Teraz dam Wam szansę na zemstę

Wklejam tekst, który leżał w szufladzie chyba z rok i przeszedł bardzo dużo poprawek. Fabuła powiązana z kanonem dość luźno, taka sobie miniaturka bez ciągu dalszego i bez "żyli długo i szczęśliwie". Mam nadzieję, że się spodoba.
Poirytowana rzuciła kufry na bok, kopniakiem otworzyła największy z nich i wyjęła czystą szatę. Kilkoma ruchami różdżki wysuszyła włosy, które natychmiast poskręcały się w maleńkie, blond loczki. Zdjęła z siebie przemoczone i ubłocone ubranie. Droga z Hogsmeade nie była długa, ale śnieg był tak gęsty, że wystarczył, aby zupełnie przemoknąć. Wreszcie doprowadziła się do jako takiego stanu i usiadła ciężko na łóżku.
-Że też staremu Gordbrickowi odwidziało się nauczanie w środku semestru- burknęła pod nosem- przeklęta pogoda
Coś -lub ktoś- zachichotało.
-Oh, zamknij się- rzuciła w stronę portretu kościstej damy w błękitnej sukni- ty przynajmniej nie mokniesz.
Ledwo zdążyła skończyć zdanie, rozległo się pukanie do drzwi, które otwarły się bez pardonu.
-Witaj Miraldo- powiedziała kobieta z ciasno spiętymi włosami- zejdziesz na kolację? Chciałabym cię wszystkim przedstawić. Uczniowie właśnie wrócili.
-Dobry wieczór, pani dyrektor. Oczywiście. Za moment, dobrze?
-Dobrze. Znasz drogę- to było raczej stwierdzenie niż pytanie. Drzwi zamknęły się równie szybko jak otwarły.
„Stara, dobra McGonagall. Nic się nie zmieniła…nadal zero emocji…tylko zmarszczek ma więcej”
Uśmiechnęła się do siebie, schowała różdżkę do kieszeni spodni i ruszyła korytarzem. Ze zdziwieniem stwierdziła, że wszystko wygląda tak samo i nawet obrazy wiszą w tych miejscach co pięć lat temu. Miała wielką ochotę na długi spacer po całej budowli i Błoniach, ale wiedziała, że musi dotrzeć do Wielkiej Sali.
W chwili, gdy weszła poczuła się znów jak jedenastoletnia dziewczynka, czekająca na Ceremonię Przydziału. Cztery wielkie stoły wypełnione uczniami, sklepienie upstrzone gwiazdami i stół nauczycielski. Usiadła na wolnym miejscu między Slughornem, który wydawał się jeszcze grubszy niż za jej czasów, a Flitwickiem, który wyraźnie zmalał.
Siedziała wyżej niż uczniowie i na wszystkich twarzach malowało się zdziwienie.
-Bardzo się cieszę, że spotykamy się po świętach w komplecie - McGonagall powiodła po Wielkiej Sali przyjaznym wzrokiem- jak pewnie zauważyliście, w gronie nauczycielskim nastąpiły pewne zmiany. Profesor Gordbrick zrezygnował z posady i profesor Miralda Picks zgodziła się go zastąpić. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją ciepło.
Rozbrzmiała mało entuzjastyczna fala oklasków. McGonagall patrzyła na nią uporczywie, więc w końcu wstała
-Dziękuję bardzo, pani dyrektor. Przyjęłam tę posadę z wielką chęcią. Jestem absolwentką Hogwartu i to ogromny zaszczyt siedzieć w tak doborowym towarzystwie i móc przekaz swoją wiedzę.
Usiadła, próbując schować pod stołem trzęsące się ręce. Nienawidziła przemawiać do więcej niż dziesięciu osób, a w sali siedziało ich chyba z tysiąc. Takie zbiorowiska po prostu ją przerastały, a chcąc nie chcąc, stała się centrum zainteresowania bandy dzieciaków. Znowu rozległy się oklaski i wszystko potoczyło się jak zwykle. Uczniowie hałasowali, śmiali się, rozmawiali, by w końcu rozejść się do dormitoriów. Miranda wymieniła kilka uprzejmości z nauczycielami, którzy gratulowali jej egzaminów aurorskich oraz wspominali czas, kiedy była uczennicą. Uciekła stamtąd najszybciej jak tylko mogła.
Ruszyła korytarzami zamku, przywołując wspomnienia- wszędzie wisiały jeszcze ozdoby gwiazdkowe, a w oddali Irytek odśpiewywał własne wersje kolęd. Ale mimo tego wolała Hogwart jej szkolnych lat, nawet ten odnowiony po bitwie z Voldemortem. Nie znała jej dokładnego przebiegu- była wtedy w drugiej klasie.
-Wiedziałem, że sobie nie darujesz.
Odwróciła się raptownie i odruchowo wycelowała różdżką, gotowa się bronić.
-Oh...Ed to ty- uśmiechnęła się. Stała przed nią jej pierwsza, wielka miłość- nie mogłam sobie odmówić spaceru…Chciałam się przekonać czy coś się zmieniło przez te lata.
-I co? Zauważyłaś coś?
W świetle różdżki jego oczy błyszczały radośniej niż zwykle, a uśmiech wydawał się przyjaźniejszy.
-Owszem. Wszystko jakby zbrzydło. Wielka Sala zmalała, Slughorn jest szerszy, a McGonagall starsza… Tylko Hagrid się nie zmienił.
-Ale ty jak zwykle przesadzasz- roześmiał się perliście i odgarnął z oczu blond włosy- Gratuluję! Udało ci się spełnić marzenie.. ostałaś aurorem, a to nie lada wyczyn
-Dziękuję. Ty też nieźle sobie poczynasz jednak uczysz transmutacji...kto by pomyślał
Milczeli dłuższą chwilę, patrząc na siebie.
-Będziemy tak stać i gadać o pierdołach, czy przejdziemy się ?- zapytała w końcu z wrodzoną sobie bezczelnością
-Moja kochana Al!- znów się roześmiał- Nie pozostawiasz mi wyboru.
Wyszli na Błoni i ruszyli wzdłuż jeziora. Trzymając w ręce wyczarowane kubki, pełne gorącej herbaty, opowiadali sobie co działo się z nimi prze te wszystkie lata. Miranda cieszyła się, że nie jest najmłodsza wśród nauczycieli. Ed był osobą, z którą łączyło się wiele ciepłych wspomnień.
Brnąc po kostki w śniegu, opatulona w czapkę i szalik, mówiła ile samozaparcia i poświęceni kosztowało ją spełnienie marzeń. On opowiadał jak po skończeniu szkoły pracował w Ministerstwie i jak dostał propozycję pracy w Hogwarcie.
-Cieszę się, że mogłem tu wrócić…To zawsze dobrze wygląda w papierach, wiesz? „Nauczyciel transmutacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart” nie sądzisz?
-Nie. Hogwart to zawsze była jakaś część mnie…Nie umiałabym go traktować jako szczebla w karierze. To takie małe świętokradztwo.
-Właśnie dla tego się rozstaliśmy- usłyszała nutę rozbawieni w jego głosie.
-Są miejsca, które powinny zostać w naszej pamięci takie, jakie były w dzieciństwie.