Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania zakończone

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-25-2009, 22:32   #11
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

*************************************************

Przy stole Al był przygaszony, natomiast Harry tryskał radością. Był kimś, koło kogo nie można było przejść obojętnie- miał niezwykły dar! Może będzie mógł go wykorzystać w przyszłości?
- Al, co się dzieje?- Rose wydawała się być zmartwiona niewyraźną miną kuzyna.
- No... Miałem nikomu tego nie mówić, ale ty przecież należysz do rodziny...- Al zawachał się na chwilę nad swoją miską owsianki, lecz opowiedział jej wszystko, czego dowiedział się dzisiejszej nocy.
Kuzynka zaniepokoiła się tym bardziej niż on. Źrenice jej się rozszerzyły, a włosy jakby zwiększyły swą objętość. Katie, która właśnie koło nich przechodziła, aż się wystraszyła przyjaciółki- nic dziwnego, bo Ros wyglądała teraz jak rozjuszona lwica. Zaraz zaczęła wymyślać najróżniejsze sposoby powiadomienia Harry'ego Pottera o tym śnie, kto mógł go napaść (a raczej, kto go napadnie) i kiedy to się stanie. Już miała przywołać do siebie Jamesa, który znalazł się w jej polu widzenia, kiedy obok nich stanął profesor Neville.
- Rose, Albus i James, podejdźcie do mnie!- powiedział zagarniając rękami powietrze. Podeszli.- Słuchajcie, pani dyrektor prosi was do siebie. Tylko chciała to zachować w tajemnicy, więc...
- Nie ma sprawy, panie profesorze- odpowiedział mu Al.
James był tym zaskoczony, ale ucałował tylko swoją dziewczynę i bez pytania ruszył do wyjścia.
Katie i Marry spojrzały na przyjaciół z wyrzutem: znowu działo się coś dziwnego, o czym nie miały pojęcia. Natomiast Harry tylko uśmiechnął się i zatonął w najnowszym wydaniu Proroka Codziennego.

James czekał na nich przy schodach.
- Co się dzieje? Powiecie mi w końcu?
Albus ponownie opowiedział o wydarzeniach dzisiejszej nocy.
- Znowu atak?! Przecież to już robi się śmieszne! Czego ten O'Brien od nas chce? Przecież on nam całą rodzinę w końcu załatwi!
- Ciszej! Idioto, chcesz, żeby ktoś nas usłyszał?- syknął na niego Albus, gdy przechodzili koło grupki Krukonek trzepoczących rzęsami.
Wreszcie doszli do gabinetu. Podali hasło i weszli po ruchomych schodach. Pod drzwiami stał Hugo z założonymi rękami.
- Profesor McGonagall kazała nam chwilę poczekać, bo musi się z wujkiem rozmówić.
Przez drzwi dochodziły do nich stłumione głosy, jednak pojedynczych słów nie mogli rozróżnić.
Stali tam we czwórkę połączeni nie tylko więzami rodzinnymi, ale też wspólnym problemem. Jakoś wcześniej, mimo tego ataku, nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. Ale teraz... Gdyby nie Harry, to ich ojciec zostałby porwany, może nawet już nigdy by go nie zobaczyli.
Ten ciężar zwalił się na nich nagle, niczym nocny koszmar. Tyle, że nie mogli się z niego obudzić i stwierdzić, że nic się nie stało. Musieli zmierzyć się z tym faktem: ich rodzina jest w niebezpieczeństwie, a każdy z jej członków może w każdej chwili stać się ofiarą, jak Lily. I właśnie dlatego tutaj są. Dlatego nie wracają na Święta do domu. Hogwart ma im w tych trudnych dniach przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. Mogą się więc tylko martwić o rodziców i dziadków, którzy nie mają nad sobą takiej 'opieki'.
Zwykle opanowana i znająca odpowiedź na wszystkie pytania Rose była teraz zaniepokojona i chmurna. Musiała się powstrzymywać, by nie zaciskać pięści co chwila. Włosy miała lekko potargane od biegu, a jej źrenice wciąż nie wróciły do zwykłych rozmiarów.
Ciemnowłosy Albus cały czas przytupywał nerwowo nogą i poprawiał okulary na nosie. Był zamyślony i jakby nieobecny.
James mruczał coś pod nosem, co brzmiało jak groźby pod adresem Natana. Co jakiś czas jego ręka machinalnie wędrowała do włosów czochrając je. Powstrzymywał tylko zgrzytanie zębów, które jego samego doprowadzało do furii.
Najbardziej opanowany był Hugo. Jego zdenerwowanie objawiało się jedynie przez zesztywnienie- wciąż stał z założonymi rękami na piersiach wyprostowany jak drut i wpatrzony w jakiś odległy punkt nad głową siostry.
Gdyby zobaczył ich teraz ktoś obcy, mógłby pomyśleć, że przygotowują się do jakiejś ważnej bitwy.
W tym momencie drzwi gabinetu się otworzyły i stanął w nich Harry Potter.
- Cześć- wyszczerzył do nich zęby- Wchodźcie. Musimy porozmawiać.
Każdy mruknął pod nosem słowa powitania i weszli do środka. Od razu zauważyli profesor McGonagall siedzącą za biurkiem z bardzo skupioną miną i Kingsley'a Shackebolt'a- Ministra Magii podpierającego kominek. Ten ostatni uśmiechnął się do nich i uścisnął im ręce.
- Jak już pewnie wiecie, waszemu tacie... lub wujkowi grozi wielkie niebezpieczeństwo. Tylko dzięki waszemu koledze możemy zapobiec katastrofie- Minister zaczął przechadzać się po gabinecie jednocześnie wyjaśniając dzieciom całą sytuację.- Właśnie dzisiaj w nocy Harry miał wyruszyć na Pokątną, by spotkać się z naszym tajnym szpiegiem. I prawdopodobnie to wtedy miało dojść do porwania.
- Jednak będziemy przygotowani- wtrącił się Harry- Pójdę na Pokątną z wieloma aurorami. W razie niebezpieczeństwa oni zaatakują z ukrycia i dzięki temu może uda nam się złapać nawet samego O'Briena.
- No, na to bym nie liczyła. Chyba nie jest aż taki głupi, żeby wystawiać się na pastwę losu- powiedziała niecierpliwie Minerva.
- Tak, chyba masz rację. Ale nie możemy tego wykluczyć.
Kingsley przestał krążyć po pokoju i podszedł do biurka.
- Wy- zwrócił się ponownie do dzieci- oczywiście zostaniecie w Hogwarcie. Powiadomimy was o wszystkim jutro rano, gdy to się skończy. Chyba możecie już iść.
- Już? I to wszystko?- zapytał zaskoczony James.
- A macie jakieś pytania?
- Nie, ale...
- To możecie iść na lekcje. Nie martwcie się. My damy sobie z nimi radę, więc możecie spać spokojnie.
James wyglądał, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zaniechał tego. Rose i Albus popatrzyli po sobie, a następnie zwrócili głowy w stronę Hugona. Ten tylko nieznacznie wzruszył ramionami, widocznie przekonany o doskonałości tego planu.
- Jutro się zobaczymy. Wpadnę tutaj, żeby opowiedzieć wam o wszystkim- Harry pogłaskał Rose po głowie.- Naprawdę, nie bójcie się o mnie.
Chłopcy skinęli głowami. Wszyscy podeszli do Shackebolt'a ponownie uścisnąć mu rękę, później pożegnali się z Harry'm Potterem. Profesor McGonagall delikatnie wygoniła ich z gabinetu.
Wciąż zmartwieni, choć z nieco lżejszymi duszami udali się na lekcje.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 22:33   #12
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział VII




Ta noc upłynęła bardzo niespokojnie. Albus długo leżał w swoim łóżku z otwartymi oczami wsłuchując się w spokojne oddechy kolegów. Rozmyślał o tym, co teraz może robić jego ojciec. Czy im się udało i wyjdzie z tego cało? W końcu, po kilkugodzinnym czuwaniu, zapadł w sen.
Obudził się jeszcze przed świtem. Zmartwienie, zmęczenie i niepokój znów wróciły by nim szargać.
Nie mogąc dłużej tego wytrzymać założył okulary, ubrał się i zszedł do Pokoju Wspólnego, uważający, by nikomu nie przeszkodzić. Harry przez sen wierzgał mocno nogami. Al uśmiechnął się pod nosem.

Siedząc przy kominku mimowolnie zaczął drzemać. Koło niego usiadła Rose i mówiła: "Nie dadzą sobie rady. Musisz iść i im pomóc bez różdżki!". Po chwili zamieniła się w McGonagall, która odczytywała mu z księgi jakieś przysłowia. Albus nie wiedział, o co im chodzi i komu ma pomóc. Nagle znalazł się na pustyni, a na jego plecach siedział jego przyjaciel, Harry, który do niego wołał: "Widzisz?! Teraz ja jestem panem, a ty już nie będziesz sławny!".
Obudził się. Wciąż siedział w zapadniętym fotelu przed kominkiem. Tyle, że teraz stał obok niego jego ojciec z zabandarzowaną głową.
- Tato! Już po wszystkim?
- A czego się spodziewałeś? Mam dobre nowiny- powiedział wesoło.- Wołaj mi tu zaraz Jamesa!
Al zerwał się z miejsca i jak na skrzydłach poleciał do dormitorium brata.
Już po chwili schodził z nim po schodach, a za nimi kilkoro drugoroczniaków, którzy wybierali się na śniadanie.
- To co, może znajdziemy sobie jakieś bardziej ustronne miejsce?- zapytał Harry widząc, jak uczniowie pokazują go sobie palcami i coś szepczą do ucha.
- Jasne.
We trójkę przeleźli przez dziurę w ścianie i ruszyli pustymi korytarzami. Wyszli na pokryte grudniowym śniegiem błonia i stanęli przy schodach, gdzie Harry- wciąż szeroko uśmiechnięty- zaczął swoją opowieść.
- A więc dzięki waszemu koledze udało się mi, i może nawet wam, przeżyć. Musimy mu jakoś podziękować. Ale tym zajmiemy się później.
- Mów lepiej, co ci się stało w głowę?- zapytał niecierpliwie James.
- Już dobrze, dobrze- zaśmiał się ojciec.- Razem z Kingsley'em opracowaliśmy plan. Zwerbowaliśmy kilku aurorów do pomocy i dostaliśmy się na Pokątną trochę wcześniej, niż byłem umówiony z informatorem. Czekałem koło Gringotta w ustalonym miejscu, a z tuzin aurorów stał nieopodal rzucając na siebie silne zaklęcia zwodzące. Była czarna noc, więc praktycznie nic nie było widać. Po chwili czekania pojawił się ten szpieg.
- I co ci powiedział?- przerwał mu Al.
- Tajne informacje dla Ministerstwa. Ściśle tajne- jego synowi spełzła z twarzy dociekliwość.- W każdym razie, gdy już poszedł, a ja zostałem 'sam', nagle zaportowało się mnóstwo zakapturzonych postaci. Jedna z nich zdąrzyła rąbnąć mnie jakimś zaklęciem, tak, że odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłem głową w mur. Stąd ten bandarz- dodał wskazując palcem na swoją głowę.- Już mieli mnie związać, kiedy aurorzy zdjęli z siebie zaklęcia zwodzące i zaczęli strzelać w nich oszałamiaczami. Wyobraźcie sobie, jak byli tym zdziwieni- Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej, jakby pamięć o tym była bardzo przyjemna.
- I pokonaliście ich tak?- znów zapytał Albus. Jego zaciekawienie sięgnęło już granic, co można było poznać po łaknących informacji oczach i trudnością z ustaniem w jednym miejscu.
- No wiesz, nas było dużo więcej, więc załatwiliśmy ich niemal z łatwością. Tylko jedna z tych czarnych postaci walczyła bardzo długo i zaciekle, jednak musiała się w końcu poddać. Skończyło się to nieszczęśliwie jedynie dla Charlesa Thompsona, którego tak ugodził jakimś silnym czarem, że wylądował w Świętym Mungu... Ale to nie koniec. Jak już przybyliśmy z naszymi jeńcami do Ministerstwa Magii i ściągnęliśmy im kaptury, to okazało się, że jednym z nich jest sam O'Brien! To on tak urządził Thompsona.
James wydał z siebie okrzyk radości, a Al nie dbając o to, że brat będzie później z niego szydził, rzucił się na ojca z szerokim uśmiechem. Harry objął synów.
- Już nie będziemy musieli się ukrywać! Właśnie teraz, rano, aurorzy dotarli do kryjówki O'Briena i wyłapali wszystkich jego zwolenników. Teraz czekają na sprawę sądową.
Ledwie Potter skończył to mówić, jak przez dębowe drzwi wysypało się z tuzin uczniów, którzy już zjedli śniadanie i wyszli bawić się w śniegu. Razem z nimi wyszła Ros ze zmarszczonym czołem i Hugo, którzy podbiegli do nich z pytającym wyrazem twarzy.
- Wszędzie was szukamy! I co, udało się?
Więc Harry w skrócie przedstawił im całe wydarzenie. Rose wyglądała, jakby zdjęła brzydką maskę, a pod nią ukazała się śliczna, zarumieniona i radosna twarzyczka. Zarzuciła wujkowi ręce na szyję i mruczała coś, co brzmiało jak: "Wiedziałam, że się uda!".
- To może pójdziemy do profesor McGonagall? I wymyślimy jakiś sposób, żeby podziękować temu młodemu Harry'emu?- zaproponował Potter. Wszyscy zgodzili się i zaczęli wspinać po schodach prowadzących do zamku.
- Tato, bo Harry ma siostrę bliźniaczkę, a oboje nie mają rodziców, więc może byśmy zaprosili ich na Święta?
- Dobry pomysł, Al. Zapytamy się mamy.- skwitował krótko.
- A wiesz, że oboje mieszkają koło nas, w Dolinie Godrika?- mówił wciąż rozentuzjowany Albus.
- Koło nas, mówisz?- powiedział Harry z tajemniczym uśmiechem- Chyba już niedługo.
Więcej tego tematu nie poruszał, ale wciąż miał tajemniczy wyraz twarzy.

*************************************************

Ginny zgodziła się na goszczenie Harry'ego i Marry u siebie w domu podczas ferii.
Bliźniętom usłyszawszym tę dobrą nowinę usta rozciągnęły się w identycznym, szerokim uśmiechu. Dzieci ponownie wiodły spokojne i ciche życie przygotowując się do wyjazdu. Zarezerwowali sobie miejsca w Expresie Hogwart-Londyn.
Gdy nadszedł ten dzień, rodzeństwo Potter'ów, Weasley'ów i Porterów żegnali się z Katie, która zostawała w zamku i z resztą. Wsiadając do wozów, które ciągnęły niewidzialne testrale, wszyscy byli rozradowani. Wszyscy, prócz Huga. Wiedział, że wróci tu dopiero za pół roku, gdy sam pójdzie do pierwszej klasy.
Albusowi zaś drgnęło lekko serce, gdy zobaczył Katie stojącą samotnie na szczycie schodów i machającą ręką do przyjaciół. Była jeszcze ładniejsza niż zwykle, gdy wiatr rozwiewał jej długie, czarne włosy, a oczy błyszczały.

Gdy znaleźli się w pociągu, zaczęli szukać przedziału dla siebie. Nareszcie udało się znaleźć jakiś pusty, do którego zaraz weszli taszcząc swoje kufry. Było im trochę ciasno w szóstkę, ale James zaraz wyleciał na korytarz mówiąc coś, że nie chce im przeszkadzać. Jego brat oczywiście wiedział, gdzie naprawdę gna James- do swojej Sally. Podrywacz.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 22:34   #13
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Świetnie się bawili bez niego grając w eksplodującego durnia, wybuchowe karty i obżerając się słodyczami z wózka. Ala męczyła tylko jedna myśl: co z Lily? Czy siostra spędzi z nimi to Boże Narodzenie? Miał nadzieję, że tak.
Już oczami wyobraźni zobaczył, jak on z całą rodziną Potter'ów siedzą przy wielkim stole zasłanym białym obrusem, z wiszącymi świecami nad nim... Jak słychać dzwonek do drzwi, przez które wpadają wszyscy Weasley'owie. Jest ich mnóstwo, ale przecież w dużym domu Harry'ego i Ginny pomieszczą się wszyscy... Tak było co roku, więc i teraz Al miał nadzieję na tak ogromny zjazd rodzinny. Ale tym razem obok niego będzie siedział również roześmiany przyjaciel i Marry, którzy nie będą mogli oderwać wzroku od dekoracji.
Nagle z tych marzeń wyrwał go odgłos gwałtownego rozsuwania drzwi. Stanął w nich Scorpius Malfoy ze swoją nową bandą. Większość z nich chodziła do pierwszej klasy, ale był też jeden trochę starszy. Miał, na oko, ze trzynaście lat.
- Oo, kogo my tu widzimy? Kolejny Głupotter i Weasley'owie z wysypiska... I nawet dwie szlamy!
Al i Harry zerwali się na równe nogi sięgając do kieszeni szat. Rose próbowała przytrzymać kuzyna za szatę, ale jej sie nie udało. Sama wstała wyciągając różdżkę. Wszyscy goryle Malfoy'a zrobili to samo.
- Co, myślicie, że nas pokonacie? Nas jest sześcioro, w tym Matthew- najstarszy chłopak zrobił krok do przodu.
Przez chwilę stali tak walcząc na spojrzenia. Wreszcie rozległ się głośny huk, a w powietrzu znalazło się mnóstwo dymu. Albus kaszląc i prychając próbował dojrzeć, co się stało. Prawdopodobnie wszyscy rzucili zaklęcia w tej samej chwili, co dało niesamowity efekt.
Na ziemi leżał Malfoy przygnieciony wielkim cielskiem trzecioroczniaka, któremu nos zamienił się w wyjątkowo malowniczy dziób. Pozostała czwórka też nie wyglądała zbyt zachęcająco: dwóch tańczyło i skakało bez opamiętania nie mogąc przestać, jeden leżał na ziemi turlając się ze śmiechu z paskudną wysypką na twarzy, a ostatni stał jak ogłupiały wpatrując się w swoje dłonie, które nagle urosły do rozmiarów rakiet tenisowych.
Gdy pył opadł całkowicie, Al zobaczył zziajaną Rose celującą różdżką w skamlącego Malfoya, Harry'ego podnoszącego się pospiesznie z ziemi i Marry z Hugonem wbitych w najgłębszy kąt przedziału. Przez ciała Ślizgonów przestąpił James z wyciągniętą różdżką trzymając drugą ręką dłoń Slally, która również musiała rzucić jakiś urok, a za nimi wpadła Roxanne.
- Właśnie robiłam obchód po pociągu, jak usłyszałam, że te gnojki znów wam dokuczają. No to dałam im nauczkę- powiedziała wzruszając ramionami w odpowiedzi na pytające miny rodziny. Zaraz zniknęła im z oczu ("w końcu była prefektem i nie mogła dać się komuś przyłapać w tak niezręcznej sytuacji"- jak wyjaśnił to sobie Al).
- No, no, Roxi nam się zrobiła trochę rozbrykana, prawda?- zapytał z szelmowskim uśmiechem James, jak gdyby nigdy nic.- Nic wam nie jest? To pomóżcie mi ich stąd usunąć. Nie mogę zamknąć drzwi.
I razem z Harry'm i Albusem przesunął tłuste brzuchy Ślizgońskich 'ochroniarzy' wraz z ich właścicielami i przygniecionym Malfoy'em.
On i Sally jakoś wcisnęli się koło piątki przyjaciół i zaczęli sobie gratulować uroków.
- I co, warto było nauczyć się od staruszka kilku przydatnych zaklęć?- zaśmiał się James mówiąc do brata i Ros. Pozostali również wybuchnęli śmiechem.

Na peronie powitali ich Hermiona z Ronem i Ginny, która trzymała za rękę wątłą dziewczynkę.
- Albus!- krzyknęła Lily biegnąc do brata.
Powitaniom i uściskom praktycznie nie było końca- nie z tęsknoty, ale z tej niedawnej ogromnej obawy o swoje życie. Dzieci przedstawiły rodzicom swoich nowych przyjaciół, którzy stali na uboczu trochę onieśmieleni.
- Och, Harry, nie wygłupiaj się! W końcu uratowałeś nam życie!- powiedziała Ginny targając chłopcu włosy.
Po chwili nadeszła Roxanne z rumieńcami na twarzy. Za wszelką cenę starała się nie patrzeć na Jamesa.
- Możemy już jechać do Nory?- zapytał z nadzieją Hugo.- Jestem już strasznie głodny.
- Och, nie, nie jedziemy do Nory!- zawołała wesoło jego matka.
- A więc do Doliny Godrika- Al założył ręce na piersiach pewny swego.
Ginny zrobiła tajemniczą minę.
- Też nie. Za mną, na Grimmauld Place!- odwróciła się do nich plecami ciągnąc za sobą Lily. Weasley'owie poszli za nią, więc dzieci z niewyraźnymi minami zrobiły to samo.

- Witajcie w domu!- powitał ich Harry Potter stojąc przed starym domem z numerem 12.
- Ale... Jak to w domu?- podejrzliwie spytał starszy brat.
- Bo to miała być niespodzianka. Ginny i Harry przeprowadzili się tu z Doliny Godrika podczas waszej nieobecności. Wchodźcie!- zawołał dziarsko Ron patrząc na ich zdumione miny.
Ojciec trójki rodzeństwa odsunął się od drzwi i uścisnął rękę młodemu Harry'emu i Marry, po czym zabrał się za kufry.
Albus wszedł do starego i ponurego domu, który... wcale taki już nie był. Teraz został odnowiony i pięknie wykończony ze ścianami w ciepłych barwach. Wielki portret pewnej zrzędliwej wiedźmy zniknął. Za nim wchodziła reszta rodziny wydając z siebie ciche "Och" i "Ach".
Wiedział, że dla niego znów zaczyna się nowa przygoda.


Koniec.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Nowe Forum Krico Kosz 70 07-27-2010 18:11
Nowy wygląd hp net! damcio7i Kosz 19 07-27-2010 17:19
nowe charaktery! lily1600 Kosz 11 11-14-2009 14:44
Nowe pokolenie Gizmolina Kosz 6 11-14-2009 11:28
Każdy dzień rodzi nowe paranoje FanFiction Opowiadania - miniaturki 1 05-01-2009 13:25


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:29.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.