|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Feb 2010
Posty: 4
|
Rozdział trzeci
Spełniona obietnica
Aaron stał i wpatrywał się w miejsce gdzie zniknęła Karmen. Nie wiedział dlaczego i co to w ogóle ma znaczyć? Poszedł do lasu szukając wilkołaka, a znalazł piękną dziewczynę. Bez wątpienia wolał to drugie. Co ona robiła w środku nocy w lesie? Może też szukała wilkołaka, i przecież nie powiedziałaby mu tego bo myślała, że ją wyśmieje. To wszystko stawało się coraz bardziej ciekawe ale i zarazem dziwne. Aaron zrezygnował z szukania wilkołaka, bo zauroczony Karmen nie był w stanie myśleć. Rozmyślając o dziewczynie aron chwiejnym, drobnym krokiem ruszył do domu. Przez drogę cały czas myślał tylko o kasztanowych oczach, kruczoczarnych włosach o ciemno-malinowych ustach. Wszedł do domu i nie zwracając uwagi na to czy jest cicho czy głośno wszedł do łóżka, ponieważ nie był w stanie nic innego zrobić. Zasnął szybko wciąż rozmyślając o przepięknej Karmen. Teraz znowu był w lesie. Tym razem bez niczego. Bez latarki kompasu i scyzoryka. Szedł z piękną dziewczyną za rękę. Było ciemno, ale szli dalej, aż doszli do polanki gdzie było wszystko widać. Spojrzeli sobie w oczy i już ich usta zbliżały się do siebie, gdy Karmen nagle zamieniła się w wilkołaka. Miała złotobrązowe oczy i duże kły. Zaczął uciekać ile sił w nogach ale potknął się o jakiś wystający korzeń i upadł na ziemię. Już wilkołak zbliżał się do niego i już miał go zranić ale obudził się i zobaczył przed sobą Alice. Leżał w łóżku, w swoim własny bezpiecznym domem.
-Kto to Karmen?- zapytała Alice- to twoja Dziewczyna, koleżanka czy dziewczyna?
-To nikt nie jest , a w ogóle co ty tu robisz? Zabroniłem ci wchodzić do mojego pokoju!
-No tak, ale krzyczałeś i wiesz jak wołałeś? O tak : ,,Karmen nie rób tego, Kaaaarmen!”
Aaron wstał i zaczął popychać Alice do wyjścia podczas gdy ona udawała, że jej brat się z kimś całuje.
-I nie wchodź więcej do mojego pokoju!- zawołał rozwścieczony Aaron i zatrzasnął jej przed nosem drzwi. Odetchnął głęboko i pościelił łóżko. Była niedziela, więc po śniadaniu cała rodzina szła do kościoła. Poszedł do łazienki i odświeżył się przed modlitwą i śniadaniem. Miał na sobie czarny smoking z żółtym krawatem porządnie zawiązanym. Włody miał ulizane więc wyglądał jak kujon. Brakowało mu do tego tylko okularów.
Gdy zszedł na dół, zastał całą rodzinę siedzącą przy stole. Aaron podszedł do lodówki, złapał jakiś jogurt i usiadł na krześle przy stole.
-A może tak jakieś ,,dzień dobry”?- zapytał pan McDawer.
-Tak, dzień dobry-ale nikt mu nie odpowiedział. Wszyscy jedli w milczeniu, a gdy już miał wychodzić Alice powiedziała:
-A wiecie co Aaron krzyczał przez sen? Śniła mu się jakaś dziewczyna, za którą wołał-
O nie. Alice nie mogła tego powiedzieć ich przybranym rodzicom. To by było nawet w jej stylu ale i tak za bardzo wścibskie jak na nią. Pani McDower odłożyła nóż i spojrzała na chłopca.
- Słuchaj- powiedziała miłym ale stanowczym głosem- nie mam nic przeciwko randkowaniu, ale nie chcę zostać babcią mając trzydzieści dwa lata.- oznajmiła.
Alice buchnęła śmiechem, pan McDower lekko się uśmiechnął, a jego żona miała na sobie lekko drwiący uśmieszek. Natomiast Aaron płonął wstydem i tylko skiną głową, żeby jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia.
-Ja już nie wiem co zrobię tej mojej kochanej siostrzyczce?- mruknął sam do siebie gdy wchodził na górę przebrać się na mszę.
Cała rodzina siedziała już w samochodzie i jechali do kościoła. Przez całą podróż nikt się nie odzywał. Msza też przepłynęła spokojnie, ale na ogłoszenie dusz pasterskich ksiądz zawiadomił o czymś parafian:
-Ostatnio komisarz policji poinformował mnie, że znajduje się zwierzęta rozszarpane. Apeluję o ostrożność do wszystkich, a teraz Z Bogiem!- po ogłoszeniu dusz pasterskich cała rodzina wyszła z kościoła i jechała do domu. Tym razem nie było cicho w aucie, ponieważ Alice rozmawiała z panią McDawer.
-Jak myślisz mamo, co morduje te zwierzęta?- zapytała Alice.
-Nie wiem, ale to musi być jakieś duże zwierze skoro z łatwością zabija wilczury.
Przez resztę drogi wszyscy milczeli. Gdy dojechali do domy Aaron jako pierwszy wysiadł z samochodu i poszedł prosto na górę. Położył się na łóżku i zaczął się zastanawiać co powiedzieć Karmen gdy ją spotka? Tak rozmyślając zasnął. Tym razem nic mu się nie śniło.
Obudził się i spojrzał na zegarek stojący przy łóżku. Było za kwadrans pierwsza w nocy. Aaron spadł z łóżka, zbiegł na dół w kościelnych ubraniach, włożył buty i wyskoczył z domu.
Biegł co sił w nogach. Ubrany był w czary smoking z żółtym krawatem. Ogólnie było w porządku, tylko nie pasowały zielone adidasy. Już był w lesie i nie zatrzymując się ani na chwilkę, biegł na polankę. Gdy dobiegł ujrzał straszliwy widok. Na miejscu spotkania leżała Karmen. Skulona, a ubrania miała poszarpane. Zatrzymał się, ale potem ruszył ku nieprzytomnej dziewczynie. Ale gdy ją tylko podniósł, odskoczył, ponieważ tam gdzie miała być śliczna twarz Karmen, był pysk wyrośniętego wilka. Jej furo było puszyste, gładkie i szare. Tylko to nie mógł być duży pies, ponieważ, miała wykrzwiony kark, jakby była garbata. To musiał być sen. Jego wymarzona dziewczyna była WILKOŁAKIEM! Aaron nie wiedział czy uciekać czy zostać i jej pomóc. Jednak na była taka śliczna… już postanowił. Podszedł do niej drobnymi krokami gotów w każdej chwili odskoczyć do tyłu. Był już bardzo blisko niej i nic się nie działo. Wziął ją na ręce, troche z obrzydzeniem i zaniósł w cień drzewa. Natychmiast zamian pyska wilka, widać było już piękną twarz Karmen. Aaron odetchnął z ulgą. Dziewczyna powoli otwierała oczy. Gdy tylko lekko je uchyliła odskoczyła do tyłu. Była przerażona. I Aaron nie wiedział kto bardziej jest zaskoczony czyim widokiem. Obydwoje milczeli, Karmen odezwała się pierwsza.
- Co ty tu robisz?! Miałeś być o ósmej!
-No tak… zaspałem. Wybacz.
- Nie wiem jak można się aż tak spóźnić! Jesteś beszczelny i nieodpowiedzialny!..- chłopak spuścił głowę i już miał zawraciać gdy dziewczyna zaczęła mówić dalej- Ale z drugiej strony muszę ci podziękować.
-Za co?- spytał Aaron bardzo zaskoczony
- Bo… gdybyś mnie nie zabrał w cień ktoś inny mógłby mnie zabić…
-Kto taki?
-Nieważne, ale teraz nie mam wyjścia albo będę musiała to zrobić ja , albo oprowadzę cię po naszym świecie, pod warunkiem, że nie powiesz o nas nikomu, zrozumiałeś?!
-Jasne, wolę nic nie mówić i raczej żyć.
Karmen popatrzyła na niego, odwróciła się i szła dość żwawym krokiem, Aaron oszołomiony tym, nie mając żadnego wyboru bez słowa szedł za nią.
|