RE: Utrata rodziców.
Matko... Pomysł może być, ale wykonanie kiepskie. Błędów tyle, że szok...! Poprawię Ci całą część, żebyś wiedział, jak pisać dalej. Poprawione rzeczy podkreślę.
Harry obudził się bardzo wcześnie. Chłopiec miał już 10 lat. Rozmyślał o dwójce przyjaciół - Ronie i Hermionie, z którymi znał się od wczesnego dzieciństwa. Kilka minut później przez otwarte okno wleciała sowa - Hedwiga - która miała list zaadresowany do Harry'ego. Położyła go na biurku, a sama odfrunęła do klatki. Harry zawołał:
-Mamo!!!!
-Co się stało?- zapytała zdyszana i przestraszona Lily. Właśnie wbiegła do pokoju syna.
-List... - wyjąkał Harry przerażony całą sytuacją i wskazał na list, który przed chwilą przyniosła Hedwiga.
Lily wytarła ręce w ścierkę, którą miała ze sobą i wzięła list do ręki. Zaczęła czytać. Gdy skończyła, zawołała Jamesa. Natychmiast się pojawił.
-Czy coś się stało kochanie?- zapytał wesoło.
- Harry'ego przyjęli do Hogwartu.- oznajmiła kobieta z oczami pełnymi łez.
- Moje gratulacje synu! - powiedział mężczyzna klępiąc syna po ramieniu.
^JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ^
Harry'ego obudziło walenie do drzwi. James i Lily spali. Chłopiec, nie chcąc ich niepotrzebnie budzić, sam otworzył drzwi.
Gdy je otworzył, ujrzał przerażającego mężczyznę. Harry ponownie zamknął drzwi od środka. Gdy ruszył się, zaledwie kilka cali naprzód, usłyszał, że drzwi otwierają się same, pomimo tego, że dopiero co je zamknął.
Lily i Jamesa obudził hałas. Natychmiast zbiegli po schodach. Mężczyzna, który właśnie wtargnął do ich domu miał róźdżkę w ręku. Skierował ją najpierw ku Lily, jednak rozmyślił się i krzyknął w stronę mężczyzny:
-Avada Kedavra.
James upadł. Kolana się pod nim ugięły. Lily, przerażona, wzięła za ramię Harry'ego. Uciekła z nim na górę, do sypialni. Mężczyzna, który zwał się Lordem Voldemortem, zaśmiał się krótko. Powoli, delikatnie stawiając każdy krok, poszedł za nimi. Bez problemu otworzył drzwi. Ponownie skierował róźdżkę, tym razem w stronę Lily i Harry'ego.
-Nie, błagam!- krzyknęła.
On nie słuchał. Wycelował różdżkę w chłopca. Kobieta natychmiast go zasłoniła.
- Nie! Nie Harry, błagam...!
Popatrzywszy na nią, powiedział, wyjątkowo spokojnym tonem:
- Avada Kedavra!
Upadła na dywan. Harry klęknął przy niej, by sprawdzić czy oddycha. Jednak usłyszał zimny głos:
-Ona nie żyje. Nie masz po co sprawdzać.
Chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu.
-Avada Kedavra! - krzynął w końcu mężczyzna, celując w niego.
Harry wyprostował się. Głowę przeszył mu ostry ból. Upadł na podłogę i stracił przytomność. Gdy się obudził był w domu ciotki i wuja, którzy go adoptowali.
---
Cóż, zmieniłam sporo, ale wiesz, nawet w fan fiction nie ma co przesadzać z przerabianiem faktów z książki. Przynajmniej część musi pozostać prawdziwa, by całość nie stała się bezsensowna.
Ja również mam tutaj kilka powtórzeń, ale to w końcu Twój ff, więc wszystkiego tak bardzo dokładnie poprawiać nie będę... Sam musisz na część rzeczy wpaść.
|