Za Gunnarem w drzwiach stał skrzat z wyłupiastymi oczami, długim spiczastym nosem i oklapniętymi uszami. Miał na sobie potarganą szatę o ile można to było nazwać szatą. Kilka wzajemnie przepasanych szmat w różnych kolorach.
-Po co go tu przytargałeś?! – wykrzyknął Dominic. W jego oczach malował się gniew.
-Czarny Pan nie lubi nieproszonych gości – Zaznaczyła Christina.
-No, ale co ja miałem z nim zrobić. Jak tylko minęła noc przemieniłem się z powrotem a on to wszystko widział. Śledził mnie, aż doszedłem tutaj do naszej kwatery. Zorientowałem się, że nie jestem sam i o proszę udało mi się go schwytać. Nie możemy go wypuścić. Musi Zostać z nami.
-Mówił roztrzęsionym głosem wilkołak.
Gunnar kopnął w tył skrzata tak, że ten wylądował na środku salonu. Skrzat wstał po chwili i patrzył na stojących przy nim śmierciożerców.
-Jak ci na imię – zapytała Lucy patrząc stworzeniu w oczy.
-Rubin proszę pani – odpowiedział posłusznie skrzat splatając ręce i schylając się nisko.
-Komu służysz? – zapytała Christina mierząc różdżką miedzy jego ślepia.
Jednak odpowiedzi na to pytanie nie usłyszeli, gdyż znak na przedramieniu dał o sobie znać.
-Czarny Pan wraca…- wymamrotał zrezygnowany Gunnar.
Cały salon jakby zamarł, nikt nie miał pojęcia jak zareaguje Voldemort na widok magicznego stworzenia.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|