Uprzedzam, że to nie będzie ani trochę zgodne z kanonem, tak jak poprzednie częśći

__________________________________________________ _________________
- Widzę, że już się lepiej czujesz - zagadnął Altris - Może odprowadzić cię do domu...Jest ciemno, a w tym lesie jest dużo niebezpiecznych stworzeń...
- Nie, dziękuję- odpowiedział chłopiec - Są wakacje...zawsze marzyłem, aby przeżyć jakąś niebezpieczną przygodę, która podniosłaby mi poziom adrenaliny. A ja się chyba jeszcze nie przedstawiłem...Jestem Remus, Remus Lupin.- dodał.
- Remus ładne imię...Ale pamiętaj Remusie, jeśli będziesz potrzebował pomocy, wystarczy, że wykrzykniesz moje imię, a na pewno przybędę - rzekł cenatur.
- Dobra, zapamiętam to sobie... Choć wątpię czy taka pomoc będzie mi potrzebna.
- Oj Remsuie...Remusie jeszcze sie przekonasz, że ten las jest bardziej niebezpieczny niż ci się zdaje - ostrzegł go Altris. Lecz Remus tylko wzruszył ramionami i pożegnał się z cenataurem. Następnie ruszył leśną dróżką w głąb ciemnego lasu.
Po kilkunastu minutach doszedł do małej sadzawki. Postanowił, że obmyje sobie ranę, ale gdy zobaczył swoje odbicie, zauważył, że rana kompletnie zniknęła, jakby ktoś cofnął się w czasie i nie dopuścił do tego by on się przewrócił. Zrozumiał, że była to zasługa Altris. Oglądnął się za siebie, nie było już go tam. "Poszedł pewnie w swoim stronę"- pomyślał Remus- "Ja chyba też już wrócę do domu. Jest zimno i ciemno,a ja nie mam nic do jedzenia". Jak postanowił tak zrobił. Obrócił się na pięcie i wszedl w zarośla. Szedł tak parę chwil, aż w końcu wyszedł na główną ścieżkę.
- A teraz, w którą stronę? - zamyślił się - Ja chyba szedłem z południa, czyli teraz muszę iść...- urwał, gdyż usłyszał w oodali wycie. Spojrzał w górę, była pełnia. Sienął pamięcią do ostatniej lekcji "Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami", usłyszał w głowie głos profesora Sammela: " Pełnia to czas wlkołaków". A zaraz potem usłyszał inne zdanie, które wypowiedział jeden z jego najlepszych przyjaciół, James Potter: "Mój kuzyn został pogryziony przez jednego z nich i od tej pory zawsze boi się dnia, w którym wypada pełnia, gdyż zawsze zamienia się w wilkołaka". Lupin wzdrgnął się na samom mysl, że mógłby się stać "jednym z nich". Szedłd alej co chwilę obracając się za siebie.
-Stój!- usłyszał za sobą głos, choć nie wiem czy możnaby to nazawac głosem. Było to coś w rodzaju wycia. Remus znieruchomiał, nie chciał się obrócić, ale jakaś magiczna siła robiła to za niego. Zamknął oczy, próbował nie patrzeć, lecz poziom andrenaliny nie pozowolił mu na to. Zobaczył przed sobą wielkiego stwora. Miał długie kły, z których skapywała srebrzysta maź ( krew jednorożca ), niebieskie, przekrwione oczy, w których czaiło się same zło, oraz najerzoną sierść. Remus czuł, że nie jest tu mile widziany.
-Co ty tu robisz?- zapytał wilkołak, Remus nie odpowiadał -Gadaj...chyba nie chcesz zginąc w tak młodym wieku? - chłopiec dostrzegł na twarzy potwora lekki uśmiech.
Uwielbiam to słowo C.D.N.
__________________________________________________ ___