LUNA-za chrapaki krętorogie,ględatka niepospolitego, nargle, umgubularny kociokwik i burczykłącze do odpędzania mlaszczypaszczy, za rzodkiewki w uszach i niepowtarzalny styl, za to,że ją to rybka i akwarium,co sobie o niej pomyślą ludzie. Sporo się nacierpiała ze strony złośliwych kolegów,ale się nie zmieniła. W końcu znalazła przyjaciół,którzy ją akceptowali,niewielu,ale prawdziwych,co pokazuje,że warto pozostać sobą.
LUPIN-za to,że będąc jednym z najmniej ludzkich bohaterów był zarazem jednym z najbardziej ludzkich,za takt i wyczucie,których niekiedy brakuje innym bohaterom,a które on posiada zawsze i niezmiennie. Nawet, kiedy pobłądził w sprawach prywatnych w końcu się jednak ogarnął. Szkoda, że nie było mu dane długo cieszyć się szczęściem...
FINNEAS NIGELLUS-za to, że to on był mieszkańcem tajemniczego, mówiąco-chichoczącego pustego płótna w kwaterze głównej Zakonu Feniksa a ja bardzo polubiłam"płótno".Działa na wyobrażnię. Mała rzecz,a cieszy...A poza tym fajnie się nazywa
HARRY-za odwagę, za silną wolę i konsekwencję w dążeniu do celu,za to,że chociaż nie raz i nie dwa irytująco się nad sobą użalał nigdy nie chciał rzucić tego wszystkiego w diabły i zaszyć się w mysiej dziurze. Za to,że bywa nieznośny też go lubię,kto w tym wieku nie bywa?

To czyni go prawdziwszym. Niejeden na jego miejscu przechodziłby gorsze załamania nastroju. Poza tym jest lojalnym przyjacielem i dobrym człowiekiem. Zwracam uwagę na ponadprzeciętny poziom empatii.
LEE JORDAN-za tarantulę (jako,że nigdy nie było powiedziane,jak nazywa się tarantula, na własny uzytek nazwałam ją Lee Jr

) i za komentowanie meczów.
RON-za to,że jest.
MOODY-za ostrzeżenie,by nie wkładać różdżki do tylnej kieszeni spodni,bo można stracić tyłek,a poza tym za manię prześladowczą i ogólnie ciekawą osobowość.
SNAPE- jako człowieka, a tym bardziej nauczyciela bym go nie polubiła. To frustrat, który wyżywa się na uczniach, jednak podoba mi się jego pogłębienie psychologiczne w VII części.