Black Potter Lupin czyli święta Trójca
-To rude, wredne dziewczę się na Ciebie znów patrzy.- wysoki,ciemnowłosy chłopak siedział oparty o pień drzewa. Jego przyjaciel szybko potargał sobie włosy.
-Oj już przestała- dodał uśmiechając się wrednie.
-Syriusz,mi na niej ZALEŻY- warknął James uderzając przyjaciela w głowę. Syriusz parsknął śmiechem. Jemu nigdy na nikim nie zależało. On nigdy nikogo nie kochał. Bo jak można kochać, skoro się nigdy kochanym nie było?
-Jak dzieci- podsumował siedzący obok chłopak.
-Lunatyku błagam- jęknął Syriusz. - Pomóż Rogasiowi wieść pannę Evans bo on oszaleje. A razem z nim MY.- czarnowłosy chłopak patrzył błagalnie na Remusa.
-Niby jak?- za nic nie przyczyni się do tej sprawy. Przyjaźni się z obojgiem, ale nie ma zamiaru bawić się w swatkę.
-Mówisz jakbyś nie wiedział.- rzucił luźno Syriusz.
-Wyobraź sobie Łapo, że nie wszyscy są tacy jak ty- warknął blondyn i zatrzasnął książkę. Przyjaciele patrzyli jak jego postać zbliża się do zamku.
-No brawo! Ty to masz wyczucie, naprawdę- Rogacz patrzył wrogo na Syriusz.
-No co ja do cholery zrobiłem?!- i jak zwykle jego wina. Zawsze muszę zwalić wszystko na niego.
-Skoro Ty nie umiesz skutecznie się z nią umówić, to ja Cię z nią umówię.-powiedział z zadziornym uśmiechem Syriuszu i podniósł się z ziemi.Pewnym krokiem ruszył w stronę grupki dziewczyn ignorując błagalne jęki Jamesa. Syriusz Black to zdecydowanie największy podrywacz Hogwartu.
-Cześć- powiedział i stanął obok Lily. Dziewczyna obrzuciła go szybkim spojrzeniem i westchnęła.
-Teraz przysyła najlepszego przyjaciele, by się ze mną umówił?- zapytała z załamaniem nie patrząc na chłopaka. Łapa roześmiał się sztucznie.
-Nie.Chciałem Cię błagać byś się z nim umówiła. Oszaleje, jeśli się z nim nie umówisz, a z nim oszalejemy i my. - powiedział. Ton jego głosu przypominał raczej rozkaz a nie prośbę. Lily prychnęła, podniosła się i stanęła na przeciwko Syriusza.
-No to macie problem.- warknęła i podniosła z ziemi swoją torbę. Podobnie jak chwilę temu Remus, ruszyła wściekła do zamku. Co to w ogóle za pomysł jest?! Ona i ten kretyn.Napuszony, rozpuszczony, zapatrzony w siebie ignorant. Syriusz stał jak wryty. Nie zgodziła się. Po raz pierwszy jakaś dziewczyna się nie zgodziła. Powoli wrócił do Jamesa.
-Twarda sztuka.- powiedział i usiadł na swoim poprzednim miejscu.
-Wielkie dzięki Łapo- James załamany zaczął uderzać się w głowę podręcznikiem od Zielarstwa.
-I znów moja wina tak?- jęknął Syriusz. Jakby nie patrzył to będzie jego wina.
-Patrz kto to wyległ na błonia- Łapa z uśmiechem wskazała na chłopaka odługich, tłustych, czarnych włosach z haczykowatym nosem. James spojrzał na niego i na jego twarzy zawitał ogromny uśmiech. Szybko podnieśli się z ziemi i wyciągnęli różdżki.
-Smarku to ty się nie boisz słońca?- zawołała James idąc pewnie w stronę chłopaka. Tuż obok niego szedł Syriusz.
-Myślałem,że wampiry unikają światła.- śmiał się Syriusz. Jeśli w jakiś sposób mogli sobie poprawić humor to tylko męcząc Severusa. Lily obserwowała całe zajście z okna swojego dormitorium. Nie było sensu tam biec i drzeć się na nich. Przecież on i tak nie potrzebuje jej pomocy.Przypomniało mu się jak dwa lata temu po raz pierwszy nazwał ją Szlamą.Bolało tak samo nawet kiedy o tym myślała. Wściekła wróciła do Pokoju Wspólnego. Na jednym z foteli siedział Remus. On był najnormalniejszy z całej tej bandy.
-Mogę?- zapytała i usiadła obok. Nie nie mówili.Oboje byli wściekli, oboje na tą samą osobę. Do dormitorium jak burza wpadł James i Syriusz. Za nimi biegł Peter.
-Dostanie się nam.-powiedział zasapany James i opadł na fotel koło Lily. Ta prychnęła i demonstracyjnie złożyła ręce na piersiach. No to stwierdzenie Syriusz roześmiał się i spojrzał z podejrzeniem na przyjaciela.
-Jedzenie Ci zaszkodziło? Nam nigdy się nie dostanie. Nie od niego- rzucił i przeczesał ręką swoje włosy. Lily prychnęła jeszcze raz.
-Zachowujecie się jak dzieci. Podkreślam DZIECI. Szkoła się kończy za dziewięć miesięcy a poza murami szkoły czeka Voldemort. Takie dzienne zabawy was nie uratują!- krzyknęła i wybiegła z Pokoju Wspólnego. James patrzył na Syriusza. Miała rację. Jakby na to nie patrzeć, głupie szkolne wygłupy ich nie uratują. Podniósł się z fotela i szybkim krokiem ruszył do dormitorium.
-A Ciebie gdzie niesie?!- zapytał za nim Syriusz.
-Dorosnąć idę- warknął przez ramię i wbiegł szybko po schodach. Black prychnął i wyciągnął się wygonie w fotelu. Pokój Wspólny był pusty, wszyscy Gryfoni cieszyli się ostatnimi promieniami słońca.
-Ty też powinieneś dorosnąć.-rzucił niewinnie Remus. Syriusz spojrzał na niego dziwnie. Z dormitorium dziewczyn wychodziła właśnie wysoka dziewczyna z piątego roku. Jej długie, kręcone włosy opadały wdzięcznie na ramiona,a duże, szare oczy zwalały z nóg. Syriusz uśmiechnął się do przyjaciela i szybko zerwał się z fotela.
-Rose, mówiłem Ci jak pięknie dziś wyglądasz?!- zaczął podchodząc do dziewczyny. Brunetka spojrzała na niego z rozbawieniem.
-Próbuj szczęścia dalej Black. Zbyt płytki teksty jeśli chcesz się ze mną umówić- powiedziała i spojrzała na niego zadziornie. Chłopak przysunął się do niej i ujął w palce kosmyk jej włosów.
-No to może spotkajmy się o siódmej pod portretem i zobaczymy czy moje teksty są takie płytkie.- powiedział zalotnie. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Zobaczymy- powiedziała i uniosła brwi. Wyszła z Pokoju Wspólnego kołysząc biodrami.
-Jestem dorosły- powiedział zadowolony do Remusa.
-Jesteś zboczony- rzucił i uśmiechnął do niego.
-Nie Lunatyku, ja po prostu bardzo kocham kobiety- powiedział i przybrał na twarz swój ulubiony, firmowy uśmiech podrywacza.
-ŁAPO!- w drzwiach od dormitorium stał James.
-Tak moje kochanie?- zapytał zalotnie Syriusz. Rogacz zatrzepał rzęsami.
-Skarbeńku Ty mój nie wiem w co mam się ubrać.- zaszczebiotał słodkim, kobiecym głosem i nagle spoważniał.
-Mam zamiar zabrać Evans dzisiaj na randkę- poruszył znacząco brwiami. Syriusz parsknął śmiechem i podniósł się z fotela.
-Lunatyku chodź ubierzemy jakoś tą sierotę. Chociaż ta randka i tak nie wypali-obaj przyjaciele ruszyli za Jamesem do ich dormitorium. Pół godziny później James stał przed lustrem ubrany w swoją najlepszą koszulę i ciemne spodnie.
-Co myślisz o tej wodzie kolońskiej?- zapytał nagle Syriusza. Chłopak leżał rozwalony na swoim łóżku i przeglądał jakąś gazetę.
-Śmierdzi-stwierdził bez uczucia. Nie rozumiał tego. Po co się tek szykować?!Jaki to ma sens?! On zawsze był zwyczajny. Nie musiał wkładać w swój wygląda tyle pracy. Dziewczyny i tak na niego leciały.
-Sam śmierdzisz- skwitował Remus.
__________________
W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę
Cnota hamulcem rozwoju.
Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.
Nie pójdę do nieba bo mam lęk wysokości.
Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem.
|