U mnie to było tak:
Chodziłam wtedy do którejś z klas I-III w podstawówce (ale do której, to niestety nie pamiętam

). Moja mama gdzieś usłyszała o Harrym Potterze, a że pierwszy tom był akurat w sprzedaży w którymś z okolicznych sklepów, zakupiła, jak na mola książkowego przystało

No i hojnie podarowała mi tę książkę. Pamiętam, że na początku było to strasznie nudne, więc Potter powędrował na półkę. Całą książkę przeczytałam na wakacjach i tak mnie wciągnęło, że zażądałam natychmiast kolejnych części. Na szczęście w tej miejscowości, w której byliśmy na wakacjach, była księgarnia, więc nie było problemu z kupieniem 2. i 3. części (chciałam kupić też 4., ale jeszcze nie wyszła

). I właśnie tak zaczęła się moja potteromania. Dodam, że moja mama nigdy Harry'ego nie przeczytała (pomimo swojego zamiłowania do książek) - twierdzi, że jej "obrzydziłam" te książki - ciągle tylko słyszała (i dalej słyszy...) o Potterze.