Mnie śmieszy Snape. I bliźniacy oczywiście, ale za tymi szaleję nieprzytomnie, więc racjonalnej wypowiedzi o nich nie zdołam z siebie wykrzesać.
Ha, tak.
Zimny, genialny sarkazm Snape'a tak mną nieraz wstrząsa, że przez pięć minut potrafię się śmiać, czytając jakąś jego wypowiedź w książkach pani Rowling.
Poza tym uroczą postacią był też Artur Weasley w drugiej części, pozwólcie, ze przytoczę fragment:
(KT, 3)" Pani Weasley: - TWOI SYNOWIE POLECIELI TYM SAMOCHODEM DO DOMU HARRY'EGO I Z POWROTEM! Co masz na ten temat do powiedzenia, no?
Pan Weasley: - Naprawdę? I to wszystko działało? To z-znaczy... - tu Molly posłała mu znaczące spojrzenie - t-to bardzo brzydko, chłopcy...naprawdę bardzo nieładnie..."
No czyż nie jest uroczy?
Dobra, mogłabym tak cytować cała serię, ale cudowne było jeszcze to:
(KT) "Snape na widok walentynkowych dekoracji Lockharta miał minę, jakby własnie wypił wielki kubek Szkiele-Wzro" i "Lockhart: - Dalej, młodzieży, nie wahaj się prosić profesora Snape'a, by puścił w obieg Eliksir Miłości!
Snape zaś wyglądał, jakby zamierzał podać truciznę pierwszej osobie, która postąpi zgodnie z sugestią Gilderoy'a."
Cudo!