|
11-25-2009, 14:11
|
#101
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Jul 2009
Lokalizacja: Kraków ^^ Miasto Smoka Wawelskiego
Posty: 399
|
Świetne opowiadanie. Fabuła po prostu fenomenalna. Syriusz i jego dzieci, George... Ach,och czyli cud miód w malinach! ^^
Jak już wspomniała MalaCzarna literówki są, ale jak na taki dłuugi tekst, to nie jest źle.
Pokątna przez duże P, to nazwa własna najsłynniejszej ulicy w magicznym świecie! MC też to zauważyła:P
Te skróty-nie skróty typu C. czy G. nie są najlepszym pomysłem.
Miło by było poczytać dalsze losy panny Jolsey ;]
Ja czekam...
__________________
*** Świat bez wariatów byłby nienormalny...
***
KJMNPR
Aneta & Kyinra
|
|
|
12-02-2009, 18:15
|
#102
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bodajże ciało gdzieś na Ziemi, ale dusza częściej poza ;)
Posty: 7
|
Opowiadanko bardzo mi się podobało, komentowałam je nawet, ale już powoli tracę nadzieję na jakąś kontynuację. Będzie w ogóle kolejna część?
Ostatnia się ukazała 5 września bodajże.
Chciałabym, żeby pojawiła się jakaś informacja, czy opowiadanie będzie kontynuowane, czy nie.
Jeśli tak, to wciąż czekam z niecierpliwością
EDIT: Ok, dzięki za informację i jak już pisałam, wciąż czekam.
Ostatnio edytowane przez Moniq H. : 12-10-2009 o 16:02.
|
|
|
12-09-2009, 21:44
|
#103
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
.
Cytat:
Napisał Moniq H.
Opowiadanko bardzo mi się podobało, komentowałam je nawet, ale już powoli tracę nadzieję na jakąś kontynuację. Będzie w ogóle kolejna część?
Ostatnia się ukazała 5 września bodajże.
Chciałabym, żeby pojawiła się jakaś informacja, czy opowiadanie będzie kontynuowane, czy nie.
Jeśli tak, to wciąż czekam z niecierpliwością 
|
Początek końca nastąpi.
Piszę już od miesiąca jeden odcinek i nie mogę go skończyć, ale skoro wiem, że ktoś na to czeka, postaram się dodać jeszcze w sobotę*.
*No... ewentualnie do świąt x)
Pozdrawiam, Ohne.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 12-17-2009 o 20:44.
|
|
|
01-11-2010, 16:30
|
#104
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
14. Lucky break.
Cisza. Teraz potrzebuję tylko ciszy. I nie chodzi już tylko o bezgłos, ale i o ciszę myśli. Póki, co, mam ich w głowie za dużo.
Od mojej ostatniej notatki minęło kilka miesięcy, może, dlatego, że nie miałam czasu, weny lub chęci, albo, dlatego, że po prostu nie miałam czym się chwalić. Głównie z tego powodu schowałam mój przesłodki pamiętnik do kufra, i pozwoliłam wieku opaść z trzaskiem, o mało, nie przytrzasnąwszy sobie palców. Razem z zeszytem schowałam również swoją godność i marzenia o studiach muzycznych. Dostałam się na przesłuchania, ale szybko przestałam się łudzić – podziękowali mi za współpracę już na starcie. Wiedziałam, że to tylko moja wina i widząc ich pewne miny nawet nie miałam siły się buntować. Nie miałam siły, by sprzeciwić się światu, który postanowił przerwać moje beztroskie życie i doświadczyć mnie tak nagle.
Straciłam całą swoją butę i radość. Potrafiłam całymi dniami leżeć, nie odzywać się i patrząc w sufit, układać historię idealną, której już nigdy nie przeleję na papier.
Gdy bliźniacy wychodzili z domu zamykałam się w pokoju – nie chciałam z Nią rozmawiać. Stworzyła iluzję osoby miłej i ciepłej, a gdy zostawałyśmy same zmieniała się nie do poznania - w wampira odbierającego mi całą chęć życia.
Tak bardzo chciałam sprzeciwić się światu i umowie zawartej z George’m, że znalazłam sobie pracę za ladą w sklepie z używanym sprzętem muzycznym. Wieczorami popijając ukradkiem herbatę, sprzedawałam kolejne gramofony i gitary w zachwalaniu puszczając czasem wodze fantazji. Nie zarabiałam zbyt wiele, ale miałam nadzieję odłożyć na samotny powrót do Irlandii sama i wynajęcie jakiegoś mieszkania. George’a irytowały moje zajęcia – czasy zdawały stawać się coraz bardziej niebezpieczne, a Śmierciożercy zbierali swoje krwawe żniwo na ulicach mugolskiego Londynu
- Nie sądzę, by ktoś mnie zabił – jestem potencjalnie narzeczoną Malfoya i nie mają prawa mnie dotknąć. A jeśli tak, to nikt by po mnie nie płakał. - Jolsey, przestań pieprzyć.
To był jego ulubiony tekst i komentarz na wszystko, co ośmielałam się powiedzieć. Nasz związek stawał się coraz bardziej groteskowy, i każdej nocy miałam ochotę udusić go poduszką.
Stał się zupełnie obojętny. Wracał do domu, siadał przed telewizorem i razem z bratem, i Angeliną oglądali coś w MTv. Kiedy wychodził po mnie do sklepu miałam wrażenie, że robi to z przymusu i nawet całowanie mnie straciło dla niego jakąkolwiek przyjemność. Wracaliśmy w milczeniu, nawet nie trzymając się za ręce. W ogóle nasze rozmowy kurczyły się, proporcjonalnie do rozrastania się mojego brzucha. Cieszył się jedynie, kiedy udało mu się wyczuć kopnięcia i to były to jedyne momenty, gdy czułam, że może być lepiej. Nie było nigdy. Spaliśmy na dwóch różnych stronach łóżka, poza nocami, gdy kłóciliśmy się, a George dając za wygraną, szedł spać na kanapę. Przegrałam walkę o jakiekolwiek dowody uczuć już na starcie – chyba po prostu przestał mnie kochać. Niechcący podsłuchałam jak mówił do Freda:
„ Nie wiem, co się z nią dzieje. To nie ta sama Jolsey, którą poznałem rok temu. Mam serdecznie dość jej humorów i gierek.”
Do dziś nie rozumiem, co miał na myśli.
Jedyną, w miarę pozytywną osobą w moim życiu, pozostał Constantine. Tylko on się ode mnie nie odwrócił. Jako student zielarstwa leczniczego nie miał zbyt wiele czasu, ale w każdej wolnej chwili od zajęć odwiedzał mnie. Pewnego listopadowego dnia przyniósł mi do mieszkania walizkę ze wszystkimi rzeczami, które zostawiłam w Irlandii. Tego samego dnia pokłóciłam się z Georgem tak mocno, że zaczęłam bać się o dziecko.
Siedziałam pod ścianą ze skulonymi nogami i czekałam aż skończy wrzeszczeć. A wszystko przez to, że przypaliłam zupę, składając ubrania.
Kiedy poszedł do łazienki, ostatkiem sił wstałam i wyszłam z domu, kierując się w stronę metra. Przejechałam na gapę kilkanaście stacji, po czym wysiadłam i w deszczu doszłam na Grimmauld Place. Ubrana tylko w bluzę, dresowe spodnie i trampki. Biedna, mokra, żałosna Jolsey.
Gdy zbliżyłam się do celu, ktoś złapał mnie od tyłu i zakrył usta dłonią.
- Jolsey, do cholery, to ja. Nie krzycz, nie odzywaj się, nie sap, staraj się iść po trawie. I do domu, powoli.
Constantine nałożył mi pelerynę-niewidkę na głowę, niecierpliwym ruchem wskazującał przed siebie.
Skręciłam w uliczkę i zamarłam. Przy domu numer jedenaście stało pięć zakapturzonych postaci w maskach, ale zdawali się nie usłyszeć moich kroków. Obróciłam się do Constantine, który wychylił się zza rogu. „Idź, do cholery” odczytałam z jego ust i posłusznie zbliżałam się do domu. Po długich, srebrnych włosach rozpoznałam Lucjusza Malfoya, stojącego na schodach, rozmawiał szeptem z innym zamaskowanym mężczyzną. Zaledwie kilka metrów dalej stał Draco i obserwował dom.
Jeszcze tylko kilka metrów, pomyślałam, gdy nagle złapał mnie skurcz. Był tak silny, że chciałam wrzeszczeć, ale zatkałam usta pięścią. Metr dalej skurcze nasiliły się. Mimowolnie pisnęłam, co wywołało reakcje łańcuchową: dziesięć par oczu przeniosło się na mnie, stojącą i sparaliżowaną, głupio czekającą na rozwój wydarzeń. Draco podszedł do mnie szybko i ściągnął pelerynę z głowy, złapał za nadgarstki i pochyliwszy się nade mną, wyszeptał:
– Jolsey, nie chcę zrobić ci krzywdy.
Zza zakrętu wybiegło kilka osób, wśród których rozpoznałam Constantine, ojca i Pottera, lecz zanim zdążyli cokolwiek zrobić, deportowaliśmy się. Straciłam świadomość.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 01-12-2010 o 15:51.
|
|
|
01-11-2010, 16:48
|
#105
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
14. Lucky break c.d.
Gdy się przebudziłam, leżałam w łóżku. Nie miałam siły się podnieść, ale (co z ulgą zauważyłam) nadal byłam w ciąży. Ktoś ściągnął mój przemoczony dres, ubrał mi piżamę i ciepłe skarpetki. Chciałam wstać, ale nie miałam siły. Siedziałam skomląc z bólu, czułam się fizycznie i psychicznie wykończona.
- Połóż się.
Odwróciłam głowę w stronę fotela. Draco obserwował mnie bacznie z rękami założonymi na piersi.
- Wypuść mnie. Wypuść mnie do cholery!
- Nie denerwuj się, zrobisz krzywdę i sobie i dziecku. Wypuszczę cię i co? Wrócisz do tego wieśniaka, który cię upokarza?
Nie miał prawa tak mówić! Spojrzałam na niego ze złością i już chciałam coś odpowiedzieć, gdy poczułam mocne kopniecie. Dałam za wygraną i położyłam się na łóżku. Milczeliśmy przez dłuższą chwilę, gdy Malfoy znów zabrał głos.
– Musisz zrozumieć, że chcemy dla ciebie jak najlepiej. Dla tego bękarta też, ale musisz pozwolić sobie pomóc.
Zamilkłam. Jak mógł nazwać moje dziecko bękartem?
- To porwanie. Nie masz prawa mnie przetrzymywać, chcę wrócić do domu.
Ten argument był bezsensowny, toteż Draco zaśmiał się cicho.
– Jolsey, jest wojna. Prawa i zasady nie obowiązują. Jako twój pełnoprawny narzeczony mam obowiązek cię chronić, a to, że się…, że się zachowałaś tak, a nie inaczej, że dałaś sobie zamydlić oczy ich „dobrocią” to już nie twoja wina.
Przeczesał kilka razy swoje jasne włosy i wstał.
– Poza tym teraz jesteś po dobrej stronie. Jeśli wygramy wojnę, Voldemort to doceni i zapewni mi i tobie bezpieczne życie. Jeżeli przegra… właściwie będzie jeszcze lepiej.
Żachnęłam się. Opowiadał kompletne bzdury. Nie będzie żadnego bezpiecznego życia, tylko krwawa jatka mugoli, charłaków i tych, którzy byli po stronie Pottera.
- Zapomniałeś dodać, że ty też jesteś częścią jego wojny. Mam się czuć z tobą bezpieczna? Nie myślałeś o tym, by przejść do opozycji? Starać się o sprawiedliwość i zginąć dla idei?! Gdybyś tylko chciał, mógłbyś walczyć przeciwko Voldemortowi i śmierciożercom.
Pokiwał smętnie głową, zdjął buty i usiadł przy mnie na łóżku.
– To tylko tak łatwo wygląda. Nie mogę ryzykować twoim bezpieczeństwem
Moim? A co jego nagle obchodzi moje bezpieczeństwo?
Położył mi chłodną dłoń na brzuchu.
– Zaufaj mi. Jesteś głodna?
Draco bynajmniej nie był godny zaufania. W głowie uformowałam sobie obraz wrednego intryganta gotowego na każde świństwo, by w końcu postawić na swoim.
Spojrzał na moje mocno zaciśnięte wargi i wyszedł z pokoju. Wrócił kilka minut później z parującym kubkiem.
- To zupa. Jest jeszcze ciepła, jedz.
Pomieszałam w niej łyżeczką. Pachniała jak zwykła zupa, a jej konsystencja nie była zmieniona. Constantine wielokrotnie pokazywał mi, co muszę sprawdzić, by przekonać się o zawartości płynu. Draco spoglądał na mnie z uprzejmym uśmiechem, który tak różnił się od znanego mi ironicznego wyrazu twarzy
- Jolsey, to jest czyste.
Gdy poczułam zapach zupy, zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem głodna. Jadłam szybko, łapczywie, parząc sobie język i policzki. Musiałam wracać do Londynu, im wcześniej, tym lepiej.
Ktoś mocno szarpnął drzwiami.
-Obudziła się już? Mała córeczka tatusia, Siria Black, rzygać mi się chce. Trzeba będzie odwszawić pokój, nie wiadomo, co stamtąd przyniosła. Po coś ją tu sprowadzał?!
Bellatrix prychnęła i trzasnęła drzwiami.
Wstałam i odstawiłam kubek.
- Też chciałabym to wiedzieć. A teraz oddaj mi moje ubrania i rozpal w kominku. Przed drugą chcę być w Londynie.
Malfoy uśmiechnął się z udawaną uprzejmością.
- Nie wydaje mi się. Jeśli jakimś sposobem uda ci się uciec, pobiegniesz do tatusia i zdradzisz mu wszystko, co udało ci się zobaczyć. Nie możemy sobie na to pozwolić. Jak miałaś okazję zauważyć, gościmy tu – odchrząknął – znaczną część e…elity.
Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale nie wiedziałam jak miałoby się to dla mnie skończyć.
- Wypuść mnie – powtórzyłam proszącym tonem – wypuść mnie, a nikt niczego się nie dowie.
Pokręcił przecząco głową.
- Kominki są kontrolowane. Nie deportujesz się, a przez główną bramę nawet nie masz, co próbować. Przyniosę ci jakieś ubrania. Rozgość się.
Wyszedł, a ja powoli wstałam z łóżka.
Dobrze znałam ten pokój – razem z Constantinem gościłam w domu, Malfoy’ów w każde wakacje naszego dzieciństwa. Zawsze czuliśmy tą samą zawiść – jego pokój był większy niż nasze razem wzięte, wyposażony w meble najwyższej, jakości – bezdenna przepaść pomiędzy tym, czym gospodarowaliśmy w Irlandii. Podeszłam do okna i palcami pogładziłam ciemną, jedwabną zasłonę. Wyjrzałam przez okno na pierwszy śnieg skrzący w słońcu. Pogoda była wręcz idealna, więc uchyliłam okno i mój wzrok przykuło coś stojącego przy drzewie, w dalekim zakątku łąki widocznej z okna.
- Syriusz – wyszeptałam wzruszona.
Musiałam dać mu jakiś znak. Rozglądałam się po pokoju nerwowo szukając przedmiotu, który mógłby się przydać. Na parapecie leżało lusterko, prawdopodobnie należące do matki Dracona.
Otworzyłam okno i maksymalnie wychylając się udało mi się w końcu mignąć psu w oczy.
Zauważył mnie.
-…Oczywiście, jest w pokoju…jest bardzo osłabiona, ale…tak, byłbym spokojniejszy, gdyby pan ją zobaczył…
Zamarłam. Próbowałam jak najszybciej wstać z pozycji półleżącej, gdy zdałam sobie sprawę, że zaczepiłam się dołem od piżamy o wystający gwóźdź i za nic nie mogłam się z tej niezręcznej sytuacji wydostać. Szarpiąc się spojrzałam jeszcze raz na pole. Syriusz zniknął. Oderwałam się w ostatniej chwili i jak gdyby nigdy nic, usiadłam na łóżku, gdy Draco wszedł do pokoju z mężczyzną w kitlu uzdrowiciela.
Ciąża nie była zagrożona, co uznałam za cud. Miałam jedynie uważać na siebie i zażywać jakieś eliksiry, które robił mi Severus. Kazał mi mówić do siebie po imieniu. Dziwiłam się sobie, ale tylko jemu w miarę ufałam. Mimo to, jak wcześniej nakazał mi Constantine, sprawdzałam dokładnie każdy płyn, który mi podano.
- Nie zamierzam cię otruć, Jolsey.
Spojrzałam na niego znad parującego kubka, w którym od kilku minut mieszałam łyżką.
- Stała. Czujność. „Wszyscy nagle pragną mojego bezpieczeństwa”. Bzdura. Nawet sobie nie mogę do końca ufać.
Severus był również łącznikiem pomiędzy Grimmauld Place, a dworem Malfoyów. Przekazywał Ojcu wiadomości o moim zdrowiu i kolejnych ruchach Voldemorta. Jeśli chodzi o bliźniaka, już nawet nie wiedziałam, czy jesteśmy razem, bo wiadomości o nim były krótkie i zdawkowe.
Zajmowałam łóżko Dracona, który prawie wcale nie spał, lub drzemał w fotelu. Było to dla mnie co najmniej dziwne, bo Malfoy nigdy nie pozwalał komuś na większy komfort niż jego własny, zwłaszcza, jeśli chodziło o mnie i Constantine.
Pewnego dnia Draco obudził mnie, mówiąc, że wyjeżdża gdzieś z ojcem i prawdopodobnie wróci wieczorem. Miałam to gdzieś. Ucieszyłam się, że na te kilka godzin będę mogła odpocząć od jego męczącego towarzystwa.
Kiedy wyszedł, udało mi się zasnąć jeszcze na kilka godzin.
Dokładnie o drugiej do mojego pokoju wszedł Snape i stawiając tacę z jedzeniem przy łóżku spojrzał mi głęboko w oczy.
- Wiem, że chcesz wrócić do Londynu, zamierzam Ci nawet w tym pomóc.
Wzruszyłam ramionami. Miałam dość tej chorej atmosfery, ciągłych spisków i wrzasków Bellatrix.
Wzięłam kubek i energicznie zamieszałam w nim łyżką, po czym, uspokojona, wypiłam jego zawartość.
- Jak zamierzasz to zrobić, hm?
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
|
|
|
01-11-2010, 16:54
|
#106
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
14. Lucky break c.d.
Mieliśmy wykorzystać naiwność Pettigrew, by to jego obarczyć całą winą – nie mogliśmy ryzykować życiem Snape’a, bo był dość istotną postacią w całej wojnie, szczególnie, jeśli chodziło o Zakon.
Snape wymyślił, że wykorzystamy chwilę nieuwagi Glizdogona, gdy to on będzie miał obowiązek mnie pilnować.
Przed piątą, Severus przyniósł do mojego pokoju ciasteczka, do których, zgodnie z planem, zabrał się Pettigrew. Już po dziesięciu minutach był całkowicie otępiały i senny. Ten efekt miał się utrzymać maksymalnie przez dwadzieścia minut, więc nie miałam zbyt wiele czasu, by uciec przez główną bramę.
- Kominek Lucjusza.
Zadrżałam. Mieliśmy jedynie dwadzieścia procent szansy, że nikt nas nie zauważy, ale tylko kominek starszego Malfoya nie był kontrolowany.
Powoli wyszliśmy z pokoju.
Na dole Bellatrix bawiła się w podwieczorek, rodem z najgorszych koszmarów. W powietrzu unosiła się gruba warstwa dymu, a ognista lała się litrami. Miałam nieprzyjemność uczestniczyć tylko w jednym takim spotkaniu, gdy Bella chciała napoić mnie alkoholem w dość brutalny sposób.
Zabrano mi różdżkę, więc moją jedyną bronią pozostały paznokcie, których ślad – jak miałam nadzieję – tak szybko nie zejdzie z jej twarzy.
Słyszałam jej skrzeki z dołu, gdy chyłkiem przemykaliśmy się do pokoju na drugim piętrze.
Severus odkręcił wodę w łazience na górze i otworzył okno. Miało to wyglądać na ucieczkę przez nieuwagę mojego tymczasowego opiekuna. Plan wydawał się banalny, ale tylko taki wchodził w grę.
Gdy Severus zamknął za sobą drzwi, odetchnęłam z ulgą. Zaraz miałam być w domu.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, by podróżować w twoim stanie przez Fiuu, Jolsey.
Teraz mu się przypomniało?!
- No, ale musimy zaryzykować. Potter pożyczył mi pelerynę-niewidkę. Ubierz ją na siebie.-
Zamilkł na chwilę. -
Musisz przenieść się do Dziurawego Kotła, a stamtąd idź prosto do mieszkania Weasleów.
To ryzykowne i śmieszne, ale, o dziwo nikt ze śmierciożerców o nim nie wie. Jeśli ktoś odkryje, że zniknęłaś, będą Cię szukać na Grimmauld Place.
Pokiwałam głową.
Ktoś załomotał w drzwi.
- Snape, co Ty tam robisz?! Ta mała od Blacka uciekła, masz nam pomóc ją znaleźć, Draco będzie wściekły!
- Skul się. I do zobaczenia.
Spojrzałam na Snape’a ostatni raz. Czułam nieograniczoną wdzięczność, jednak nie wiedziałam, jak ją wyrazić.
- Ja… - widząc jego minę zamilkłam. – Koooocioł, Dziurawy Kocioł
To stanowczo nie był dobry pomysł. Zamiast w Dziurawym Kotle wylądowałam w mieszkaniu starszego małżeństwa w Bloomsbury.
Gdy wyszłam z ich mieszkania po kilkunastu minutach zapewnień, że wszystko w porządku, zupełnie nie wiedziałam, co mam dalej robić. Nie znałam Londynu, nie wiedziałam nawet, w którym miejscu dzielnicy mogę trafić na Dziurawy Kocioł. Wiedziałam tylko, w jakiej dzielnicy znajduje się dom ojca, ale tam przecież nie mogłam pojechać. Ukradłam mapę z jakiegoś kiosku i stanęłam w parku dygocząc z zimna – kolejny świetny pomysł Snape’a - nie miałam na sobie kurtki.
Chodziłam w kółko przez jakieś pięć godzin, gdy nagle zauważyłam Deana Thomasa z jakąś kobietą. Ze strzępku rozmowy wywnioskowałam, że szli do Dziurawego Kotła, więc poszłam za nimi starając się nie dzwonić zębami z zimna.
Na Pokątnej nie było prawie nikogo – było już nieco po wpół do jedenastej wieczorem. Droga do mieszkania bliźniaków znacznie mi się dłużyła, a może po prostu byłam tak strasznie zmęczona.
Weszłam do tak dobrze mi znanej kamienicy i wspięłam się po schodach. Zapukałam, i słyszałam nawet, jak ktoś zapala światło, ale nie otwiera drzwi.
No tak, wciąż miałam na sobie pelerynę, ale nie mogłam jej ściągnąć.
Zapukałam jeszcze raz i wsunęłam mapę pod spód.
Fred otworzył mi drzwi i wciągnął za ubranie do środka, po czym zaryglował drzwi i odetchnął głęboko.
Zdjął mi pelerynę z głowy.
- Czyj to był pomysł?
Mruknęłam coś pod nosem. Podniósł mnie i przytulił mocno.
- Najważniejsze, że żyjesz. Wiesz, jak się martwiliśmy? Angie i George odchodzili od zmysłów
Nie wątpię, pomyślałam
-Syriusz chciał nawet po ciebie iść, ale Snape uparł się, że znajdzie inny sposób na odesłanie Cię. Nie powinniśmy go słuchać, tylko tam wpaść i powyrzynać te gnidy…
Przestałam go słuchać. Spod jego ramienia zobaczyłam George’a. Stał w progu i wytrzeszczał na mnie oczy.
- Puść mnie. – Szepnęłam do Freda.
Na drżących nogach przeszłam przez kuchnię.
- George?
Wziął mnie za rękę i przez sypialnie wprowadził do łazienki. Zatrzymał się przed lustrem.
Zauważyłam w nim wysokiego, rudego mężczyznę i małą, wychudzoną dziewczynkę z brzuchem wydętym jak balon i nienaturalnie dużymi piersiami. Dziewczynkę drżącą z zimna, z zapadniętymi policzkami i potarganymi włosami, poszarpanym i mokrym ubraniem, całą ubrudzoną od sadzy.
- Nigdy nie wykasuję tego obrazu z pamięci, wiesz? I nigdy sobie tego nie wybaczę.
Położył mi dłonie na brzuchu.
- Kopnął.
- Często to robi. – Mruknęłam cierpko. – Gdybyś zainteresował się wcześniej…
Zrobił minę pod tytułem „znowu to samo”.
- Muszę powiadomić Syriusza, że wróciłaś.
Wyszedł, ale po chwili cofnął się do łazienki.
- Dobrze, że jesteś. Nie miał kto szorować podłóg, prać i sprzątać.
Roześmiał się i pocałował mnie po raz pierwszy od kilku miesięcy.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 01-12-2010 o 20:34.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:03.
|
|