|
04-21-2009, 18:54
|
#1
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Mar 2009
Posty: 170
|
Ślizgon to też człowiek 3/3
-------------------------
Ostatnio edytowane przez Gimbya : 08-20-2020 o 15:38.
|
|
|
04-21-2009, 18:55
|
#2
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Mar 2009
Posty: 170
|
Część druga: Dalesze "przygody" Camille.
Heather, moja najlepsza przyjaciółka, tak jak podejrzewałam, niezbyt przejęła się tym, co jej właśnie powiedziałam.
- Szlaban? - zapytała, przewracając stronę w książce, którą właśnie czytała. - Oj, Cam... Nie histeryzuj. Ciesz się, że przynajmniej musisz go odwalać w ten weekend, a nie w następny... Bo wiesz, wtedy jest Hogsmeade!
- Naprawdę? - Ta wiadomość nieco poprawiła mi humor. Właśnie czegoś takiego jak Hogsmeade potrzebowałam - pragnęłam jedynie wyrwać się, choćby na chwilę, z tej szkoły, której już miałam po dziurki w nosie. - O, to świetnie.
Chciałam jeszcze raz wspomnieć Heather o tym, jak zostałam niesprawiedliwie ukarana szlabanem, ale stwierdziłam, że nie bardzo ją to interesuje, więc pomaszerowałam do dormitorium zostawiając ją z nosem w książce.
- Jak ta głupia McGonagall mogła mi to zrobić? - myślałam, leżąc na łóżku. - Przecież ja nic złego nie zrobiłam. Jedynie próbowałam rzucić na tego małego Gryfona, który mnie denerwował, Zaklęcie Galaretowatych Nóg. Na jego szczęście (a moje nieszczęście) akurat tędy przechodziła profesor McGonnagall i odbiła zaklęcie w ścianę. A później zwymyślała mnie i skończyło się tym o to szlabanem. Czemu ja zawsze mam takiego pecha?
Teraz to szczerze żałowałam, że rzuciłam urok na tego chłopaka. Gdybym wtedy wiedziała, że zakończy się to kilkoma godzinami kary w sobotę zapewne bym tego nie zrobiła.
* * *
- Co takiego?! - Byłam wstrząśnięta.
- To, co powiedziałam - powiedziała profesor McGonagall. - Twój szlaban będzie polegał na polerowaniu nagród w Izbie Pamięci wraz z panem Malfoyem.
- Ale dlaczego akurat z nim? - jęknęłam.
- A dlatego, że on również musi odpracować szlaban. Czy jest jakiś problem, panno Rafferty?
- Nie, profesor McGonnagal - powiedziałam i wbiłam wzrok w podłogę.
- Znakomicie. Chcę cię widzieć jutro, punktualnie o jedenastej w Izbie Pamięci. - I odeszła.
- Wspaniale - pomyślałam, idąc do Pokoju Wspólnego. Byłam wściekła. - Muszę odwalać durny szlaban z tym baranem. Jedwabiście.
Doszłam do Pokoju Wspólnego z tego typu myślami. Tam zastałam Heather pogrążoną w lekturze kolejnej książki. Czasami zastanawiam się, z jakiego powodu moja przyjaciółka znalazła się w Slytherinie. Na moje oko pasowałaby do Raveclawu - jest mądra i oczytana, a tam znajdują wyłącznie tacy. No, ale Heather, w przeciwieństwie do Krukonów, miała cięty język i potrafiła ludziom dopiec, gdy tylko jej się chciało.
Opowiedziałam jej o moim szlabanie. Niezbyt się tym przejęła. Po okazaniu wzburzenia faktem, iż muszę odwalać karę z Malfoyem, znów pogrążyła się w lekturze. Nie pozostało mi nic innego jak użalanie się jak swoim losem ("Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha?"). Gdy mi się owo zajęcie znudziło, poszłam do dormitorium po swoją szkolną torbę i zabrałam się za odrabianie prac domowych.
* * *
Następnego dnia obudziłam się bardzo późno, więc musiałam w pośpiechu jeść śniadanie, aby zdążyć na mój szlaban. Gdy tylko połknęłam ostatnią łyżkę owsianki, podbiegłam pod Izbę Pamięci. Malfoy i profesor McGonagall już tam byli.
- Lepiej późno niż wcale, panno Rafferty - powiedziała oschle nauczycielka i wpuściła nas do Izby. - Macie bez użycia czarów sprawić, aby te wszystkie puchary i medale błyszczały jak nowe. Pod ścianą leżą potrzebne wam do tego ingrediencje. Wrócę tu za niecałe dwie godziny, aby sprawdzić, jak sobie radzicie. - Po tych słowach wyszła z pomieszczenia.
Nie chcąc tracić czasu, od razu pomaszerowałam w kierunku leżących na podłodze przedmiotów, mających nam pomóc w czyszczeniu. Znajdowały się tam między innymi szmaty, jakieś płyny i małe miotełki do odkurzania. Nienawidziłam sprzątać "po mugolsku" - zazwyczaj rodzice kazali mi to robić, kiedy coś przeskrobałam w domu. Natomiast w Hogwarcie robiłam to po raz pierwszy. Wzięłam jedną ze szmat, zanurzyłam ją w misce srebrzystego płynu, podeszłam do najbliższego pucharu i zaczęłam go szorować. Malfoy chwilę stał, nie wiedząc co zrobić, lecz w końcu postąpił dokładnie jak ja, zabierając się do czyszczenia innego pucharu. Przez chwilę pracowaliśmy w milczeniu. W końcu Ślizgon nie wytrzymał i powiedział:
- Ty chyba jesteś Camille. Dobrze pamiętam?
- Tak - odpowiedziałam oschle.
- Ja jestem Draco Malfoy, ale na pewno już o tym wiesz.
- Tak, wiem - powiedziałam, przewracając oczami. "Jaki on jest zadufany w sobie, myśli, że jest ogólnopowszechnie znany!", pomyślałam.
- Jesteś strasznie małomówna - stwierdził Draco. - Zawsze taka jesteś, czy to moja osoba tak cię onieśmiela? - Uśmiechnął się łobuzersko.
- Ani to, ani to - odpowiedziałam, krzywiąc się. - Po prostu nie przepadam za tobą. I tyle. Koniec historii. - Skończyłam polerować jeden puchar i skierowałam się do następnego. Chciałam jak najszybciej stąd wyjść.
- Oj, nie bądź zła za tamto. Już się zmieniłem. Naprawdę. Powiedziałem Pansy o tych innych dziewczynach, z którymi chodziłem. Strasznie się wkurzyła, rzuciła mnie. A z pozostałymi sam zerwałem. Teraz jestem sam... Czuję się dziwnie, tak samotnie...
- Malfoy, nie użalaj się nad sobą, bo zaraz się tu porzygam - powiedziałam, ale ton mojego głosu wcale nie brzmiał groźnie. Co jeśli on mówi serio? Być może naprawdę się zmienił...
- Widzę, że nie masz ochoty ze mną gadać - powiedział, starając się, by zabrzmiało to hardo i wyniośle, lecz usłyszałam jeszcze nutkę goryczy.
Ślizgon odwrócił się do mnie plecami i zaczął czyścić olbrzymi, srebrny puchar. Spojrzałam na niego i obserwowałam przez chwilę tył jego głowy, myśląc:
- I pomyśleć, że jeszcze jakiś miesiąc temu on mi się podobał. Że uważałam go za ideał, ubóstwiałam go... To był chyba szczyt ludzkiej ślepoty! Przecież on nawet nie jest jakoś tak specjalnie przystojny. A charakter ma wprost okropny. To znaczy miał... Być może teraz rzeczywiście jest inny...
Po chwili opamiętałam się. Nie chciałam przecież tracić czasu rozmyślając o Malfoyu, musiałam wziąć się ostro do roboty, aby zakończyć ten szlaban przed zachodem słońca.
* * *
Po ponad godzinie wszystkie puchary były już wyczyszczone. Usiadłam na stołku, by na nim poczekać na profesor McGonagall. Draco też już skończył pracę i w milczeniu siedzieliśmy, czekając. Po dziesięciu minutach przyszła opiekunka Gryffindoru. Wyraźnie się gdzieś śpieszyła więc tylko rzuciła okiem na salę , powiedziała nam, że nasz szlaban się skończył i możemy wracać do Pokoju Wspólnego, a następnie niemal wybiegła na korytarz.
Wstałam, chcąc jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od Dracona, lecz on, nie chcąc bym odeszła, złapał mnie za nadgarstek.
- Co? - zapytałam, odwracając się do niego.
- Idziesz za tydzień do Hogsmeade? - wypalił.
- Yyy... - zawahałam się. O co mu chodzi? - Tak, a co ?
Malfoy przygryzł wargi. Był zmieszany.
- Ja się tylko zastanawiałem... Czy może moglibyśmy się tam wybrać razem... No wiesz, na randkę...
Jego wypowiedź całkowicie zbiła mnie z pantałyku.
- Co takiego?! - niemal krzyknęłam. Czy on sobie ze mnie żartuje? Przecież wtedy, nad jeziorem chyba wyraźnie dałam mu do zrozumienia, że nigdy się z nim nie umówię. Nigdy. Cóż, najwyraźniej to do niego nie dotarło. - Wyobraź sobie, że już o to mnie kiedyś zapytałeś, a ja odmówiłam. Jeśli myślisz, że zmieniłam zdanie to...
- Zastanów się, proszę. Zrób to dla mnie. - Uśmiechnął się przymilnie. - Bardzo mi na tym zależy. To właśnie dzięki tobie zrozumiałem, że ludzie to nie zabawki i nie można bawić się ich kosztem. Teraz jestem sam i zrozumiałem, że właściwie nic nie czułem do tamtych dziewczyn. To nie była miłość. Uświadomiłem sobie, że to właśnie na tobie mi najbardziej zależy i że to ty jesteś tą jedyną... Więc jak? Proszę, zgódź się...
- Och - wyrwało mi się. Gapiłam się na niego jak osłupiała, byłam zszokowana jego słowami. Patrzył na mnie prosząco tymi swoimi szarymi oczami i wyczekiwał mojej odpowiedzi.
- Proszę, zgódź się... - powiedział cicho.
- No... dobrze. - Nie mogłam wytrzymać jego błagalnego spojrzenia i uległam.
- Och! Super! Już się nie mogę doczekać. No to... Do zobaczenia! - I wybiegł rozradowany z pomieszczenia.
- Co ja najlepszego zrobiłam? - powiedziałam do siebie po chwili. - Właśnie umówiłam się na randkę z największym gumochłonem świata. Doskonale, Camille, tylko tak dalej. - I podążyłam wolno w kierunku Pokoju Wspólnego.
|
|
|
04-21-2009, 18:56
|
#3
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Mar 2009
Posty: 170
|
Część trzecia: Randka marzeń? Niekoniecznie.
Stałam przed lustrem i przyglądałam się swojemu odbiciu. Nie mogłam uwierzyć, że za pół godziny będę na randce z Draco Malfoyem - chłopakiem, który niegdyś był moją wielką miłością, lecz przy nieco bliższym poznaniu okazał się po prostu seryjnym podrywaczem. Tydzień temu poinformował mnie, że się zmienił i obecnie jest sam. Na dodatek miał czelność zaprosić mnie na randkę. A ja się zgodziłam. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. Może miałam jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Teraz bardzo tego żałuję, ale jest już za późno, by się wycofać. Wzięłam głęboki wdech.
- No, czas wychodzić. - Po tych słowach pomaszerowałam do Sali Wejściowej, gdzie woźny Filch miał wypuszczać uczniów do Hogsmeade.
* * *
- Może mnie wystawił? - zapytałam z nadzieją w głosie. - Tak, to by do niego pasowało.
- Camille, ty zawsze tak dramatyzujesz. Zaraz przyjdzie, na pewno.
Westchnęłam. Heather była całkowicie opanowana i wyluzowana, jak zwykle zresztą. Czasami jej nie rozumiem. Sytuacja przedstawia się tak: Od dziesięciu minut stoimy jak idiotki na mrozie przy gospodzie Pod Trzema Miotłami, czekając na chłopaka, którego wcale nie miałam ochoty widzieć, a moja przyjaciółka cały czas tkwi w przekonaniu, że wszystko jest w najlepszym porządku.
- Daję mu jeszcze pięć minut, a potem... - Przerwałam, bo drzwi lokalu otworzyły się i na zewnątrz wyszedł Draco Malfoy.
- Camille! - Uśmiechnął się na powitanie - Tutaj jesteś! Czekałem na ciebie w środku.
Spojrzałam na Heather. Miała minę pod tytułem "A nie mówiłam?". Rzuciła mi krótkie "To na razie!" i weszła do gospody. Zwróciłam się do Dracona:
- Wchodzimy do środka?
- Nie! - niemal krzyknął. - Tylko nie tutaj! To znaczy... Tu jest zbyt tłoczno. Pójdźmy do jakiegoś bardziej romantycznego miejsca. Na przykład do herbaciarni pani Puddifoot.
- Ale ja naprawdę wolałabym w Trzech Miotłach - jęknęłam. Wizja Malfoya i mnie w tej przystani szczęśliwych par przeraziła mnie.
- A ja chcę odwiedzić herbaciarnię! No, Camille, rusz się. - I pociągnął mnie za nadgarstek.
Co za gbur, pomyślałam, wyswabadzając rękę z jego uścisku. Dżentelmen z niego taki jak ze mnie mistrz transmutacji.
- Potrafię sama chodzić - warknęłam. Wiedziałam, że nie ma sensu się z nim spierać, więc niechętnie podążyłam za nim.
Maszerowaliśmy chwilę w milczeniu. Dopiero gdy byliśmy już u celu, Malfoy zapytał:
- Jesteś na mnie zła?
- Nie, skądże - skłamałam.
- To dobrze.
Zajęliśmy stolik przy oknie. Draco zamówił dla nas dwie herbaty o smaku pomarańczy. Rozmowa nie bardzo się kleiła. Właściwie to było nudno i drętwo. Może częściowo z mojej winy, bo to Malfoy mnie zagadywał, a ja odpowiadałam krótko i niechętnie. Wkrótce mój partner zdał sobie sprawę, że nie jestem skora do konwersacji i zaczął paplać o sobie. Po chwili miałam tego wszystkiego dość.
Dziesięć minut później chłopak zerknął na zegarek.
- O kurka! Muszę iść! - Wstał gwałtownie.
To wzbudziło moje podejrzenia.
- Dokąd? - zapytałam.
- Eee... Mam się z kumplem spotkać u Zonka. No, lecę słonko, do zobaczenia! - I opuścił herbaciarnię.
Jego zachowanie zaintrygowało mnie. To było niemal oczywiste, że nie chodzi o żadnego kolegę, ale musiałam się upewnić. Szybko zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam za nim.
Śledziłam go przez prawie pół miasteczka. Cały czas biegł. Zatrzymał się dopiero pod kawiarnią "Magiczny Wywar". Podszedł do czekającej tam samotnie Ślizgonki z szóstego roku, Natalie Cruise.
- Witaj, kotku - powiedział do niej i uśmiechnął się uwodzicielsko. - Przepraszam za spóźnienie. Zasiedziałem się u Zonka.
- Nie ma sprawy. - Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję. - Ważne, że jesteś.
Uznałam, że zobaczyłam już dość, by się przekonać, że Malfoy jest podłym gnojkiem. Od samego początku podejrzewałam, że łże, a teraz mam tego niepodważalny dowód. Udałam się z powrotem do Trzech Mioteł, by opowiedzieć o tym wszystkim Heather. Po drodze myślałam o tym, jak ukarać Ślizgona za jego wszystkie kłamstwa i zdrady. Kiedy mijałam Miodowe Królestwo, wpadł mi do głowy genialny pomysł.
* * *
Następnego dnia, jak to zawsze w niedzielę, większość szkoły udała się na śniadanie dość późno, bo każdy chciał się wyspać. Uznałam to za znakomitą okazję, by wprowadzić mój plan w życie.
- Naprawdę nie wierzę, że zamierzasz to zrobić - rzekła Heather, przełknąwszy łyżkę owsianki. - Upokorzysz się.
- Nie upokorzę SIĘ, tylko TEGO DEBILA, a to dość duża różnica.
- Ale Camille, tu jest prawie cała szkoła!
- I oto chodzi. Im więcej świadków, tym lepiej.
- Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?
Zawahałam się. Cóż, gdyby istniało lepsze wyjście...
- Już idzie. - Heather wskazała głową na Malfoya wstającego od stołu.
Podniosłam się z krzesła.
- Draco, zaczekaj! - zawołałam na tyle głośno, by wiele osób przeniosło wzrok na mnie.
Malfoy, który już zmierzał w kierunku drzwi, zatrzymał się i odwrócił do mnie. Podbiegłam do niego.
- Chcę ci podziękować - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
Na sali dało się słyszeć pogwizdywania i okrzyki. Oderwałam się od Ślizgona i spojrzałam na niego - był w szoku. Zapewne nieczęsto zdarzało mu się, że jakaś dziewczyna całuje go na oczach całej szkoły.
- Camille? Co ty...
- Ćśśś - uciszyłam go. Uśmiechnęłam się i dodałam - Powodzenia.
Oddaliłam się od niego na tyle, by móc dokładnie obejrzeć to, co miało się za chwilę wydarzyć.
I rzeczywiście, nie minęło dziesięć sekund, a do Malfoya podeszła rozwścieczona Pansy Parkinson.
TRZASK! Draco złapał się za policzek. Na sali rozległy się śmiechy. Ślizgonka już szykowała się do kolejnego uderzenia.
- Ty prostaku! Z nami koniec! - I wybiegła z Wielkiej Sali.
Następnie podeszła do niego Natalie.
- Ty z nimi... A ja sobie myślałam... - Jej oczy napełniły się łzami. - Nienawidzę cię! - Zaniosła się szlochem i podążyła w ślad za Pansy.
Draco spotkał się ze złością jeszcze paru rozwścieczonych dziewczyn. Chłopak kilkakrotnie dostał w policzek. Kiedy już każdy przekazał mu to, co miał do przekazania, uznałam, że teraz ja powinnam się odezwać.
- I co, Malfoy? Podobało ci się? Mam nadzieję, że to cię czegoś nauczy. Teraz wszyscy wiedzą, jaki jesteś. Błagam, nie dziękuj mi za to.
Odwróciłam się na pięcie i dumnie wyszłam z Wielkiej Sali.
* * *
Tego dnia cała szkoła mówiła niemal wyłącznie o zajściu przy śniadaniu. Nawet ci, których przy tym nie było, orientowali się w tej sprawie, bo w Hogwarcie wieści szybko się rozchodzą. Ja zyskałam na popularności. Teraz każdy mnie znał jako "Dziewczyna, Która Upokorzyła Malfoya"*. Sam Draco przeżywał obecnie ciężkie chwile - wiele osób się od niego odwróciło. Byłam z tego zadowolona - wreszcie gnojek dostał nauczkę. Jeszcze bardziej podobało mi się to, że zabłysłam w szkolnych murach. Życie jest piękne, czyż nie?
KONIEC
________________________________________
* Takie nawiązanie do "Chłopca, Który Przeżył".
|
|
|
04-22-2009, 11:56
|
#4
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 6
|
Bardzo fajne opowiadanie  Ty to masz talent
__________________
|
|
|
06-12-2009, 15:10
|
#5
|
|
Banned
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 60
|
Tak, lubię ten Fan Fiction. Niekiedy tylko zdania są trochę bezsensowne. ; ) Ale fajny miałaś pomysł. Szczególnie z upokorzeniem Malfoya. Trzask! . Dobre. nie ma co.
|
|
|
06-13-2009, 20:24
|
#6
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 2,612
|
Fick nie podobał mi się w ogóle. Przewidywalny, krótki, główna bohaterka to typowa Mary Sue. W niektórych momentach śmiać mi się chciało xD. Może nie jest jakiś strasznie beznadziejny, ale nie lubię takiej twórczości ;].
Ostatnio edytowane przez mimid : 06-13-2009 o 21:03.
|
|
|
06-13-2009, 20:37
|
#7
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
Mimidku, chyba Mary Sue, nie Jane... ? xD
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
|
|
|
06-13-2009, 21:04
|
#8
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 2,612
|
*Puka głową w klawiaturę.*
Oczywiście, że tak. Ja chyba jednak muszę się dzisiaj położyć wcześniej spać ;d.
Seryjnie. Za dużo się napatrzyłam ostatnio na nick Mary =).
Żal mi. Samej siebie XD.
|
|
|
11-30-2009, 16:41
|
#9
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: May 2009
Lokalizacja: Rów Mariański
Posty: 411
|
Niezbyt mi się podobało. Nie kanoniczny jakoś ten Twój Draco. Ale to nic, niekanoniczność zdarza się każdemu, gorzej jeśli wykreowana postać sprawia, że walimy ręką w kolano śmiejąc się na cały pokój. No cóż, Twój tekst doprowadził mnie do takiego stanu.
Cytat:
|
Wchodziłam właśnie do klasy, kiedy kątem oka spostrzegłam Malfoya idącego korytarzem. Śmiał się z jakiegoś dowcipu, pokazując swoje białe i proste zęby.
|
Pierwsze zdania, które doprowadziły mnie do śmiechu. Proste zęby? Może kręcone? Powinno być równe, tak mi się wydaje.
Cytat:
|
będę miała więcej czasu na obmyślanie planu uwiedzenia Draco Malfoya.
|
Powinno być Dracona, ale nie ty jedna tak odmieniasz.
Cytat:
|
- Jak ja mogłam być taka głupia i naiwna? - powiedziałam do siebie patrząc na gładką jak tafla lustra powierzchnię jeziora. - Przecież to jest oczywiste, że ktoś tak nieziemsko piękny jest już zajęty. Co ja sobie wyobrażałam?
|
Wydaje mi się że gdyby pomyślała byłoby naturalniej.
-
Cytat:
Och nie! Użyjesz wobec mnie Lumos czy Alohomory? A może Windgardium Leviosa? - wciąż z niego drwiłam.
- Ostrzegałem. - rzekł Potter, wyciągając różdżkęWycelował nią we mnie. Z moich piersi wydarł się niekontrolowany okrzyk przerażenia. Słysząc to Potter nieco opuścił różdżkę i powiedział:
- Spokojnie, tylko żartowałem. Zrobiłem to, abyś dała mi spokój.
|
Kanoniczny Harry raczej by tak nie zareagował. No chyba, bo po tym dziecku to nigdy niewiadomo czego się spodziewać. :] A i wycelował jest z wielkiej litery.
Cytat:
|
- Relashio! - Skraj szaty Malfoya zaczął płonąć. Ślizgon skrzywił się, widząc to
|
Zazwyczaj krzywimy się widząc że coś na nas płonie. Może Draco to czarodziej, ale tak czy siak powinnaś była wsadzić jakąś inną reakcje.
Cytat:
|
- Drętwota! - wrzasnął. Pottera znowu odrzuciło do tyłu. Zemdlał.
|
No i prócz tego mdlenia to drętwota jeszcze paraliżuje.
Cytat:
|
- Camille... Ładne imię. Ogólnie jesteś bardzo ładna.
|
Cytat:
|
ideał jakim jest Draco Malfoy
|
Nie lubię opowiadań gdzie wszyscy są piękni, jest wtedy tak nienaturalnie i mało wiarygodnie. Ale nie musisz się tym przejmować bo to moja osobista opinia.
Cytat:
|
"On nie chodzi jedynie z Pansy... On ma wiele dziewczyn. Co za podlec! Traktuje dziewczyny jak zabawki!"
|
Cytat:
|
Jak mogłam zakochać się w takim worku smoczego łajna? Teraz to on mi się nawet nie podoba! Jest okropny! Nie chcę go więcej widzieć.
|
Teksty jak z Bravo Girl. ^^
Cytat:
|
- Macie bez użycia czarów sprawić, aby te wszystkie puchary i medale błyszczały jak nowe. Pod ścianą leżą potrzebne wam do tego ingrediencje. Wrócę tu za niecałe dwie godziny, aby sprawdzić, jak sobie radzicie.
|
Widziałam taką samą akcje w innym opowiadaniu. Może przypadek?
Cytat:
|
-Oj, nie bądź zła za tamto. Już się zmieniłem. Naprawdę. Powiedziałem Pansy o tych innych dziewczynach, z którymi chodziłem. Strasznie się wkurzyła, rzuciła mnie. A z pozostałymi sam zerwałem. Teraz jestem sam... Czuję się dziwnie, tak samotnie...
|
I znów wale czym się da o biurko. Takie zdania doprowadzają mnie do zaburzeń psychicznych. I niech mi ktoś spróbuje wcisnąć że to mówił Draco Malfoy!
Cytat:
|
Przecież on nawet nie jest jakoś tak specjalnie przystojny.
|
Mogłaś to rozwinąć a lżej by mi się na sercu zrobiło wiedząc, że jeszcze nie wszyscy wzorują sie wyłącznie na koledze Feltonie z filmu.
Cytat:
- Ja się tylko zastanawiałem... Czy może moglibyśmy się tam wybrać razem... No wiesz, na randkę...
Jego wypowiedź całkowicie zbiła mnie z pantałyku.
|
On celowo tak się jąkał? Draco z kanonu JKR raczej by się tak nie jąkał.
Cytat:
|
Dlaczego za każdym razem, kiedy go widzę, moje serce zaczyna bić jak szalone, nieraz nawet zapominam o oddychaniu?
|
Cytat:
|
Właśnie umówiłam się na randkę z największym gumochłonem świata.
|
To się nazywają szybkie zmiany nastawienia.
Cytat:
|
Tylko nie tutaj! To znaczy... Tu jest zbyt tłoczno. Pójdźmy do jakiegoś bardziej romantycznego miejsca. Na przykład do herbaciarni pani Puddifoot.
|
Draco, herbaciarnia? Tu coś nie tak...
Kurka? Gdzie? Ta kurka też mi cos do Dracona nie pasuje.
Cytat:
|
- Ty prostaku! Z nami koniec! - I wybiegła z Wielkiej Sali.
|
I znowu mam to Bravo przed oczami...
Nie kupuje na ogół kolorowych gazetek, ale raz od koleżanki wzięłam i przeczytałam takie fotostory. Twoje opowiadanie jest tego odpowiednikiem.
Jedna zaleta: jest ładnie posklejane. Znaczy zdania ładnie się łączą, zazdroszczę bo sama często mam z tym problemy.
To na tyle.
Życzę weny i pozdrawiam.
__________________
‘’Idę swoją własną drogą, możliwe jednak, że wasza droga przez jakiś czas będzie równoległa do mojej. ‘’
J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni: Dwie wieże
*** dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest pierwotniak pantofelek
no to co
milszy jest mi pantofelek od ciebie ty skurwysynie
Andrzej Bursa
Yum Yum Yum
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:27.
|
|