Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 08-28-2009, 23:47   #1
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie Okrutny świat pełen miłości - historia Potterów

BAL ABSOLWENTÓW

15:00 Dormitorium chłopców.

Czarnowłosy chłopak w okularach gwałtownie wpadł do pokoju. Widząc, iż wszyscy
jego przyjaciele są prawie już gotowi szybko pomknął w stronę łazienki.
Po kąpieli, jeszcze z mokrymi włosami, zaczął się powoli ubierać.
- Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - zawołał zdziwiony Peter, który miał już
na sobie błękitną szatę i czerwony krawat.
- Lilka mnie na niego namówiła twierdząc, że będę ładnie wyglądał - mruknął James
i nie zaszczycając nikogo nawet spojrzeniem, zaczął zapinać guziki swojej
śnieżnobiałej koszuli.
Po godzinie wszyscy czterej Huncwoci zeszli do Pokoju Wspólnego, aby tam zaczekać na swoje partnerki. Wiedzieli, że mają jeszcze prawie dwie godziny więc Łapa z Rogaczem postanowili zagrać w szachy czarodziejów, Luniaczek jak zwykle coś czytał, a Peter? - Tak, Peter zajadał się słodyczami, które podkradł Jamesowi.

16:00 Dormitorium dziewcząt.

Tymczasem dziewczęta ogarnęła panika. Za niecałe dwie godziny musiały być na balu, a były w kompletnym "proszku".
Zdesperowana Alisha próbowała spiąć swoje blond pukle w kok, a Mell zmywała
makijaż już po raz piąty.
Jedynie Lilly zachowała spokój.
Założyła już suknię mając cichą nadzieję, że Jamesowi się spodoba.
Kończyła podpinać swoje loki do tyłu. Makijażem się nie przejmowała.
Wiedziała, że tusz do rzęs, kredka, trochę zielonego cienia i błyszczyk w zupełności wystarczą.
O siedemnastej była już gotowa, toteż chciała wyjść.
- Lilly, a jakiś dodatek? Bo wiesz, ten dekolt wygląda tak pusto. - Zauważyła znawczyni mody Mellanie McSweet.
- Bez obaw, James powiedział, że już o to zadbał.
- Szkoda, że Łapcia nie jest taki domyślny - zachichotała Alisha, przyjmując
ze stoickim spokojem mordercze spojrzenie przyszłej pani Black.
- Dobrze, w takim razie idź do tego swojego Rogasia - warknęła poirytowana Czarna.
Lily zeszła po schodach i spojrzała na siedzącego przy stoliku Pottera.
- James, jestem już gotowa.
Chłopak podniósł wzrok i zaniemówił tak samo, jak pozostała dwójka Huncwotów.
Peter nadal zajadał się cukierkami i nic więcej dla niego mogło nie istnieć.
James nie mógł w to uwierzyć. Przed nim stała Lilly Evans w całej swej
okazałości. Teraz wyglądała jednak jak bogini w długiej do ziemi, prostej sukni w kolorze soczystej zieleni. Włosy spływały jej kaskadami rudych loków na plecy.
Delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na malinowych ustach znakomicie dopełniały
całości.
- Zaraz wracam - wyjąkał okularnik i pognał ile sił w nogach do swojego
dormitorium, gdzie na szafce przy łóżku czekał na niego prezent dla Rudej.
Zbiegł do Pokoju Wspólnego, gdzie wszyscy czekali na niego w ciszy.
Podszedł do miłości swojego życia i wręczył jej nieduże pudełeczko.
Otworzyła je drżącymi rękoma.
- O jejku...
Nic więcej nie zdołała z siebie wydusić.
Ostrożnie wyjęła wisiorek i uniosła ręce, aby go założyć.
- Daj, pomogę ci - powiedział James ochrypłym głosem.
Wziął od dziewczyny naszyjnik i zapiął go na jej delikatnej
szyi. Poczuł, że zadrżała, kiedy niechcący musnął jej ciało.
Pochylił się nad nią i czule pocałował ją za uchem.
- Koniec tych igraszek. Idziemy, bo się spóźnimy - powiedział sucho Peter. I aż zadrżał ze strachu, kiedy padł na niego wzrok Jamesa.
Chłopak sprawiał wrażenie, jakby chciał rzucić na niego urok, ale tylko spojrzał na niego ze złością podając rękę Lilly i trzy pary, plus Peter, udało się do Wielkiej Sali.
Szli główną trasą, ponieważ długie suknie uniemożliwiały paniom korzystanie z tajnych przejść.
Lilly odetchnęła głęboko.
-Wchodzimy?- zapytał zniecierpliwiony Peter.
Niktnie wiedział, że umówił się na bal z pewną Puchonką. Gdy weszli doWielkiej Sali wszystkie oczy zwróciły się w ich kierunku.
Cóż,można się było tego spodziewać. W końcu James i Syriusz mieli swojeFunClub-y we wszystkich czterech domach. Toteż na panny Evans i McSweetpadła kaskada morderczych spojrzeń.
Lillianne aż zadrżała, co nie uszło uwadze kroczącego u jej boku Rogacza.
- Słońce, co jest?- zapytał nieco zaniepokojony, a jego orzechowe oczy podążyły za jej wzrokiem.
W miejscu, na które patrzyła zdenerwowana Zielonooka stała Samantha Josse. Wszyscy w całym Hogwarcie wiedzieli, że z ową Ślizgonką nie powinno się zadzierać. Kiedy tamta się na coś uparła, to nic nie mogło pomóc jej ofierze. No chyba, że wyjątkowo okazała swą litość.
- Nie bój się Lilka, jestem tuż obok - powiedział James i na złość Josse pocałował swoją dziewczynę w policzek. Chętnie by zrobił nieco inny ruch, ale obecność tak szeroko zakrojonej publiki nie pozwalała mu na jakikolwiek wybryk.
- Cześć, Peter - rozległ się głos ładnej,pulchnej Puchonki, która z nieznanych im bliżej powodów zwróciła sięakurat do Pettigrew.
- Witaj, Wiki - odpowiedział rozpromieniony chłopak i spojrzawszy znacząco na Syriusza odszedł ze swoją partnerką.
- Łapa, dlaczego on na ciebie tak spojrzał?- Zainteresował się Remus.
-Och, Lunio, nieważne. Mała wymiana zdań. Powiedziałem, że żadna z nim nie zechce pójść i się założyliśmy. Wygrał 10 galeonów - wydyszał Black pod naporem spojrzeń swoich przyjaciół.
- Aha...- wymruczała Mellanie i zmiażdżyła swojego chłopaka wzrokiem.- A niby w czym on jest gorszy od ciebie?! - wybuchła.
Nie potrafiła tego zrozumieć. No dobrze, może Peter nie był jakimś siódmym cudem świata. Szczerze mówiąc był gruby, mały i głupi, ale miał wielkie serce, które potrafiło kochać. Dlaczego on tego nie dostrzega? Przecież nie tylko wygląd i prezencja się liczy. Nigdy nie lubiła Glizdogona,ale może zyskiwał przy bliższym poznaniu.
- Eee...- Zaczął jąkający się już na dobre Syriusz.
Nic dziwnego, w końcu kiedy Mell piorunowała kogoś wzrokiem bazyliszka ,to nawet Samantha by odpuściła.
-Chodźmy znaleźć sobie dobre miejsce przy stolikach - zaproponował Lunatyk przerażony perspektywą tańca. Przez siedem lat udawało mu się ukrywać, iż ma dwie lewe nogi, a teraz ,na sam koniec, miałby się zbłaźnić? O nie, to nie należało w naturze najspokojniejszego z Huncwotów.
Toteż cała paczka podeszła do stolików. Zajęli jeden czteroosobowy, więc Lilly usiadła na kolanach Jamesa, a Alisha przytulała się z Remusem. Ku wielkiemu zaskoczeniu Rudej, Lunio niespodziewanie zaczął namiętnie całować blondynkę, niebieskooką piękność.
W szoku byli również James i Syriusz. Nie mieściło się to w ich głowach. Zawsze spokojny prefekt nagle się całuje i to na oczach jednej czwartej szkoły, a co więcej: przy nauczycielach!
Dopiero po chwili Rogaty zrozumiał o co chodzi.
- Lilly chodź, zatańczymy. Łapciu, idziecie z nami? - Tu spojrzał znacząco na jednego z Hogwartckich modeli .
Teraz wszyscy pojęli dlaczego Remus zaczął całować Alishe. Pragnął uniknąć tańca!
- Desperat - pomyślała Mell i zaczęła tańczyć gorącą sambę. Była wściekła. Gdyby wiedziała, że na balu będą takie klimaty założyłaby krótszą spódniczkę. Jeszcze chwila i się zabije o te piekielne falbany!
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-28-2009, 23:48   #2
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie

Lilly szalała z Jamesem na parkiecie około dwóch godzin. Była strasznie zmęczona i powoli zaczynało się jej kręcić w głowie. Oczywiście przed nikim się do tego nie przyznała. Chciała, by ta noc była wyjątkowa.
Jednak w pewnym momencie, przy dość skomplikowanym piruecie wymagającym szybkiego obrotu, świat zawirował tak szybko, że dziewczyna straciła równowagę i gdyby nie silne ramiona chłopaka, wylądowałaby pewnie naziemi.
Rogacz bawił się świetnie, lecz kiedy jego partnerka zachwiała się i o mały włos nie upadła dostrzegł zmęczenie na jej twarzy i wyjątkową bladość policzków, które jeszcze przed chwilą były różowe od ciepła.
- Chodź na zewnątrz. Świeże powietrze dobrze ci zrobi. Jeszcze z godzinka i powinno nastąpić rozdanie świadectw - szepnął z troską do jej ucha.
Odpowiedziała mu tylko delikatnym skinieniem głowy. Toteż wziął ją pod ramię i razem wyszli na błonia. Podążali powoli w kierunku jeziora, pod ich ulubione drzewo.
Gdy dotarli na miejsce Jim wyczarował kocyk, który rozłożył na ziemi, aby mogli usiąść. Noc była nadzwyczaj ciepła i spokojna. Blade światło księżyca oświetlało zmęczoną twarz Lily, a delikatny wisiorek błyszczał w jego blasku. Chłopak gładził ją z czułością po policzku.
- Przynieść ci coś do picia?- zapytał po kilku minutach, kiedy dziewczyna odzyskała normalne kolory.
Lily ochoczo przytaknęła.

Ślizgonka obserwowała tę dwójkę przez cały wieczór. Jakże się ucieszyła, kiedy spostrzegła ową parę opuszczającą Wielką Salę. Podążyła za nimi. Jej radość wzrosła jeszcze bardziej, gdy zauważyła, iż ta szlama Evans nie najlepiej wygląda.
Jednak w miarę czekania jej podniecenie powoli gasło. Już myślała, że całą noc spędzą przytuleni pod tym przeklętym dębem. Właściwie to nie miałaby nic przeciwko, gdyby sama siedziała na miejscu tej wywłoki.

Po jakimś czasie chłopak coś powiedział i powoli odszedł w stronę zamku. To było dla Josse sygnałem do natychmiastowego działania. Czuła, że jeśli się nie pospieszy, cały jej plan diabli wezmą.
Powoli podeszła do zamyślonej Gryfonki i chrząknęła znacząco.
- Czego chcesz?- warknęła wyjątkowo niemiłym tonem Lily.
-Nie tak ostro, szlamo. Chyba czas nauczyć cię jak należy zwracać się do lepszych. - Samantha też nie wyglądała na przyjaźnie nastawioną, choć w jej przypadku było to zupełnie zwyczajne.
- Kogo masz na myśli mówiąc: lepszych? - prychnęła Ruda, ale jej czujność się wzmocniła. - Chyba nie siebie?
Jak na złość zapominała różdżki. Głupia dziewucha - pomyślała sama o sobie. A tyle razy James jej powtarzał, że nie należy poruszać się bez tego, jakże niepozornego "patyczka". Postanowiła więc grać na zwłokę i czekać. Miała nadzieję, że jej chłopak szybko wróci.
Josse wyglądała jakby miała ochotę ją zabić. Szczerze mówiąc, gdyby wzrok mógł zabijać, panna Evans już leżałaby martwa.
- Uważaj, bo pożałujesz dnia, w którym się urodziłaś.- To powiedziawszy Josse wyciągnęła różdżkę ku Zielonookiej.
Ta jednak nie mogła się jej zrewanżować. Na twarzy Ślizgonki zakwitł uśmiech szaleńczej uciechy.
-Nie masz różdżki? Oj, głupia dziewczyna - świergotała.- Jeszcze się nie nauczyłaś, że w obecnych czasach bez tego drobnego dodatku, lepiej nie wychodzić z sypialni? Czarny Pan zawsze nam to powtarza.
Te słowa spowodowały, iż dziewczyna zaczęła się naprawdę martwić o swoją przyszłość. Skoro ta lafirynda została śmierciożerczynią, to już po niej. W końcu jest "szlamą", a właśnie z takich jak ona Lord Voldemort chce oczyścić świat czarodziei.
- Oczywiście szlamom nie wolno mieć różdżek. Czyżbyś sama doszła do takiego wniosku, Evans? - ciągnęła bezlitośnie Josse. - Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będziesz bardziej harda. Strach cię obleciał, co?
Lily czuła,że drży ze złości i ze strachu. Milczała jednak nie chcąc prowokować Josse. Ostatnio dziwne przypadki zdarzały się tym, którzy zadarli ze śmierciożercami. W głowie przemknęły jej straszne obrazy. Samantha wyglądała na naprawdę zdeterminowaną, by zrobić jej krzywdę. Lilly wiedziała, że żywi do niej wyjątkową nienawiść. Dziewczyna zrobiła krok w jej stronę trzymając różdżkę przed sobą. Otworzyła usta, by wypowiedzieć zaklęcie. Lilly zamarła.
- Zostaw ją!- Rozległ się spośród drzew krzyk okularnika.
- Nie waż się jej tknąć! - Zawtórowali mu Syriusz, Remus, Alisha i Mell.
Tak!Tak! Jestem uratowana! - krzyczała cała silna wola dziewczyny, ale tylko ona. Lilly czuła, że to za wiele jak na jej, już i tak skołatane nerwy.
Wstała i na miękkich nogach podeszła jak najszybciej mogła do swojej połówki.
- Jak się cieszę, że już tu jesteś - wyszeptała i poczuła jak wbrew jej woli, po jej policzkach płyną łzy szczęścia i ulgi - Już się bałam, że nie zdążysz.
- Już spokojnie. A właściwie, to dlaczego ona tak cię przeraziła? Wyglądałaś jakbyś zaraz miała umrzeć.
-Ona jest już albo zamierza się przyłączyć do NIEGO.- Lily zaczęła bełkotać przez łzy. Niewiele to miało wspólnego z normalną rozmową,ponieważ zdania, które wypowiadała były zupełnie nieskładne, ale miała nadzieję, że James ją zrozumie.
Nie myliła się: chłopak od razu zrozumiał o co chodzi. Dał znak Łapie, żeby zatrzymał Josse, a sam popędził ile sił w nogach do zamku. Wiedział, że teraz potrzebny jest Dumbledore. Nieważne czy poradziliby sobie z nią sami, czy też nie, ale dyrektor musiał zadecydować co z nią dalej zrobić.

-Panie profesorze, śmierciożerca! - Zdołał wychrypieć zadyszany James. - Tak, na błoniach! Syriusz z Remusem powstrzymują ją przed ucieczką.
Nie trzeba było powtarzać dwa razy. Albus, nie zważając na zaciekawione i przerażone spojrzenia uczniów oraz innych nauczycieli, wybiegł z zamku. To, co zobaczył sprawiło, że przystanął na chwilę. Ale tylko na sekundę. Nie od dziś ludzie uważali go za największego maga obecnych czasów.
- Panno Josse, proszę natychmiast puścić pannę Evans! - Zagrzmiał mierząc wzrokiem szamocącą się dziewczynę.
W tym momencie nie był już tym potulnym staruszkiem, ale przerażającym czarodziejem. Jego oczy, zawsze niebieskie z wesołymi iskierkami, stały się stalowe, zimne, a zarazem zdeterminowane. Moc nie sprowadzała się tylko do różdżki. Potęga Albusa Dumbledore'a była wręcz namacalna.
Nikt nie śmiał się sprzeciwić komuś takiemu, jak Dumbledore. Od tej chwili Huncwoci i ich partnerki zrozumieli dlaczego Czarny Pan lęka się ich idola. Kto by się go nie bał? Chyba nie było nikogo potężniejszego od tego człowieka.

- James, zabierz stąd Lilly. Wy też możecie już iść. - Zwrócił się do pozostałych, a sam zaczął się zastanawiać, co począć z młodą Ślizgonką.

- Dobrze, panie profesorze - odparła cała gromadka i udała się w stronę średniowiecznego zamczyska.

Po tych chwilach grozy dziewczęta postanowiły już nie wracać na bankiet. No cóż, w końcu trzeba było pocieszyć wstrząśniętą przyjaciółkę. James też nie zamierzał zostawiać Lilly samej po tym, co przed chwilą przeżyła. Toteż zaprowadził ją do swojego dormitorium i usadził nałóżku, a sam ukląkł przed nią. Była nadal przeraźliwie blada.

- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Spokojnie, Lileńko - powiedział cicho.

Sam nie wiedział dlaczego, ale to zrobił. Podniósł się na kolana tak, że ich twarze były prawie na równi. Pochylił się nad dziewczyną i delikatnie ją pocałował. Czuła się już dobrze. Jego ramiona, pocałunki działały jak balsam na jej skołatane nerwy. Poddała się im całkowicie. W tym momencie wszystko inne przestało się liczyć. Świat składał się z ich dwojga, a może jednego ciała?

***

Jest to jeden rozdział z alternatywnego opowiadania o życiu Potterów i Harry'ego. Na resztę zapraszamy na nasz blog:
http://james-lilly-i-harry-potterowie.blog.onet.pl

Ariana Dumbledore vel Syria Black i Nanevil
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-31-2009, 12:39   #3
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie

Ogółem bardzo pozytywne. Lekko napisane, co niekiedy ujmuje tekstowi dostojności, ale tutaj da się to znieść.
Były błędy, hm nie wiem jak je nazwać, logiczne? Na przykład to, że Mell broniła Petera, nawet go nie znając, a zachowywała się tak, jakby wiedziała, że ma wielkie serce, znając go od lat. Albo Samantha - która NIGDY nie odpuszcza i z nią się nie zadziera - ustąpiłaby pod spojrzeniem Mell? Tylko spojrzeniem? Raczej wątpliwe.

Podobała mi się rozmowa, a raczej monolog Samanthy. Miłe

Nie podawajcie linków do bloga, zapewniam, że o wiele mniej osób będzie czytać Wasze opowiadanie na tej stronie. Wklej po prostu kolejne rozdziałi ; D
__________________
GUNS N' ROSES
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-08-2009, 02:09   #4
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie

Prosimy o uwagę!
Dodałyśmy tu tylko wybrany rozdział. Ale jeśli naprawdę uważacie, że powinnyśmy dodać całość, to prosimy o minimum trzy posty.
Z góry dziękujemy
Ariana Dumbledore vel Syria Black i Nanevil
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-10-2009, 16:04   #5
Krzycho123
Mięso armatnie
 
Zarejestrowany: Sep 2009
Posty: 1
Domyślnie

Super Fan Fick prosze dodaj dalsze rozdziały i to szybko bo się nie mogę Doczekać!!!
Krzycho123 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-10-2009, 19:04   #6
Mimi98
Czytelnik horoskopów
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Posty: 24
Domyślnie

Czytałam te rozdziały na blogu ale chętnie też zobacze je tutaj
Mimi98 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-13-2009, 14:47   #7
Lopez
Mięso armatnie
 
Lopez na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Sep 2009
Posty: 1
Domyślnie

Naprawde dobry FF... Teraz są już 3 posty możecie dodac następne rodzały
Lopez jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-14-2009, 20:42   #8
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie

Dziękuję za wszystkie posty. Dodam całą historię od początku. Ponieważ tak jak mówiłam ten rozdział został wydarty ze środka. Zapraszam do lektury.

ROZDZIAŁ 1


Ten dzień był wyjątkowy. Właśnie dzisiaj mieli otrzymać dyplomy
ukończenia najlepszej Szkoły Magii i Czarodziejstwa na świecie.
Lilly obudziła się i ze zdziwieniem stwierdziła, że jest sama w
dormitorium dziewcząt siódmego roku.
Nie było dzisiaj lekcji więc przeczesała włosy palcami i zarzuciwszy na
siebie szlafrok udała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
Tam spotkał ją niecodzienny widok. Oczywiście wiedziała, że Alisha
chodzi z Remusem, a Mellanie z Syriuszem, ale żeby tak razem siedzieli i rozmawiali?
- Gdzie jest James? - zapytała zaskoczona.
- Twój książę jeszcze śpi - powiedziała rozbawiona Mell.
Rudowłosej nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.
Szybko skierowała swoje kroki w stronę męskiego dormitorium.
Cichutko uchyliła drzwi i wśliznęła się do środka.
- James... Rogasiu! - wyszeptała pochylając się nad swoim chłopakiem i
całując go delikatnie.
Zaskoczony chłopak odwzajemnił pocałunek, ale zaraz potem zerwał się z okrzykiem: "Ratunku!"
- Co się stało, słońce? - zapytała rozbawiona Evans.
- Nic... nie śmiej się ze mnie! Śniło mi się, że całuje mnie dementor! -
zawołał jej chłopak z udawanym oburzeniem.
Lilly się zmieszała, wybiegła z jaskini Huncwotów i krzyknęła zbulwersowana:
- Potter powiedział, że wyglądam jak dementor! Już ja ci pokażę dementora!
Czwórka przyjaciół, która zajęła najlepsze miejsca przy kominku w Pokoju Wspólnym, patrzyła na ta scenę oniemiała.
- Evans, to nie tak. Mnie się śnił dementor, to nie ty jesteśdementorem. Na gacie Merlina, nie odwracaj hipogryfa ogonem! -wrzasnąłrozbawiony James
wyskakując za dziewczyną i goniąc ją po całym pomieszczeniu w samych bokserkach.
Łapa nie wytrzymał i ryknął śmiechem, który do złudzenia przypominał
ujadanie psa.
- Rogacz i z kim teraz pójdziesz na bal skoro Panna- Niedostępna- Evans
się na ciebie obraziła? Pewnie wyślesz sowę Smarkowi , co?- powiedział
ciągle się śmiejąc.
Teraz już nikt nie zachowywał powagi. Wszyscy jak na komendę wybuchli
niekontrolowanym chichotem.
- O Boże! - zawołała ponownie Lilly, jednak w jej głosie nie było już
udawanego oburzenia, ale czyste przerażenie. - James, pamiętasz? Mieliśmy
się wybrać razem na zakupy. Która godzina? - zapytała i nie czekając na
odpowiedź chwyciła Rogacza za nadgarstek.
- Lillka, nie panikuj, zdążymy. - Uspokajał ją okularnik choć sam w to wątpił,
zważywszy na to, że było już południe, a oni nadal
paradowali w piżamach.
- Dobrze, to ja idę się ubrać i za dziesięć minut spotkamy się w Sali Wejściowej.
- W porządku - przytaknął Rogaty.
Cóż innego mógł zrobić? Znał swoją dziewczynę na tyle długo, że nie
śmiał się jej sprzeciwić, kiedy gdzieś się spieszyła.
Toteż szybko wpadł do swojego dormitorium i zaczął szukać poszczególnych części
garderoby. Nie było to łatwe, bo zaczęli się już powoli pakować.

Panował tu wielki nieporządek, nawet jak na nich. Mimo to, po pięciu minutach był
gotowy do wyjścia. Miał na sobie czerwoną koszulkę z lwem i wytarte jeansy.
- Lilly już wyszła? - zapytał zbiegając do Pokoju Wspólnego.
A gdy ujrzał potakujących przyjaciół,
wypadł z wieży jak błyskawica. Miał nadzieję, że zdąży przed Lily,
bo nie chciał słyszeć komentarzy typu:
"Co tak długo? Znów oglądałeś w lustrze ten swój napuszony
łeb?" albo "tylko nie mów, że musiałeś rozdać więcej
autografów niż przypuszczałeś".
Udało się: gdy wypadł zza gobelinu ona właśnie schodziła marmurowymi
schodami.
- Zdążyłeś? A już myślałam, że będę musiała czekać wiecznie na
wielkiego Jamesa Pottera - mruknęła z przekąsem.
- Oj, Lilka, nie przesadzaj - powiedział i pocałował ją w policzek, po czym dodał:
- To co, idziemy?
- Dobra, ale jak się dostaniemy na Pokątną do Madame Malkine?
- Teleportujemy się w Hogsmeade.
- Aha - przytaknęła choć bardzo bawiła ją mina chłopaka. Wiedziała, że
nie znosi teleportacji, a jednak poświęcał się tylko po to, żeby, jak
powiedziała Mell, ona była bezpieczna.
Po tej krótkiej wymianie zdań oboje opuścili w pośpiechu zamek.
Kiedy wychodzili poza tereny Hogwartu natknęli się na dyrektora, który zatrzymał ich, mówiąc:
- Przepraszam, dokąd to się wybieracie, jeśli można spytać?
- Na Pokątną. Lilly zapomniała kupić sukienki na bal - odpowiedział mu
Potter, a panna Evans się zarumieniła.
- Oczywiście. Rozumiem, że macie ze sobą różdżki i że nie wpakujecie się w jakieś
tarapaty? - Tu spojrzał znacząco na Jamesa:
Nie od dziś było wiadomo, że gdzie Rogatego poślą, tam zaraz jest
jakaś afera.
- Oczywiście, panie profesorze - odparli jednocześnie.
- W takim razie życzę miłego dnia. Na razie. - Dumbledore uśmiechnął się do nich
przyjaźnie, po czym oddalił się w stronę zamku. Zapewne zamierzał przygotować jedno ze swoich ulubionych, dziwacznych przemówień, których połowa uczniów nie rozumiała, a pozostali w ogóle nie słuchali, mimo że wszystkie oczy były wpatrzone w
dyrektora podczas jego wystąpień. Huncwoci podejrzewali, że Dumbledore doskonale wie kto go słucha, a kto tylko bezmyślnie się gapi. Dlatego też zawsze po uczcie pytali
dziewcząt co sądzą o przemówieniu belfra, nie chcąc wyjść na idiotów, którzy
nic z niej nie zrozumieli.

Ulica Pokątna.

Po chwili oboje stanęli przed sklepem z szyldem: "Madame Malkine -
Szaty na wszystkie okazje".
- Dzień dobry, kochaneczki. - Powitała ich pulchna kobieta, którą znali już od siedmiu lat. - W czym mogę pomóc?
- Chcieliśmy kupić stroje galowe. Dla mnie suknia wieczorowa, a dla
tego tam! - wskazała na Jamesa, który stał przy wystawie z miotłami. - Garnitur z płaszczem czarodzieja.
- Rozumiem, moja droga. Bal Absolwentów, jak mniemam?
- Tak, tak - Kiwnęła głową Lily biorąc katalog od sprzedawczyni, by pooglądać kroje.
Szaty męskie też przejrzała.
Wiedziała, że jej wybranek potrzebuje odpowiedniego stroju, ale teraz gdzieś przepadł. Modliła się tylko, żeby nie wpakował się w jakieś tarapaty:
Teraz tyle tej hołoty. Do tego Lord Voldemort zaczął się na dobre panoszyć.
Wiedziała, że Dumbledore robi wszystko, żeby go powstrzymać, ale i tak wielu ludzi ginęło.

W tym samym czasie młody Potter oddalił się od sklepu z miotłami i udał się
do jubilera chcąc kupić dla swojej księżniczki dodatek do sukni.
Przechadzał się powoli po sklepie uważnie oglądając damskie ozdoby.
Już myślał, że niczego nie znajdzie, gdy kątem oka dostrzegł zielony błysk spośród mnóstwa naszyjników. Podszedł bliżej i krytycznie przyjrzł się delikatnemu, złotemu wisiorkowi. Miał ozdobny, cieniutki łańcuszek, na końcu którego wisiały zielone kryształki. Wyglądały niepozornie, lecz przykuwały uwagę swoim niezwykłym lśnieniem. Zupełnie tak, jak oczy Lily. James uśmiechnął się pod nosem. Lepiej nie mógł trafić.
- Poproszę ten naszyjnik.
- Nie wiem czy będzie pana na niego stać - powiedział sprzedawca, patrząc wyniośle na młodego okularnika.
- Ile? - zapytał chłodno James.- Trochę mi się spieszy.
- 100 galeonów..
- Oczywiście, proszę - powiedział chłopak podając mężczyźnie garść srebrnych monet.
Wziął zielone pudełko, w które był zapakowany
wisiorek i pognał do sklepu Madame Malkine.

- Gdzieś ty tyle czasu był? Przymierzaj szybko to, co dla ciebie wybrałam
i idziemy dalej, bo muszę sobie kupić jakiś dodatek - zawołała dziewczyna, gdy
tylko ujrzała wybranka swego serca w drzwiach.
- Spokojnie Liluś...
- Nie mów do mnie Liluś! I się pospiesz! - warknęła zniecierpliwiona.
Nie protestował, bo wiedział, że jeśli zaraz się z tym nie uporają, to
będzie miał poważne kłopoty. Dochodziła już piętnasta.
- Lilka, ale ja już ci kupiłem ozdobę - powiedział skromnie.
Dziewczynę zaskoczyła jego inteligencja. On pomyślał o ozdobie dla
niej! Ciekawe co kupił.
- Jaki kolor sukni wybrałaś? Nie wiem czy dobrze wybrałem.
- Zieloną.
- Uff... Miałem taką nadzieję - powiedział z wyraźną ulgą.
Teraz to już naprawdę ją zaskoczył.
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-14-2009, 20:47   #9
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie

ROZDZIAŁ 2


15:00 Dormitorium chłopców.

Czarnowłosy chłopak w okularach gwałtownie wpadł do pokoju. Widząc, iż wszyscy
jego przyjaciele są prawie już gotowi szybko pomknął w stronę łazienki.
Po kąpieli, jeszcze z mokrymi włosami, zaczął się powoli ubierać.
- Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - zawołał zdziwiony Peter, który miał już
na sobie błękitną szatę i czerwony krawat.
- Lilka mnie na niego namówiła twierdząc, że będę ładnie wyglądał - mruknął James
i nie zaszczycając nikogo nawet spojrzeniem, zaczął zapinać guziki swojej
śnieżnobiałej koszuli.
Po godzinie wszyscy czterej Huncwoci zeszli do Pokoju Wspólnego, aby tam zaczekać na swoje partnerki. Wiedzieli, że mają jeszcze prawie dwie godziny więc Łapa z Rogaczem postanowili zagrać w szachy czarodziejów, Luniaczek jak zwykle coś czytał, a Peter? - Tak, Peter zajadał się słodyczami, które podkradł Jamesowi.

16:00 Dormitorium dziewcząt.

Tymczasem dziewczęta ogarnęła panika. Za niecałe dwie godziny musiały być na balu, a były w kompletnym "proszku".
Zdesperowana Alisha próbowała spiąć swoje blond pukle w kok, a Mell zmywała
makijaż już po raz piąty.
Jedynie Lilly zachowała spokój.
Założyła już suknię mając cichą nadzieję, że Jamesowi się spodoba.
Kończyła podpinać swoje loki do tyłu. Makijażem się nie przejmowała.
Wiedziała, że tusz do rzęs, kredka, trochę zielonego cienia i błyszczyk w zupełności wystarczą.
O siedemnastej była już gotowa, toteż chciała wyjść.
- Lilly, a jakiś dodatek? Bo wiesz, ten dekolt wygląda tak pusto. - Zauważyła znawczyni mody Mellanie McSweet.
- Bez obaw, James powiedział, że już o to zadbał.
- Szkoda, że Łapcia nie jest taki domyślny - zachichotała Alisha, przyjmując
ze stoickim spokojem mordercze spojrzenie przyszłej pani Black.
- Dobrze, w takim razie idź do tego swojego Rogasia - warknęła poirytowana Czarna.
Lily zeszła po schodach i spojrzała na siedzącego przy stoliku Pottera.
- James, jestem już gotowa.
Chłopak podniósł wzrok i zaniemówił tak samo, jak pozostała dwójka Huncwotów.
Peter nadal zajadał się cukierkami i nic więcej dla niego mogło nie istnieć.
James nie mógł w to uwierzyć. Przed nim stała Lilly Evans w całej swej
okazałości. Teraz wyglądała jednak jak bogini w długiej do ziemi, prostej sukni w kolorze soczystej zieleni. Włosy spływały jej kaskadami rudych loków na plecy.
Delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na malinowych ustach znakomicie dopełniały
całości.
- Zaraz wracam - wyjąkał okularnik i pognał ile sił w nogach do swojego
dormitorium, gdzie na szafce przy łóżku czekał na niego prezent dla Rudej.
Zbiegł do Pokoju Wspólnego, gdzie wszyscy czekali na niego w ciszy.
Podszedł do miłości swojego życia i wręczył jej nieduże pudełeczko.
Otworzyła je drżącymi rękoma.
- O jejku...
Nic więcej nie zdołała z siebie wydusić.
Ostrożnie wyjęła wisiorek i uniosła ręce, aby go założyć.
- Daj, pomogę ci - powiedział James ochrypłym głosem.
Wziął od dziewczyny naszyjnik i zapiął go na jej delikatnej
szyi. Poczuł, że zadrżała, kiedy niechcący musnął jej ciało.
Pochylił się nad nią i czule pocałował ją za uchem.
- Koniec tych igraszek. Idziemy, bo się spóźnimy - powiedział sucho Peter. I aż zadrżał ze strachu, kiedy padł na niego wzrok Jamesa.
Chłopak sprawiał wrażenie, jakby chciał rzucić na niego urok, ale tylko spojrzał na niego ze złością podając rękę Lilly i trzy pary, plus Peter, udało się do Wielkiej Sali.
Szli główną trasą, ponieważ długie suknie uniemożliwiały paniom korzystanie z tajnych przejść.
Lilly odetchnęła głęboko.
-Wchodzimy?- zapytał zniecierpliwiony Peter.
Niktnie wiedział, że umówił się na bal z pewną Puchonką. Gdy weszli doWielkiej Sali wszystkie oczy zwróciły się w ich kierunku.
Cóż,można się było tego spodziewać. W końcu James i Syriusz mieli swojeFunClub-y we wszystkich czterech domach. Toteż na panny Evans i McSweetpadła kaskada morderczych spojrzeń.
Lillianne aż zadrżała, co nie uszło uwadze kroczącego u jej boku Rogacza.
- Słońce, co jest?- zapytał nieco zaniepokojony, a jego orzechowe oczy podążyły za jej wzrokiem.
W miejscu, na które patrzyła zdenerwowana Zielonooka stała Samantha Josse. Wszyscy w całym Hogwarcie wiedzieli, że z ową Ślizgonką nie powinno się zadzierać. Kiedy tamta się na coś uparła, to nic nie mogło pomóc jej ofierze. No chyba, że wyjątkowo okazała swą litość.
- Nie bój się Lilka, jestem tuż obok - powiedział James i na złość Josse pocałował swoją dziewczynę w policzek. Chętnie by zrobił nieco inny ruch, ale obecność tak szeroko zakrojonej publiki nie pozwalała mu na jakikolwiek wybryk.
- Cześć, Peter - rozległ się głos ładnej,pulchnej Puchonki, która z nieznanych im bliżej powodów zwróciła sięakurat do Pettigrew.
- Witaj, Wiki - odpowiedział rozpromieniony chłopak i spojrzawszy znacząco na Syriusza odszedł ze swoją partnerką.
- Łapa, dlaczego on na ciebie tak spojrzał?- Zainteresował się Remus.
-Och, Lunio, nieważne. Mała wymiana zdań. Powiedziałem, że żadna z nim nie zechce pójść i się założyliśmy. Wygrał 10 galeonów - wydyszał Black pod naporem spojrzeń swoich przyjaciół.
- Aha...- wymruczała Mellanie i zmiażdżyła swojego chłopaka wzrokiem.- A niby w czym on jest gorszy od ciebie?! - wybuchła.
Nie potrafiła tego zrozumieć. No dobrze, może Peter nie był jakimś siódmym cudem świata. Szczerze mówiąc był gruby, mały i głupi, ale miał wielkie serce, które potrafiło kochać. Dlaczego on tego nie dostrzega? Przecież nie tylko wygląd i prezencja się liczy. Nigdy nie lubiła Glizdogona,ale może zyskiwał przy bliższym poznaniu.
- Eee...- Zaczął jąkający się już na dobre Syriusz.
Nic dziwnego, w końcu kiedy Mell piorunowała kogoś wzrokiem bazyliszka ,to nawet Samantha by odpuściła.
-Chodźmy znaleźć sobie dobre miejsce przy stolikach - zaproponował Lunatyk przerażony perspektywą tańca. Przez siedem lat udawało mu się ukrywać, iż ma dwie lewe nogi, a teraz ,na sam koniec, miałby się zbłaźnić? O nie, to nie należało w naturze najspokojniejszego z Huncwotów.
Toteż cała paczka podeszła do stolików. Zajęli jeden czteroosobowy, więc Lilly usiadła na kolanach Jamesa, a Alisha przytulała się z Remusem. Ku wielkiemu zaskoczeniu Rudej, Lunio niespodziewanie zaczął namiętnie całować blondynkę, niebieskooką piękność.
W szoku byli również James i Syriusz. Nie mieściło się to w ich głowach. Zawsze spokojny prefekt nagle się całuje i to na oczach jednej czwartej szkoły, a co więcej: przy nauczycielach!
Dopiero po chwili Rogaty zrozumiał o co chodzi.
- Lilly chodź, zatańczymy. Łapciu, idziecie z nami? - Tu spojrzał znacząco na jednego z Hogwartckich modeli .
Teraz wszyscy pojęli dlaczego Remus zaczął całować Alishe. Pragnął uniknąć tańca!
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 09-14-2009, 20:48   #10
ArianaDumbledore
Niepoprawny marzyciel
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
Domyślnie

ROZDZIAŁ 2 cz. 2


- Desperat - pomyślała Mell i zaczęła tańczyć gorącą sambę. Była wściekła. Gdyby wiedziała, że na balu będą takie klimaty założyłaby krótszą spódniczkę. Jeszcze chwila i się zabije o te piekielne falbany!
Lilly szalała z Jamesem na parkiecie około dwóch godzin. Była strasznie zmęczona i powoli zaczynało się jej kręcić w głowie. Oczywiście przed nikim się do tego nie przyznała. Chciała, by ta noc była wyjątkowa.
Jednak w pewnym momencie, przy dość skomplikowanym piruecie wymagającym szybkiego obrotu, świat zawirował tak szybko, że dziewczyna straciła równowagę i gdyby nie silne ramiona chłopaka, wylądowałaby pewnie naziemi.
Rogacz bawił się świetnie, lecz kiedy jego partnerka zachwiała się i o mały włos nie upadła dostrzegł zmęczenie na jej twarzy i wyjątkową bladość policzków, które jeszcze przed chwilą były różowe od ciepła.
- Chodź na zewnątrz. Świeże powietrze dobrze ci zrobi. Jeszcze z godzinka i powinno nastąpić rozdanie świadectw - szepnął z troską do jej ucha.
Odpowiedziała mu tylko delikatnym skinieniem głowy. Toteż wziął ją pod ramię i razem wyszli na błonia. Podążali powoli w kierunku jeziora, pod ich ulubione drzewo.
Gdy dotarli na miejsce Jim wyczarował kocyk, który rozłożył na ziemi, aby mogli usiąść. Noc była nadzwyczaj ciepła i spokojna. Blade światło księżyca oświetlało zmęczoną twarz Lily, a delikatny wisiorek błyszczał w jego blasku. Chłopak gładził ją z czułością po policzku.
- Przynieść ci coś do picia?- zapytał po kilku minutach, kiedy dziewczyna odzyskała normalne kolory.
Lily ochoczo przytaknęła.

Ślizgonka obserwowała tę dwójkę przez cały wieczór. Jakże się ucieszyła, kiedy spostrzegła ową parę opuszczającą Wielką Salę. Podążyła za nimi. Jej radość wzrosła jeszcze bardziej, gdy zauważyła, iż ta szlama Evans nie najlepiej wygląda.
Jednak w miarę czekania jej podniecenie powoli gasło. Już myślała, że całą noc spędzą przytuleni pod tym przeklętym dębem. Właściwie to nie miałaby nic przeciwko, gdyby sama siedziała na miejscu tej wywłoki.

Po jakimś czasie chłopak coś powiedział i powoli odszedł w stronę zamku. To było dla Josse sygnałem do natychmiastowego działania. Czuła, że jeśli się nie pospieszy, cały jej plan diabli wezmą.
Powoli podeszła do zamyślonej Gryfonki i chrząknęła znacząco.
- Czego chcesz?- warknęła wyjątkowo niemiłym tonem Lily.
-Nie tak ostro, szlamo. Chyba czas nauczyć cię jak należy zwracać się do lepszych. - Samantha też nie wyglądała na przyjaźnie nastawioną, choć w jej przypadku było to zupełnie zwyczajne.
- Kogo masz na myśli mówiąc: lepszych? - prychnęła Ruda, ale jej czujność się wzmocniła. - Chyba nie siebie?
Jak na złość zapominała różdżki. Głupia dziewucha - pomyślała sama o sobie. A tyle razy James jej powtarzał, że nie należy poruszać się bez tego, jakże niepozornego "patyczka". Postanowiła więc grać na zwłokę i czekać. Miała nadzieję, że jej chłopak szybko wróci.
Josse wyglądała jakby miała ochotę ją zabić. Szczerze mówiąc, gdyby wzrok mógł zabijać, panna Evans już leżałaby martwa.
- Uważaj, bo pożałujesz dnia, w którym się urodziłaś.- To powiedziawszy Josse wyciągnęła różdżkę ku Zielonookiej.
Ta jednak nie mogła się jej zrewanżować. Na twarzy Ślizgonki zakwitł uśmiech szaleńczej uciechy.
-Nie masz różdżki? Oj, głupia dziewczyna - świergotała.- Jeszcze się nie nauczyłaś, że w obecnych czasach bez tego drobnego dodatku, lepiej nie wychodzić z sypialni? Czarny Pan zawsze nam to powtarza.
Te słowa spowodowały, iż dziewczyna zaczęła się naprawdę martwić o swoją przyszłość. Skoro ta lafirynda została śmierciożerczynią, to już po niej. W końcu jest "szlamą", a właśnie z takich jak ona Lord Voldemort chce oczyścić świat czarodziei.
- Oczywiście szlamom nie wolno mieć różdżek. Czyżbyś sama doszła do takiego wniosku, Evans? - ciągnęła bezlitośnie Josse. - Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będziesz bardziej harda. Strach cię obleciał, co?
Lily czuła,że drży ze złości i ze strachu. Milczała jednak nie chcąc prowokować Josse. Ostatnio dziwne przypadki zdarzały się tym, którzy zadarli ze śmierciożercami. W głowie przemknęły jej straszne obrazy. Samantha wyglądała na naprawdę zdeterminowaną, by zrobić jej krzywdę. Lilly wiedziała, że żywi do niej wyjątkową nienawiść. Dziewczyna zrobiła krok w jej stronę trzymając różdżkę przed sobą. Otworzyła usta, by wypowiedzieć zaklęcie. Lilly zamarła.
- Zostaw ją!- Rozległ się spośród drzew krzyk okularnika.
- Nie waż się jej tknąć! - Zawtórowali mu Syriusz, Remus, Alisha i Mell.
Tak!Tak! Jestem uratowana! - krzyczała cała silna wola dziewczyny, ale tylko ona. Lilly czuła, że to za wiele jak na jej, już i tak skołatane nerwy.
Wstała i na miękkich nogach podeszła jak najszybciej mogła do swojej połówki.
- Jak się cieszę, że już tu jesteś - wyszeptała i poczuła jak wbrew jej woli, po jej policzkach płyną łzy szczęścia i ulgi - Już się bałam, że nie zdążysz.
- Już spokojnie. A właściwie, to dlaczego ona tak cię przeraziła? Wyglądałaś jakbyś zaraz miała umrzeć.
-Ona jest już albo zamierza się przyłączyć do NIEGO.- Lily zaczęła bełkotać przez łzy. Niewiele to miało wspólnego z normalną rozmową,ponieważ zdania, które wypowiadała były zupełnie nieskładne, ale miała nadzieję, że James ją zrozumie.
Nie myliła się: chłopak od razu zrozumiał o co chodzi. Dał znak Łapie, żeby zatrzymał Josse, a sam popędził ile sił w nogach do zamku. Wiedział, że teraz potrzebny jest Dumbledore. Nieważne czy poradziliby sobie z nią sami, czy też nie, ale dyrektor musiał zadecydować co z nią dalej zrobić.

-Panie profesorze, śmierciożerca! - Zdołał wychrypieć zadyszany James. - Tak, na błoniach! Syriusz z Remusem powstrzymują ją przed ucieczką.
Nie trzeba było powtarzać dwa razy. Albus, nie zważając na zaciekawione i przerażone spojrzenia uczniów oraz innych nauczycieli, wybiegł z zamku. To, co zobaczył sprawiło, że przystanął na chwilę. Ale tylko na sekundę. Nie od dziś ludzie uważali go za największego maga obecnych czasów.
- Panno Josse, proszę natychmiast puścić pannę Evans! - Zagrzmiał mierząc wzrokiem szamocącą się dziewczynę.
W tym momencie nie był już tym potulnym staruszkiem, ale przerażającym czarodziejem. Jego oczy, zawsze niebieskie z wesołymi iskierkami, stały się stalowe, zimne, a zarazem zdeterminowane. Moc nie sprowadzała się tylko do różdżki. Potęga Albusa Dumbledore'a była wręcz namacalna.
Nikt nie śmiał się sprzeciwić komuś takiemu, jak Dumbledore. Od tej chwili Huncwoci i ich partnerki zrozumieli dlaczego Czarny Pan lęka się ich idola. Kto by się go nie bał? Chyba nie było nikogo potężniejszego od tego człowieka.

- James, zabierz stąd Lilly. Wy też możecie już iść. - Zwrócił się do pozostałych, a sam zaczął się zastanawiać, co począć z młodą Ślizgonką.

- Dobrze, panie profesorze - odparła cała gromadka i udała się w stronę średniowiecznego zamczyska.

Po tych chwilach grozy dziewczęta postanowiły już nie wracać na bankiet. No cóż, w końcu trzeba było pocieszyć wstrząśniętą przyjaciółkę. James też nie zamierzał zostawiać Lilly samej po tym, co przed chwilą przeżyła. Toteż zaprowadził ją do swojego dormitorium i usadził nałóżku, a sam ukląkł przed nią. Była nadal przeraźliwie blada.

- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Spokojnie, Lileńko - powiedział cicho.

Sam nie wiedział dlaczego, ale to zrobił. Podniósł się na kolana tak, że ich twarze były prawie na równi. Pochylił się nad dziewczyną i delikatnie ją pocałował. Czuła się już dobrze. Jego ramiona, pocałunki działały jak balsam na jej skołatane nerwy. Poddała się im całkowicie. W tym momencie wszystko inne przestało się liczyć. Świat składał się z ich dwojga, a może jednego ciała?
ArianaDumbledore jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Niedopracowany świat Jo? Ginny_Kitty Świat Magii 27 03-14-2011 14:38
Jak wyglądał świat po Voldim?? lily1600 Insygnia Śmierci 17 07-29-2009 23:21
Świat-Magii ArekJ Kosz 5 04-26-2009 19:55
Magiczny świat Alchemik Kosz 12 03-27-2008 20:51
Nasz świat. NimfadoraTonks Kosz 1 06-23-2007 16:33


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:34.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.