|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Apr 2007
Posty: 512
|
Śmierć To Dopiero Początek
Północ właśnie wybiła . W Pokoju Gryfonów panował mrok . Słychac było tylko lekki wiatr . Przez otwrte okno wprost na twarz Sir.Miśka padał piękny blask Księzyca.
- Proszę Cie poraz ostatni ZAMKNIJ TO OKNO ! - ostatnie trzy wyrazy Misiek wykrzyczał dość chaotycznie!
- No wrzeszczysz jak panienka...Przeszkadza Ci to rusz się i je zamknij - powiedziałem dosyć spokjnym tonem.
Chłopak obrzucił mnie zabójczym tonem , ale nie wstał , siedział dalej zakrywając sobie twarz . W pewnym momencie przerywając cisze do Pokoju wbiegły Ginny i Diana .
- Chłopcy co się dzieje? - zapytały jednocześnie .
- Możecie tego nie robić? To takie irytujące! - zwrócił uwage Misiek
- Dzis wczesnym wieczorem odebrałem list od Lessi . Śmierciożercy zaatakują nas dzisiaj rano. Napisała , że bedzie ich sporo i , że są bardzo dobrze przygotowani. - powiedziałem zachwianym tonem .
Dziewczyny przerażone wzięły nas za ręke . Po paru godzinach czuwania ruszyliśmy w stronę błoń. Ledwo wychodząc z Zamku zauważyliśmy od strony Zakazanego Lasu zielone błyski.
- No to się spózniliśmy...Oni już tu są - krzyczał dramatycznym tonem chłopiec .
Nagle upadł na ziemie , a za nim stał szereg śmierciożerców. Ginny schowała się tuż za mną. Od strony Zamku z pomocą biegły już : Angelina Johanson , Wera , Lessi i Mimid .
- No i co teraz? - zapytała pośpiesznie Lessi
W tej samej chwili Śmierciożercy rzucili w naszą strone ogrom niebieskiego świtła. Wszyscy runeliśmy na ziemie z wielkim hukiem .
- Teraz juz wiesz - odpowiedziałem z ledwością się podnosząc.
***
Cała nasza banda ruszyła z wielkim zapałem i przekonaniem , ze bedzie dobrze na przeciwnika . Jako pierwszy rzyciłem rozbrajające zaklęcie . Jeden z Śmierciożerców wyleciał do tyłu i rąbnął się o drzewo. W tej samej chwili zemndlał na skutek szoku . Jednym ruchem różdżki zdjęłem mu maske . To co ujrzałem dosłownie powaliło mnie z nóg . Dziki nieprzytomnu leżał na ziemi . Niby nic dziwnego...każdy wie , że on jest oddany Czarnemu Panu . Rozmyślając tak , nagle wylądowałem kilka metrów dalej . Chłopak wykorzystał moją nieuwage i rzycił jakąś klątwe.
- Co Cię tak zdziwiło mój Adrianku ? - zapytał z yśmieszkiem .
- Dobrze wiesz , że tylko przyjaciele do mnie tak mówią , a ty przestałeś nim być jak nas zdradziłeś dla tego Voldemorta! - wrzasnąłem .
Dziki zaczął się śmiać . Chciałem to wykorzystać i rzucić jakieś zaklęcie , ale on to zauważył i wykopał mi różdżke z ręki.
- No! No! No! Nie wolno tak Adrianku. Widze , że brak Ci rozumu w tej makówce . To , że Gryfoni to sama mądrość i odwago nie oznacza , że jesteście tacy doskonali i wytrenowani , aby nas Śmierciożerców wykończyć .
Chłopak znowu zaczoł się śmiać , tyle , że tym razem podbiegłem do różdżki i wypowiedzieł 2 zaklęcia :
- Drętwota , Expeliarmus .!
Dziki leżał na ziemi nie ruchomy . Widząc to pobiegłem pomóc innym. Podczas walk padały różne klątwy i zaklęcia. Jednakże nikt nie odważył się wypowiedzieć tej jedynej , aż do czsu gdy zdenerwowany Dziki wstał z ziemi i wypowiedział ja dwukrotnie:
- Avada Kadavra !
Pierwsza z nich trafiła prosto w serce Mimid , którą wyrzuciło w powietrze . Wera widząc całe to zdarzenie zamieniła się w smoka i wzbiła się w powietrz, aby uratować ciało biednej Mimid. Gdy wylądowały Dziewczyna miała zielone oczy...widniało w nich strach i przerazenie. Wera rozpłakała się i zaczęła klnąć na głos . Druga z nich leciała w moim kierunku . Nie mogłem się ruszyć....byłem jakby zamrozony . Gdy klątwa była juz pare cali od celu Sherry odepchała mnie tym samym ratując nam życie . Siła klątwy była zbyt słaba i znikła tuż przed Ginny . Leżąc tak na plecach myślałem , że gdyby nie Sherry to by mnie juz tu nie było. Zesmutniałem natychmiast. Wtedu podeszła do mnie Ginny i powiedziała :
- Nie mazaj się ! Tylko wstawaj i walcz!
Te słowa tak jakby podniosły mnie na duchu . Szybko wstałem i ruszyłem wprost na dzikiego. Gdy przycisnąłem go no muru Zamku podbiegła do mnie Ginny .
- Dasz rade..Jesteś dzielny ...Bedzie dobrze...- powiedziała chwytając mnie za różdżke.
Rozmyślajac nad tym co powiedział wcześniej Dziki i te słowa Ginny w mojej głowie pojawił się obraz zwycięstwa .
- Wiesz..Gryfoni to ludzi dobrej woli , a nie skażeni do szpiku kości złem . Mam zamiar wygrać tą bitwe jak i cała bitwe! - wypowiadając te słowa zauważyłem ja w oczach Dzikiego powstał strach .
- To za Mimid ! Avada Kadavra - Razem z Ginny wypowiedziałem formułke klątwy.
Siła rażenia była tak silna , że wyrzuciło nas kilke metrów dalej!
***
Leżac na ziemi nie wiedząc co sie dzieje wokół , rozmyślałem dlaczego albo inaczej po co to zrobiłem ? Wtedy przed oczami miałem sytuacje , gdy Dziki przystawia mi różdżke do skroni i śmieje się złowieszczo.Szybko się skupiłem ..."Zrobiłbym to jeszcze raz " - pomyślałem . Nagle Angelina Johanson podbiega i mówi trzy słowa :
- Adrian my przegrywamy !
Te słowa huczły mi w głowie przez dłóższą chwile . Wstając rozglądłem się uważnie . Zauważyłem jak Śmierciożercy górują na polu bitwy . Moją uwage przykuły jak zwykle niewinne drzewa, a szczególnie te na początku lasu . Wiatr wiał bardzo silnie, drzewa stały bez ruchu..nawet nie drgnęły . Aż nagle usłyszałem : "POMÓŻ NAM" . Wytężyłem słuch jeszcze bardziej lecz nic juz nie usłyszałem . Pobiegłem więc na środek walki .
-Crutiatus ! - krzyczała Śmierciożerczyni tuż za mną .
Ginny słysząc ten głos nagle zamarał w miejscu!
- Adrian to Gotysia - powiedziała drżąc ze strachu .
Widok dziewczyny wytrącił mnie z walki. Diabolicznie się śmiejąc dziewczyna rzuciła "Redukcjo" . Zaklęcie leciało wprost na Ginny , która stała jak słóp soli .
- Rusz się Kobieto !! - powiedziałem , ale juz nie zdazyłem .
Dziewczyna wyleciała kilka metrów dalej . Z piskiem walnęła o pień zcietego drzewa .
- Oj moja Ginny .. moja biedna Ginny.. - mówiła - Bez ochrony Twojego chłopaka jesteś tak słaba jak ten robak... - pokazała na robaka i zgniotła go butem .
- Crucio - rzuciłem - Teraz sobie pocierpisz ...Gotysiu - powiedziałem ze zmąconym uczuciem winy . - Co ty robisz w tym przebraniu...To podstęp tak ? - zapytałem
- Tak! Oczywiście ! - powiedziała , jecząc z bólu.
- Oh przepraszam.... - Klatwa przestała działać - myślałem , ze jesteś jedną z nich!
- To Dobrze myślełeś głupcze! - powiedziała i uciekła do lasu.
Nie wiedziałem co mam zrobić?! Czułem się jak oszukany przez śmierciojada głupek . Wpatrywałem się w drzewa i w zwierzeta , które przyglądały się bitwie. W ich oczach było coś niedobrego . Jakby chciały cos przekazać . Nagle zerwała się straszna wichura . Zaczeły walić pioruny na prawo i lewo . Smierciożercy szybko się ulotnili . W powietrzu można było wyczuć , ze idzie coś złego .. owiele gorszego niz ta banda wysłaników Czarnego Pana. Na błoniach zostałem ja , Ginny , Wera i Angelina Johanson. Reszta musiała wrócić do Kwatery Głównej Zakonu .
- Adrian..Co się dzieje...To ty prawda...! - powiedziała spłoszona Wera .
- Wera ja..oszalałaś to las...on ma dość walki . - odpowiedziałem z przekonaniem w głosie.
Nagle wszyscy wpatrywali się w drzewa .
- Pomóżcie Nam.... Pomóżcie nam ...- powtazały się krzyki co pare sekund .
- Biegnijcie do lasu .. Szybko !
Wbiegajać do środka poczułem dziwne kłucie w okolicach serca . Upadłem na ziemie .
- Adrian co Ci jest ? - zapytała Ginny .
- Uważaj - i wskazałem na dziwna postać , która wyłoniła się za drzewa.
Wera zamieniła się w smoka , zaczęła zać ogniem .
- Dość tego! Raz mnie zabiłeś , ale drógi raz się to nie powtórzy! - wykrzyczał - Poznajesz mnie to ja DZIKI !
Moja mina wskazywała zdzienie jakie jeszcze nigdy nie gościło na mojej twarzy . Ginny wyciągnęła różdżke , to samo zrobiła Angelina .
- Dziki co ty robisz..tutaj - powiedziała dziewczyna .
Chłopak milczał . Z płaszcza wychyliła się jego ręka z różdżką . Podszedł do Wery i przyłozył jej zaklęciem prosto w brzych . Smoczyca upadła na ziemie , nieprzytomna przemieniła się w czowieka , z okolic klatki piersiowej zaczęła cieknąć jej krew . Następnie zrobił to samo Ginny .
- Angelina odejdz od niego! - powiwedział z wrogim uśmiechem .
- Oszalałeś ! Expeliarmus ! - Dziki upadł na ziemie .
- Nie dam go tak łatwo - ciagnęła dziewczyna .
- No to patrz ! - chłopak nagle znalazł się tuż prze Dziewczyną .
Odepchał ją do tyłu i wbił mi nóż. Jego czarny płaszcz był pokryty krwią .
- Hahaha No i co mi teraz zrobisz...taki odwazny byłeś - śmiejąc się zaczął się powoli palić.
- Nie! Co sie dzieje - Dziki nagle spłoną .
Angelina , Ginny i Wera lezały nieprzytomne tuż przy moim ciele.
***
Do Zakazanego Lasu wbiegli razm Misiek i Lessi . Od pewnego czasu czuli do siebie wyłącznie : wrogość , żal i smutek . Po tym ich nie udanym związku rozpadła się także ich przyjazń. Misiek wyjawił swoją skrytą tajemnice , którą nie wszyscy przyjeli dobrze . Lecz on dla mnie jest dalej dobrym przyjacielem , ale cóż mi z tego jak leżę na Ziemi martwy.
- Adrian...Ginny....odezwijcie się - krzyczeli na przemian .
Nagle natknęli się na nasze ciała . Razem nie zważając na złość jaką czuli do siebie , przykucnęli . Lessi miała oczy w łzach . Chłopak nie wiedząc co począć , co właściwie ma zrobić przytulił ją do siebie .
- Patrz ona odycha - Misiek pokazał palcem na Ginny .
Podeszli do niej , dziewczyna zaczęła sie budzić .
- Co się stało .... Adrian !!! - Zaczeła szlochać na widok martwego chłopaka .
- Ginny on juz nie zyje..zostaw go! - powiedziała oschle Angelina . która też wstała z ziemi płacząc .
- A co z Werą ? ...On..Też nie zyje..... - odpowiedział sam na pytanie Misiek .
Ginny podeszła do mnie i zaczęła szepatać do ucha:
- Nie bój się Tam Ci będzie dobrze..A ja Cię pomszcze....nie dam im tak łatwo uciec - dziewczyna na pożegnania pocałowała mnie w usta , machnęła różdżką i nagle moje ciało i Wery znikło .
-Tak Więc - powiedziała dziewczyna - Jesteśmy zdani tylko na siebie i nasze możliwości...Choć jak widzimy nie zawsze one mogą pomóc...Dobrze wiemy jakimi świetnymi czarodziejami był Adrian i Wera...Dlatego musimy ich pomścić- Ginny zakończyła przemowe i ruszyła w głąb lasu .
Angelina , Lessi i Misiek pobiegli za dziewczyna , która odbiegała im na kilkanaście metrów . Nagle spostrzegli postać , która sprytnie kryje się za drzewami .
- Redukcjo ! - Misiek wypowiedział zaklecie i drzewo , za którym ukrywała się postać zmieniło się w trociny .
Tą postacią była niczym nie zmartwiona Gotysia, która była juz w pogotowiu aby odeprzeć jakieś zakęcie rozbrajające .
- Crucio - wykrzyczała Ginny za pleców dziewczyny.
Dziewczyna zaczęła się wić z bólu a jednocześnie śmiać ironicznie. Jej mina mówiał , że jest gotowa na wszystko i nic jej nie przestraszy .
-Avada Kedavra - Ginny wypowiedziała klątwe , która zabiła Gotysi.
Dziewczyna nie była wstanie opanować myśli , nie wiedziała co ma zrobic, nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Jej debata myślowa nie trwała dłuzej gdyż z wszystkich stron wyszli śmierciożercy : Mr. Naight , Draco , Morferin oraz Otka . Nikt się tego nie spodziewał .
- Crucio - Otka z rozmachem rzyciała klatwe .
Nieprzewidzianie wszyscy Śmierciożercy zrobili to samo . Wierni i odważnie Gryfoni padli na ziemie z bólu .
- Kończmy z nimi ! - powiedział Morferin .
- Avada Kedavra - wypowiedziali po kolei .
Każda klątwa trafiła . Na polu bitwy zostali sami zwolennicy Czarnego Pana . Draco w pewnym momencie machnął ręką i ciała martwych juz Lessi , Ginny Miśka i Angeliny zacząły płonać . Nagle z ich ciał uleciał niebieska ektoplazma . To były ich dusze . Po chwili zdziwienia dusze zaczeły wydawać dziwne dzwięki , które natychmiast zabiły zgromadzonych Śmierciożerców . Jednakże ich dusze wchłonęła czarna odchłań widoczna tylko dla duszy....
- Patrzcie..To Świtało jest dla Nas - powiedział Misiek i razem weszli w srebżyste światło .
* * *
Po dwóch tygodniach dalej nikt nie wiedział co się stało tamtego dnia w tamtym Zakaznym Lesie. Chodziły tylko pogłoski o bohaterskiej postawie Gryfonów i o tym jak postępowali Ślizgoni ... Od tamtego czasu nikt już nie powiedział , że Gryfoni są gorsi od ślamazarskich i złych do szpiku kości Ślizgonów . Sherry pożuciła na zawsze usługi dla Czarnego Pana . Zaczęła nauczać potajemnie ochotników tak jak chciał Adrian.
***
__________________
"Scream your last breath."
"Supernatural"
|