Witam.
Właśnie się zarejestrowałem, choć już wcześniej zaglądałem na forum. Zwłaszcza po przeczytaniu jakiś czas temu ostatniej części HP. Fanem tej sagi o czarodzieju jestem praktycznie od początku. Wszystkie książki czytałem szybko i od razu jak tylko się ukazały. To prawo złamałem jednak przy ostatniej części i przeczytałem "Insygnia Śmierci" na komputerze, tłumaczenie gorsze od tłumaczenia Pana Polkowskiego. Sens jednak był oddany, a przeczytanie ostatniej części już w oryginalnym tłumaczeniu pozwoliło mi zgłębić się w tej książce. W tej chwili czytam po raz drugi, albo trzeci część szóstą. Skupiam się na szczegółach, co pozwoliło mi znaleźć kilka niedociągnięć, ale nie o tym chciałem pisać.
Zapewne jestem starszy od większości tutaj piszących, choć różnica ta pewnie nie jest wielka. Jednak czytając powieść Pani Rowling wiek nie ma zupełnie znaczenia. Każdy znajdzie coś tam dla siebie. Dostrzegamy tutaj subtelne, ale wyraziste przesłania dotyczące miłości, przyjaźni, zaufania, szczerości, oddania. Nie chcę tutaj zanudzać więc przejdę do treści.
Zacznę od tyłu. Jestem bardzo zawiedziony epilogiem jaki umieściła autorka na końcu książki. I nie chodzi tutaj o treść, bo tekst jest znakomity. Zabrakło mi nawet krótkiego streszczenia tego co działo się zaraz po pokonaniu Voldemorta. Jakby skończyła jej się wena, lub musiała skończyć książkę w przeciągu dwóch dni. Rowling przyzwyczaiła nas do zakończeń i wytłumaczeń niektórych rzeczy, które miały miejsce w trakcie trwania powieści. Tutaj zabrakło mi informacji o tym, co zrobiono z ciałem Voldemorta. Co się stało ze Śmierciożercami (przecież wśród nich byli rodzice Malfoya), jak wyglądał świat bez Czarnego Pana. Rowling, ku memu zdziwieniu, uznała że zwykły epilog, mówiący o tym kto z kim, wystarczy na zakończenie siedmiotomowej sagi o czarodzieju tak nam bliskim.
Kolejna sprawa to walka Harrego z Voldemortem. Po raz kolejny zaznaczę, że tekst był świetny, ale to wszystko było takie ... mało ciekawe. Chwila rozmowy, dwa zaklęcia Voldemort pada martwy, a Harry łapie rożdżkę. MAŁO. Moim zdaniem akcja powinna być bardziej rozbudowana. Powinny być fajerwerki. Dłuższa walka i efektowniejsze zwycięstwo. Marzyłoby mi się takie wielkie zetknięcie dwóch potężnych czarodziejów, gdzie jezioro by się rozstąpiło, ziemia popękała, podobnie jak mury zamku, a drzewa z zakazanego lasu w promilu kilometra zostały wyrwane z korzeniami. Widziałbym walkę węża Voldemorta z Jeleniem Pottera. Tego nie było. Była zwyczajna rozmowa (choć bardzo ważna) i szybki pojedynek. Szkoda.
Może coś o pozostałych częściach? Trochę narzekam, ale tylko dlatego, że nie ma sensu pisać o tym jak cudowne są te książki bo to każdy wie

. Brakowało mi tam takich chłopięcych uczuć w Potterze. Po tragicznych przeżyciach z dzieciństwa i odnalezieniu w końcu miejsca, gdzie Harry stał się szczęśliwym czarodziejem, powinno przyjść pewne psychiczne rozprzężenie. Praktycznie do czwartej części Harry się nie zakochał (chyba że o czymś zapomniałem?). To samo się tyczy Rona i Hermiony i większości znanych nam uczniów. Ja wiem że to były jeszcze dzieci, ale już w tym wieku jest przecież normalnością. Zresztą później tego również jak na lekarstwo. Niby miłość taka ważna, ale Harremu jakby bardziej zależało na walce i zemście, a nie na miłości. Brakuje namiętności i może... łez?.
Póki co tyle, bo brakuje mi czasu. Jeśli mój post spotka się z odezwem to może jeszcze coś tutaj napiszę