Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że akcja opowiadania toczy się w trzecim roku nauki w Hogwarcie. Więc Dumbledore żyje, wszyscy żyją, a Voldemorta nie ma. To tyle. Życzę przyjemnego czytania
Draco westchnął i przeciągnął się. Obudziły go jasne promienie słońca, wciskające się do dormitorium ślizgonów. Spojrzał na zegarek, stojący na szafce nocnej i zerwał się z krzykiem. Wskazywał 8.55. Śniadanie (dzisiaj obowiązkowe. Ten dyrektor znów coś wymyslił...) zaczyna się o 9.00., więc miał dokładnie 5 minut. Ubrał się z zawrotną szybkością ( Tak, nawet Kubica by mu pozazdrościł) i biegiem udał się do Wielkiej Sali. W Pokoju Wspólnym nie było nikogo. Biegł korytarzami i wbiegł do Sali. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. Chłopiec wyprostował się i jak przystało na młodego Malfoya, szedł dalej z dumnie podniesioną głową, aby następnie usiąść między Crabbe'm i Goylem. Po paru minutach powstał dyrektor; przemówił:
- Witam was wszystkich serdecznie! - powiedział serdecznym tonem. - Mam dla was miłą wiadomość. Otóż, w nasze skromne progi wkroczyła nowa uczennica. Powitajcie Anix Malfoy!
W tym momencie przez drzwi za stołem nauczycielskim weszła wysoka brunetka. Draco wbił w nią wzrok i wrzasnął z przerażeniem.
- Panie Malfoy... Coś nie tak? - zapytał łagodnie Dumbledore.
- Nie, nic.. - mruknął Draco. Anix natomiast wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
Dyrektor zignorował obu, najwidoczniej niewyżytych, uczniów i powiedział.
- Panna Malfoy została przydzielona do dumnego domu Salazara Slytherina - powiedział dyrektor i usiadł. Anix najspokojniej w świecie podeszła do stołu ślizgonów i usiadła koło Draco. Spojrzała na niego i znowu próbowała powstrzymać śmiech. Tak. Jej kuzyn, z którym nie widziała się dobre 5 lat. Zmienił się. Ciekawe...
Rozmyślania przerwał głos dyrektora, oznajmiający, że wszyscy mają rozejść się na lekcje.
- Aha! Pan Malfoy.. I panna Malfoy! Zostają...
Dwójka "niewyżytych dzieciaków" podeszła do dyrektora. On zwrócił się jednak bezpośrednio do Dracona:
- Draco. Anix to twoja kuzynka, tak? - Draco nieznacznie kiwnął głową. Warto tutaj wspomnieć, że te "niewyżyte dzieciaki" nie przepadały za sobą. - Wspaniale. Napewno świetnie się dogadacie. Proszę, abyś w tym tygodniu zapoznał Anix z zamkiem. Po prostu. Pokazuj jej wszystko po kolei - uśmiechnął się i odszedł, zostawiając Dracona z otwartą buzią, i Anix, która chwilę później złapała Dracona za brodę i zamknęła mu buzię.
- Tak lepiej wyglądasz - stwierdziła rzeczowo i mrugnęła do niego. - Chodź. Mamy eliksiry. Gdzie to jest?
Chłopak wskazał w stronę lochów i poszedł za stąpającą dziarsko Anix. Weszli do sali i usiedli na "tyłach" klasy. Dziewczyna szturchnęła Dracona i powiedziała:
- Ej, weź wyluzuj. Nie mamy już 5 lat, żeby się ciągle kłócić. Nie zamienię cię w muchę tak jak wtedy gdy byłam mała, a później nie mogliśmy cię znaleźć. A tak szczerze, to nie zamieniłam cię celowo - mrugnęła do niego.
Wytrzeszczył na nią oczy. "Jak ona może?! Przypominać mi tą paskutną sytuacje, gdy przez cały dzień siedziałem w zasłonie, bo nie mogłem się wyplątać? Jak ja jej mogę wybaczyć?". Myśli Draco przybierały absurdale formy, ale prawdziwe.
Gdy lekcje w końcu dobiegły końca, Draco zaprowadził roześmianą Anix do Pokoju Wspólnego. Gdy szedł korytarzami cały czas myślał:
- Boże, ona jest moją kuzynką? Wogóle nie wygląda na Malfoya.. I jest brunetką! Boże... Jakiś błąd genetyczny!
- Ja ci dam błąd genetyczny! A on moich włosów wara! - wrzasnęła Anix, waląc Draco ręką po nażelowanej głowie. Dopiero teraz Draco uświadomił sobie, że wcale o tym nie myślał. On to poprostu wypowiedział to wszystko na głos. Przynajmniej tyle, że ona nie umie czytać w myślach...
Dni mijały... Tydzień minął i Draco mógł się odczepić od Anix. No i cóż.. Odczepił się... prawie... Ponieważ stało się TO.
W niedziele ( ostatni dzień, który musiała spędzić z Draco) siedzieli na fotelach w pokoju wspólnym. Obserwowali pojedynek pierwszoroczniaków. Nagle wystrzeliło ku nim zaklęcie. Pisk i ŁUP... Anix, próbowała odczepić się od ręki Draco. Bezskutecznie. No nie.. To było Zaklęcie Trwałego Przylepca!
- Pięknie... - Anix próbowała odkleić się od niego, ale nic z tego nie wyszło.
- Idziemy do Dumbla! - wrzasnął Draco, a Anix zgodziła się bez marudzenia.
Dyrektor jednak im nie pomógł.
- Dzieci, naprawdę bardzo mi przykro, ale nic nie da się zrobić. Aż się dziwię, że pierwszoroczniak rzucił tak silne zaklęcie...
Wracając korytarzem Anix była podłamana psychicznie, a Draco ledwo ruszał nogami.
I cóż tu więcej pisać... Historia tak się skończyła. Draco i Anix stali się nierozłączni. I to dosłownie. Polubili się i udało im się żyć ze sobą. A gdy na swej drodze napotkali pannę Granger, uzyskali jej pomoc ( nieoficjalne źródła mówią, że zrobiła to z miłości do Draco).
Gdy zostali już odłączeni panna Granger została milutko potraktowana Drętwotą.
I historia tak się zakończyła. Anix i Draco rozpoczęli osobne życie. Jednak niedawno jeden z przyjaciół rodziny, oświadczył, że Draco znowu zaginął. Czyżby znowu siedział w zasłonie nie mogąc się wydostać? Anix, dziwnym trafem, milczy na ten temat.
***
Jest to dość luźne opowiadanie, pisane po prostu z nudów. Liczę na szczerą krytykę, bo napewno są tu jakieś błędy (choć, oczywiście starałam się ich nie popełniać).