Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania - miniaturki

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 01-23-2010, 22:56   #1
Anika
Super Moderator
 
Anika na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2007
Lokalizacja: W Zakamarkach Piekielnych.
Posty: 650
Domyślnie Pod Choinką :)

Cóż. Tekst popełniony dość dawno na potrzeby pojedynku z Arsine na Forum Mirriel. Wygrałam to starcie. Teraz chcę się nim pochwalić tutaj.
Kanon - nie stwierdzono.
Sens - jakiś jest.
Humor - porcja maksymalna. SMACZNEGO.
Całość na melodię Shakin'a Stevensa „Cry just a little bit”.



Już od ładnych kilku lat święta Bożego Narodzenia kojarzyły się Harry'emu z ciepłem rodzinnym, radością i dobrą zabawą, stopniowo wypierając nieprzyjemne wspomnienia wyniesione z domu Dursleyów. Wigilię już od trzech lat regularnie spędzał u państwa Weasleyów, w Norze, gdzie zawsze było gwarno, ciepło i radośnie.
Ten rok też nie miał być pod tym względem inny. Zaproszenie na kolację wigilijną dostał już na początku listopada od Molly Weasley, tak więc pozostało mu tylko kupić dla wszystkich prezenty i odliczać dni do świąt. Zwłaszcza że zamierzał wreszcie poprosić Ginny o rękę...

****

– Zimno – stęknął Harry, rozcierając ręce odziane w czarne skórzane rękawiczki i poprawił wielki plecak, w którym miał prezenty dla dziesięciu osób. Czuł się jak Święty Mikołaj, potrząsając paczkami zalegającymi mu na plecach. Wśród nich znajdowała się maleńka paczuszka dla najważniejszej osoby – pierścionek dla Ginny. Mały szmaragd oprawiony w białe złoto leżał na atłasowej poduszeczce w pudełeczku firmy Wizzy Jewellery. Samo pudełeczko Harry pieczołowicie owinął w białą krepę ozdobioną delikatnym kwiatowym wzorem i obwiązał dwiema zielonymi wstążeczkami po czym ostrożnie wsunął między paczki dla pozostałych. – Czemu ja się nie przeteleportowałem?!
W śnieżnej zadymce widział nie dalej niż na dwa metry, na dodatek mroźny grudniowy wiatr wciskał mu się we wszystkie zakamarki ciała, nie przejmując się dwoma grubymi swetrami produkcji pani Weasley, szalikiem w barwach Gryffindoru (nadal go nosił, mimo że szkołę skończył trzy lata temu) i puchową kurtką zapiętą na wszelkie możliwe guziki. W sumie teleportacja mogłaby się dla mnie źle skończyć, pomyślał Harry, z uporem maniaka prąc naprzód. Na szczęście po chwili poprzez spadające płatki śniegu dostrzegł wysoki, nieco nieforemny dom państwa Weasleyów. Sam widok tego przytulnego budynku podniósł go na duchu i nastroił wyjątkowo świątecznie. Przyspieszył kroku, ciesząc się na kolację w towarzystwie osób, które kochał. Już z daleka zauważył, że nieopodal furtki stoi duży bałwanek z marchewkowym nosem, węgielkowymi oczami i z dziurawym kociołkiem na głowie. Ku zdziwieniu i rozbawieniu chłopaka bałwan podskoczył radośnie na jego widok, zasiąkał marchewkowym nosem, otarł go patykowatą ręką i – niemal przy tym gubiąc swój „kapelusz” – doskakał do furtki, otwierając ją na oścież i salutując przechodzącemu Wybrańcowi jak żołnierz kapitanowi.
– I jak tu nie kochać tych ludzi? – zaśmiał się czarnowłosy, z udawaną powagą ściskając patykowatą rękę śnieżnego stwora. Bałwanek właśnie odgrywał pantomimę, w której niemal oddawał cześć gościowi, kiedy nagle otworzyły się drzwi frontowe i stanął w nich Bill Weasley.
– Widzę, że masz nowego przyjaciela – zaśmiał się Łamacz Zaklęć, patrząc wesoło na Harry'ego. – Ładuj się do środka, bałwanek nie zginie. Fred, George i Ginny dosłownie przeładowali go czarami na wszelką okoliczność, sądzę więc, że byłby w stanie przetrwać nawet słońce Sahary.
– Przyjaciel jak przyjaciel, zabawny gość – Harry wyszczerzył radośnie zęby, zostawiając bałwana, który wyraźnie posmutniał. – Kto jest?
– Wszyscy. Nawet Percy zebrał wreszcie kuper i zszedł na dół. Właściwie czekaliśmy już tylko na ciebie.
Harry poczuł się głupio.
– Bardzo się spóźniłem?!
– Skąd, po prostu wszyscy wcześniej zeszli na dół – Bill zamknął bałwankowi drzwi tuż przed marchewkowym nosem, obserwując, jak Harry zdejmuje buty i stawia je na małej słomiance. – Matka w tym roku miała fazę na skarpetki, toteż nie zdziw się, jeśli dostaniesz od niej w prezencie tradycyjny sweter i skarpety. Ja zostałem obdarowany prototypem, bo mama wie, że nie mam serca powiedzieć jej co o nich myślę – Mężczyzna uśmiechnął się nieco krzywo i pokazał chłopakowi rdzawozłotą skarpetkę ozdobioną nieco nieforemną twarzą Mikołaja z lekkim zezem. – Grunt, że w nogi ciepło! – puścił mu figlarne oczko.
– Pospieszcie się, mama już zrzędzi, że zaraz ziemniaki do reszty wystygną! – Do przedpokoju zajrzała rudowłosa dziewczęca twarzyczka dwudziestoletniej Ginny Weasley. Na widok Harry'ego oczy jej rozbłysły figlarnym blaskiem a czarnowłosy uśmiechnął się szeroko. – Cześć, Wybrańcze! – podeszła do niego i radośnie rzuciła mu się na szyję, nie zauważając, że chłopak ma mokre od śniegu włosy.
– Cześć, Ginny...
– Się zaczęło. Zakochani są wśród nas. Ślepi i głusi na wszystko – roześmiał się Bill, poprawiając z zażenowaniem rudego kucyka i za wszelką cenę starając się nie patrzeć na bezwstydnie całującą się przy nim parę. – Może się ruszycie, zanim ściągnie tu cała pielgrzymka? – Uwolnił się od niezręcznej sytuacji, wymijając ich i kierując się do salonu.
– Czy Święty Mikołaj przyniósł coś dla mnie w tym roku? – Ginny pogłaskała Harry'ego po policzku.
– A czy byłaś grzeczna? Ząbki myłaś, nie używałaś brzydkich wyrazów i różdżki w nieodpowiednich sytuacjach? – zakpił Harry, uśmiechając się przewrotnie. – Mikołaj zobaczy, czy coś ma dla ciebie. Na razie jednak chodźmy już do salonu.
– Mama się wysiliła i w tym roku porobiła też skarpetki na drutach. Udawaj zaskoczonego i ucieszonego, jak cię obdaruje takimi pod kolor swetra, z zezowatymi Mikołajami – mruknęła Gin, a Harry z trudem powstrzymał się od śmiechu.
Salon Weasleyów aż tętnił życiem. Wielka zielona choinka stała w rogu pokoju, świecąc magicznymi lampkami, które – niczym robaczki świętojańskie – latały wokół przyozdobionego bombkami, łańcuchami i anielskim włosiem drzewka. Sam iglak poruszał się delikatnie, jakby muskany wiaterkiem, a ozdoby podzwaniały cichutko niczym dzwoneczki sań. Cały pokój ozdobiony był świątecznymi dekoracjami, gdzieniegdzie wisiały pęczki jemioły, a na oknach widniał magiczny szron, który tworzył malownicze zimowe witraże, co jakiś czas zmieniające obraz.
Pośrodku salonu ustawiono dwa wielkie stoły przykryte białymi obrusami, a na nich ustawiono wszystkie wigilijne potrawy, które własnoręcznie przyrządzała Molly Weasley.
– Harry, kochaneczku! – Zanim Harry się zorientował, już był w objęciach pani Weasley, która tuliła go jak kwoka swoje pisklę. – Przemarzłeś do szpiku kości, dlaczego nie skorzystałeś z Sieci Fiuu?! Czy mi się zdaje, czy schudłeś? – Molly obejrzała chłopaka, trzymając go na odległość wyciągniętych ramion.
– Pani Weasley, spokojnie, nic mi nie jest. Z kominka nie skorzystałem, bo zapomniałem stroju Mikołaja, a tak poza tym spacer mi się przydał – Harry uwolnił się z objęć kobiety i wyjął różdżkę z kieszeni. Wystarczyło ledwie jedno machnięcie, aby prezenty z plecaka znalazły się pod choinką razem z innymi paczuszkami.
– Hej, Harry! – Zza stołu uśmiechnęła się do niego wesoło jego najlepsza przyjaciółka, Hermiona Granger, a właściwie od ponad roku już Weasley. – Ponoć polubiłeś się z bałwankiem! – zachichotała.
– To ma farta. Mnie ta bestia za diabła nie chce lubić, już któryś raz z kolei natarł mnie śniegiem, kiedy wyszedłem po drewno do kominka – mruknął niezadowolony Ron, trzymając Hermionę za rękę.
– Oj, biedaku, zemszczę się na nim okrutnie, jeśli czujesz się aż tak strasznie skrzywdzony – Hermiona pokazała mężowi język i pocałowała naburmuszonego rudzielca w policzek.
– Czołem, brachu! – powiedzieli jednocześnie Fred i George, uśmiechając się niewinnie. Zbyt niewinnie jak na nich. Z daleka było czuć, że to ich sprawka jeśli chodzi o sympatie i antypatie podwórkowego świątecznego stwora.
Percy i Charlie rozmawiali o czymś z ożywieniem, żywo przy tym gestykulując, ale obaj przywitali chłopaka skinieniem głowy, natomiast Artur Weasley poderwał się z miejsca, ściskając mu rękę.
__________________
"Fantazji odrzuć dziś nieostry kształt,
Bo czas by miała już Twój głos i twarz..."
Anika jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 01-23-2010, 22:58   #2
Anika
Super Moderator
 
Anika na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2007
Lokalizacja: W Zakamarkach Piekielnych.
Posty: 650
Domyślnie

Harry od razu poczuł się jak w prawdziwym domu. Nora, odkąd tylko pamiętał, zawsze była pełna życzliwych ludzi. Weasleyowie mogli nie być czarodziejami – od nich czuć było magię miłości i ciepła rodzinnego. Gwar rozmów i kłótni przy Wigilijnym stole sprawił, że Wybrańcowi stanęły w oczach łzy. Tutaj czuł się wspaniale; to wszystko było takie swojskie, takie cudowne.... Będąc w Norze, przy nich wszystkich, a zwłaszcza Ginny, Ronie, bliźniakach oraz Molly i Arturze miał wrażenie, że jest członkiem tej rodziny.
W tej samej chwili, zupełnie jak natrętna mucha, napłynęły niechciane wspomnienia ze świąt spędzanych u Dursleyów.
„ – Wesołych Świąt, Dudi! – Harry wszedł do świątecznie udekorowanego salonu, gdzie stała wielka plastikowa choinka obwieszona zwykłymi bombkami z supermarketu. Pod nią leżało mnóstwo paczek opakowanych w kolorowe papiery, a wśród nich buszował uradowany ośmioletni Dudley, którego ciotka Petunia z zapałem fotografowała. – No rozpakuj paczuszki, syneczku!
Harry stanął z boku, z zazdrością i smutkiem przyglądając się, jak Dudley rozdziera barwne opakowania, wyciągając coraz to inne zabawki, między innymi konsolę Pegasus do gier telewizyjnych i zdalnie sterowany samochód na baterie. Czuł się pominięty i to w najgorszy sposób. Nienawidził świąt, a zwłaszcza chwili, kiedy pod choinką pojawiały się paczki. Wiedział bowiem, że nigdy pod nią nie będzie podarku dla niego, Harry'ego Pottera.
Westchnął cicho, ale nie na tyle, żeby ciotka tego nie usłyszała. Natychmiast się obejrzała na niego i zlustrowała spojrzeniem.
– Czy ty nie umiesz się uczesać? – warknęła.
– Czesałem się! – zaoponował ośmioletni Harry, przygładzając rękami czarne potargane włosy. – Nie moja wina, że takie są!
– Przynoś na stół półmiski z kuchni! – Ciotka Petunia machnęła na niego ręką, nakazując tym samym wyjść z salonu. Harry poczuł, jak wielka gula zbiera mu się w gardle. – No, na co czekasz?!
– Ciociu, czy ja też dostanę jakiś prezent? – wypalił niemal na wydechu, czując łzy w oczach.
Przez twarz ciotki Petunii przemknął dziwny grymas, Dudley spojrzał na niego ze złośliwą uciechą.
– Nie byłeś grzeczny w tym roku – powiedziała dobitnie ciotka. – A teraz przynoś półmiski. Zaraz przyjdzie Vernon z ciotką Marge.
Harry odwrócił się na pięcie i uciekł do kuchni, dopiero tam pozwalając sobie na płacz.
Z salonu dobiegały go warczenia Dudleya bawiącego się autem...”
– Harry! Harry, ocknij się!
Dwudziestojednoletni Harry ocknął się jakby z transu, przez chwilę nie rozumiejąc, gdzie jest. Po policzku spływało mu coś mokrego, coś jak...
– Harry, ty... płaczesz? – Harry spojrzał nieprzytomnie na Hermionę, która podeszła do niego złożyć życzenia. – Co się stało? – Przyjaciółka patrzyła na niego z troską.
– Co roku mierzę się z własnymi demonami – odparł z uśmiechem chłopak, ocierając zdradliwą kroplę wody. Wszyscy dookoła przepychali się nawzajem, chcąc dostać się do siebie z życzeniami świątecznymi. – Na Merlina, Hermiono, nie mówi mi, że specjalnie do mnie pchałaś się z takim brzuchem! – Harry spojrzał ze zgrozą na całkiem spory już brzuszek dziewczyny.
– Po coś ma się te łokcie – zachichotała świeżo upieczona żona Rona.
– Ale jesteś w ciąży!
– Ciąża to nie choroba, na litość boską! Możemy wreszcie poskładać sobie te życzenia? – Hermiona wzniosła oczy do sufitu, zdmuchując włosy z czoła.
– Cóż... – Harry ogarnął się błyskawicznie. – Chcę ci życzyć wszystkiego co najlepsze, zdrowia dla ciebie i dzidziusia, oczywiście pieniędzy i szczęścia u boku Rona – ucałował dziewczynę.
– A ja tobie tego, byś wreszcie przestał żyć przeszłością, byś zaczął myśleć o przyszłości, żebyś wreszcie poprosił Ginny o rękę, bo te podchody nie mają sensu... no i oczywiście zdrowia, szczęścia i pomyślności – uśmiechnęła się rozbrajająco.
– Jak dobrze pójdzie, to jeszcze dzisiaj część twoich życzeń się spełni.
– Dasz radę – Hermiona objęła go przyjacielsko.
– Co to za obściskiwanie się, cooo? – Obok nich z miną buldoga stanął Ron. Widać było, że tylko udaje podejrzliwego, bo oczy mu się śmiały.
– Sprowadzam twoją żonę na złą drogę – Harry wyszczerzył zęby do przyjaciela i lekkim ruchem przyciągnął roześmianą Hermionę do siebie. – Tylko się nie zdziw, jeśli twoje dziecko będzie brunetem, bądź brunetką – uniósł brew i cmoknął powietrze za uchem szatynki.
– Jakby to powiedział Sir Cadogan? – Ron porwał ze stołu białoróżową pałeczkę lukrecjową i zamierzył się nią niczym szpadą na Harry'ego. – A, tak. Giń, nędzny psie!
Harry roześmiał się niby-drwiąco i złapał drugą, zielononiebieską.
– Zobaczymy kto zginie, fanfaronie! – Walka trwała może kilka sekund, bo w momencie, kiedy zachwyceni bliźniacy i Bill zaczęli im kibicować, pani Weasley postanowiła wkroczyć do akcji.
– Na miłość boską, musicie zachowywać się jak dzieci?! – ofuknęła ich, zabierając słodycze z rąk. – Jakbyście nie mogli sobie normalnie życzeń poskładać!
– Normalność to rzecz sporna – mruknął Ron, pokazując matce język. Całe szczęście, że w tej chwili Molly była odwrócona do niego plecami.
– O co tak zażarcie walczyliście? – Obok nich zmaterializowała się Ginny.
– O względy Hermiony – odparł Harry, puszczając jej oczko.
– O, ja biedna i zdradzana... – Ruda przyłożyła dłoń do czoła w teatralnym geście. – No, ale życzę wam wszystkiego, czego chcecie sobie życzyć, byle nie moich pieniędzy i faceta.
– W tej kolejności – dodał sarkastycznie Harry i cała czwórka wybuchła radosnym śmiechem.
– Harry, mógłbym złożyć ci życzenia? – Percy klepnął chłopaka w ramię i ten niechętnie się odwrócił. Nigdy nie przepadał za wiecznie nadętym trzecim z braci Weasleyów, ale uśmiechnął się ciepło. – No więc życzę ci znalezienia dobrej pracy i odnoszenia sukcesów w karierze.
Tak jakby tylko na tym świat się opierał, pomyślał Harry, niechętnie powtarzając wyświechtaną formułkę: „Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności i pieniędzy”.
Wreszcie wszyscy usiedli do stołu i zaczęli pałaszować świąteczne potrawy, rozmawiając, żartując i śmiejąc się przy tym do rozpuku. Fred i George co jakiś czas zerkali na paczki, zupełnie jak małe dzieci, które ze zniecierpliwieniem czekają na koniec kolacji wigilijnej, by móc dobrać się do prezentów, Charlie wciągnął się w rozmowę z Hermioną na temat rumuńskich smoków, pan Weasley zaśmiewał się z dowcipu Rona, a Molly nieustannie dopytywała Harry'ego czy dać mu dokładkę tej czy tamtej potrawy.
Napełniwszy żołądek, Harry poczuł, że nic mu do szczęścia więcej nie potrzeba. Spojrzał ponad stołem na Ginny, która, zaangażowana w rozmowę z Charliem, nakręcała sobie rudego pejsa na palec. Jej roziskrzone oczy i zaczerwienione od ciepła policzki nie pozwalały mu na oderwanie od niej wzroku. To ona była jego prezentem. Prezentem, który rozpakowywał za każdym razem, kiedy się z nią widział i nigdy mu się nie nudził ten podarek od losu. Stłumił śmiech, wyobrażając sobie Ginny zapakowaną w kolorowy papier w bałwanki i choinki, ozdobioną szeroką zieloną kokardą.
– Mamo, rozdajmy już paczki! – Fred uśmiechnął się rozbrajająco do Molly.
– No właśnie! – George wyszczerzył zęby w identyczny sposób.
– A co z tradycyjną kolędą? – zapytał zbulwersowany Percy, na co bliźniacy spojrzeli na niego jak bazyliszki. Harry roześmiał się w duchu, coś czując, że bałwanek stojący teraz za oknem i osłaniający szybę patykowatymi rękami by zajrzeć do salonu Weasleyów będzie ostro mścił się na rudzielcu w rogowych okularach.
– No właśnie, należałoby teraz zaśpiewać kolędę! – przypomniała sobie pani Weasley, patrząc z wdzięcznością na syna, który z kolei popatrzył na swoich braci z mieszaniną dumy i pogardy na twarzy. Wszyscy jęknęli na samą myśl o śpiewaniu. Jedynymi osobami, które umiały śpiewać, nie fałszując i nie przekręcając przy tym treści piosenek były Ginny i Hermiona, ale i one wyglądały na przerażone pomysłem Molly. Fakt, cała reszta obecnych miała zaledwie pierwszy stopień wtajemniczenia muzycznego: znaczy miała pojęcie, że istnieje coś takiego jak muzyka i mogły określić, kiedy ktoś śpiewa.
__________________
"Fantazji odrzuć dziś nieostry kształt,
Bo czas by miała już Twój głos i twarz..."
Anika jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 01-23-2010, 22:59   #3
Anika
Super Moderator
 
Anika na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2007
Lokalizacja: W Zakamarkach Piekielnych.
Posty: 650
Domyślnie

– Mamo, nie możemy sobie chociaż raz darować? – zapytał słabo Ron, którego wybitny antytalent wokalny nie był żadną tajemnicą.
– Molly, nie uważam, żeby było konieczne... – próbował zaoponować pan Weasley, ocierając pot ze skroni i odpinając guzik od kołnierzyka.
– Arturze, to TRADYCJA – Molly zaakcentowała ostatnie słowo tak dobitnie, że Artur spasował i popatrzył przepraszająco po zebranych. Nie od dzisiaj było wiadomo, że nie umiał postawić się żonie. – Tak więc w tym roku zaśpiewamy „Cichą Noc”.
– Tak jak i w poprzednim – mruknął Bill.
– I dwa lata temu... – dorzucił ponuro Charlie.
– Odkąd pamiętam, śpiewamy tą kolędę co roku – wymamrotał Ron. – Hermiono, w przyszłym roku przyjeżdżamy tylko wręczyć paczki, mowy nie ma o zostawaniu na kolacji...
– Masz może jakąś lepszą propozycję, Panie Pomysłowy?! – Molly popatrzyła na syna tak strasznym wzrokiem, że ten aż się skulił. Hermiona stłumiła dziki chichot, kopiąc pod stołem Harry'ego, który kaszlał tragicznie, maskując się chusteczką. – Harry, zrobiło ci się bardzo wesoło, więc ty zaczniesz, a my się przyłączymy – Pani Weasley uśmiechnęła się ciepło do czarnowłosego, któremu krew odpłynęła z twarzy. Na widok jego miny Hermiona już nie mogła się powstrzymać i ryknęła tak zdrowym i zaraźliwym śmiechem, że wkrótce wszyscy świętujący poszli w jej ślady.
– Ciiiichaaa noooc, święęęętaaaa noooc, pooookój nieeesie luuudziom wszeeeem... – Fred i George zaczęli śpiewać na cały regulator, przekrzykując roześmiane towarzystwo. Po chwili kolejne osoby przyłączyły się do ogólnego popisu wokalnego i salon wypełnił się słowami kolędy.
I co z tego, że nie na melodię, pomyślał Harry, starając się za bardzo nie kaleczyć muzyki. Ważne zaangażowanie, Bóg wybaczy nam brak talentu w tej dziedzinie!
Wreszcie przebrzmiały ostatnie fałszywe nuty i bliźniacy zerwali się z miejsc.
– Idziemy po Świętego Mikołaja! – oświadczyli jednogłośnie i wybiegli do kuchni, skąd po chwili dobiegły wszystkich zgromadzonych odgłosy bijatyki.
– W tym roku to ja jestem Mikołajem, rok temu byłem skrzatem!
– Pasują ci te zielone rajtuzy!
– Jeszcze czego!
– No już, bo jeszcze nas usłyszą!
Molly pokręciła z niedowierzaniem głową i wzniosła ręce do nieba, jakby błagając Boga o grom, który by trafił w rudzielców zza ściany.
Po chwili w salonie stanął nieco za szczupły Święty Mikołaj z długą do pasa brodą, która przypominała Harry'emu brody, których Fred i George „nabawili się” podczas próby oszukania Czary Ognia podczas wybierania kandydatów do Turnieju Trójmagicznego w Hogwarcie. Obok niego stał nadąsany, z kolei trochę wyrośnięty skrzaci pomocnik w zielonym stroiku i w czapeczce z pomponikiem.
– Khym. My... tego... paczki wręczymy. Jestem Święty Fredołaj, a to mój skrzat pomocnik, Gregorius – Fred odchrząknął i pociągnął obrażonego George'a pod drzewko. Wszyscy zebrali się wokół choinki, z uśmiechami czekając na swoje prezenty. Nawet Molly spuściła z tonu i patrzyła ciepło na synów. Fred podniósł zieloną paczkę i przeczytał bilecik. – Harry Potter. Potter proszony do informacji! – Harry wstał z miejsca i podszedł do wciąż naburmuszonego George'a, który wcisnął mu podarek. – A za nim Ginny! – Czarnowłosy błyskawicznie spojrzał na przedmiot w dłoniach Freda, ale na szczęście to nie była „ta” paczuszka. Oboje z Ginny usiedli obok siebie, rozwijając błyszczący papier.
To były paczki od pani Weasley.
– Sweter... skarpetki... – Ginny odkładała ubrania na bok, okazując im minimalne zainteresowanie. – Babeczki... A to... Na Merlina, NIE WIERZĘ! – Dziewczyna zachłysnęła się z wrażenia, cofając się kawałek.
– Co to? – Harry spojrzał na nią zdziwiony.
– Kochanie, pokaż Harry'emu, w końcu dotyczy to was obojga! – Molly bardzo szybko oderwała się od swojej nowej książki kucharskiej, samomieszającego się kociołka i przepięknych kolczyków, patrząc na córkę.
Harry pobladł.
– Mamo, nie wierzę, że mogłaś mi coś takiego dać! – wycedziła czerwona ze wstydu Ginny, patrząc na matkę z byka.
– Ależ to tylko książka z przydatnymi zaklęciami antykoncepcyjnymi i przepisami na wywary...
– MAMO!
Teraz to Harry zachłysnął się z wrażenia i poczuł jak czerwony rumieniec wypływa mu na policzki. W swojej paczce od Molly znalazł nie tylko szmaragdowozielony sweterek, jasnozielone skarpetki ze wściekle czerwonym Mikołajem (z lekkim stritem) domowej roboty toffi. Na samym spodzie leżały...
– Razem z Arturem pomyśleliśmy, że dopóki nie macie ślubu... – Molly uśmiechnęła się ciepło do chłopaka. –... to przyda wam się każde zabezpieczenie przed niechcianą...
– MAMO!!! – Ginny była purpurowa ze złości.
Wszyscy zgromadzeni milczeli, Ron patrzył współczująco na przyjaciela. Fred i George z przerażeniem patrzyli na swoje prezenty, leżące na stoliku przy kominku. Jedynie Bill uśmiechał się kątem ust.
Harry nie wytrzymał i wstał tak gwałtownie, aż wszyscy drgnęli.
– Harry, ZOSTAŃ! – Ginny poderwała się za nim, czując, że zaraz rozpłacze się jak dziecko.
Harry jednak nie zamierzał nigdzie wychodzić. Szybko podszedł do bożonarodzeniowego drzewka, sięgnął po białą paczuszkę z kwiatowym motywem i wrócił do dziewczyny, wręczając jej pudełeczko.
– Otwórz, proszę – powiedział dziwnym głosem, nie zwracając uwagi na to, że wszyscy patrzą na nich, pogrążeni w głuchej ciszy. Ginny wzięła od niego prezent i rozpakowała go drżącymi rękami. Na widok napisu na wieczku omal nie upuściła go na ziemię. Chłopak delikatnie wyjął jej go z dłoni, otworzył i klęknął na jednym kolanie. – Ginewro Weasley, czy wyjdziesz za mnie? – zapytał głośno i dobitnie, dając tym samym do zrozumienia, że oba podarunki od państwa Weasleyów są nietrafione.
– Och... – Rudowłosą zupełnie zatkało, łzy popłynęły jej po policzkach. – TAK!
Harry wyjął pierścionek z pudełka i wsunął go na serdeczny palec prawej ręki Ginny, jednocześnie przytulając się do niej.
– Mimo radosnych nowin w te święta, jestem zmuszony stwierdzić, że już od kilku lat jedno się nie zmienia... – Bill zmącił ogólną ciszę, wyjmując z pudełka krem z wysokim filtrem ochronnym. – Moja paczka ZNOWU kojarzy mi się z moją pracą! – roześmiał się, pokazując na napis na wieczku „Made in Cairo”.
Teraz w salonie zapanował chaos, bo wszyscy rzucili się na świeżo zaręczoną parę by pogratulować im szczęścia.
– Coś takiego, a w mojej paczce był tylko magiczny organizer – powiedział wesoło Fred. – Całe szczęście, że jeszcze nie mamy dziewczyn – szybko wciągnął przez głowę swój złoty sweter z czerwonym „F” na piersiach.
– A ja dostałem książkę o tym, jak dorosnąć psychicznie – zachichotał George, zakładając czerwony sweter ze złotym „G”.
– W sumie i tak macie lepiej ode mnie – Ron podniósł do góry granatowe śpioszki. – Bo ja już nie wiem, czy to dla mnie, czy dla dziecka.
– Jakby to ze trzydzieści razy powiększyć... – zakpiła Hermiona, kończąc rozczulanie się nad smoczkiem marki „Baby'sPell”, który miał smakować jak truskawki, nie szkodząc dziąsłom i żołądkowi dzidziusia. – Może ci jeszcze smosia przyczepię, przestaniesz wreszcie narzekać. Ja dostałam pampersy, czy mam uważać, że powinnam je nosić?
– A ja mam dokładnie to co chciałem – powiedział wyniośle Percy, trzymając naręcze książek. – I jestem zadowolony. Idę czytać! – wyszedł, czym sprawił, że Bill i Charlie odetchnęli z ulgą.
– Wreszcie polazł. Jeszcze trochę, a chyba bym dokonał morderstwa – mruknął Charlie, przyglądając się wielkiemu pluszowemu smokowi barwy bordo, który mruczał zachęcająco, kiedy pogłaskało się go pod bródką.
– A tamci szczęśliwi – Hermiona spojrzała na przytulonych do siebie Ginny i Harry'ego, którzy dzielnie znosili napad Molly i Artura. – Właśnie tego życzyłam obojgu – uśmiechnęła się, widząc jak Fred ściska jowialnie dłoń Wybrańca, udając całkowitą powagę.
– Czego? Jowialnego ściśnięcia ręki od Freda? – Ron odłożył czerwony śliniaczek na bok.
– Nie, baranie. Szczęścia – Hermiona pokręciła głową z wyraźnym politowaniem.
Pięć minut później wszystko wróciło do normy. Harry i Ginny podeszli do przyjaciół, którzy pokazywali sobie nawzajem swoje podarki. Rudowłosa ściskała ukochanego za rękę tak, jakby bała się, że jej zniknie. Pierścionek pięknie prezentował się na jej palcu.
– I to są właśnie wesołe święta! – powiedział Harry tonem najszczęśliwszego człowieka na ziemi.
Tak się właśnie czuł.

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!
__________________
"Fantazji odrzuć dziś nieostry kształt,
Bo czas by miała już Twój głos i twarz..."
Anika jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:41.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.