Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania zakończone

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-25-2009, 22:37   #1
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie Trytony na ratunek

Trytony na ratunek
Autor: potteroza89


Rozdział I



Harry, Ron i Hermiona wyszli z pociągu. Odetchnęli chłodnym powietrzem. Jak dobrze było znów znaleźć się w szkole! Tu wszystko zdawało się być przesycone magią. Nawet ten ciemny i chłodny wieczór. Harry z radością rozejrzał się wokół. Jak tu było pięknie! I w końcu uwolnił się od mugoli. Tak ciężko było mieszkać z mugolami pod jednym dachem. Wujostwo jak zwykle próbowało nim pomiatać. Harry przysiągł sobie w duchu, że kiedy skończy szkołę zemści się na nich.
Przyjaciele ruszyli peronem. Szli przed siebie nie rozmawiając. Sycili się tą chwilą.

- Hej! Zaczekajcie!- rozległo się za ich plecami. To Ginny mknęła ku nim. Zaczekali na nią i razem powędrowali dalej.

- Czemu się nie odzywacie?- zapytała.- Coś was martwi?

- Zauważyliście, że nie widać nigdzie Hagrida?- zaczęła Hermiona.- Nikt nie przyszedł po pierwszoroczniaków.

- Pewnie się spóźnia. Ostatnio często mu się to zdarzało. znacie go.- powiedziała Ginny.

Szli dalej aż doszli do jeziora. Tam spotkal ich ciąg dalszy dziwnych zjawisk. Otóż zawsze na brzegu jeziora stały łódeczki, które zawoziły pierwszorocznych do zamku, a dalej powinny stać powozy dla reszty uczniów. Tym razem tak nie było. Na brzegu już zebrała się większa część szkoły,a Hagrida jak nie ma tak nie ma. Nagle zerwał się silny wiatr. Uczniowie ze zniecierpliwieniem wyczekiwali nadejścia gajowego. Zrobiło się chłodniej. Na jeziorze powstawały fale, z każdym razem coraz większe. Po chwili w oddali zobaczyli chwiejącą się łódkę i jakąś osobę o nienaturalnym rozmiarze.

- Hagrid...- odetchnął z ulgą Ron.

Niestety ta ulga szybko znikła, gdyż wiatr zerwał się jeszcze silniejszy. Łódką tak zakołysało, że blisko było, by pół-olbrzym wylądował w wodzie. Kiedy dobił do brzegu był cały mokry. Przywitał się z przyjaciółmi. W głowie Harry'ego pojawiło sie mnóstwo pytań.

- Cholibka. Tegom sie nie spodziewał.- wysapał Hagrid.- Tak nagle rozpętała się wichura?

- Hagridzie? Dlaczego nie pojawiłeś się wcześniej? I dlaczego nigdzie nie ma powozów?- wypalił Harry.

Hagrid właśnie wysuszał się za pomocą zaklęcia. Kiedy skończył, odpowiedział:

- Miałem pare spraw do załatwienia. Musiałem sie dopytać o wasz transport. Testrale uciekły. Gdzieś się w lesie skryły i nie możemy ich odnaleźć, skubane.

- Więc jak my się dostaniemy do zamku?- spytał Ron.

- Tak jak pirszoroczni. Zejdzie sie dłużej, ale jakoś sobie poradzimy.

- Nie chcesz powiedzieć, że będziemy ruszać teraz?- Hermiona wyglądała na zdenerwowaną.

- Trza poczekać aż wiatr przejdzie. Dumbeldore powiedział, że zrobi wszystko co w jego mocy by chociaż złagodzić wichurę.- pocieszył ją gajowy.

Po jakichś dziesięciu minutach wiatr ustał. Hagrid wyczarował za pomocą swojego różowego parasola, w którym były resztki jego różdżki, mnóstwo łódek i ruszyli. Płynęli jakiś czas. Przepłynęli jakąś połowę drogi kiedy z wody wystrzeliła ogromna macka kałamarnicy...
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 22:38   #2
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział II



Wielka macka poleciała w stronę łódeczki, w której siedzieli Harry, Ron, Hermiona i Ginny. Przestraszeni skulili się i czekali co się stanie...
ŁUP!!!

Macka przełamała łódkę na pół. Czwórka przyjaciół wpadła do wody. Ktoś wskoczył za nimi z pomocą. Ginny nie widziała jego twarzy. Wyciągnął Hermionę, potem wrócił po Ginny. Ron złapał sie najbliższej łódki. Harry spojrzał się w stronę gdzie powinna jeszcze być Ginny, ale jej tam nie zobaczył. Spojrzał na chłopca, który wskoczył do wody by ich uratować. On tylko wzruszył ramionami na znak, że również nie wie gdzie jest dziewczyna.
- Hagrid!!!- krzyknął Ron.- Nie ma Ginny.
Półolbrzym przerwał walkę z ogromną kałamarnicą. Ta zaraz się zanurzyła pod wodę.
- Jak to?
- Była tutaj- wskazał miejsce gdzie widział ją ostatnio.- Prędko! Zrób coś! Ona nie umie pływać!
Ron był wstrząśnięty. Martwił się o siostrę. Hermiona osuszała go właśnie zaklęciem. Wszyscy patrzyli na Hagrida, który robił wszystko co w jego mocy, by odnaleźć Ginny.
- Nie wiem co odbiło tej kałamarnicy.- mówiła przerażonym głosem Hermoina.- Do tej pory pomagała uczniom, gdy wpadali do wody, a teraz...
- Teraz najwyraźniej chciała nas zabić.- powiedział smętnie Harry.
Ron wzdrygnął się na dźwięk nazwiska Voldemorta.
- Nie ma...- Hagrid był bliski płaczu.- To moja wina!
- Hagridzie, to nie pora na rozklejanie się!- pogroziłe Hermiona.- Trzeba szybko powiadomic Dumbeldore'a o zajściu. Może on coś poradzi!
Półolbrzym stuknął parasolem w jedną z łódek i wszystkie ruszyły z miejsca z taką szybkością jak wózki z banku Gringotta. Zanim się obejrzeli już dobijali do brzegu. Harry pobiegł do szkoły ile sił w nogach, by powiadomić profesor McGonagall lub profesora Dumbeldore'a. Wpadł na profesora Flitwicka i powiedział mu, że musi się pilnie spotkać z dyrektorem. Opowiedział Flitwickowi o zdarzeniu, a ten bez wahania zaprowadził go pod pomnik z orłem.
- Dyniowe paszteciki.- powiedział profesor, a orzeł ukazał schody do gabinetu Dumbeldore'a. Harry wbiegł na samą górę.
- Profesorze! Profesorze!
- Słucham cię Harry?
Zza biurka uśmiechała sie do niego twarz czarodzieja z długą srebrną broda i tak samo długimi i srebrnymi włosami. Zza okularów-połówek spoglądały na niego cieple oczy profesora. Harry po krótce opowiedział mu zdarzenie i poprosił o pomoc. Dumbeldore zerwał się na nogi.
- Trzeba będzie przełożyć Ceremonię Przydziału! Profesorze Flitwick, proszę to powiedzieć profesor McGonagall.

***

- Panie psorze, to moja wina!- zawył Hagrid, kiedy Harry i profesor Dumbeldore doszli na brzeg jeziora.
- Hagridzie, opanuj się. Nie twierdzę, że to twoja wina.Teraz jesteś mi potrzebny.
Profesor Dumbeldore wszedł do wody. Zanim zanurzył się do końca, odwrócił się i spojrzał na Harry'ego.
- Myślę, że powinieneś już iść. Powiedz wszystkim, że gdy dowiem się czegoś, od razu dam znać.
- Dobrze, profesorze.
- Ty Hagridzie, zostań tu i czekaj. Za chwilę będziesz musiał mi pomóc.

***

Ceremonia przydziału w tym roku nie była radosnym wydarzeniem. Nawet Tiara Przydziału swoją pieśń zaśpiewała smutnym tonem. Wszyscy z przygnębieniem siedzieli przy stołach i ze zniecierpliwieniem czekali na jakieś wieści o Ginny.
Nawet Ślizgoni zdawali się przygnębieni. Ceremonia i uczta dobiegły końca, a Dumbeldore'a nie widać. Wszyscy musieli rozejść się do dormitoriów. Harry i Ron poszli do sypialni. Reszta Gryfonów siedziała przy kominku i dyskutowała o Ginny i kałamarnicy. Harry już miał zasunąć zasłony, gdy Ron zapytał:
- Myślisz, że nic jej nie jest?
- Ron, nie ma co się martwić. Dumbeldore wkroczył do akcji. Poza tym w jeziorze jest mnóstwo zwierząt. Na pewno jej pomogły.
- Taaa... Nie mamy pewności...
- No nie, ale nie zapominaj, że Dumbeldore jest potężnym czarodziejem.- pocieszył go Harry.
- Przecież trupa żadne zaklęcie nie przywróci do życia!
- Przestań Ron! Mówisz tak jakbyś wiedział, że ona utopiła się! Trzeba wierzyć i mieć nadzieję!
- A...- zaczął Ron, ale Harry natychmiast mu przerwał:
- Lepiej nic już nie mów, bo zaczynasz gadać od rzeczy. Idź spać, dobrze ci to zrobi!
- No masz rację.- Ron przeciągnął się.- Jutro wszystkiego się dowiemy. Branoc!
- Dobranoc.- odpowiedział Harry. Za chwilę po sypialni rozległo się tylko głośne chrapanie Rona. Harry nie mógł usnąć. Myślał o biednej Ginny. Do sypialni weszli Dean, Seamus i Neville. Harry udał, że śpi. Po chwili i oni usnęli. Harry wstał z łóżka i usiadł na parapecie przy oknie. Ciężko mu było się skupić. Siedzia w ciszy i myślał.
puk, puk, puk
Ktoś pukał w drzwi. Harry nawet nie fatygował się by je otworzyć.
puk, puk, puk
Osoba najwyraźniej stwierdziła, że wszyscy śpią, gdyż pukanie ustało. Harry wziął do ręki różdżkę.
- Lumos.- mruknął. Koniec różdżki zapłonął bladą stróżką światła. Podszedł do drzwi i je otworzył. Zobaczył wysoką postać.
- Harry, już wiem wszystko.- to był dyrektor.- Obudź pana Weasleya i spotkajmy się na dole przy kominku.

***

Ron z ożywieniem i ciekawością schodził za Harym na dół. Przy kominku czekali na nich profesor Dumbeldore, Hermiona i bliźniacy Fred i George. Wyszli za dyrektorem z dormitorium na korytarz nie ośmielając się zadać mu jakiegokolwiek pytania. Nie rozmawiali nawet między sobą.
- Gdy dojdziemy do skrzydła szpitalnego, to wszystko wam wytłumaczę.



Rozdział III




Szli do skrzydła za profesorem Dumbeldorem. Harry nie mógł się już doczekać kiedy zobaczy Ginny. Wszyscy się bardzo niecierpliwili. Dumbeldore zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do skrzydła.
- Za chwilę wam wszystko wytłumaczę. Prawdopodobnie nie będziecie mogli z nią rozmawiać, może być jeszcze nieprzytomna.- powiedział.- Wasi rodzice już są w drodze.- zwrócił się do Weasleyów.
Kiwnęli głowami. Dyrektor otworzył drzwi. Stanęli po środku sali. Harry rozejrzał się. Nikogo nie było. Nigdzie nie było widać Ginny, ani chociaż pani Pomfrey. Już otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął. Nie odezwał się ani słowem, gdyż obserwował dyrektora. Dumbeldore podszedł do szafek na lekarstwa. Wyjął zza pasa różdżkę i stuknął nią w metalowe szafki mrucząc przy tym jakieś słowa. Drzwiczki otworzyły się. Ich oczom ukazał się korytarz.
- Zapraszam. Chodźcie za mną.- szepnął do Weasleyów, Hermiony i Harry'ego, po czym ruszył korytarzem przed siebie. To samo zrobiła reszta. Czuli się niepewnie w półmroku korytarza.
- Lumos!- różdżka Dumbeldora zapłonęła bladym światłem. Harry obejrzał się na Rona. Wyglądał na coraz bardziej zniecierpliwionego. Przed sobą zobaczył koniec korytarza. Już niedaleko!
Weszli do komnaty oświetlonej mnóstwem świec. Podłoga cała błyszczała w jarzący blasku płomieni.
W kącie sali zobaczyli klęcząca panią Pomfrey. Wyglądała na załamaną. Dyrektor podszedł do niej, a po każdym jego stąpnięciu, po pokoju rozlegał się odgłos chrupania. Harry zdał sobie sprawę, że to przez szkło, które leżało rozkruszone na podłodze. Posadzka była również mokra. Bardzo mokra.
- Co tu się stało pani Pomfrey?- zapytał Dumbeldore.
- Ja... Ja nie wiem.- odpowiedziała zrozpaczona pielęgniarka.- Przyszłam podać jej eliksir, a jej już nie było. Komnatę zastałam w takim stanie.
- Nic pani nie widziała?- dopytywał dalej dyrektor.
- Nic. Sama nie wiem jak ona się stąd wydostała. Cały czas byłam w skrzydle szpitalnym. Zobaczyłabym.
- Nic się nie stało pani Pomfrey. Odnajdziemy ją. Przykro mi, ale musicie niestety wrócić do dormitorium.
- Ale co z Ginny?- zapytał Ron.
- Niedługo dowiecie się wszystkiego. Zaraz wyśle sowę do waszych rodziców.
Wracając dyskutowali o tym zajściu. Zastanawiali się co mogło przytrafić się Ginny.
Harry spojrzał na zegarek. Szósta trzydzieści. Jak dobrze, że dziś sobota!
- Słuchajcie, ja muszę iść do biblioteki.- oznajmiła Hermiona.
- Co?!- Ron nie mógł opanować złości.- Wtakiej chwili?!
- Nie bulwersuj się! Po prostu muszę coś sprawdzić.

***

Całą sobotę Hermiona nie była z nimi. Cały czas siedziała w bibliotece. Raz Harry spotkał ją rozmawiającą z profesorem Binnsem, nauczycielem historii magii. Był jedynym duchem - nauczycielem w Hogwarcie. Historia magii była najnudniejszą lekcją, a w dodatku profesor Binns miał bardzo usypiający głos. Jedynym ciekawym punktem w lekcji było przyjście nauczyciela. Przechodził przez tablicę. Chociaż już i to zaczęło ich nudzić.
Ron i Harry spędzili tą sobotę sami. Rozmyślali co się stało z siostrą Rona i kiedy Hermiona wróci z biblioteki.
Nadszedł wieczór. Siedzieli w fotelach przy kominku w dormitorium, gdy zobaczyli, że ktoś przechodzi przez dziurę za portretem Grubej Damy. Harry z ulga stwierdził, że to Hermiona. Była podekscytowana. Podbiegła do chłopaków. Ron już otwierał usta, aby jej coś powiedzieć, ale ona to zauważyła i uprzedziła go.
- Słuchajcie! Byłam w bibliotece i rozmawiałam nawet z profesorem Binnsem. Dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy. Wyjęła mnóstwo zwojów pergaminów i rzuciła na stolik przed nimi.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że odrobiłaś już prace domową z historii magii?- zakpił Ron.
- Nie.- oburzyła się Hermiona.- Chcę przez to powiedzieć, że chyba wiem co się stało z Ginny...
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 22:40   #3
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział IV




- Że co? Wiesz co się z nią stało?- Ron prawie krzyczał.
- Słuchajcie. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma nauczycielami i próbowałam znaleźć coś w bibliotece.- zaczęła Hermiona.
- Tak, tylko dlaczego niby miałoby być coś o Ginny w książkach, które zostały napisane i wydane co najmniej 50 lat temu?- Ron tracił cierpliwość.
Harry uciszył go gestem ręki:
- Daj jej mówić.
- Już myślałam, że nic nie znajdę! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile książek musiałam przeszukać!- powiedziała spoglądając znacząco na stosy pergaminów przed nią.
- Ale czego ty właściwie tam szukałaś?- popędzał ją Ron.
- Zaraz do tego dojdę!- oburzyła się Hermiona.- Więc, jak mówiłam, przeszukałam sporo książek i w żadnej nie znalazłam odpowiednich informacji. W końcu w moje ręce dostała się stara księga o tytule "PODWODNE TAJEMNICE". Nawet nie wiecie co tam znalazłam! To więcej niż oczekiwałam znaleźć. Spójrzcie!- wyciągnęła grubą i starą książkę. Otworzyła ją i pokazała im zaznaczony fragment. Poleciła im, żeby przeczytali.

Trytony robią wiele pożytecznych rzeczy. Mają wiele zdolności, jakich żaden czarodziej nie posiada. Niekiedy również zdarzyło im się uratować czyjeś życie. W roku 1732 jedenastoletnia czarownica wpadła do wody. Blisko była utonięcia. Ubranie ciągnęło ją coraz niżej na dno. Gdyby nie przepływająca niedaleko trytonka, jedenastolatka utopiłaby się. Trytonka złapała ją szybko i podała jej eliksir. Dziewczyna ocknęła się, ale...

Dalej na pergaminie widniała już tylko wielka plama. Nic nie można było dalej odczytać.
- I co?- zapytał Harry.
- I to, że sądzę, że Ginny została uratowana przez trytona!
Na chwilę zapadło milczenie. Ron wciąż myślał nad czymś.
- Ale właściwie co daje ten eliksir? I czy dowiedziałaś się więcej od nauczycieli?- zapytał po chwili.
- Popytałam kilku nauczycieli o tą historię. Dowiedziałam się, że dziewczyna została odnaleziona na dnie tego zbiornika wodnego. Nie wyglądała już normalnie. Trytonka podała jej eliksir pozwalający na oddychanie pod wodą. Wiecie co to oznacza?
- Czyli to znaczy... że ta dziewczyna... zamieniła się w...- zaczął Harry.
- ...syrenę.- zakończyła za niego Hermiona.
- I chcesz powiedzieć, że Ginny też teraz jest syreną?- zapytał Ron za strachem.
-Dokładnie. I nie może z powrotem przybrać ludzkiej postaci.- Hermiona była podekscytowana.- Ale są różne eliksiry łagodzące te skutki uboczne.- dodała widząc twarz Rona.
- Czyli Ginny będzie mogła zmieniać się w syrenę kiedy będzie chciała?
- Kiedy dotknie wody- skorygowała go Hermiona.- Trytony stosują ten eliksir tylko w stanach krytycznych. Kiedy już nic nie pomoże tonącej osobie i jest bliska śmierci.
- Musimy ją odnaleźć. Nikt nie może się dowiedzieć, że Ginny jest syreną.- powiedział stanowczo Harry. Ron i Hermiona przytaknęli głowami. Postanowili się przygotować do poszukiwań i spotkać za dziesięć minut na dole. Hermiona zabrała zwoje pergaminów na górę. Harry pobiegł po pelerynę-niewidkę. Ro oczywiście podążył za Harrym. Po kilku minutach spotkali się na dole. Wyszli z domu wspólnego Gryffindoru i gdy Gruba Dama zamknęła za nimi dziurę w ścianie, przykryli się peleryną. Szli ciemnym korytarzem.
- Tylko gdzie powinniśmy zacząć szukać?- zastanowił się Ron.
-Jak to gdzie? Oczywiście, że w jeziorze!- odpowiedzieli chórem Harry i Hermiona.

***
Stanęli na brzegu jeziora.
- Co robimy?- zapytał Harry.
W zamyśleniu patrzyli na gładką, srebrną taflę jeziora.
- Dziś pełnia.- oznajmiła po chwili Hermiona.
- Co to ma do rzeczy?- burknął Ron.
- Spójrzcie. Światło księżyca odbija się w jeziorze. Odchodzi od brzegu i idzie gdzieś dalej. Wiecie co to znaczy?
Pokręcili głowami.
- Gdzieś czytałam, że jeśli pójdziemy wzdłuż tego odbicia, będziemy mogli oddychać pod wodą.
- Jesteś tego pewna?- zapytał Ron z lekką niepewnością w głosie.
- Tak czytałam. A teraz chodźmy. Nie traćmy czasu!
Harry pierwszy ruszył do wody. Szedł wzdłuż odbicia księżyca. Woda sięgała mu już do kolan. Miał pokonać jeszcze spory kawałek. Woda była zimna, a ubranie stało się ciężkie. Woda już mu sięgała do pasa. Coraz trudniej mu było iść. Gdy doszedł, a dokładniej dopłynął do końca odbicia, nie sięgał nogami do dna. Poczekał chwilę na Hermionę i Rona, ale ubranie pociągnęło go pod wodę. Okropnie się przestraszył. Nabrał szybko powietrza w płuca i histerycznie machając rękami próbował wypłynąć na powierzchnię. Niestety ubranie było zbyt ciężkie. Zabrakło mu już powietrza. Zaczął się gorączkowo szamotać, żeby zrzucić jakoś ubranie i zaczerpnąć powietrza, gdy zdał sobie sprawę, że nie ma już na sobie ubrania. Nie mógł wytrzymać. Otworzył usta. Najwyżej się utopię, pomyślał. Ale to nie nastąpiło. ODDYCHAŁ pod wodą. Spojrzał w górę. Ron i Hermiona płynęli do niego. Wyglądali dziwnie. Oboje z rybimi ogonami. Spojrzał na swoje nogi. On też ma rybi ogon!
- Miałaś rację!- wykrzyknął do Hermiony.
- Szukajmy jej.- powiedziała Hermiona.- Harry, ty musisz wiedzieć gdzie jest gniazdo trytonów. Na Turnieju Trójmagicznym popłynąłeś tam po Rona.
- Wy też tam byliście!
- Ale my nie pamiętamy nic! Byliśmy jakby nieprzytomni!
Racja, pomyślał Harry starając się przypomnieć sobie drogę do tego miejsca. W końcu ruszył, a Ron z Hermioną popłynęli za nim. Płynęli jakieś pół godziny nie mówiąc nic do siebie. W końcu zza wodorostów wyłonił się zamek. Na pewno należał do trytonów. Podpłynęli bliżej. Przy wejściu do zamku czuwali strażnicy.
- Szukamy Ginny. Prawdopodobnie ktoś od was ją uratował.- rzekła Hermiona do jednego z nich.
- Tak. Jest tutaj. Znajdziecie ją w komnacie na pierwszym piętrze. Drzwi drugie na lewo.
- Dziękujemy.
Wpłynęli do środka. Zgodnie ze wskazówkami strażnika znaleźli Ginny w drógiej sali na lewo. Siedziała na łożu. Gdy ujrzała przyjaciół uradowała się.
- Co wy tu robicie?- zapytała.
- Przyszliśmy po ciebie.- odparł Ron.
- Dla czego uciekłaś? Szliśmy do ciebie wtedy!- oburzył się Harry.
- Miałam dość tych eliksirów, które musiałam pić. Wiecie jak się czułam w tym akwarium? Tak jak bym siedziała w klatce. I to jeszcze sama! Widziałam się tylko z panią Pomfrey, gdy podawała mi eliksiry. Nudno mi tam było.
- Dyrektor mi powiedział, że już uwarzyli taki eliksir, który ci po części pomoże wrócić do poprzedniej formy.- oznajmiła Hermiona.
- Jak to po części?- zapytała Ginny.
- Będziesz normalna dopóki nie dotkniesz wody. Kiedy dotkniesz wody znów zamienisz się w syrenę. Kiedy się wysuszysz będziesz znów sobą.
- Fajnie, bo polubiłam ten ogon.- Ginny uśmiechnęła się.
- To zmykajmy już.- zaproponował Harry.
- Dobrze.- zgodziła się reszta.

***

Wyszli z wody. Tylko Ginny siedziała w płytkiej wodzie, gdyż nie moła się transformować. Ron pobiegł po dyrektora. W tym czasie Harry i Hermiona opowiadali o całej tej wyprawie i o tym skąd wiedzieli, że Ginny jest syreną.
- O idzie już Ron.- zauważyła Ginny.
Obejrzeli się. Zobaczyli Rona a za nim kroczył profesor Dumbeldore. Dyrektor uśmiechnął się na widok Ginny.
- Cieszę się że wróciłaś. Co skłoniło cię do ucieczki?
- Nuda. Nie podobało mi się nocowanie w akwarium.
Dumbeldore wyciągnął zza płaszcza mały flakonik. Podał go Ginny.
- Masz. Ale zanim wypijesz chcę was wszystkich uprzedzić, żebyście nikomu nie mówili o Ginny. Mam tu na myśli fakt, że jest syreną.
Przytaknęli głowami na znak, że zgadzają się.
Ginny wypiła eliksir i jakoś wyczołgała się z wody. Usiadła na brzegu i czekała. Po chwili jej ogon otoczyło błękitne słabe światło i na jego miejscu pojawiły się nogi.
- Pamiętaj, że gdy tylko dotkniesz wody, twój ogon powróci. Powinnaś napoje i soki pić przez słomkę. Tak będzie bezpieczniej.

***

Następnego ranka wejście Ginny do Wielkiej Sali wywołało salwę braw. Wszyscy darli się wniebogłosy, niektórzy nawet gwizdali.
- Ginny wróciła! Ginny wróciła!
Oczywiście deszcz pytań był nieunikniony, ale dziewczyna szybko wymyśliła jakąś historyjkę. Wszystko wróciło do normy!
Po śniadaniu Harry, Ron i Hermiona wrócili do dormitorium.
- Muszę iść na chwilę do sypialni.- powiedział Harry.
Szedł klatką schodową na górę. Na klatce panował jakiś dziwny odór. Im bliżej był sypialni, tym smród robił się bardziej intensywny. Nieprzyjemny zapach dochodził wprost zza drzwi jego sypialni. Otworzył je. W pokoju panował kompletny bałagan. Łóżka poprzewracane, wszystko powywalane z szaf i kufrów. Ledwo można było się przekopać przez pokój. Na oknie przy łóżku Harryr17;ego ktoś namalował zielony napis UKRAW. Napis był namalowany jakąś dziwną substancją...



Koniec.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:15.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.