Tekst leżał. Leżał długo, nawet bardzo, aż wreszcie doczekał się wyjścia na światło dzienne. Mimo, że za oknem ciemno.
To pierwszy mój tekst pisany 'na poważnie' i mam nadzieję, że mi się udał.
Nie betowany. Ale raz się żyje, prawda?
Tekst też na mirriel. Tylko, żeby się sprawdzić. Boże, jestem głupia.
Kończąc
Spadnę tak już 15 raz
Głową w dół oczami na twarz
Spadnę tam gdzie stałaś
Gdzie ostatni raz cię widziałem
Nasze ramiona polne ślimaki
Pławią się w stawie przytulania
Nasze dłonie niedzielne chojraki
Dojrzewają w centrum dotykania
Nasze usta z tortu tortury
Wiśnieją ranem od zacałowania
Niewyraźne oczu trójkąty
Donkiszocieją od niezamykania
Czy jeszcze dalej wyliczać mam?
~Strachy na lachy feat. Natalia Fiedorczuk
Dziewczyna o chłopięcych sutkach*
Angelina Staff siedziała mi na kolanach, z głową położoną na moim ramieniu, wdychając zapach szyi. Zawsze mówiła, że moja szyja ma najwspanialszy zapach. Nie wiem, co w niej czuła. Może mieszankę eliksirów, okropnych dla większości społeczeństwa. Tylko ich zapach jest wokół mnie tak często, aby mógł wsiąknąć w moją skórę.
Nie wiem, czy wiedziała, że to eliksiry. Znała je na tyle, aby na ‘Standardowych Umiejętnościach Magicznych’ dostać Zadowalający, co, ku jej wielkiej radości, wykluczało ją z udziału w kolejnych zajęciach. Chwała za to Bogu. Nie wiem, czy lochy przeżyłyby widowiskowe wybuchy jej kociołków, zdarzające się na co drugiej lekcji naszego rocznika.
-Och, Severusie…- Wyczułem nieznaną mi dotąd mieszaninę uczuć w jej głosie. Może był tam też strach?
Strach, który, wiem, czuła już od dawna, a który teraz, powoli, znajdywał ujście? Miał powody.
Pamiętam tę chwilę najbardziej ze wszystkich, które z nią przeżyłem. Chyba dlatego, że po raz pierwszy poczułem, że się boi, że płacze.
Angelina na ogół była twardą kobietą, mające ustalone zasady. To mnie chyba na początku onieśmielało. Teraz już nie.
Chciałem zobaczyć jej łzy, jej zaczerwieniony nos, ją całą, wystraszoną, bojącą się, że nie da rady.
Nie zobaczyłem tego wtedy i już nigdy więcej.
Bałem się spłoszyć ją zbyt gwałtownym obróceniem głowy, bałem się tego, że spojrzy mi w oczy i także zobaczy w nich strach. Jeszcze większy, niż jej.
Strach o nią.
O to, że mogę jej już nigdy nie zobaczyć, że nasza następna rozmowa będzie naszą ostatnią rozmową, że nasz następny pocałunek może być ostatnim pocałunkiem…
-Och, Severusie… Severusie, Severusie…- Powtarzała moje imię, w jej ustach brzmiące jak najsłodsza muzyka- Jak mogłeś to zrobić?- Jej głos nie wyrażał wyrzutu. Myślę, że nie zdziwiło jej to. Nigdy nie robiła mi wyrzutów.
-Nie wiem.- Odpowiedziałem, a Angelina wzdrygnęła się na dźwięk mojego głosu, który tego wieczora odezwał się dopiero pierwszy raz, nie licząc szybkiego ‘Dobry wieczór’, kiedy wszedłem do jej mieszkania.
Nie wiedziałem. Nie wiedziałem wtedy i nie wiem teraz, kiedy to wspominam. Patrzyłem bezwiednie w płomyki, wesoło trzaskające w kominku, nie przeczuwające zagrożenia, które rosło z każdą sekundą, choć jeszcze niedawno wydawało się, że gorzej być nie może.
-Wiesz, jak jest. Mówiłem ci. Ja tego nie chciałem. Musiałem.- Angelina podniosła głowę. Już nie płakała. Na policzkach widniały ciemne ślady rozmazanego tuszu do rzęs. Musnęła swoimi wargami moje wargi.
-Kocham cię, Severusie. Kocham Cię jak wariatka, i ty dobrze o tym wiesz. Nie chcę cię stracić. Proszę, obiecaj mi, że wyjdziemy z tego cali. Ty i ja.- Nie mogłem jej tego obiecać. Nie mogłem i ona dobrze o tym wiedziała.
Nie wiem, jakim cudem znalazłem się w łóżku. Obudził mnie zapach kawy, unoszący się w sypialni Angeliny. Zastałem ją w kuchni, czytającą ‘Czarownicę’. Usłyszałem Fatalne Jędze i ich nowy przebój. Nie nawiedziłem Fatalnych Jędz. Zmieniłem stację, a Angelina spojrzała na mnie krzywo.
Lubiła je. Kiedy minęło wszystko, co z nią przeszedłem poznałem wszystkie ich piosenki. Chciałem ją w nich odnaleźć.
Nie odnalazłem… Wiedziałem, że nie odnajdę.
*
Dlaczego w pierwszą rocznicę bitwy o Hogwart, w pierwszą rocznicę jej śmierci, wybrałem właśnie tę scenę, z całego czasu, który razem przeżyliśmy? Nie wybrałem zakończenia OWTM-ów, kiedy spotkaliśmy się na błoniach, ja po teście eliksirów, ona- numerologii. Nie wybrałem momentu, kiedy po raz pierwszy wyznała mi miłość, nie wybrałem też momentu, kiedy po raz pierwszy zdecydowałem się ją pocałować.
Wybrałem dzień po śmierci Dumbledore’a.
*
Lubiliśmy się praktycznie od zawsze. Poznaliśmy się w pociągu Londyn-Hogwart, trafiliśmy do jednego domu, razem odrabialiśmy prace domowe, siedzieliśmy obok siebie w Wielkiej Sali…
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, kiedy uświadomiłem sobie, że coś do niej czuję. Może wtedy, kiedy ona mi to wyznała. Albo kiedy Slughorn polecił mi podszkolić ją w eliksirach. Jej śmiech, kiedy z kociołka wyskoczyły króliki, zamiast zwykłej zmiany z koloru żółtego na fioletowy… wtedy pomyślałem, że to było słodkie. Tak, to zdecydowanie było słodkie.
Nigdy się do niej nie przyzwyczaiłem. Nigdy nie było rutyny. Zajęcia, praca domowa, marsz z biblioteki do Pokoju Życzeń, szybki seks i powrót do Pokoju Wspólnego.
Nie. Zawsze było inaczej. Opowiadaliśmy sobie o zdarzeniach na zajęciach, na które jedno chodziło, a drugie nie.
Czasami Angelina próbowała nauczyć mnie czytać numerologiczne tabelki. Zaśmiała się, kiedy jej powiedziałem, że eliksiry są dużo ciekawsze i prostsze. Zaśmiała się tym samym, słodkim śmiechem, jak na naszych pierwszych zajęciach.
‘Nie zawsze trzeba iść za prostotą’.
Nie szedłem za prostotą.
Mogłem dalej służyć Voldemortowi. Trochę ryzyka. Nie więcej, niż u Malfoy’ów, czy Lestrange’ów. Jednak chciałem przejść na dobrą stronę. To nie było proste. Obawa, że ktoś się zorientuje… że już nigdy jej nie zobaczę…
*
Pamiętam jej śmierć. Byłem może sto metrów od niej. Mogłem być dziesięć. Dwadzieścia. Tylko nie sto. Nie mogłem nic poradzić. Nigdy nikomu o tym nie mówiłem, nie zwierzałem się, nie wspominałem, nie analizowałem tego zajścia na wszystkie możliwe sposoby, żeby dojść do tego, co mogłem zrobić, który sposób byłby najprostszy, a który najskuteczniejszy.
‘Jesteś zbyt praktyczny, Severusie. Wszystko, co robisz jest zbyt praktyczne’ powiedziała kiedyś Angelina. Może to przez moją praktyczność nie robiłem nic, prócz płakania przy piosenkach Fatalnych Jędz, czy też na widok nowego numeru ‘Czarownicy’.
‘Jesteś sklejony bardzo mocnym klejem’ usłyszałem to od Angeliny w szóstej klasie.
‘Nigdy się nie rozkleiłeś?’ Och, rozklejałem się, Angelino. Wiele razy. Dobrze, że o tym nie wiesz.
‘Łzy wcale nie są męskie’, jak zawsze powtarzał Lucjusz.
Ona twierdziła inaczej. Każdy miał prawo płakać. Potrafiła pocieszyć każdego. Miała wielu adoratorów. A wybrała właśnie mnie.
Kiedyś czułem się zobowiązany. Byłem pewny, że robi mi łaskę. Że to nie jest bezinteresowne. Wytłumaczyła mi, że to najgłupsza rzecz, jaką powiedziałem.
Możliwe.
*
Kochała mnie. I odeszła. Mogłem być bliżej. Koło Angeliny stał Rudolf. Gdybym walną w niego oszałamiaczem… Bella na pewno przestałaby się interesować walką z Angeliną. Gdybym strzelił Expelliarmusem… Szanse byłyby wyrównane.
Bellatrix miała dwie różdżki. Nie wiem, do kogo należała druga. Może do któregoś z osób leżących na trawie, martwych.
Angelina do nich dołączyła. Mogłem nie wychodzić z lochów. To była moja wina. Zobaczyła mnie. Rozproszyłem ją.
*
-Severusie… Severusie, co ty robisz? Ostaw tą butelkę! Wszyscy świętują w Wielkiej Sali. Chodź, jest wspaniale!
-
Co mam świętować, Sinistro?
Co?
-To była dla ciebie strata, wiem. Ale ciesz się, że żyjesz! Wszyscy na Ciebie czekają. Odstaw tą butelkę!
Nie mam czego świętować. Proszę, niech ta wojna trwa. Niech trwa w najlepsze. Ale niech ona będzie ze mną. Niech płacze na moim ramieniu. Ale niech tu będzie. Niech przy mnie siedzi. Niech to ona wyrywa mi butelkę Ognistej z ręki.
Niech zostanie.
*Po zakochaniu się w
teledysku zmieniam tekst.