|
05-04-2009, 15:16
|
#11
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 16
|
Żyj i pozwól umrzeć cz.10
Wszyscy domownicy krzątali się w jadalni, zastawiając stół kolejnymi półmiskami i talerzami. Wczoraj najwyraźniej nikt nie miał apetytu. Wiele potraw było nawet nie tkniętych.
- Ron, cierpliwość twoich rodziców chyba się już kończy. Powinieneś pójść po naszą Śpiącą Królewnę - powiedziała ukradkiem Hermiona.
- Po kogo? - zdziwił się chłopak.
- Ech, te wasze bajki. Idź na górę i powiedz im, że wszyscy na nich czekają.
- Nie mogłaś tak od razu - odrzekł i udał się na piętro.
- A teraz przyznawać się. Kto z was już o tym wiedział? - Molly zwróciła się do zgromadzonych. Tylko Artur, Charlie i Percy nie podnieśli ręki.
- No pięknie - skomentowała. - Hermiony nawet nie pytam, ale ty George?
- Nie doceniasz mnie mamo. Razem z Fredem wiedzieliśmy od dawna. Gdy Ginny wróciła do domu na wakacje zachowywała się jakoś inaczej. Zrobiliśmy to co umiemy najlepiej. Zaczęliśmy węszyć i wyniuchaliśmy. Ot cała historia.
- A ty Bill?
- Ja dowiedziałem się od żony - szybko przekazał pałeczkę dalej, by matka nie spoglądała już na niego, jak na winowajcę.
- Mi zwierzyła w sierpniu - wyjaśniła Fleur.
- To tobie się zwierzyła? - stwierdziła z zawodem Molly.
Tymczasem Ron był już na drugim piętrze. Zapukał w drzwi pokoju siostry.
- Czekamy na was. Pospieszcie się, bo zeżrą wam cały tort.
Już się wracał, gdy usłyszał szczęk gałki. Obracając się zobaczył ich stojących w drzwiach. Ginny rumieniąc się unikała jego spojrzenia, ale Harry wyglądał tragicznie. Był strasznie wychudły i mizerny. Ogólne wrażenie nędzy i rozpaczy psuł tylko promienny uśmiech na jego twarzy.
- Stary, co ona ci zrobiła? - skinął na swoją siostrę.
- To nie ja! - oburzyła się Ginny.
- O co ci chodzi? Nigdy nie czułem się lepiej - zapewnił go Harry.
- No dobra, oszczędź mi szczegółów - Ron zorientował się, że nie ma najmniejszej ochoty, wysłuchiwać odpowiedzi na swoje pierwsze pytanie. Szczególnie, że zielona koszulka i wytarte dżinsy jego siostry nijak nie przypominały szpitalnej piżamy, którą miała na sobie dzisiejszego ranka.
- To co, idziemy? - zapytał. - Chyba nie czekacie na moje błogosławieństwo?
Nagle w korytarzu rozległo się głuche pyknięcie. Percy i George pojawili się obok Rona.
- Hej Ginny. Jak się dzisiaj czujemy? - powiedział uradowany George, ale Percy patrzył się już na Harry'ego.
- Witaj Harry. Strasznie głupio wyszło wtedy w szpitalu. Ale naprawdę byłem zrozpaczony. Jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć powrotem do rodziny, gdy spotkała nas ta podwójna tragedia. Myślałem, że jeśli znikniesz z naszego życia, to ten cały koszmar wreszcie się skończy. Przepraszam cię.
- A ja się dałem w to wciągnąć temu pacanowi. Też cię przepraszam stary - dodał George.
- Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło - Harry podał Percy'emu rękę na zgodę.
- Co!? Mój własny brat wbijał mi gwoździe do trumny? I ty chcesz to tak zostawić? - zwróciła się do Harry'ego wzburzona Ginny.
- To mnie powinniście błagać o przebaczenie! - wyrzucała dalej starszemu rodzeństwu.
- Percy, do zawsze uważałam cię za mojego najbardziej zidiociałego brata ...
- Dzięki Ginny - wtrącił się Ron słysząc tak niespodziewany komplement.
- ..., ale teraz przeszedłeś sam siebie. Czy ty wiesz co to znaczy być na granicy? Czy ty wiesz jak tam jest? - Ginny wyraźnie zbladła. Widać było, że nie jest w stanie już nic więcej dodać. Harry objął ją ramieniem. Domyślił się, że przez ten czas nie siedziała sobie na przytulnej ławeczce peronu 9 i 3/4. Miał nadzieję, że kiedyś zdecyduje się mu o tym opowiedzieć. Teraz mają ze sobą jeszcze więcej wspólnego niż mógł się spodziewać.
- Na szczęście Ron nie zawiódł. To on wysłał mi list dzisiaj rano. To dzięki niemu tu jestem - Harry chciał by Ginny odzyskała trochę wiary w rodzinę.
- No wiesz Harry. To niezupełnie tak. Gdyby nie Hermiona ... - Ron palnął w swoim stylu.
- Aaa! Wy wszyscy jesteście nic niewarci - zjechała trójkę rudzielców - Harry idziemy stąd - powiedziała z wigorem. Wyglądało na to, że udało jej się już odegnać swojego demona. Gdy tylko pojawili się w drzwiach jadalni jej rodzice, Bill, Charlie i dwie dziewczyny oderwali się od przygotowań. Najbliżej nich stała Molly.
- Żeby nie było niedomówień młody człowieku. Ten jeden raz upiekło ci się, ale tylko ze względu na okoliczności - zwróciła się do Harry'ego surowym głosem, ale dodała już zupełnie innym tonem:
- No chodźcie tu, niech was uściskam. - Obydwoje podeszli i wpadli jej w objęcia. - Jak my się tobie wywdzięczymy Harry? - pytała tuląc ich do siebie.
- Nasza mała Ginny już to chyba zrobiła - George powiedział półgłosem do Rona i Percy'ego. Na jego twarzy znów gościł dawno niewidziany szelmowski uśmiech.
- A teraz siadajcie - wskazała im miejsca. - Świeczki już się palą. Harry dostaniesz duży kawałek. Ci Dursleye znowu cię zagłodzili kochane... - ostatni wyraz niespodziewanie utknął w gardle pani Weasley.
- Czku - dokończyła za matkę Ginny.
****
|
|
|
05-04-2009, 15:17
|
#12
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 16
|
Żyj i pozwól umrzeć cz.11
Harry leżał na dostawionym łóżku w pokoju Rona. Było już dawno po północy, a on wciąż nie zasypiał. Rozmyślanie odpędzało sen. To było najradośniejsze przyjęcie urodzinowe w jakim uczestniczył. A od jutra zaczyna nowe życie, wolne od trosk, szczęśliwe. Zabierze resztę rzeczy z Privet Drive, zostawił tam chyba pelerynę, i zamieszka w swoim domu na Grimmauld Place. Jaka to przyjemna odmiana mieć perspektywy na przyszłość. Teraz nie uda mu się zasnąć. Zdecydował się pójść do kuchni po szklankę wody. Stąpał ostrożnie po schodach, ale te i tak skrzypiały. Był na drugim piętrze, gdy usłyszał coś zza ściany. Z pokoju Ginny. Zaniepokojony wszedł do środka. Wnętrze było pogrążone w mroku, tak że widział tylko kontury kształtów.
- Harry jesteś - usłyszał cichy głos. Choć wydawało mu się, że Ginny śpi.
- Tak jestem tu - odpowiedział podchodząc bliżej.
- Nie opuszczaj mnie, nie chcę tam wrócić - jej głos brzmiał jakoś inaczej. Nie był pewny czy rzeczywiście to powiedziała, czy tylko mu się zdawało. Było za ciemno by dostrzec jej usta. Wyciągnął różdżkę.
- Lumos - wyszeptał. Koniec różdżki zajaśniał niczym paląca się świeczka, tak że twarz Ginny wyłoniła się z mroku. Obserwował ją przez dłuższą chwilę. Miała zamknięte powieki. Leżała bez ruchu na lewym boku oddychając spokojnie.
- Chyba jednak śpi - pomyślał. - Mógłbym tak na nią patrzeć godzinami.
- Ekhm - usłyszał za plecami. Obrócił się. Pani Weasley stała w drzwiach.
- Myślałam, że sobie to wyjaśniliśmy młody człowieku. Moja cierpliwość ma swoje granice - powiedziała ściszonym głosem.
- Ja tylko szedłem na dół - tłumaczył się Harry z minom "to nie tak jak pani myśli".
- Właśnie widzę - wtrąciła się Molly.
- Przechodząc obok usłyszałem coś. Wydawało mi się, że mnie woła - kontynuował.
- Przecież śpi. Zmykaj stąd.
Harry posłusznie skierował się do drzwi.
- Nie odchodź - znów ten głos. Chłopak natychmiast się obrócił, ale Ginny wyglądał dokładnie tak jak przed momentem. W ogóle się nie poruszyła, jej usta również.
- Słyszała to pani? - spytał.
- No wychodź już - ponaglała Molly.
- Ona chyba chce żebym z nią został.
- Na to nie licz kawalerze. Ale niech ci będzie, ja przy niej posiedzę. - Harry niechętnie schodził po schodach, podczas gdy Molly odprowadziła go wzrokiem.
- A Artur twierdził, że to zaklęcie alarmujące w drzwiach nie będzie potrzebne - pomyślała.
- Czemu chciała żebym przy niej czuwał? - Harry rozważał to, co przed chwilą miało miejsce. - Nic mi się chyba nie zdawało? To było jakbym czytał jej w myślach. Albo raczej jakby ona czytała w moich. Ale przecież spała.
Był na pierwszym piętrze. Z otwartych drzwi sypialni państwa Weasley wydobywało się światło.
- Nie wpadaj w panikę Molly. Przecież Harry to odpowiedzialny człowiek. Wracajmy do łóżka - usłyszał głos Artura.
- Ach, to ty Harry. No ... ten ... A gdzie Molly? - Artur zauważył pomyłkę, gdy chłopak przechodził przed drzwiami.
- Zostanie z Ginny na noc - odpowiedział Harry.
- Znowu - stwierdził zawiedziony pan Weasley. - A czy stało się coś? - zaniepokoił się.
- Nie, wszystko w porządku. Chyba.
- Całe szczęście. To dobranoc Harry - Artur zamknął drzwi swojej sypialni.
Kierując się na parter chłopak wrócił myślami do tego, co stało się przed południem. Gdy Ginny odzyskiwała świadomość też słyszał ten głos. Teraz już wiedział co się wtedy stało. Tylko chłopiec połączony więziom z Voldemortem był zdolny podtrzymać efekt uzdrawiającego zaklęcia. Dobrze pamiętał słowa Dumbledore'a. Ta magiczna symbioza była czymś zupełnie wyjątkowym i niezbadanym. Ale wiedział też, że sama więź to nie wszystko. Było coś jeszcze. Uczucie, którym darzył Ginny. To którego Voldemort był pozbawiony, to którym pogardzał i to którego zawsze nie doceniał.
- Nie może być innego wyjaśnienia - stwierdził pewny siebie. Dopiero teraz, bez żalu, pozwolił umrzeć Voldemortowi i jego magii. Dotarł do kuchni cały czas przyświecając sobie różdżką. Napełnił szklankę wodą, choć w tej chwili chętnie wypiłby coś mocniejszego. Chcąc odciągnąć myśli od tego, którego imienia się już nikt nie boi, znalazł sobie jakieś zajęcie. Zaczął liczyć wskazówki w zegarze rodzinnym Weasleyów. Musiał patrzeć pod kątem bo wszystkie wskazywały to samo miejsce. Powoli opróżniając szklankę doliczył do dziewięciu i zaczął od nowa myśląc, że się pomylił. Rzeczywiście wskazówek było tyle co zwykle - dziewięć. I to było właśnie dziwne.
- Czyżby była tu wskazówka Fleur? - pomyślał. Począł czytać kolejne imiona: Artura, Molly, piątki synów, Ginny i ...
- Harry? - zaskoczony zakrztusił się wodą wypowiadając swoje. Jeszcze bardziej zdumiał się, gdy dotarło do niego, na co jest skierowana jego wskazówka. - Oni naprawdę przyjęli mnie do swojej rodziny - stwierdził poruszony. - Jestem w domu, a ten głupi zegar wiedział o tym wcześniej ode mnie - uśmiechnął się. Jeszcze raz przyjrzał się uważnie kawałkowi metalu z napisem "Harry". Poruszając różdżką widział przesuwające się cienie na tarczy. Dopiero teraz zauważył, że jeden z nich drga niepozornie. Tak jakby ta wskazówka nie była do końca pewna, czy jest na właściwym miejscu. Wyłowił wzrokiem, o którą chodzi. To wskazówka Ginny. Niepokój znowu powrócił.
- Ten zegar coś wie. Gdyby tak można było transmutować go w kukułkę. Wszystko by mi wyśpiewał - wiedział że sam musi do tego dojść.
- Nie. - Harry właśnie zdał sobie z czegoś sprawę. - Ona nie chciał bym przy niej czuwał. Nie wiem w jaki sposób, ona też chyba nie była tego świadoma, ale przekazała mi czego tak naprawdę się boi. Tego że nam nie wyjdzie. Że kiedyś ją opuszczę. Że odejdę od niej. Przecież ona naprawdę nie może beze mnie żyć.
KONIEC
|
|
|
05-04-2009, 22:40
|
#13
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Feb 2008
Lokalizacja: Między kawą a kawą
Posty: 330
|
Wytłumacz mi po co to wklejasz? Po jaką choinkę nas tym katujesz? Skoro nie masz najmniejszego zamiaru stosować się do tego co inni piszą w komentarzach to nie wiem na co liczysz... Że ktoś napisze "Och! Jakie to wspaniałe! Pisza dalej!!!!", wstawiając przy tym niezliczoną ilość emot? Jeśli tak, to gratuluję poziomu ambicji.
I schowaj ten haniebny twór głęboko do szuflady.
Zdecydowanie pozwalam umrzeć.
W męczarniach.
__________________
"- Starzeję się. Zaczynam mieć skrupuły.
- Ano, zdarza się u starych- spojrzała na niego ze współczuciem- Odwar z mioduszki pomaga na to. A narazie kładź sobie poduszeczkę na siodło.
- Skrupuły- wyjaśnił poważnie Jaskier- to nie to samo co hemoroidy, Milva. Mylisz pojęcia."
Ostatnio edytowane przez MalaCzarna : 05-04-2009 o 22:43.
|
|
|
05-10-2009, 21:51
|
#14
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: Okrutna Barcelona
Posty: 790
|
Straaaszne zakończenie. Sam temat był trochę zbyt dramatyczny co już kiedyś pisałam, ale to zakończenie jak z bajki disney'a. Normalnie śpiąca krolewna. oczywiście dobrze napisane, ale koniec kiepski. Pozdrawiam
__________________
"- To miejsce wygląda jak cela więzienna - wykrztusił w końcu. - Nie mam pojęcia, jak możesz żyć w czymś takim.
- Za moją pensję ledwo, ledwo
- Jeśli trzeba, gotów jestem dopłacić, abyś mieszkał w miejscu, które nie będzie cuchnąć ani siarką, ani moczem.
- Mowy nie ma.
- Zmarł z dumy i smrodu. Masz epitafium w prezencie' "
Ostatnio edytowane przez alette : 05-10-2009 o 22:06.
|
|
|
05-12-2009, 12:09
|
#15
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 16
|
Niestety z większością zarzutów MalejCzarnej muszę się zgodzić. Tak jak House - walisz prosto w krocze. Ale krytyczne komentarze są oczywiście najcenniejsze. Czytelnik nie dostaje przecież do ręki wizji autora, ale tylko autorski opis tej wizji. Więc nawet jeśli autor ma ciekawe pomysły, ale nie potrafi dobrze i poprawnie ich opisać, efekt jego pracy jest ... "niegrywalny". Z tego co piszesz, w moim przypadku chyba tak jest. Do tego dochodzi mój niezdrowy pociąg do zdań wielokrotnie złożonych, w których nie wiem gdzie postawić przecinki. Że też są ludzie, którzy to potrafią. Dla mnie to czarna magia. Ale dla kogoś tak wyczulonego na błendy to musiała być męka. Chyba rzeczywiście dam sobie z pisaniem spokój.
Cytat:
Napisał MalaCzarna
I się to wszystko, przysłowiowej kupy, nie trzyma. Mało konsekwentnie.
|
Chodziło mi o to, że Neville był na tyle przewidujący by przyswoić sobie aktualne hasło, a trójka bohaterów o tym zapomniała.
Wyjaśnienie dla tych, którzy czekali na ostatnią - piątą część tej historii.
Po przeniesieniu ze strony na forum, zmieniłem numerację odcinków. Odsłona piąta to teraz części 8, 9, 10 i 11.
Dla niezorientowanych: jeden post może mieć tylko 10k znaków. Dlatego musiałem pokroić historię na 11, a nie 5 części.
Na koniec (może głupie) pytania natury technicznej.
1. Czy/jak można zmienić tytuł wątku?
2. Czy/jak można przenieść wątek z działu ff w trakcie, do działu ff ukończonych?
|
|
|
05-12-2009, 14:51
|
#16
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Feb 2008
Lokalizacja: Między kawą a kawą
Posty: 330
|
Cytat:
Napisał killjan
Czytelnik nie dostaje przecież do ręki wizji autora, ale tylko autorski opis tej wizji. Więc nawet jeśli autor ma ciekawe pomysły, ale nie potrafi dobrze i poprawnie ich opisać, efekt jego pracy jest ... "niegrywalny"
|
No i umiesz mądrze pisać.
A tak poważnie, Twój problem polega tylko i wyłącznie na brakach w warsztacie. Fabuła jest średnia, ale od czegoś trzeba zacząć.
Poza tym, nie miałam najmniejszego zamiaru zniechęcać Cię do pisania! Toż to zupełna nadinterpretacja. Uważam po prostu, że wystawiając coś na widok publiczny trzeba barć pod uwagę to, co mówią inni.
A na te pytania pewnie odpowiedzą Ci moderatorzy.
Weny życzę.
__________________
"- Starzeję się. Zaczynam mieć skrupuły.
- Ano, zdarza się u starych- spojrzała na niego ze współczuciem- Odwar z mioduszki pomaga na to. A narazie kładź sobie poduszeczkę na siodło.
- Skrupuły- wyjaśnił poważnie Jaskier- to nie to samo co hemoroidy, Milva. Mylisz pojęcia."
Ostatnio edytowane przez Sarahis : 03-13-2010 o 13:02.
|
|
|
05-12-2009, 15:58
|
#17
|
|
Fanatyk, niegroźny
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 223
|
Ja już cię nie będe torturować jak MalaCzarna, chocią, myślę, że dobrze zrobiła. Jest dział na forum z szukaniem bety. Napisz, może ktoś odpisze. Mam tylko pytanie?
Cytat:
|
- Ona nie chciał bym przy niej czuwał.
|
Co niby miało znaczyć to zdanie? Można je czytać, na dwa różne sposoby.
To tyle. Kiedy następnym razem będziesz pisał FF znajdź sobie betę. Taką, która przyczepi się do wszystkiego
__________________
You know, Sheriff, they say that dreams, dreams are memories of another life.
OUaT
|
|
|
03-13-2010, 13:04
|
#18
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
Cytat:
|
Napisał killjan
Na koniec (może głupie) pytania natury technicznej.
1. Czy/jak można zmienić tytuł wątku?
2. Czy/jak można przenieść wątek z działu ff w trakcie, do działu ff ukończonych?
|
Poprosić, na przykład, mnie.
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
|
|
|
12-12-2010, 20:28
|
#19
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Jun 2009
Posty: 2
|
Fajny pomysł. Miałam już trochę dość tych ciągłych smutnych końcówek u innych. Dobrze że ty zrobiłam happy end.
W życiu nie spodziewałam się że tak to się skończy, a czytałam twoje opowiadanie jeszcze za nim tu je przeniesiono i zawsze czekałam z niecierpliwością na następną część. Pisz dalej bo dobrze ci idzie
__________________
"Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę."
"Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu. Szczęśliwi, po tysiąckroć szczęśliwi, którzy obywają się bez niego. Samotny nie opłakuje nikogo, nikt też nie płacze nad nim. Niech ten, kto nie chce cierpieć, kto czuje trwogę przed zgryzotą, uwalnia się od ludzi."
"Nie ma rzeczy gorszej niż strach bezprzedmiotowy, strach przed nieznanym, przed groźną tajemnicą, która zdaje się czaić wszędzie."
|
|
|
01-02-2011, 02:37
|
#20
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Jan 2011
Posty: 2
|
Nierozumiem was. To jeden z najlepszych FF jaki czytałem.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:03.
|
|