Cytat:
Marcus_Hannington napisał/a:
Książka mogłaby być nie dla dzieci raczej z powodu ddrastycznych scen w ostatnich rozdziałach.
Cytat:
|
Martwi leżeli w rzędzie po środku sali. Harry nie mógł zobaczyć ciała Freda, ponieważ otoczyła je jego rodzina. George klęczał przy jego głowie, Pani Weasley leżała w poprzek jego ciała, trzęsąc się z płaczu, Pan Weasley gładził jej włosy, a po policzkach spływały mu łzy.
|
Dorosły jak to czyta to czuje strach a co dopiero dziecko. Przecież te sceny są tragiczne, ciągła walka, dziesiątki ciał, płacz, to szok dla dziecka.
|
Ja nie czuje strachu xD strach czuje lettko po tym jak ktos juz zginął to dlaczego mamy czuć strach jak to nic nie zmieni to jest straszne :
I ruszył wzdłuż nowej ciemnej ulicy, teraz jego przeznaczanie było zasięgu wzroku, wreszcie! Złamany Fidelius, aczkolwiek oni tego jeszcze nie wiedzieli... Robił mniej hałasu niż śmierć wychodząc prześlizgująca się przez piwnice zbliżająca się tak jak on do czarnej przepaści i przechodzi przez nią.
Nie mieli powieszonych zasłon, on widział ich całkiem dokładnie w ich pokoju, wysoki czarnowłosy mężczyzna w okularach, robiący obłoczki kolorowego dymu wprost z różdżki dla rozrywki małego czarnowłosego chłopca w niebieskiej piżamie. Dziecko się śmiało i próbowało złapać dym, uchwycić w jego małe dłonie.
Drzwi się otwarły i mama weszła, mówiąc słowa, których on nie mógł usłyszeć, jej ciemno-czerwone długie włosy zasłaniały jej twarz. Ojciec wstał i podał synka żonie. Rzucił różdżkę na sofę wyprostował się ziewając.
Bram zaskrzypiała troszeczkę, kiedy on ją otworzył, ale Ja mes tego nie usłyszał. Jego białą ręka wydobyła różdżkę spod jego płaszcza wycelował nią w drzwi które wybuchowo otworzył.
Był nad progiem kiedy james wbiegł do przedpokoju, to było łatwe za łatwe, on nawet nie podniósł swojej różdżki
- Lily, bierz harrego i uciekaj, TO ON!! UCIEKAJ. JA go przetrzymam
Przetrzymasz , bez różdżki w ręku, Zaśmiał się przed inkantacją zaklęcia
"Avada Kedavra"!
Zielone światło wypełniło przytulny przedpokój zapalając wózeczek i pchając go na ścianę , to rozpaliło poręcz jak świetlisty pręt, James potter upadł na ziemie niczym marionetka której sznurki zostały obcięte.
Mógł usłyszeć krzyki z górnego piętra, była w potrzasku ale tak długo jak była rozsądna nie miała się czego bać... Wspiął się po schodach, wsłuchując się z lekkim zadowoleniem w jej próby zabarykadowania drzwi. Nie miała przy sobie różdżki. Byli tak głupi, tak ufali że ich przyjaciele zapewnią im bezpieczeństwo.
Wyłamał drzwi jednym leniwym ruchem różdżki podsuwał barykadę utworzoną z krzeseł i pudełek w środku stała ona z chłopcem w ramionach. Na jego oczach rzuciła chłopca do łóżeczka za nią i zasłoniła je własnymi ramionami, tak jakby to mogło pomóc, w obronie go przed jego losem
-Nie tylko nie Harry, proszę nie harry
-Stań z boku głupia dziewczyno, stawaj teraz
- Nie tylko nie harry, proszę nie, zabierz mnie , zabij mnie jeżeli musisz.
- To jest moje ostatnie ostrzeżenie
-Nie harry Proszę mnie litość , Litości litości nie harry nie harry błagam zrobię wszystko
- Odsuń się odsuń
Mógł zmusić ją by odsunęła się na bok od łóżeczka ale będzie wyglądać rozważniej jeżeli oni wszyscy zginą.
Zielone światło rozbłysło wokół pokoju i upadła tak jak jej mąż. Dziecko nie płakało wcale.
Mogło tak stać trzymając się poręczy łóżeczka patrząc się na twarz intruza z zaciekawieniem, prawdopodobnie myśląc że to jego ojciec schowany za płaszczem, robiący więcej światełek i jego mama zaraz wyskoczy śmiejąc się.
Wycelował różdżkę bardzo starannie w twarz dziecka. Chciał widzieć jak to się stanie, zniszczenie tego jedynego, niewytłumaczalnie niebezpiecznego . Dziecko zaczęło płakać ujrzało że to nie James. Czarny pan nie polubił tego płaczu, nigdy nie był w stanie przetrawić tych malutkich
„avada Kedavra”
I wtedy się złamał., Był niczym ale ból i teror, i musiał się ukryć, nie tu w rumowisku zrujnowanego domu, gdzie dziecko w potrzasku płakało ale daleko daleko stąd.
„Nie” narzekał
Wąż szeleścił na brudnej zabałaganionej podłodze i on zabił chłopca i dopiero był tym chłopcem.