|
04-21-2009, 18:44
|
#1
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Jun 2008
Posty: 308
|
At spes non fracta
Na portalu hpn fick występował pod nazwą "Ojciec". Z powodu wielu negatywnych komentarzy, dotyczących użytego przeze mnie Zaklęcia Adopcyjnego, postanowiłam zmienić treść ficka. Bardzo różni się od tamtego, będzie dłuższy i nie tak szybko zakończy się banalnym happy endem. Ten fick znajduje się także na moim blogu: http://itheanil-2.blog.onet.pl
Rozdział pierwszy
- Jesteś pewna? – ciemnowłosy mężczyzna z powątpiewaniem patrzył na żonę.
- James, jestem pewna! W stu procentach!
- Czy jesteś pewna, że jesteś pewna?
- Przestań! Dobrze wiesz, że to nie czas na żarty. Jestem absolutnie przekonana, że to jedyne wyjście.
- A ja cały czas mam wątpliwości. Powiedz mi, Lily, dlaczego Snape?!
- Severus to wspaniały człowiek. Zawsze byliście dla niego okrutni. Zresztą nie ma innych możliwości. Nikt inny, kto może się nadać, nie jest odpowiedni.
Twarz Jamesa stężała.
- A Syriusz? – spytał z nadzieją w głosie.
- James! Ile razy mam ci powtarzać, że Syriusz jest twoją bardzo daleką rodziną, i że w jego wypadku zaklęcie nie wyjdzie?! A Severus to twój niedaleki kuzyn.
- Ale też nie za bliski. Wiesz, jeśli nie wyjdzie w jego wypadku…
- No tak, pewnie wolisz Malfoyów?
- Zrozum, Lily. Nigdy nie powierzyłbym najcenniejszej dla mnie rzeczy Smarkerusowi.
- Więc jak: wolisz oddać Smarkerusowi swoją najcenniejszą rzecz czy widzieć ją martwą?
- Nasze optymistyczne słoneczko! Dlaczego według ciebie umrzemy w czasie tej wojny?
- James. Wiesz dobrze, że Voldemort nas szuka. Właściwie istnieje cień szansy, że wszyscy: Harry, ty i ja przeżyjemy tą wojnę. Jeśli jednak Harry przeżyje, musi mieć opiekuna. Takiego, który będzie mógł go chronić za pomocą potężnych zaklęć.
- Ufasz Snape’owi. – Powiedział cicho James.
- Ufam mu i Dumbledore także.
- Dumbledore zaufałby Voldemortowi, gdyby ten przysiągł mu, że żałuje wszystkich swoich czynów. To chore, że wierzycie śmierciożercy.
- Byłemu śmierciożercy, Jim! Teraz to szpieg Zakonu – zakończyła dyskusję Lily. James westchnął.
- Do eliksiru potrzebujesz jego krwi. I niby skąd ją weźmiesz? A może go po prostu zapytasz, czy nie chciałby…
- James! Dobrze wiesz, że nie zgodziłby się. Krew? Zostaw to mnie! – odparła Lily, uśmiechając się.
*
- Dobrze cię znowu widzieć, Sev! – Lily wyciągnęła rękę na powitanie, kiedy wysoki mężczyzna wszedł do przedpokoju. – Chodź do kuchni, chcę ci pokazać Harry’ego, ale muszę mu dać coś do jedzenia.
Snape skrzywił się na samą myśl o zobaczeniu dzieciaka Pottera. Ale, nic nie mówiąc, wszedł do kuchni i usiadł przy stole. Lily wybiegła, pozostawiając go samego.
Dom wyglądał inaczej niż wtedy, gdy Severus był tu ostatnim razem. Wówczas posiadłość przypominała mały dwór, wszędzie stały stare, zabytkowe meble. Pamiętał wszystko, mimo że był tu jako dziesięciolatek, na urodzinach ojca Jamesa, jego wuja.
Po chwili weszła tryskająca radością Lily, niosąc na rękach małego chłopczyka. Dzieciak miał kępkę kruczoczarnych włosów na głowie, okrągłą buzię i wielkie, zielone oczy schowane za okularkami. Snape mógłby przysiąc, że tak wyglądał również roczny James Potter, tyle że miał orzechowe oczy.
- Prawie w ogóle nie przypomina ciebie. – stwierdził, obserwując jak malec bawi się pluszową miotełką.
- Tak! Wygląda jak James! – promieniała Lily, patrząc na Harry’ego oczyma przepełnionymi miłością. – I już lubi quidditcha! Urocze, prawda?
- Yhy… - burknął Snape. Lily zabrała się do krojenia marchewki do zupki dzieciaka. Niosła nóż w kierunku stołu, gdy nagle potknęła się, wbijając jego koniec w nadgarstek przyjaciela.
Snape syknął z bólu.
- Uważaj, jeszcze zrobisz komuś krzywdę!
Lily uśmiechnęła się przepraszająco.
- Łuups, naprawdę nie chciałam, Sev, wybacz! – kiedy Snape mruczał uzdrawiające zaklęcia, Lily przytknęła zakrwawiony nóż do małej fiolki. Kilka kropel krwi spłynęło do środka.
Wkrótce kobieta zajęła się karmieniem synka.
- Jedna łyżeczka za tatusia… za mamusię… i jeszcze za wujcia Severuska!
Snape pokręcił głową.
*
Lily mieszała w kociołku amarantowy eliksir. James stał z boku, przyglądając się jej pracy.
- Podaj mi krew Severusa… - Lily wzięła buteleczkę od męża i wlała kilka kropel krwi do substancji, która natychmiast pozieleniała. – Wiesz, Jim, rzuciłam na tą buteleczkę Zaklęcie Niekrzepnięcia, dlatego krew była nadal płynna. Teraz będzie potrzebny nam Harry.
- Lily, to okrutne ranić małe dziecko.
- Wiem. Jednak wolę sporządzić ten eliksir, niż do końca wojny zamartwiać się konsekwencjami niezrobienia tego.
James podał jej mocno uśpionego chłopczyka uśmiechającego się przez sen.
- Chyba zwariowałeś. Ja mam to zrobić? W życiu!
- Ten eliksir był twoim pomysłem!
Lily zacisnęła zęby.
- Nie mogę… - powiedziała cicho. – Nie potrafię…
James westchnął, spojrzał z bólem na synka, wziął nożyk i przeciął mu delikatnie paluszek, tak, że wypłynęło z niego tylko kilka kropel krwi. Malec nie poruszył się, dostał bowiem Eliksir Snu. Krew spłynęła do kociołka, a substancja znów zmieniła kolor, tym razem na błękitny. Mężczyzna położył Harry’ego na fotelu, stojącym w rogu pokoju, wcześniej uzdrawiając mu zraniony palec. Wyciągnął różdżkę. To samo zrobiła Lily…
__________________
Okrągły pokój wspólny Ravenclawu przypominał klatkę dla kanarków – wpuszczone w ściany filary podtrzymujące półkoliste sklepienie całkiem zgrabnie udawały pręty. W zachodniej ścianie widniało kilka okien – szyby w ich górnych, półokrągłych ćwiartkach pokryte były rysunkami kruków. Magiczne ptaki trzepotały skrzydłami lub poprawiały pióra, wypełniając wnętrze barwnymi błyskami światła. Pokój utrzymany był w odcieniach błękitu i brązu.
Stowarzyszenie Snaperek
Ostatnio edytowane przez Ginny_Kitty : 04-22-2009 o 16:42.
Powód: Były błędy, które pokazano mi w komentarzach
|
|
|
04-21-2009, 19:29
|
#2
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Dec 2008
Posty: 7
|
Czytałam nową wersję "Ojca" już na Twoim blogu. Muszę przyznać, że po tych zmianach jest znacznie ciekawiej xD. Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić jest sposób pozyskania krwi Seva - wydaje mi się trochę trudny do wykonania no wiesz, udać potknięcie i wbić komuś nóż w rękę. Jeśli chodzi o jako takie błędy, to nie widzę ich zabardzo. Twój styl bardzo mi się podoba zwłaszcza te dialogi między Lily i Jamesem. Wydaje mi się, że są bardzo naturalne xD.
Pozdrawiam,
Nanevil
Ostatnio edytowane przez nanevil : 04-21-2009 o 20:38.
|
|
|
04-21-2009, 20:31
|
#3
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Mar 2009
Posty: 170
|
Stwierdzam, że dużo lepiej. Nie wiem, jak to będzie później, ale mam przeczucie, że będzie dużo lepsze i ciekawsze od "Ojca", który też zły nie był. xD
Mam tylko takie jedno ale: Zaklęcie niekrzepnące? Ja wiem, o co ci tu chodziło - o zaklęcie powodujące niekrzepnięcie cieczy. To nie lepiej 'Zaklęcie Niekrzepnięcia'? Bo w tamtej wersji brzmi jakby zaklęcie nie mogło zakrzepnąć. xD
Poza tym to nie mam innych większych, 'ale'. Widziałam jeszcze mały błąd z niechcianą kropką w roli głównej. Nieważne. xD
Edit. Zgadzam się z Nanevilem, co do tego Snape'a. Wydało mi się to takie naciągane, żeby się potknąć wpasować idealnie, ale zarazem niby zupełnie przypadkowo na nadgarstek Snape'a jeszcze go przy tym zbyt mocno nie kalecząc. I niepostrzerzenie wlać krew do buletki (chociaż być może Lily robiła to w innym pomieszczeniu, nie wiem). No, ale dobrze. Widać znaczną poprawę, tak trzymaj. Widać, że bierzesz do serca komentarze pod FF-ami. : P
Ostatnio edytowane przez Gimbya : 04-21-2009 o 20:34.
|
|
|
04-21-2009, 20:54
|
#4
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Aug 2006
Lokalizacja: Trójmiasto
Posty: 1,768
|
Też myślę, że to podejście będzie o wiele lepsze ^^ Tamto zdecydowanie skrytykowałam, bo było niedopracowane i nie trzymało się kupy, ale to... Dobrze się zaczyna. Oczywiście, to nadal jest raczej marne, bo tu prawie nie ma opisów, same dialogi. Wystarczy zerknąć na byle jaki fick z Mirriel: http://forum.mirriel.net/viewtopic.p...+pod+wod%C4%85 i od razu widzimy kilka Wordowych stron zwykłego opisu - nie nudnego, wciągającego. Ja to nazywam talentem ;]
Znalazłam sporo błędów. Popraw tekst to zedytuję posta, żeby się nie rozciągał tak :/
Malfoyów
Bez przecinka
Cytat:
|
- Ufasz Snape’owi. – powiedział cicho James.
|
Jeśli tam ma być kropka, to 'powiedział' z wielkiej litery
Cytat:
|
- Byłemu śmierciożercy, Jim! Teraz to szpieg dla Zakonu. – zakończyła
|
Szpieg Zakonu, nie dla. I albo brak kropki albo wielka litera :P
Cytat:
|
był tu, jak miał dziesięć lat,
|
Lepiej byłoby 'kiedy' lub 'jako dziesięciolatek'
Cytat:
|
Po chwili weszła Lily, tryskająca radością, niosąc na rękach małego chłopczyka.
|
Może: Po chwili weszła tryskająca radością Lily, niosąc na rękach małego chłopczyka.
kruczoczarnych...
Cytat:
|
wielkie, zielone oczy, schowane za okularkami.
|
wielkie, zielone oczy schowane za okularkami.
A czy on nie był za mały na okulary? Mogli uleczyć wadę wzroku. Harry nosił okulary, bo mieszkał u mugoli.
Już drugi raz użyłaś 'dzieciaka'. Może po prostu 'dziecka'? -.-
To brzmi tak, jakby tym nożem kroiło się stół ;pp
Cytat:
|
przytknęła zakrwawiony nóż do małej butelki
|
Fiolki? Flakonu? Ale butelki??
nie zrobienia?
Cytat:
|
uśpionego chłopczyka, który uśmiechał się przez sen.
|
Może: Chłopczyka uśmiechającego się przez sen.
Hm, 'tak, że'
Ostatnio edytowane przez E-Vaire : 04-21-2009 o 20:57.
|
|
|
04-21-2009, 20:58
|
#5
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Jun 2008
Posty: 308
|
Już już poprawiam, dzięki...
__________________
Okrągły pokój wspólny Ravenclawu przypominał klatkę dla kanarków – wpuszczone w ściany filary podtrzymujące półkoliste sklepienie całkiem zgrabnie udawały pręty. W zachodniej ścianie widniało kilka okien – szyby w ich górnych, półokrągłych ćwiartkach pokryte były rysunkami kruków. Magiczne ptaki trzepotały skrzydłami lub poprawiały pióra, wypełniając wnętrze barwnymi błyskami światła. Pokój utrzymany był w odcieniach błękitu i brązu.
Stowarzyszenie Snaperek
|
|
|
04-27-2009, 18:58
|
#6
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Jun 2008
Posty: 308
|
Rozdział drugi
To były jego najgorsze wakacje w życiu. Każdej nocy przeżywał ten sam koszmar, powracając na cmentarz, obserwując śmierć Cedrika i powstanie Voldemorta. Każdej nocy ten sam obrzydliwy głos: „Zabij niepotrzebnego…” i Harry budził się, zlany potem. Jakby i tego było mało, opuścili go przyjaciele. Ron i Hermiona spędzali wakacje razem. W kwaterze głównej czegoś tam. Pisali mu mało, głównie o tym, jak im bardzo przykro, że nie mogą mu napisać dokładnie, co się dzieje, bo „Dumbledore tak kazał”…
Tak samo pisał Syriusz. „Przykro mi, Harry, ale Dumbledore zakazał mi dokładnego informowania Cię o wszystkim. Sowa może wpaść w niepowołane ręce…”
Dumbledore! To on denerwował Harry’ego najbardziej. Chytry staruszek ukrywał przed nim wszystko, Harry odcięty był od świata czarodziejów. Codziennie dostawał jedynie „Proroka”, ale i to przestał czytać, gdyż na każdej stronie wspominano przynajmniej raz o chorobie psychicznej zarozumiałego Harry’ego Pottera…
Nagle przez okno wleciała sowa. Malutka sówka. Od razu rozpoznał w niej Świstoświnkę. Wziął od niej liścik, gdy poczuł szarpnięcie w okolicach pępka.
„Świstoklik” pomyślał.
Po kilku sekundach znajdował się już w zatłoczonym salonie Nory…
*
Black zatrzymał go po posiedzeniu Zakonu.
- Czego chcesz?
- Poczekaj. – i mężczyzna pobiegł do salonu, zostawiając Snape’a w holu. Wrócił, trzymając w ręku jakiś list. – Masz. Jeszcze kilka miesięcy przed swoją śmiercią, Lily kazała mi dać to tobie, kiedy ona i James umrze. A jeśli by nie umarli, miałem ci tego w ogóle nie przekazywać. Po ich śmierci od razu trafiłem do Azkabanu. Nie wiem, czy to teraz jest ważne, czy nie, ale jej bardzo zależało na tym, abyś to dostał.
- Świetnie. A teraz pozwolisz, że opuszczę ten dom, chyba że jeszcze chcesz mnie jakoś pognębić swoją obecnością?! – warknął Snape, wyrywając Blackowi z ręki kopertę.
Syriusz nie odpowiedział, tylko odwrócił się i poszedł.
„Głupi kundel!” pomyślał Mistrz Eliksirów, opuszczając Grimmauld Place 12. Następnie udał się do Snape Manor.
Lily. Wspomnienia wróciły. Widział ją tak wyraźnie, jakby stała przed nim. Rude loki, zielone oczy… Była tak wspaniałą kobietą, tak dobrą przyjaciółką…
- Ognik! – przed nim pojawił się skrzat domowy, wykonując niskie ukłony.
- Pan Severus! – zaskrzeczało stworzenie. – W czym Ognik może panu służyć?
- Przygotuj niedużą kolację…
Skrzat odszedł, nadal się kłaniając. Snape natomiast, szybkim krokiem, powędrował do swoich komnat. Usiadł wygodnie w fotelu i otworzył kopertę.
Natychmiast rozpoznał pismo Lily, drobne, lekko pochylone, zgrabne literki.
Drogi Severusie! Dolina Godryka, 8 września 1981 r.
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Jak pewnie mówił Ci Łapa, ten list miałeś otrzymać, gdybyśmy – James i ja – umarli.
Pewnie będziesz na mnie wściekły, że Ci nie powiedziałam, że zrobiłam to bez Twojej zgody, ale Ty byś się nie zgodził, Severusie. Zresztą nie będziesz się wściekać na św. p. przyjaciółkę, prawda?
Jesteś dość bliskim kuzynem Jamesa, chociaż obaj bardzo się tego wstydzicie, nic już tego nie zmieni. Pamiętasz mojego synka, Harry’ego?
Severusie. Wraz z Jamesem postanowiliśmy związać Cię z Harry’m nierozłączalnym Zaklęciem Rodziny, umacniając je specjalnym eliksirem. Znasz działanie tego zaklęcia, prawda?
W każdym bądź razie, jedyną osobą, na którą moglibyśmy rzucić to zaklęcie byłeś Ty. Nikt inny nie był odpowiedni, Łapa to zbyt daleka rodzina Jamesa. Po śmierci Jamesa stałeś się ojcem i opiekunem Harry’ego. I to nie tylko przez wiążące was zaklęcie. Ów eliksir, o którym Ci pisałam, to Eliksir Więzów Krwi.
Jesteś pewnie wściekły, przepraszam. Wiem, że wolałbyś mieć jakiś wybór. Ale ja Cię go pozbawiłam, jeszcze raz przepraszam. Jeśli w jakikolwiek sposób Harry ocalałby od śmierci, a James i ja zostalibyśmy zabici, jesteś zobowiązany się nim zaopiekować.
Proszę Cię, nie odrzucaj Harry’ego, ponieważ nienawidzisz Jamesa.
Mam nadzieję, że mi to kiedyś wybaczysz.
Dozgonnie Ci wdzięczna
Lily
Snape przeczytał list jeszcze raz. A potem jeszcze raz i znowu. Sprawdził jego autentyczność – nie było żadnej pomyłki. Wtedy ogarnęła go niepohamowana złość.
Co ta Lily sobie wyobraża?! Jak mogła!? Bez jego wiedzy… i to jeszcze dzieciaka Pottera! To okropność!
Niewiele wiedział na temat Zaklęcia Rodziny. Musi natychmiast skontaktować się z Dumbledore’m. A może to tylko głupi żart Pottera?
*
- Nie ma mowy o żadnej pomyłce. – odparł powoli Dumbledore, obracając w rękach list.
- A w ogóle co to za Zaklęcie Rodziny?
- Po śmierci ojca albo i nawet przed jego śmiercią, rodzice mogą rzucić na dziecko i na członka dość bliskiej rodziny, właśnie ten czar. Sprawia on, że ów członek staje się ojcem tego dziecka, poprzez z wiążący ich magiczny kontrakt. Jak wiesz, każde dziecko ma w sobie krew swoich rodziców. Eliksir Więzów Krwi sprawia, że płynąca w żyłach dziecka krew jego ojca zmienia się w krew jego nowego rodzica. Dziecko zatrzymuje swój dawny wygląd i to jedyna rzecz, która łączy ją z dawnym ojcem. Z charakteru natomiast w niczym nie musi przypominać dawnego ojca. To dokładnie tak samo, jakbyś to ty spłodził Harry’ego.
- Po co im był Eliksir Więzów Krwi?
- Widzisz… samo Zaklęcie Rodzinne nie działa bez zgody przyszłego rodzica, a ów eliksir likwiduje tą zasadę.
Severus oddychał z trudem.
- To idiotyczne. Że niby Potter jest moim synem? Przecież to krnąbrny, durny dzieciak, zupełnie jak jego… - tu urwał nagle, przypominając sobie, że owym ojcem jest on sam. – Nie zamierzam być dla niego ojcem! To nie moja wina! Nie miałem wyboru, to Lily postawiła nas w takiej sytuacji! A ja się nie zgadzam! Ten szczeniak za to zapłaci!
- Uspokój się, Severusie. Pamiętaj, że Harry również nie miał wyboru. Jesteś okrutny, postanawiając zemścić się na własnym synu…
- Synu Lily, chciałeś powiedzieć! Ten parszywy gnojek nawet nie jest w stanie uwarzyć najprostszego Eliksiru Pieprzowego!
- Severusie, przestań! Powinieneś przestać nienawidzić Harry’ego, kiedy już nie masz nic do jego ojca!
*
Szklanka whisky zrobiła swoje. Snape uspokoił się nieco. Oddychał spokojnie i starał się myśleć racjonalnie. Nagle poczuł straszny ból na swym lewym ramieniu…
Mroczny znak zrobił się czerwony i Snape wiedział, co ma robić. Szybko przywdział pelerynę i założył maskę.
- Oczyść umysł! – pomyślał. Gdyby Voldemort dowiedział się o jego… pokrewieństwie z Potterem, z pewnością nie spotkałoby go nic dobrego.
Snape aportował się przed samą bramę Malfoy Manor. Kilku śmierciożerców znalazło się tam w tej samej chwili co on.
Szybkim ruchem otworzył bramę do mrocznego dworu Malfoy’ów. Wraz z innymi śmierciożercami, Snape podążał ciemnym korytarzem, aż doszedł do wielkiego pomieszczenia.
Kilka pochodni, wiszących w powietrzu, oświetlało ponure wnętrze komnaty. Przy ścianach stały półki z książkami, o mrocznych tytułach. Niedaleko stał czarny fotel, a na środku komnaty leżała związana postać.
Fotel odwrócony był do ściany. Wielu śmierciożerców ustawiło się w kręgu. Snape podszedł szybkim krokiem. Stanął niedaleko fotela.
Wszystkie luki wypełniły się zakapturzonymi, ciemnymi postaciami w maskach. Wielki wąż, jakby „kontrolujący” obecność śmierciożerców, pełzał przez komnatę, aż dotarł do fotela. Rozległo się kilka głośnych syków, niezrozumiałych dla żadnego ze śmierciożerców.
- Witajcie, przyjaciele… - fotel obrócił się do środka kręgu, ukazując wysoką, chudą i przeraźliwie bladą postać, o czerwonych oczach i żądzy mordu wypisanej na twarzy. Ową żądzą Lord Voldemort zdawał się aż promieniować, jego nienawiść była wręcz namacalna i gęsta.
Snape wzdrygnął się i miał ochotę prychnąć. Oto został nazwany „przyjacielem” przez faceta – węża, który gotów jest zabić każdego z obecnych tu głupców.
- Spokojnie. Tylko spokojnie. – myślał Snape, znając genialne umiejętności Voldemorta w oklumencji.
- Zebraliśmy się tu, – wysyczał lodowaty i piskliwy głos – by omówić pewne szczegóły dotyczące mojego planu porwania Harry’ego Pottera.
Snape poruszył się niespokojnie. Dlaczego on o niczym nie wiem? Jaki znowu plan?
- Dosłownie przed chwilą dowiedziałem się od jednego z was, że chłopak przebywa teraz w domu Weasleyów, biednych głupców, ośmielających się opierać się mi.
Pomruki wśród śmierciożerców. Każdy wyrażał najśmielsze zdumienie, jak tacy ludzie mogą istnieć.
- Severusie, to prawda?
- Nie jestem pewien, mój panie. Z tego co mówił ten nieokrzesany starzec - chyba tak. Ale ja, jako szpieg, nie przekazuję tobie niepewnych informacji. Nie spotkałem tam chłopaka, ale możliwe, że tam jest.
Cienkie usta Voldemorta wykrzywiły się w obrzydliwym uśmiechu, całkowicie pozbawionym ludzkiej radości.
- Tak. Tak, Severusie, jesteś dobrym szpiegiem. Jakie zaklęcia chronią ten dom?
- Podstawowe obronne, nic wielkiego. Żaden Fidelius. Ale na wszelki wypadek warto byłoby rozstawić śmierciożerców na Privet Drive... Przekazałbym Dumbledore'owi w ostatniej chwili, kiedy chłopiec ma być zaatakowany, ktoś z Zakonu aportowałby się z nim na Privet Drive i tam by go zabrano. Nie straciłbym zaufania tego śmiesznego staruszka.
- Znakomicie, Severusie. - powiedział cicho Voldemort. - Mamy więc już Pottera.
Severus spojrzał na tego gada. Nienawidził go. Ten morderca miał pochwycić chłopca... I nagle Snape po raz pierwszy zauważył, że chodzi tu o życie nie tylko Wybrańca, nie tylko Legendy, ale jego własnego syna.
- Przejdźmy do dalszej części naszego spotkania. Cichutko, Nagini. Obiad będzie wkrótce. - Czarny Pan gestem wskazał uwięzioną postać, leżącą na podłodze.
__________________
Okrągły pokój wspólny Ravenclawu przypominał klatkę dla kanarków – wpuszczone w ściany filary podtrzymujące półkoliste sklepienie całkiem zgrabnie udawały pręty. W zachodniej ścianie widniało kilka okien – szyby w ich górnych, półokrągłych ćwiartkach pokryte były rysunkami kruków. Magiczne ptaki trzepotały skrzydłami lub poprawiały pióra, wypełniając wnętrze barwnymi błyskami światła. Pokój utrzymany był w odcieniach błękitu i brązu.
Stowarzyszenie Snaperek
|
|
|
04-27-2009, 21:10
|
#7
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Mar 2009
Posty: 170
|
Fajne, tylko za mało zmienione. To był przecież prawie taki sam rozdział, jak poprzednio. To nie byłoby źle, gdyby nie to, że powtórnie wszystko się dzieje zbyt szybko. Że Snape już zaczyna myśleć o Harrym jako o swoim synu, a przecież dopiero co się o tym dowiedział. Zwolnij, jak możesz. ;]
Co do błędów to widziałam parę, ale takich mniejszych, głównie w dialogach. Ogólnie - podobało mi się. : ]
|
|
|
04-28-2009, 08:17
|
#8
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Jun 2008
Posty: 308
|
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Gimbya. At spes non fracta ma być poprawionym Ojcem, a nie nowym fickiem. Dopóki nie dojdę do momentu na którym zakończyłam Ojca, wszystko będzie bardzo podobne.
__________________
Okrągły pokój wspólny Ravenclawu przypominał klatkę dla kanarków – wpuszczone w ściany filary podtrzymujące półkoliste sklepienie całkiem zgrabnie udawały pręty. W zachodniej ścianie widniało kilka okien – szyby w ich górnych, półokrągłych ćwiartkach pokryte były rysunkami kruków. Magiczne ptaki trzepotały skrzydłami lub poprawiały pióra, wypełniając wnętrze barwnymi błyskami światła. Pokój utrzymany był w odcieniach błękitu i brązu.
Stowarzyszenie Snaperek
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:43.
|
|