Rozdział II
Wielka macka poleciała w stronę łódeczki, w której siedzieli Harry, Ron, Hermiona i Ginny. Przestraszeni skulili się i czekali co się stanie...
ŁUP!!!
Macka przełamała łódkę na pół. Czwórka przyjaciół wpadła do wody. Ktoś wskoczył za nimi z pomocą. Ginny nie widziała jego twarzy. Wyciągnął Hermionę, potem wrócił po Ginny. Ron złapał sie najbliższej łódki. Harry spojrzał się w stronę gdzie powinna jeszcze być Ginny, ale jej tam nie zobaczył. Spojrzał na chłopca, który wskoczył do wody by ich uratować. On tylko wzruszył ramionami na znak, że również nie wie gdzie jest dziewczyna.
- Hagrid!!!- krzyknął Ron.- Nie ma Ginny.
Półolbrzym przerwał walkę z ogromną kałamarnicą. Ta zaraz się zanurzyła pod wodę.
- Jak to?
- Była tutaj- wskazał miejsce gdzie widział ją ostatnio.- Prędko! Zrób coś! Ona nie umie pływać!
Ron był wstrząśnięty. Martwił się o siostrę. Hermiona osuszała go właśnie zaklęciem. Wszyscy patrzyli na Hagrida, który robił wszystko co w jego mocy, by odnaleźć Ginny.
- Nie wiem co odbiło tej kałamarnicy.- mówiła przerażonym głosem Hermoina.- Do tej pory pomagała uczniom, gdy wpadali do wody, a teraz...
- Teraz najwyraźniej chciała nas zabić.- powiedział smętnie Harry.
Ron wzdrygnął się na dźwięk nazwiska Voldemorta.
- Nie ma...- Hagrid był bliski płaczu.- To moja wina!
- Hagridzie, to nie pora na rozklejanie się!- pogroziłe Hermiona.- Trzeba szybko powiadomic Dumbeldore'a o zajściu. Może on coś poradzi!
Półolbrzym stuknął parasolem w jedną z łódek i wszystkie ruszyły z miejsca z taką szybkością jak wózki z banku Gringotta. Zanim się obejrzeli już dobijali do brzegu. Harry pobiegł do szkoły ile sił w nogach, by powiadomić profesor McGonagall lub profesora Dumbeldore'a. Wpadł na profesora Flitwicka i powiedział mu, że musi się pilnie spotkać z dyrektorem. Opowiedział Flitwickowi o zdarzeniu, a ten bez wahania zaprowadził go pod pomnik z orłem.
- Dyniowe paszteciki.- powiedział profesor, a orzeł ukazał schody do gabinetu Dumbeldore'a. Harry wbiegł na samą górę.
- Profesorze! Profesorze!
- Słucham cię Harry?
Zza biurka uśmiechała sie do niego twarz czarodzieja z długą srebrną broda i tak samo długimi i srebrnymi włosami. Zza okularów-połówek spoglądały na niego cieple oczy profesora. Harry po krótce opowiedział mu zdarzenie i poprosił o pomoc. Dumbeldore zerwał się na nogi.
- Trzeba będzie przełożyć Ceremonię Przydziału! Profesorze Flitwick, proszę to powiedzieć profesor McGonagall.
***
- Panie psorze, to moja wina!- zawył Hagrid, kiedy Harry i profesor Dumbeldore doszli na brzeg jeziora.
- Hagridzie, opanuj się. Nie twierdzę, że to twoja wina.Teraz jesteś mi potrzebny.
Profesor Dumbeldore wszedł do wody. Zanim zanurzył się do końca, odwrócił się i spojrzał na Harry'ego.
- Myślę, że powinieneś już iść. Powiedz wszystkim, że gdy dowiem się czegoś, od razu dam znać.
- Dobrze, profesorze.
- Ty Hagridzie, zostań tu i czekaj. Za chwilę będziesz musiał mi pomóc.
***
Ceremonia przydziału w tym roku nie była radosnym wydarzeniem. Nawet Tiara Przydziału swoją pieśń zaśpiewała smutnym tonem. Wszyscy z przygnębieniem siedzieli przy stołach i ze zniecierpliwieniem czekali na jakieś wieści o Ginny.
Nawet Ślizgoni zdawali się przygnębieni. Ceremonia i uczta dobiegły końca, a Dumbeldore'a nie widać. Wszyscy musieli rozejść się do dormitoriów. Harry i Ron poszli do sypialni. Reszta Gryfonów siedziała przy kominku i dyskutowała o Ginny i kałamarnicy. Harry już miał zasunąć zasłony, gdy Ron zapytał:
- Myślisz, że nic jej nie jest?
- Ron, nie ma co się martwić. Dumbeldore wkroczył do akcji. Poza tym w jeziorze jest mnóstwo zwierząt. Na pewno jej pomogły.
- Taaa... Nie mamy pewności...
- No nie, ale nie zapominaj, że Dumbeldore jest potężnym czarodziejem.- pocieszył go Harry.
- Przecież trupa żadne zaklęcie nie przywróci do życia!
- Przestań Ron! Mówisz tak jakbyś wiedział, że ona utopiła się! Trzeba wierzyć i mieć nadzieję!
- A...- zaczął Ron, ale Harry natychmiast mu przerwał:
- Lepiej nic już nie mów, bo zaczynasz gadać od rzeczy. Idź spać, dobrze ci to zrobi!
- No masz rację.- Ron przeciągnął się.- Jutro wszystkiego się dowiemy. Branoc!
- Dobranoc.- odpowiedział Harry. Za chwilę po sypialni rozległo się tylko głośne chrapanie Rona. Harry nie mógł usnąć. Myślał o biednej Ginny. Do sypialni weszli Dean, Seamus i Neville. Harry udał, że śpi. Po chwili i oni usnęli. Harry wstał z łóżka i usiadł na parapecie przy oknie. Ciężko mu było się skupić. Siedzia w ciszy i myślał.
puk, puk, puk
Ktoś pukał w drzwi. Harry nawet nie fatygował się by je otworzyć.
puk, puk, puk
Osoba najwyraźniej stwierdziła, że wszyscy śpią, gdyż pukanie ustało. Harry wziął do ręki różdżkę.
- Lumos.- mruknął. Koniec różdżki zapłonął bladą stróżką światła. Podszedł do drzwi i je otworzył. Zobaczył wysoką postać.
- Harry, już wiem wszystko.- to był dyrektor.- Obudź pana Weasleya i spotkajmy się na dole przy kominku.
***
Ron z ożywieniem i ciekawością schodził za Harym na dół. Przy kominku czekali na nich profesor Dumbeldore, Hermiona i bliźniacy Fred i George. Wyszli za dyrektorem z dormitorium na korytarz nie ośmielając się zadać mu jakiegokolwiek pytania. Nie rozmawiali nawet między sobą.
- Gdy dojdziemy do skrzydła szpitalnego, to wszystko wam wytłumaczę.
Rozdział III
Szli do skrzydła za profesorem Dumbeldorem. Harry nie mógł się już doczekać kiedy zobaczy Ginny. Wszyscy się bardzo niecierpliwili. Dumbeldore zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do skrzydła.
- Za chwilę wam wszystko wytłumaczę. Prawdopodobnie nie będziecie mogli z nią rozmawiać, może być jeszcze nieprzytomna.- powiedział.- Wasi rodzice już są w drodze.- zwrócił się do Weasleyów.
Kiwnęli głowami. Dyrektor otworzył drzwi. Stanęli po środku sali. Harry rozejrzał się. Nikogo nie było. Nigdzie nie było widać Ginny, ani chociaż pani Pomfrey. Już otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął. Nie odezwał się ani słowem, gdyż obserwował dyrektora. Dumbeldore podszedł do szafek na lekarstwa. Wyjął zza pasa różdżkę i stuknął nią w metalowe szafki mrucząc przy tym jakieś słowa. Drzwiczki otworzyły się. Ich oczom ukazał się korytarz.
- Zapraszam. Chodźcie za mną.- szepnął do Weasleyów, Hermiony i Harry'ego, po czym ruszył korytarzem przed siebie. To samo zrobiła reszta. Czuli się niepewnie w półmroku korytarza.
- Lumos!- różdżka Dumbeldora zapłonęła bladym światłem. Harry obejrzał się na Rona. Wyglądał na coraz bardziej zniecierpliwionego. Przed sobą zobaczył koniec korytarza. Już niedaleko!
Weszli do komnaty oświetlonej mnóstwem świec. Podłoga cała błyszczała w jarzący blasku płomieni.
W kącie sali zobaczyli klęcząca panią Pomfrey. Wyglądała na załamaną. Dyrektor podszedł do niej, a po każdym jego stąpnięciu, po pokoju rozlegał się odgłos chrupania. Harry zdał sobie sprawę, że to przez szkło, które leżało rozkruszone na podłodze. Posadzka była również mokra. Bardzo mokra.
- Co tu się stało pani Pomfrey?- zapytał Dumbeldore.
- Ja... Ja nie wiem.- odpowiedziała zrozpaczona pielęgniarka.- Przyszłam podać jej eliksir, a jej już nie było. Komnatę zastałam w takim stanie.
- Nic pani nie widziała?- dopytywał dalej dyrektor.
- Nic. Sama nie wiem jak ona się stąd wydostała. Cały czas byłam w skrzydle szpitalnym. Zobaczyłabym.
- Nic się nie stało pani Pomfrey. Odnajdziemy ją. Przykro mi, ale musicie niestety wrócić do dormitorium.
- Ale co z Ginny?- zapytał Ron.
- Niedługo dowiecie się wszystkiego. Zaraz wyśle sowę do waszych rodziców.
Wracając dyskutowali o tym zajściu. Zastanawiali się co mogło przytrafić się Ginny.
Harry spojrzał na zegarek. Szósta trzydzieści. Jak dobrze, że dziś sobota!
- Słuchajcie, ja muszę iść do biblioteki.- oznajmiła Hermiona.
- Co?!- Ron nie mógł opanować złości.- Wtakiej chwili?!
- Nie bulwersuj się! Po prostu muszę coś sprawdzić.
***
Całą sobotę Hermiona nie była z nimi. Cały czas siedziała w bibliotece. Raz Harry spotkał ją rozmawiającą z profesorem Binnsem, nauczycielem historii magii. Był jedynym duchem - nauczycielem w Hogwarcie. Historia magii była najnudniejszą lekcją, a w dodatku profesor Binns miał bardzo usypiający głos. Jedynym ciekawym punktem w lekcji było przyjście nauczyciela. Przechodził przez tablicę. Chociaż już i to zaczęło ich nudzić.
Ron i Harry spędzili tą sobotę sami. Rozmyślali co się stało z siostrą Rona i kiedy Hermiona wróci z biblioteki.
Nadszedł wieczór. Siedzieli w fotelach przy kominku w dormitorium, gdy zobaczyli, że ktoś przechodzi przez dziurę za portretem Grubej Damy. Harry z ulga stwierdził, że to Hermiona. Była podekscytowana. Podbiegła do chłopaków. Ron już otwierał usta, aby jej coś powiedzieć, ale ona to zauważyła i uprzedziła go.
- Słuchajcie! Byłam w bibliotece i rozmawiałam nawet z profesorem Binnsem. Dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy. Wyjęła mnóstwo zwojów pergaminów i rzuciła na stolik przed nimi.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że odrobiłaś już prace domową z historii magii?- zakpił Ron.
- Nie.- oburzyła się Hermiona.- Chcę przez to powiedzieć, że chyba wiem co się stało z Ginny...