kosmykiem.
- A co mamy zrobić? To nie nasza sprawa. Muszą to rozstrzygnąć między sobą. Jedyne co musimy zrobić to...
Ale Christina i Marcelina nie dowiedziały się jaką mają misję. Drzwi otworzyły się w hukiem, odbijając się o ścianę.
- Puk, puk.
Michael stał w przejściu w całej swojej przerażającej okazałości.
- Nauczyłbyś się w końcu respektować czyjąś prywatność, co?
Christinę zaczynał powoli irytować fakt, że w Slytherinie nie było czegoś takiego, jak 'damska prywatność'. Salazar uważał, że jego wychowanice są tak samo przebiegłe i nikczemne jak chłopcy, więc nie ma potrzeby ich chronić. Czasami bywały nawet podlejsze niż płeć brzydka. I tak było w przypadku mieszkanek dormitorium numer 17.
- Nie widzę, żebyście latały nago po pokoju, więc o co ten krzyk? - zapytał chłopak i zrobił niewinną minę, przynajmniej w jego mniemaniu.
- Czy my ci włazimy do pokoju bez pozwolenia?
- Owszem. - odpowiedziała Angelina. Na jej wargach zatańczył uśmiech.
- No dobra, ale..
- Daruj sobie. - uciął jej Michael. - Postanowiłem wpaść, bo po korytarzu roznosiły się ciekawe krzyki. Często i gęsto padało słówko 'pieprzenie'. Pomyślałem, że wpadnę, może i mi coś skapnie.
Dziewczyny jak na komendę przewróciły oczami.
- Nie twoja sprawa - oznajmiła ozięble Marcelina.
- Oj obawiam się, że moja. Czy tworząc elitę nie obiecaliśmy sobie pomagać w trudnych sytuacjach?
- Dziki, akurat ciebie w tej sprawie nie potrzebujemy. Ale dzięki za fatygę, a teraz spadaj.
- Christi, coś ty taka niemiła? - zapytał puszczając do niej oczko. Ona ostentacyjnie odwróciła się do niego plecami.
***
Sara oraz Kaylin tymczasem szybko przemierzały korytarze. Każda poruszała się w swoją stronę. Każdą targały emocje. Głównie złość, to trzeba przyznać.
Roztrącały innych uczniów, czasem nawet nauczycieli. Ale mało je to obchodziło. Chciały tylko odejść jak najdalej od cholernego dormitorium numer 17. Jednak od sytuacji, która tam miała miejsce, nie można było odejść. Ona wręcz wgryzała się w mózg, w wspomnienia...
macie, do dupy, wiem. ale cóż
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-31-2011 o 18:46.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
400 |
10-08-2008 17:46 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2304 |
07-08-2008 16:37 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2000 |
11-25-2007 11:03 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
1996 |
06-14-2007 12:58 |
|
SLYTHERIN
|
Limonka |
Kosz |
3490 |
05-05-2007 20:18 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:47.
|
|