|
08-04-2009, 12:52
|
#51
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
SMAK ŻYCIA, część ostatnia
Minęło kilka dni, ale Snape nie podjął więcej tematu moich znajomych, ani tego, dlaczego nie lubię się bawić, a mnie, prawdę powiedziawszy, bardzo to odpowiadało. Trudno w to uwierzyć, ale cieszyłam się z towarzystwa Mistrza Eliksirów. Zaczęłam się jednak coraz częściej zastanawiać, kiedy nadejdzie koniec. Profesor Dumbledore przysłał tu swojego nauczyciela w konkretnym celu i wydawało mi się, że ten został już osiągnięty. W końcu mój gość, po tym czasie spędzonym do tej pory w świecie mugoli, stał się nieco bardziej… znośny dla przeciętnego człowieka. Oraz, co najważniejsze, chyba nieco uspokoił swoje skołatane nerwy. Nie, nie liczyłam na to, że jego problemy nagle znikną, by się już nigdy nie pojawić. Nie jestem aż tak naiwna. Kilka dni spacerów, świeżego powietrza i odrobina normalnej rozmowy nie były czymś, co mogło przewrócić świat czarodzieja do góry nogami. Przynajmniej nie tego konkretnego czarodzieja. Do tego potrzebne byłoby coś więcej. A to już nie leżało w moim zasięgu. Ale myślę, że te dni dały trochę do myślenia Mistrzowi Eliksirów.
Co prawda nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, ale miałam wrażenie, że moment pożegnania nadejdzie wkrótce. Myślałam, że będzie mi bardzo smutno, kiedy Snape odejdzie, bo, prawdę mówiąc, stał się on dla mnie kimś, kogo chyba mogłam nazwać moim jedynym przyjacielem. Oczywiście nigdy mu o tym nie powiedziałam, ale właśnie tak myślałam. Na razie jednak cieszyłam się chwilą obecną.
Któregoś bardzo słonecznego popołudnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Coś za wcześnie, pomyślałam, idąc otworzyć. Doszłam do wniosku, że to na pewno jakaś sąsiadka, ale kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam przed nimi Snape’a. W dodatku z jakimś pakunkiem w rękach. Zdziwiłam się, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, czarodziej podał mi pudło, które trzymał, mówiąc:
- Tym razem ja ci coś pokażę. Twoja matka nie powinna mieć nic przeciwko. Wrócisz bezpiecznie, zdrowa i w jednym kawałku. Przyjdę o dziewiętnastej. Do zobaczenia.
I sobie poszedł. Nie zrozumiałam z jego słów absolutnie nic poza tym, że dziś spotykamy się później niż zwykle. Zamknęłam za sobą drzwi i bez słowa wzruszyłam ramionami w stronę mojej mamy, która stała w drzwiach od pokoju. Weszłyśmy obie do środka, po czym skupiłam się na odwinięciu szarego pudła z nadmiernej ilości papieru.
- Nie mam pojęcia, o co mu chodziło – stwierdziłam, patrząc na moją mamę.
Przyzwyczaiła się ona już do mojej znajomości ze Snape’em i teraz też nie wiedziała, co mogło oznaczać to jego zachowanie. Tymczasem ja otworzyłam już pakunek i… zostałam z oczami szeroko otwartymi, ze zdumieniem gapiąc się na jego zawartość. Powoli sięgnęłam i wyciągnęłam z wnętrza kartonu sukienkę.
- Wow – sapnęłam, wpatrując się jak urzeczona w kreację, jednocześnie w myśli śmiejąc się z doboru kolorów.
Sukienka była ciemnozielona ze srebrnymi lamówkami. A w głębi pudełka znalazłam również idealnie pasujące buty.
- Piękna – zachwycała się moja mama, przyglądając się sukience.
- Tak – przyznałam. – Tylko, co tu właściwie jest grane?
Zastanawiałam się nad słowami Snape’a i nad tym, co takiego mógł wymyślić. Czasami zaczynały mnie przerażać te jego dziwne wyskoki i niestandardowe teksty, których ostatnio słyszałam z jego ust coraz więcej. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była piętnasta trzydzieści.
- No dobrze – mruknęłam, uśmiechając się w końcu pod nosem. – Skoro tak chcesz…
Dokładnie o dziewiętnastej usłyszałam dzwonek do drzwi. Podczas gdy ja kończyłam przygotowania do wyjścia, moja mama poszła otworzyć. Słyszałam jak rozmawia z Mistrzem Eliksirów i po raz kolejny zdumiałam się, jak to się stało, że ten sfrustrowany człowiek zaczął z kimkolwiek w miarę normalnie rozmawiać. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w lustrze, odetchnęłam głęboko i wyszłam z pokoju. Od razu przyjrzałam się mężczyźnie stojącemu obok mamy. Wyglądał dziś bardzo elegancko, choć oczywiście nie zrezygnował z nieodłącznej czerni…
- Dobry wieczór – powiedziałam, uśmiechając się do niego promiennie.
Co prawda speszył mnie nieco jego wzrok przeszywający mnie z zadziwiającą intensywnością, ale to już nie było to samo obezwładniające uczucie, które towarzyszyło mi jeszcze kilka tygodni temu. Najwyraźniej przez ten czas naprawdę dużo się nauczyłam.
Snape skontrolował mnie uważnie wzrokiem, po czym skinął głową aprobująco i powiedział:
- Dobrze wyglądasz.
- Dziękuję – odparłam.
Kiedy podeszłam bliżej, moja mama odezwała się do mężczyzny:
- Proszę jej pilnować. I bawcie się dobrze.
Uniosłam brew w zdziwieniu. Najwyraźniej mama została wtajemniczona w jakieś szczegóły, czego nie można był powiedzieć o mnie. Znów jednak, zanim zdążyłam otworzyć usta, by coś powiedzieć, Snape podał mi ramię i pociągnął po schodach, żegnając się grzecznie z moją rodzicielką. Dopiero, kiedy drzwi się za nią zamknęły, mogłam wreszcie coś powiedzieć.
- Dziękuję za sukienkę. Jest piękna – zagaiłam.
- Przypuszczam, że wolałabyś czerwień i złoto – odparł Mistrz Eliksirów, uśmiechając się złośliwie. – Ale te kolory są lepsze.
Parsknęłam śmiechem i zgodziłam się z nim. Cóż, gdybym była czarodziejką, zapewne chciałabym się znaleźć w Gryffindorze, ale w tym wypadku uważam, że zielono-srebrna sukienka pasowała idealnie. Z resztą uwielbiam zielony kolor. A trzeba przyznać, że gust to Severus Snape ma niezawodny.
- To, dokąd idziemy? – spytałam, zdziwiona, że zatrzymaliśmy się na środku ciemnego korytarza.
- Zobaczysz – uciął Snape, chwytając mnie za rękę. Sekundę później dodał – Teleportujemy się. Trzymaj się mocno.
Próbowałam coś powiedzieć, ale najwyraźniej ten dzień nie sprzyjał wydawaniu przeze mnie jakichkolwiek komentarzy, bo po raz kolejny nie udało mi się wypowiedzieć ani jednego słowa. Próba otwarcia ust z mojej strony powstrzymana została przez zirytowane i pełne zniecierpliwienia spojrzenie Mistrza Eliksirów. Chwilę później mężczyzna spytał: „Gotowa?” i, gdy tylko skinęłam głową na potwierdzenie, deportował nas z budynku.
Cóż, przyjemne to, to na pewno nie było… Gdy wylądowaliśmy, tylko pewne ramię mojego towarzysza powstrzymało mnie od upadku. Okropnie kręciło mi się w głowie, jakbym właśnie zeszła z jakiejś szalonej karuzeli, ale na szczęście wszystkie dziwne sensacje szybko minęły. Już po chwili rozglądałam się dookoła z zainteresowaniem. Staliśmy na środku pustej ulicy, a przed nami znajdował się pięknie oświetlony budynek. Ze wszystkich okien tryskało migotliwe światło i słychać było rozbrzmiewającą łagodnie muzykę.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia na myśl, która przeszła mi przez głowę, ale szybko ją odrzuciłam. Była, łagodnie mówiąc, niedorzeczna. Niemniej jednak spojrzałam podejrzliwie na Snape’a, on z kolei tylko uniósł brew i pociągnął mnie w stronę budynku.
Kiedy weszliśmy, stanęłam jak wryta, wpatrując się z niedowierzaniem w ogromną salę, oświetloną pochodniami i ozdobioną unoszącymi się w powietrzu różnokolorowymi płomykami i błyszczącymi kulami. Wszędzie rozbrzmiewała ta sama, piękna muzyka, którą słyszałam, stojąc przed budynkiem. Na sali było mnóstwo osób, konkretniej – czarodziejów. To można było rozpoznać na pierwszy rzut oka dzięki charakterystycznemu krojowi szat i niewielkiej liczbie migających gdzieś w tłumie od czasu do czasu tiar. Kilka par tańczyło na wielkim parkiecie, a reszta rozmawiała, krążąc powoli pomiędzy ustawionymi niedaleko ścian stolikami z jedzeniem.
- „Impreza” to, to nie jest, ale powinnaś się dobrze bawić. Koniec udawania, że nie masz prawa ani ochoty do zabawy – powiedział Snape jakby od niechcenia, chociaż krzywiąc się niemiłosiernie na słowo „impreza”.
Wybuchnęłam śmiechem, patrząc na niego, a jednocześnie gdzieś w środku czując ogromną radość, że mnie tu zabrał. I wdzięczność za to, że widział i rozumiał moje małe problemy i zahamowania. Już otworzyłam usta, żeby powiedzieć „Dziękuję”, kiedy zobaczyłam w tłumie elegancko ubraną czarownicę i starego czarodzieja wystrojonego w szokująco rzucające się w oczy kolory. Dwie osoby, które od razu poznałam.
- Profesor Dumbledore? Profesor McGonagall? Severusie, gdzie my…
- Bal dla nauczycieli magicznych szkół Wielkiej Brytanii z okazji zakończenia roku szkolnego – wyjaśnił mężczyzna niechętnie, wchodząc mi w słowo.
Nie wyglądał na specjalnie szczęśliwego ze swojej obecności tutaj. A jednak za tą fasadą niezadowolenia, które bardzo otwarcie okazywał, zauważyłam, że mimo wszystko chyba z czegoś tam się cieszy. Tylko, z czego?...
- Czy ty… - zaczęłam zdezorientowana, ale kiedy zauważyłam nikły uśmieszek wypływający na usta Mistrza Eliksirów na widok zbliżających się dyrektorów Hogwartu, nagle mnie oświeciło.
Spojrzałam na Snape’a oskarżającym wzrokiem.
- Wykorzystałeś mnie – powiedziałam oburzona.
- Ależ skąd – zaprzeczył mężczyzna spokojnie. – Chciałem ci zrobić przyjemność.
Otworzyłam usta, żeby mu udowodnić, że go przejrzałam, ale w tym momencie podszedł do nas Albus Dumbledore z profesor McGonagall przy boku.
- Dyrektorze. Minervo. – Snape skłonił się krótko, maskując grymas niezadowolenia na widok uśmiechniętego Dumbledore’a w jednej ze swoich ekstrawaganckich szat przyglądającego mi się z zainteresowaniem.
- Panna Weronika Flor – przedstawił mnie Mistrz Eliksirów. – Chyba się znacie…
Dumbledore podał mi dłoń i, uśmiechając się szeroko, powiedział:
- Nie, ani trochę. - Snape podniósł brew w wyrazie zaskoczenia, ale dyrektor nie dał mu dojść do słowa. – Niestety nie znamy się z panną Flor, ale widzę, że wy znacie się całkiem dobrze. Cieszę się, że w tym roku postanowiłeś jednak wpaść na bal, Severusie. Zobaczysz, jaka to świetna zabawa.
Wzrok Mistrza Eliksirów wyrażał niejakie powątpiewanie w słowa przełożonego, ale niczego nie skomentował.
- No, to teraz czas na tańce – orzekł profesor Dumbledore, puszczając do mnie oko i jednocześnie podając ramię stojącej obok McGonagall. – Myślę, że panna Flor chętnie zatańczy, Severusie.
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:38.
|
|
|
08-04-2009, 12:53
|
#52
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Po tej jakże sugestywnej uwadze, uśmiechnięty dyrektor Hogwartu poprowadził do tańca nauczycielkę transmutacji i już po chwili oboje zniknęli w tłumie wirujących par. Snape posłał mi spojrzenie, które chyba w zamierzeniu miało ochłodzić atmosferę o kilka dobrych stopni, ale z mojej perspektywy było to tak komiczne, że po raz kolejny, narażając się na zostanie ofiarą morderstwa, parsknęłam śmiechem, na szczęście nieco stłumionym.
- Jasne – mruknęłam do siebie, zaśmiewając się z miny mojego towarzysza.
Przyjęłam wyciągnięte ramię i Snape poprowadził mnie na parkiet. W pierwszej chwili spanikowałam trochę, bo nigdy wcześniej nie tańczyłam tak naprawdę. Zacisnęłam rękę na jego dłoni, spięta, poruszając się nieco niepewnie i niezgrabnie. Nagle jednak usłyszałam cichy głos koło ucha.
- Spokojnie. Zamknij oczy i wsłuchaj się w muzykę.
Czarne jak węgiel oczy Snape’a zmusiły mnie do zrobienia tego, co powiedział. Zamknęłam niepewnie oczy, zastanawiając się, co się teraz stanie. O dziwo, kiedy zaczęłam słuchać muzyki, poczułam, że się uspokajam. Już po chwili stwierdziłam, że (niesamowite!!!) udało się! Tańczyłam! I to było naprawdę wspaniałe, niesamowite uczucie. Jakbym płynęła…
Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy otworzyłam oczy i zauważyłam, że prawie wszyscy na sali obserwują nas mniej lub bardziej otwarcie.
- Zrobiłeś furorę – stwierdziłam cicho, śmiejąc się ukradkiem, na co Mistrz Eliksirów skrzywił się z niesmakiem.
Przez chwilę tańczyliśmy w ciszy. Rozkoszowałam się przepływającą przez mój umysł melodią, kiedy nagle przypomniałam sobie, co chciałam powiedzieć mojemu towarzyszowi kilka minut wcześniej.
- Przyprowadziłeś mnie tu, żeby się odgryźć Dumbledore’owi za to, że cię do mnie przysłał – powiedziałam otwarcie, patrząc Snape’owi w oczy.
A ten uparty mężczyzna nawet nie zadał sobie trudu, żeby zaprzeczyć. Najzwyczajniej w świecie skinął lekko głową i powiedział:
- I co z tego, skoro on i tak po raz kolejny się wykpił? Ale… - tutaj Mistrz Eliksirów uśmiechnął się lekko - … może przynajmniej ty będziesz się dobrze bawić. To był mój drugi cel.
Uśmiechnęłam się, słysząc te słowa. Ten Mistrz Eliksirów ostatnio coraz bardziej mnie zaskakiwał. Kompletnie nie rozumiałam niektórych jego zachowań, tej zmiany, która w nim nastąpiła, ale nie przeczę – bardzo mi się ona podobała. Bo chociaż w jego głosie nadal słychać było głównie sarkazm i ironię, to jednak coraz częściej widziałam w jego czarnych oczach iskry nieco cieplejsze niż te sople lodu, które przez lata tak skrzętnie dopracowywał do perfekcji. Coraz rzadziej też w oczach Severusa Snape’a zauważałam wcześniejszą pustkę. To chyba było właśnie to, czego oczekiwałam po tym czasie spędzonym przez Mistrza Eliksirów w świecie mugoli.
Podczas tańca zastanawiałam się, co będzie, kiedy Snape wróci do swojego świata. Czy nadal będzie krążył po szkole jak wyjątkowo wyrośnięty, wredny Nietoperz? Czy może pozostanie taki, jakim mi się pokazywał przez te kilka ostatnich tygodni? Hmm… to mogłoby być bardzo ciekawe… Już widzę miny uczniów Hogwartu słuchających udzielającego porad i okazującego wyrozumiałość strasznego Mistrza Eliksirów. Zapewne stałby się „numerem jeden” wśród wszystkich tematów hogwarckich plotek.
Wracając do samego balu to, cóż, jeśli na początku byłam do niego nastawiona nieco sceptycznie to, to uczucie bardzo szybko minęło. Podczas tego wieczoru poznałam wielu niezwykle ciekawych i niesamowicie inteligentnych ludzi, którzy – o dziwo – nie mieli żadnych problemów z tym, że ich rozmówczyni nigdy nie posiadała i nie będzie posiadać różdżki. Przeprowadziłam kilka naprawdę sympatycznych i pouczających rozmów, a co najważniejsze – wbrew wszelkiemu rozsądkowi czułam się wśród tych wszystkich ludzi tak bardzo „chciana” i akceptowana jak chyba jeszcze nigdy w całym moim życiu. No, i naprawdę wspaniale się bawiłam.
Byłam bardzo, ale to bardzo wdzięczna Severusowi Snape’owi za to, że mnie tu przyprowadził. Zastanawiałam się, co ten człowiek właściwie ze mną zrobił. Byłam teraz zupełnie kimś innym. Na tej ogromnej, oświetlonej sali poczułam i zobaczyłam to na własne oczy. Coś mi się zdaje, że nie tylko Snape zmienił się podczas tych kilku tygodni spędzonych razem ze mną… I dlaczego wciąż mam wrażenie, że to również było częścią planu Dumbledore’a?
Pomimo, iż bal był naprawdę wspaniały i chyba nie tylko ja bawiłam się na nim całkiem nieźle, koło drugiej postanowiliśmy wracać. Pożegnaliśmy się z profesorem Dumbledore’em i profesor McGonagall, która patrzyła na mnie podejrzanie zadowolonym wzrokiem. Dyrektor Hogwartu z kolei spoglądał na mnie przez chwilę tym swoim przeszywającym, błękitnym wzrokiem, w którym chyba dopatrzyłam się dumy, po czym kiwnął głową, uśmiechnął się i powiedział po prostu:
- Dziękuję.
Nie miałam wątpliwości, czego tyczyły się te słowa. Również skinęłam głową, odwzajemniając uśmiech i podążyłam za Snape’em w stronę wyjścia. Na ulicy Mistrz Eliksirów rozejrzał się szybko i teleportował nas prosto pod drzwi mojego domu.
Kiedy się aportowaliśmy, spojrzałam na mojego towarzysza uważnie. Patrzył na mnie tymi swoimi czarnymi węgielkami i chociaż nie odezwał się wtedy ani słowem, zrozumiałam nagle, o czym myślał i co zamierzał. Westchnęłam cicho, ale przywołałam na usta uśmiech i powiedziałam:
- Dziękuję, że mnie tam zabrałeś. Było fantastycznie. W ogóle… dziękuję za wszystko. Mam wrażenie, że już nie jestem tą samą Weroniką, którą byłam kilka tygodni temu.
- To chyba ja powinienem podziękować. Nawet Dumbledore przyznał, że dokonałaś niemożliwego. – Snape skrzywił się niemiłosiernie, mówiąc te słowa.
Już sobie wyobrażałam profesora Dumbledore’a dowodzącego Mistrzowi Eliksirów jak to bardzo się zmienił, i to na lepsze. Zaśmiałam się do tej wizji, która pojawiła się w moim umyśle. Naprawdę miałam nadzieję, że Snape nie zmarnuje tego wszystkiego, co zdobył odkąd pojawił się w naszym nie magicznym świecie.
Nagle przyszło mi do głowy, że może ta zmiana w sercu Mistrza Eliksirów może spowodować jakąś zmianę w jego zachowaniu, a w konsekwencji może mieć wpływ na przyszłe wydarzenia. Prawdę powiedziawszy, w tym momencie nie chciałam dopuścić do siebie myśli o książce, która leżała spokojnie na jednej z półek w moim domu. „Harry Potter i Insygnia Śmierci”. Wiedziałam, że głupotą byłoby liczyć na błąd pani Rowling. Ale przecież zawsze wierzyłam, że to my poprzez nasze zachowanie kształtujemy własną przyszłość, a nie odwrotnie. Wszystko zależy od decyzji, jakie podejmiemy. I czy nie to właśnie robiliśmy razem z Severusem Snape’em przez ostatnie dni? Nawet nie myśląc o tym otwarcie, ale tak – właśnie to robiliśmy. Zmienialiśmy siebie nawzajem, a co za tym idzie – zmienialiśmy naszą przyszłość. Więc być może…
Po plecach przebiegł mi dreszcz wywołany podmuchem chłodnego wiatru. Wyrwało mnie to z rozmyślań i od razu zauważyłam, że Snape nadal wpatruje się we mnie z tym dziwnym, nieodgadnionym wyrazem twarzy, a oczy błyszczą mu w ciemności.
- Zdaje się, że jesteśmy kwita – powiedziałam w końcu, uśmiechając się do mężczyzny.
- Dziękuję – powiedział ponownie Mistrz Eliksirów i zrobił coś, czego spodziewałabym się mniej niż wyznania miłości w jego wykonaniu.
Pocałował mnie w rękę! Tak po prostu, jak gdyby nigdy nic. Po czym uśmiechnął się krzywo i powiedział głosem tak przepełnionym sarkazmem, jakby przygotowywał się do tego, co najmniej rok:
- Tylko bez żadnych wyobrażeń, Flor.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia, słysząc te słowa. Zszokował mnie kompletnie, ale najwyraźniej, jak zwykle, właśnie o to mu chodziło. Rzucił mi jeszcze tylko kpiarskie spojrzenie, powiedział: „Dobranoc” i odszedł, znikając w ciemnościach nocy jak prawdziwy nietoperz.
Ja tymczasem stałam bez ruchu przez dobrych kilka minut, nadal będąc w niezłym szoku. W końcu pokręciłam głową, śmiejąc się z całej tej sytuacji.
- Idiota – mruknęłam wesoło do siebie, zaraz jednak spoważniałam, kiedy do głowy wróciła ta jedna myśl.
- Dobranoc – szepnęłam jeszcze tylko i weszłam do domu, zamykając za sobą drzwi.
Gdy rano moja mama spytała, czy Snape nie wpadłby do nas na obiad, bo chciała oczywiście usłyszeć jego relację z balu, powiedziałam otwarcie:
- Nie, mamo. Severus nie przyjdzie.
A kiedy mama dopytywała się, czy coś się stało, pokręciłam głową w zaprzeczeniu i wyjaśniłam wszystko w trzech słowach:
- Wrócił do domu.
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:40.
|
|
|
08-04-2009, 12:53
|
#53
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Siedziałam na łóżku i patrzyłam przez okno. Pogoda była piękna, po ulicy spacerowały tłumy ludzi. Całe miasto tętniło życiem. Słychać było śmiechy młodych ludzi, rozmowy, a z pewnej odległości dochodziły ciche dźwięki skrzypiec. Chłopak, który na nich grał, codziennie o tej samej godzinie przychodził w to samo miejsce i tworzył swoją własną, niezwykłą muzykę. Wypływała ona nie tylko ze skrzypiec, ale z samego dna jego serca. Była piękna, a najpiękniejsze było to, że grał nie, dlatego, bo potrzebował pieniędzy. Nie był żebrakiem, jakich wielu spotykamy na ulicach każdego miasta na świecie. Nie, on grał, bo to kochał. Kochał muzykę i kochał ludzi, którym ją przekazywał. Grał, aby pokazać, że można zdobywać szczęście nawet dzięki tak drobnym rzeczom jak koncerty dawane na ulicy zupełnie obcym ludziom. Po raz pierwszy rozmawiałam z nim prawie dwa lata wcześniej. To, czego się o nim dowiedziałam, było niesamowite. Dzięki temu czasowi, który spędzał codziennie tam, na ulicy, jego życie nabierało blasku. Mówił, że w ten sposób poznał wielu cudownych ludzi, których inaczej nie dane byłoby mu spotkać. On potwierdził to, co kiedyś udowodniła mi osoba, o której nigdy nie pomyślałabym, że może mieć taki wpływ na moje życie. Pokazał mi, że nasze życie wcale nie musi być tylko i wyłącznie dostosowywane do innych, że nie trzeba się tak bardzo przejmować wszystkimi innymi. Że trzeba też czasami przejąć się sobą. I znaleźć własne szczęście...
Minęły już dwa lata, od kiedy z mojego życia zniknął, Severus Snape. Nie, nie powinnam mówić, że zniknął. To byłoby największe i najgłupsze kłamstwo, jakie do tej pory wyszło z moich ust. Hogwarcki Mistrz Eliksirów, pomimo, że realnie nie było go przy mnie, tak naprawdę istniał w moim życiu zawsze. Heh... Zabawne. Kiedy pojawił się na progu mojego domu po raz pierwszy dwa lata temu, byłam pewna, że mam zmienić jego życie. A teraz, od dnia, w którym odszedł, dzień po tym pamiętnym balu, na który mnie zabrał, codziennie na nowo odkrywam, że tak naprawdę to on całkowicie zmienił moje życie. Stałam się zupełnie inną osobą, stara Weronika Flor odeszła na dobre w dniu, w którym odszedł również Severus.
Teraz właśnie siedziałam w pokoju, który wynajmowałam razem z inną dziewczyną w moim wieku. Byłam tak daleko od domu, a jednak byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że tego dnia czekają mnie męczące zajęcia na uczelni, ale uwielbiałam je i cieszyłam się na myśl o nich. Wiedziałam też, że wieczorem spotkam się z przyjaciółmi, których zdobyłam w ciągu tego czasu spędzonego tutaj. To byli wspaniali ludzie, którzy sprawiali, że czułam się bardzo, bardzo szczęśliwa i, jak to kiedyś określiłam, "chciana" i lubiana. Już nie miałam wątpliwości, że jestem komuś potrzebna i że mam, na kogo liczyć w każdej sytuacji. Teraz spotykałam się z przyjaciółmi i znajomymi, wychodziłam z nimi, spędzaliśmy razem czas. Chociaż prawdę mówiąc nigdy nie przekonałam się do tych hałaśliwych i tłocznych dyskotek. Ale w końcu imprezy to nie wszystko. Moje życie jest teraz pełne i prawdziwe.
Nigdy nie dostałam żadnego listu, żadnego znaku życia od Severusa. Ale nie oczekiwałam tego. Wiedziałam, że spotkanie z nim to był tylko jeden etap naszego życia. Teraz każde z nas tworzyło własną historię. Nigdy jednak o nim nie zapomniałam i jestem pewna, że nigdy nie zapomnę. I miałam nadzieję, że on kieruje teraz swoim życiem tak, by go nigdy nie żałować. Właśnie tak, jak mnie nauczył i jak robiłam to już tyle czasu.
Cóż... Miałam się nie przejmować, ale jednak sięgnęłam na półkę, na której stała książka, którą specjalnie przywiozłam ze sobą z domu. "Harry Potter i Insygnia Śmierci". Chciałam ją otworzyć na moim ulubionym fragmencie, ale książka wyśliznęła mi się z rąk. Upadła na łóżko, otwierając się na stronie, gdzie opisana była scena, której mimo wszystko bardzo nie lubiłam. Śmierć Severusa Snape'a. Podniosłam książkę, wpatrując się w zapisane tam słowa i westchnęłam cicho. Nie liczyłam na błąd pani Rowling. Ale wierzyłam w Severusa Snape'a, Mistrza Eliksirów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, człowieka, który pomógł mi zobaczyć, czym jest życie. Wierzyłam, że żył tak, jak dyktowało mu to serce i że w każdej chwili mógł powiedzieć, że jego życie nie było jednym wielkim kłamstwem, tak, jak o nim myślał zanim go spotkałam. Wierzyłam, że teraz wszystko się zmieniło. Jego życie nie było kłamstwem. Tak samo, jak i moje przestało nim być, bo pewien uparty Mistrz Eliksirów postanowił mi to udowodnić.
- Dziękuję ci – szepnęłam cicho, uśmiechając się do siebie, po czym zamknęłam książkę i odłożyłam ją ostrożnie na półkę.
Potem podniosłam z podłogi torbę, zarzuciłam na ramię i opuściłam pokój, wychodząc na spotkanie kolejnego dnia mojego własnego życia.
KONIEC
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:44.
|
|
|
08-27-2009, 20:48
|
#54
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: Okrutna Barcelona
Posty: 790
|
Zdaje mi się, że już gdzieś to czytałam, czy nie umieściłas tego na jakimś innym portalu...?
A więc podzielę to na plusy i minusy, wszysko to tylko moje prywatne odczucia, broń Boże nie błędy.
*Nie podoba mi się kreacja bohaterów. Widzisz ksiązki sa zaskakująco nudne, gdy postacie nie mają ciekawej historii życiowej (są normalne) lub gdy nie mają ciekawego charakteru. Ostatecznie mogą go uratować wady bohaterów drugoplanowych, ale to też nie zawsze. Zauważ, że nawet Harry nie był idealny (był zarozumiały, niedomyślny), a już nie wspomnę o Snape'ie czy Syriuszu, którzy jak sama zauważyłaś byli tak barwni, ze kochało ich wiele osób. Przykłąd z innych książek - Villefort z "Hrabi Monte Christo" mimo tego, że zdradził Edmunda zasłużył sobie na litość właśnie dlatego, że potrafił cierpieć, a nawet nie szukając daleko - Kmicic z "Potopu" był lubiany bardziej od Skrzetuskiego czy Wołodyjowskiego, chociaż to byli przecież "zacni panowie". Do czego zmierzam? Zarówno Weronika jak i Snape nie mają u ciebie osobosości. Sa tacy nijacy, nie posiadają wad nie robią głupich rzeczy. Posłóżyłaś się przeszłością Snape'a, ale z niej zrezygnowałaś. Napisałaś, że on zmienił jej życie, ale nie pokazałaś jakie było wcześniej - napisałaś, ale tego nie pokazałaś.
*długie, straasznie długie opisy. Tak wiem, że książka nie może się składać z samych dialogów, ale nie może też być kilkustronowym opisem przeżyć wewnętrznych, bo na dłuższą metę to zabija. Zastanów się dlaczego nikt nie chce czytać "lalki"? Bo gł. bohater przez kilkanaście stron chodził dookoła Warszawy, bo sama fabuła jest dobra. Nie twierzę, że masz zrezygnować z opisów, ale powinnas je ubarwić, a twoje sa martwe.
*temat - przejedzony. Już chyba z milion razy czytałam na temat książek HP któe okazały się prawdziwe. Mogłaś zrobić to inaczej np. że Snape naprawdę był jej sąsiadem i z jakiegoś powodu pragnął jej towarzystwa. Nie wiem teraz bo mózg mi wysiadł po tylu stronach opisów.
Teraz zalety
*Bardzo mi się podoba to, ze Snape i Wronika już się nie spotkali. Dzięki temu nie żałuję, że to przeczytałam. Bardzo wazne jest to, ze zawarłaś w tym złotą myśl. Wielcy pisarze tak robią, bo zakończenia nie mają być takie jakich pragnie czytelnik, ani nawet zaskakujące - po prostu musi z nich wypływać coś ważnego, zakończenia muszą coś przekazywać, bo wbrew pozorom to co czytaliśmy uczy nas sposobu myślenia (tak jest w moim przypadku)
*Nie ma błędów (być może nie zauważyła ze względu na ilość nie wiem) ani braku spójności. Nie gubię się w tekście ani też nie czuję, że coś trwa za długo, a to też duuży plus.
Teraz jako całość - nie będę ukrywać, że twój ff jest tym jednym z lepszych na tym forum. Podwyższasz poziom  Dlatego naprawdę dobrze, ale i tak praca, praca, praca
__________________
"- To miejsce wygląda jak cela więzienna - wykrztusił w końcu. - Nie mam pojęcia, jak możesz żyć w czymś takim.
- Za moją pensję ledwo, ledwo
- Jeśli trzeba, gotów jestem dopłacić, abyś mieszkał w miejscu, które nie będzie cuchnąć ani siarką, ani moczem.
- Mowy nie ma.
- Zmarł z dumy i smrodu. Masz epitafium w prezencie' "
|
|
|
08-27-2009, 22:57
|
#55
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Bardzo Ci dziękuję za tak rozbudowany komentarz, alette. Dał mi dużo do myślenia. Rzeczywiście, zgadzam się trochę z tobą co do tego braku osobowości. Może to troszkę wynikło z tego, że fick początkowo miał być nieco inny i o wiele krótszy... Ale nad tym popracuję 
Co do opisów, to prawda, że jest ich dużo, ale właściwie o to mi chodziło, żeby skupić się na odczuciach, wewnętrznych przemyśleniach itd., a nie na rozmowach.
A temat może rzeczywiście przejedzony, nie wiem. Wcześniej chyba nie spotkałam się z taką formą ujęcia tematu. Ale też specjalnie nie szukałam, więc trudno mi się wypowiadać.
Nie, nie zamieszczałam tego wcześniej nigdzie. To jest mój pierwszy fick publikowany gdziekolwiek i to forum jest moim "macierzystym"
Cieszę się, że tak skrupulatnie oceniłaś mój tekst. I obiecuję, że będę pracować dużo i ciężko
Fick jest już zakończony, a więc przenoszę do zakończonych.
Sari.
__________________
"– Kocham Rona i Hermionę.
Draco uniósł brwi.
- Tak, i w tym tkwi problem, prawda? Właśnie dlatego, że ich kochasz, czułeś się przez te wszystkie lata winny. W momencie, kiedy obdarzyłeś ich uczuciem, musiałeś przestać być sobą."
"Światło pod wodą"
Ostatnio edytowane przez Sarahis : 03-14-2010 o 16:46.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:09.
|
|