Harry Potter i Wielkie Wyzwanie
więcej na www.hpiww.blog.onet.pl
To tylko wstęp....
Tegoroczne lato było bardzo upalne. Trawniki przed klockowatymi domami przy Privet Drive wyglądem przypominały pustynny step, który z utęsknieniem wyczekuje deszczu.
Szeroko otwarte okna były codziennym widokiem. Mieszkańcy Privet Drive snuli się po własnych domach, krzątając się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu jakiegokolwiek cienia. Było to trudne, aczkolwiek lepiej było siedzieć w klimatyzowanych domach, niż narażać się na udar słoneczny spędzając czas na zewnątrz. Tak więc Privet Drive i okoliczne ulice świeciły pustkami, a jedynym wyjątkiem był chudy, czarnowłosy chłopak z oczami koloru Avady, okrągłymi okularami na nosie i blizną na czole w kształcie błyskawicy.
Harry Potter zmierzał powolnym krokiem w kierunku parku niezważając na wysokie temperatury i iście afrykańską pogodę. Nie mógł znieść bezczynnego siedzenia w domu, gdyż jego głowa bezustannie była zaprzątnięta licznymi myślami związanymi z Syriuszem. Jego zmarły ojciec chrzestny, który po nieudanej potyczce ze swoją znienawidzoną kuzynką Bellatrix wpadł za kurtynę w Sali Śmierci odszedł, a Harry został sam z ogromnym poczuciem winy. Spędzanie czasu wolnego w parku uśmierzało trochę jego ból, ponieważ nie musiał się martwić obecnością niepowołanych osób, którymi niewątpliwie byli Dursley'owie.
Reszta tego rozdziału na blogu....komentujcie....heh pzdr
|