Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-22-2009, 21:03   #1
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie Niefortunna lisica

Prolog.

Zawsze lubiłam śpiewać wieszając pranie. Generalnie wtedy podłączałam słuchawki do swojego odtwarzacza MP3* i śpiewałam zapominając o bożym świecie.
Tamtego dnia jednak było inaczej. Rebecca nie zostawiła mi ani knuta, ale nie zapomniała o wielkiej torbie jej brudnych ciuchów.
- "Przecież lubisz pranie" - zacytowałam schylając się po koszulkę. - Oczywiście, że lubię, cholerna blondyno, ale nienawidzę jak się mnie wykorzystuje.
Obiecałam sobie, że szybko skończę, a po obiedzie wyciągnę od niej pieniądze.
Póki, co, zostało mi jeszcze trochę bielizny na drugie pranie, a kolejka do pralni gwałtownie narastała.
- Chwilę, jest jeszcze kilka pralek, nie?!
Ktoś odwarknął buntowniczo.
Wsypałam proszek, a ponieważ było troszkę ponad normę z zamknięciem klapki miałam mały problem. W końcu jednak klapka opadła z cichym pyknięciem i przycisnęłam różdżką czerwony guziczek.
Po chwili pralka zaczęła wesoło wirować, a ja zagłębiłam się w lekturę Czarownicy w wydaniu irlandzkim**. Nawet nie zauważyłam, kiedy pralka wybuchła, dokładnie zalewając całe pomieszczenie.
- Kuuuurczę!
Z pralki strumieniami wylewała się woda i unosił się jakiś podejrzany, siwy dymek.
Otworzyłam drzwi, a woda wylała się na Bryce Avary'ego, jednego z najprzystojniejszych chłopców na moim roku. Oczywiście, próby poderwania go znacznie zmalały, bo woda z pralki wylała się na jego cudowne, niebieskie trampki.
- Przepraszam.
Pobiegłam po konserwatora, klnąc w myślach na nieumiejętność naprawiania różdżką mugolskiego sprzętu i to, że Avary musiał tam stać.

Pół godziny później sprzęt był, co prawda nieco odratowany, jednak piętra tak szybko nie dało się wysuszyć.
Dyrektor chciał nawet obciążyć kosztami moją matkę, ale konserwator po męsku obronił mnie twierdząc, że sprzęt jest stary i w końcu wysłuchane zostaną jego prośby, wymienią pralki, a i mojej szkole przyda się remont.
Kiedy tylko weszłam do naszej szkolnej stołówki, na mój widok szepty zagęściły się.
- Co jest? - usiadłam z moim zespołem.
Patrick wzruszył ramionami. - Przed chwilą był tu Dyro. Powiedział, że zmuszasz szkołę do remontu i na ten czas jedziemy do Anglii.
- Wszyscy? - zdziwiłam się, nakładając sobie tego, co jeszcze z obiadu zostało.
- Nie, Jolly, tylko nasz rocznik, bo zalałaś tylko nasze piętro.- Liam wyszczerzył do mnie zęby. Idealnie równe, białe ząbeczki.- Dzięki tobie zwiedzimy Hogwart i okolice.
To, co zdążyłam zjeść, porządnie zawirowało mi w żołądku
HOGWART?! To tam gdzie mój bliźniak, Constantin, ten cholerny namolny tępak Malfoy,
Mnóstwo innych, nie lubianych osób i zupełny brak elektryczności.
Ja tam chyba zwariuję!!
Coś mi się jednak przypomniało.
- Rebecca, oddawaj 3 sykle!

* MP3 - zdaję sobie sprawę, że jest to sprzęt mugolski, a akcja toczy się na długo przed ''empetrójkami" ale cóż - mój cyrk, moje małpy.
**Czarownica w wydaniu irlandzkim nie świadczy o zmianie języka, tylko o newsach, obyczajach, przepisach i tym wszystkim innym co dotyczy irlandzkiej młodzieży.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-22-2009, 21:15   #2
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 1. Bo granie to coś co wychodzi mi najlepiej

Hogwart był już powiadomiony, a nauczyciele przyjęli do wiadomości, że szykuje się półrocze użerania się z kolejną setką uczniów, tym razem rozpuszczonej, bananowej, Irlandzkiej elity.
- Zanim zaczniemy, chciałabym wam wspomnieć, że za tydzień przyjadą do nas uczniowie z Forest Clamp.- Powiedziała McGonagall patrząc po swoich wychowankach. Uczniowie ze Slytherinu spojrzeli po sobie z zażenowaniem. - Nam przydzielone są dziewczęta i kilku chłopców z domu Sommer.
W tym miejscu rozległy się pomruki zadowolenia ze strony gryfonów.
- Jolsey jest z Sommer - mruknął Constantine znad książki do transmutacji.
Malfoy gwałtownie poruszył się na krześle.
- Pomyśl sobie, gdyby któryś z nich miał ją oprowadzać, chyba z zazdrości powybijałbyś pół Gryffindoru - jadowicie wyszeptał Consty.
Malfoy podniósł rękę, i nie czekając na odpowiedź wypalił:
- Czy nie moglibyśmy wybrać sobie podopiecznej?
- Paniczu Malfoy, to nie są zabawki. Dziewczęta wybierane są przez losowanie. A może ma pan jakieś wymagania?
Męska strona Gryffindoru zacmokała z politowaniem.
- Jeśli można, chciałbym poprosić o specjalny przydział.
- Według wyglądu? Ja też nie chcę dostać jakieś ogrzycy - Seamus zahuśtał się na krześle.
McGonagall odchrząknęła.
- Porozmawiamy o tym później, panie Malfoy. Aczkolwiek są bardzo małe szanse, ponieważ ich domy również rywalizują. Ponieważ nie chcemy tutaj wojen, cukierków we włosach i wrzasków, nie dopuścimy, by dziewczyny z innych domów mieszkały razem.
To tak, jakby Pottera i Malfoya zamknąć w jednej klatce.
W klasie rozległy się śmiechy.
- Do waszych zadań należeć będzie oprowadzenie dziewcząt po zamku, stworzenie odpowiedniej atmosfery. Hogwart ma im zastąpić dom, bo twoja siostra, Black zalała całe trzecie piętro - zagrzmiała zza katedry.
Harry spojrzał w stronę Constantine'a. Nienawidzili się od piątej klasy, kiedy przeprowadził się z Irlandii. Oczywiście, coś kazało zapytać mu, czy jest spokrewniony z Syriuszem, ale został poczęstowany soczystą wiązanką.
Harry nie wiedział co ich łączy.Syriusz też unikał tematu pokrewieństwa ze ślizgonem, mimo że podobieństwo było uderzające.
Nie zauważył jednak, żeby ze sobą rozmawiali, oprócz tej jednej rozmowy na lekcji, gdy Syriusz zapytał Constantine'a o jego kiepskie wyniki z tego przedmiotu. Zainteresowany stwierdził, że nie obchodzą go oceny z OPCMu. To co ma, w pełni go zadowala i to, że uzdrowicielowi przydadzą się eliksiry, zielarstwo, ewentualnie transmutacja.
Za pyskówkę dostał minus dziesięć, spakował się i wyszedł z klasy, twierdząc, że jest głodny.
Hermiona stwierdziła wtedy, że jest bezczelny.
- Moja krew! Nigdy nie pomyślałbym, że mogłaby coś takiego... taki przekręt widzisz, aż żal jej na ciebie, Malfoy. - Ryknął Consty.
Krążyły o nim różne plotki, między innymi, że kręcił z obiema bliźniaczkami na raz. Los chciał, że z jakiegoś powodu zamieniły się szatami, a on podszedł do rzekomej Padmy i soczyście pocałował ją w usta. Całe trio nigdy nie rozumiało, co jest w nim takiego, że Hogwarcka płeć piękna dostaje spazmów na jego widok.
- Panie Black, trochę ogłady. Powinnam chyba porozmawiać z profesorem Snape o pańskim zachowaniu.
Wzruszył ramionami w typowy dla niego sposób. Od pyskówki z Syriuszem, został jednym z Pupilków Snape'a
- Przejdźmy jednak do sedna. Zabraniam jakichkolwiek nagabywań tych dziewcząt. Musicie pokazać klasę. Jeśli nie będą chciały kontaktów z wami, spełnicie tylko swoje zadania. - Aż się boje pomyśleć co się stanie jak będą chciały.
- Orgia - Dean mruknął cicho do Seamusa
Cała ekipa męskiego Gryffindoru parsknęła śmiechem.
- Tylko spróbuj, frajerze!! - Constantine przyłożył Deanowi różdżkę do szyi.- Zresztą nie potrzebuję nawet różdżki. Jeśli dotkniesz moją siostrę, to cię zatłukę.
- Panowie! Panie Thomas jeszcze jedna taka uwaga a zostanie Pan zawieszony w tym obowiązku. A Pan Black niech panuje nad swoimi emocjami. Oboje, po minus pięć.
Slytherin cieszy się stuprocentową chęcią pomocy, a uczniowie mojego domu chyba nie chcą być gorsi, tak?

Kilka dni później stoły były już powydłużane tak, że koło każdego siódmoklasisty było wolne miejsce dla gościa.
- Kogo masz? - Zapytał Ron śledząc listę, szukając swojego nazwiska.
Harry nie odezwał się, z przerażeniem wpatrywał się w nazwisko przydzielonej mu osoby.
Ron podążył jego spojrzeniem i po chwili oboje mieli tą samą minę na twarzy.
- Jolsey Siria Black. - odczytał Ron. - Chłopie, masz przerąbane. Pewnie jest jeszcze gorsza od tego jej braciszka. To kobieta.
Hermiona milczała wpatrując się w listę.- Myślicie, że oni... -urwała.
- Że oni co - Harry i Ron odezwali się w tym samym czasie.
- Że Syriusz jest ojcem?
Oboje wybuchli śmiechem.
- Jolsey SIRIA. To podobieństwo Constantine'a do Syriusza, ten sam cwany uśmiech, tak samo podpierają twarz dłonią.
- To jeszcze o niczym nie świadczy - mruknął Rudy.
- A właśnie, że tak, Ronald!
- Hermino, bawisz się w Sherlocka Holmesa? - Przerwał im Harry. Może się tego dowiemy, kiedy ją poznamy. Nie można od razu jej skreślać.
- Ale to jest DZIEWCZYNA MALFOYA.
- Ahhh. Przestańcie w końcu. Swoją drogą, to oboje chyba się wściekną, gdy dowiedzą się, że - ok., ok. wiem a zresztą i tak jestem z Ginny - dodał zauważywszy minę Rona
- Usiądźmy, może, co?
McGonagall zastukała z przejęciem w swój pucharek.
- Przyjechali już! Usiądźcie na swoich miejscach, pamiętacie, co mówiłam?
Jutro jest dzień zapoznawczy, oprowadzacie ich po swoich domach i zamku. Kiedy wejdą, wyczytam ich imiona i nazwiska, a ta osoba, która jest należna, podniesie rękę i gość usiądzie obok niej lub niego. Zrozumiano?
Z całej sali rozległy się pomruki.
Filch otworzył drzwi, i do wielkiej sali wsypało się stu uczniów ubranych w szaty przeróżnych kroi, różnego rodzaju dodatki, szmatki buty, fryzury, tak, że większość Hogwarckiej młodzieży poczuła nagłe ukłucie zazdrości.
- A nam karzą nosić takie same wdzianka! - Zamruczał Ron patrząc na mijających go chłopaków ubranych w najmodniejsze swetry.
McGonagall zaczęła czytać listę
- Amanda Aeroby
Jakiś Krukon podniósł rękę, ale zniechęcił się, bo dziewczyna nie była zbyt urodziwa
- Oby tak dalej - warknął Seamus.
- Bryce Avary
Ku mojemu przerażeniu, rękę podniosła śliczna Puchonka
Przydziały trwały dalej, ja, znudzona, obserwowałam wystrój Wielkiej Sali.
Po chwili wzrokiem natknęłam się na NIEGO. To o nim opowiadała mi mama i to jego zdjęcie mam w pamiętniku pomiędzy biletem na mistrzostwa świata, a paragonem, za sukienkę, którą zresztą miałam na sobie. Nasze spojrzenia się spotkały i nawet miałam wrażenie, że się uśmiechnął. Odwróciłam szybko głowę.
- Może mieć nawet jedno oko i drewnianą nogę. Taka młodsza siostra Moody'ego... - zaczął Harry. - Mnie to obojętne.
Przydzielone zostały kolejne dwie osoby
- Oby nie była pokroju Malfoya, myślisz, że to serio jego dziewczyna?
- Byleby nie była tak samo wredna jak on. Bo Percy kiedyś miał dziewczynę. A ona była MIŁA.
- Jak będzie w połowie tak wredna jak on, to chyba skocze z wieży astronomicznej - zarechotał Harry.
- Jolsey Siria Black Jolsey Siria. JOLSEY BLACK. Proszę się obudzić.
Z zamyślenia wyrwała mnie koścista kobieta, wskazując na jakiegoś chłopaka w czarnych włosach i niewiarygodnie zielonych oczach.
Szłam na całkiem sztywnych nogach. Buty miały trochę za duży obcas i dopiero, co uczyłam się na nich chodzić, aczkolwiek pasowały mi do mojej zielonej bombki i kontrastowały z czarnymi włosami. Przybrałam mój najcwańszy uśmiech i podeszłam do czarnowłosego. Zawiesiłam torebkę na oparciu jego krzesła i usiadłam na drugim, wolnym.
- No cześć. Jestem Jolsey.
- Harry - podał mi rękę.- Jak wam minęła podróż?
- Znośnie. Wyspałam się w pociągu, dlatego jestem taka nieobecna - uśmiechnęłam się.
Jego przyjaciele dziwnie na mnie patrzyli.
- Co? Mam coś na twarzy? Rozmazałam się? - Nie lubię takich niedopowiedzianych sytuacji.
- Nie obraź się Jolsey, ale my nie lubimy się z Malfoyem.
Spojrzałam na niego, jakby urwał się z choinki.
- To dobrze, ja też z nim nie przepadam, ale dlaczego... on coś rozpowiada? Idiota.
W każdym bądź razie - odgarnęłam włosy z czoła - moja mama postanowiła, że on zostanie moim mężem, wiecie, czysta krew bla, bla, bla. Kiedyś powiedziałam, że zrobię jej na złość i wyjdę za mugola. Była wściekła.- Błysnęłam swoim aparatem na zęby.
- Jak włączy mi się słowotok, taki jak teraz, to błagam, powiedzcie mi.
- Ok. Nawiasem to fajną masz mamę. A co na to twój ojciec? - Odezwała się Hermiona.
- Nie wiem. Gdy miałam pół roku zesłali go do Azkabanu. Potem stamtąd uciekł, ale nie mamy ze sobą kontaktu. Słyszałam, że mieszka gdzieś w Londynie.
Ron zadławił się sokiem dyniowym. - Ale... ale...
Hermiona kopnęła go pod stołem.
- Ale nie chcę o nim rozmawiać. - Oświadczyłam.
- Rebecca Ruccy! - Zawołała McGonagall
Rebbeca to malutka, chudziutka blondyneczka o dużych, szarych oczach, ubrana w jeansy i tunikę, ale większą uwagę zwraca na dodatki, takie na które nigdy nie byłoby mnie stać.
- Jestem Rebbeca - Ucałowała Rona w oba policzki, na co Hermiona zrobiła taki ruch, jakby chciała ją uderzyć, ale w ostatnim momencie się powstrzymała.
- Harry też ma dziewczynę, więc nawet nie próbuj - zaczęła Ginny.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Co nie znaczy, że nie możemy się świetnie bawić razem - uśmiechnęłam się szeroko trochę zraniona wizją Ginny odbicia jej chłopaka
- Theo Walters
Nikt się nie zgłosił, bo Hermiona była zbyt zajęta obserwowaniem Rebeccy gawędzącej z Ronem
- Theo Walters. THEO WALTERS, panno Granger!
Hermiona podniosła rękę, a Theo do nas podszedł. Ma brązowe, ułożone włosy, czarne oczy, duże dłonie idealne ciuchy i gra w moim zespole, co dodaje mu jeszcze kilka plusów.
- Dzięki Bogu, już myślałem, że będę musiał wracać do domu... - Usiadł koło Hermiony i objął ją ramieniem - Ty pokażesz mi zamek?
- Walters, ona ma chłopaka. To ten rudy.
- Aha. Sorry stary. - Poklepał go po plecach z takim impetem, że Ron prawie wpadł w swój budyń.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 07-27-2009 o 00:03.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-22-2009, 21:17   #3
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 1. Bo granie to coś, co wychodzi mi najlepiej c.d.

Hogwarcki Dyrektor zaczął przemawiać, ale nie bardzo przejmowałam się tym, co mówi, bo zza ramienia Rona pomachałam bratu. Malfoy pomyślał, że to do niego i wysłał mi buziaka. Zrobiło mi się niedobrze.
Chwilę później nasz Dyrektor zapowiedział występ szkolnego zespołu, a mnie z nerwów zakręciło się w żołądku.
Wstałam więc, wzięłam swoją starą, przechodzoną gitarę, którą dostałam od faceta mamy kilka lat temu. Kupiona w komisie, wtedy była w dobrym stanie, ale po kilkunastu miesiącach codziennego grania, trochę się wysłużyła. Wzięłam ją i założyłam pas na ramię.
Kątem oka, zauważyłam, jak Theo ustawia mi mikrofon. Znowu poczułam, jak przewraca mi się w brzuchu.
Weszłam na scenę i spojrzałam po sali. Wszyscy na mnie patrzyli.
- Hm... jesteśmy Hots & Colders-zaczęłam nieśmiało - nie jestem dobra w przemówieniach, bo nigdy z nich nic nie wychodzi, strasznie się stresuję, żołądek podchodzi mi do gardła i eee... - zauważyłam, że trochę za bardzo się rozpędziłam - ale akurat z graniem wychodzi mi lepiej.
Nie dbam, jak to zabrzmiało. Zaczęliśmy grać i byłam szczęśliwa, bo wydawało się, że im się podoba. Nie wiedziałam jednak, że pogratuluje mi o jedna osoba za dużo.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 07-27-2009 o 00:00.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-22-2009, 21:19   #4
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 2. "Bo liczy się to, co zobaczyłem w twoich oczach".

Schodziłam właśnie ze sceny i podążając za innymi członkami kapeli, zaczęłam zwijać sprzęt.
Gdy nachyliłam się, by dosunąć sobie buta, wypadła mi różdżka i potoczyła się po zimnej posadzce kilka metrów dalej.
Ku mojej rozpaczy podniósł ją czarnowłosy, na oko czterdziestoparoletni facet, który musiał być moim biologicznym ojcem.
- To twoje, tak? - Podał mi różdżkę.
- Moje - wyjęłam mu ją z ręki i już miałam się odwrócić i pójść sobie, gdy poprosił mnie, żebyśmy porozmawiali.
Stanęłam przy którymś ze stołów i wzięłam jeszcze nietkniętego eklerka.
- Jolsey... Ostatnio widzieliśmy się...
- Zbyt dawno, żebym to pamiętała. - Warknęłam.
Nie dawał za wygraną.
- Gdyby twoja matka odpisała chociaż na jeden list, albo wpuściła mnie do domu, kiedy uciekłem z Azkabanu...
- Też bym cię nie wpuściła. Ty po prostu uciekłeś!
- Wsadzili mnie tam za niewinność. A potem powiedziała mi, że i tak załatwiła już zakaz zbliżania i nie mogłem was zobaczyć. I zapewne naopowiadała wam mnóstwo szalonych historii, jakim to jestem złym ojcem. A co gorsza, chyba w to wierzycie.
- Z tego, co słyszałam, to Constantine tak. A ja już się gubię. Ty mówisz co innego, mama też. Jesteś dla mnie właściwie obcym facetem, jak ci kolejni ukochani mamy, którzy w końcu od niej odchodzili. Nie wiem komu mam wierzyć, tobie, czy jej.
- Ja nie kłamię. Nie. Powiedziałem to Constantine'owi...
- I zachował się okropnie. - Przerwałam mu - Wiem. To typowy synalek mamusi, wierzy jej we wszystkim. Ale ja nie, od kiedy dowiedziałam się...
- O?
- Nie chcę o tym gadać - wgryzłam się w eklerka.
Pomyślał przez chwilę.
- Masz talent po matce, wiesz? Śpiewała w chórze w Hogwarcie i masz taki błysk w oku, całkiem jak ona. - Urwał, widząc, że zabolało mnie wspomnienie o niej. - Jols, ja wiem, że siedemnastu lat nie można cofnąć, ale teraz, no wiesz... W weekend będzie wypad do Hogsmeade i możemy spędzić razem trochę czasu, a potem są święta.
- Wiem.
Zrobił taki ruch, jakby chciał mnie przytulić, ale lekko się odsunęłam.
- Na razie jest za późno na takie okazywania uczuć. Dobrej nocy.
Odeszłam w stronę moich przyjaciół.

Nazajutrz obudziło mnie jęczenie Rebeccy na temat oporności mojej prostownicy i tego, że jej włosy potrzebują maseczki. Kręciłam się w łóżku wspominając rewelacje z poprzedniej nocy. Nie wiedziałam, dlaczego, ale obdarzyłam Syriusza jakimś dziwnym uczuciem. To na pewno nie była miłość, jaką zazwyczaj obdarza się rodzica, ale poczułam do niego jakąś dziwną sympatię. Rebecca oczywiście nie wiedziała, czym się tak przejmuję. No tak, ona zawsze miała ojca. Fakt faktem, był basistą Fatalnych Jędz i większość czasu spędzał w trasie, ale zawsze przywoził jej super prezenty. Gadżety, ciuchy, zabawki, czyli wszystko to, czym ja też byłam przekupywana przez kolejnych wujków.
Kilka minut później wyszłam z łóżka i ubrałam się. Moje ciuchy zawsze były idealnie dobrane i sięgałam tylko po marki z najwyższej półki, zresztą tego nauczył mnie Constantine. Jak powiedział kiedyś o prezentach: jeśli już naciągasz tych frajerów, wybieraj tylko to, co ci się podoba. Ważne również, żeby wiedzieli, że jeśli chcą być tatusiami, muszą sypnąć nieco mamoną.


Odpaliłam gramofon.
Usiadłam naprzeciwko toaletki, żeby podkreślić nieco oczy, gdy ktoś załomotał w drzwi.
Re niechętnie otworzyła drzwi, a ja w lusterku zobaczyłam, że to nasi opiekunowie, przyszli, by eskortować nas na śniadanie.
- Hm... Niezły bałagan - powiedział Harry siadając na moim łóżku. - Ale pospieszcie się, co? Chcę się załapać na bekon.
Szybko przeprostowałam włosy i podmalowałam oczy. W końcu oderwałam różdżkę od wtyczki i zamurowało mnie.
Potter siedział na łóżku i przeglądał mój pamiętnik, a dokładnie zdjęcie Blacka.
- Zostaw to!
Szybko odłożył zdjęcie.
- Ja... ja... Jolsey...
Na zdjęciu prezentował się mężczyzna w wieku około dwudziestu jeden lat, trzymający dziecko w beciku. Drugą ręką obejmował kobietę. Wyglądała na szczęśliwą, przy sercu trzymając malutką dziewczynkę ze smoczkiem w ustkach.
- Bo liczy się tylko to, co zobaczyłem w twoich oczach, Syriusz. - przeczytał Harry. - To naprawdę twój ojciec... A nigdy nie mówił, że ma dzieci.
- Bo nie miał się czym chwalić - odrzekłam zamykając temat. - Nigdy więcej nie grzeb w moich rzeczach, Potter, bo ci te łapki poprzetrącam.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 07-26-2009 o 23:59.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-22-2009, 21:21   #5
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 2. "Bo liczy się to, co zobaczyłem w twoich oczach" c.d.

Na śniadanie zjadłam tylko pół miski owsianki. Nie mogłam przełknąć więcej, bo w uszach dalej dźwięczały mi słowa napisane na odwrocie zdjęcia spoczywającego w moim pamiętniku.
Tę fotografię znalazłam bardzo dawno temu, na strychu. Obiecałam mamie, że nie zajrzę do tego pudełka, ale nie mogłam dopuścić do tego, żeby kiedyś je spaliła. Oczywiście, w końcu zobaczyła u mnie te zdjęcia i była wściekła, ale zbuntowałam się - w końcu ja też chciałam mieć jakąś JEGO fotografię.
Opiekunka Gryffindoru rozdała nam plany lekcji, a ja zorientowałam się, że po śniadaniu mamy z NIM dwa OPCMy.
Rebecca usiadła z Hermioną, Harry z Ronem, więc ja, chcąc nie chcąc, postanowiłam usiąść koło Constantine. Pozdrowiłam Malfoya ciepłym słowem, na które każdy normalny samiec by się obraził, ale ten ćwok tylko mrugnął mi swoim rybim oczkiem i zajął miejsce koło Parkinson.
Syriusz wszedł do klasy kilka minut po dzwonku. Przedstawił się, a uczniów Forest Clamp zaczął wypytywać, co przerabialiśmy w Irlandii.
- Po przeglądnięciu podręcznika mogę stwierdzić, że powinniśmy uczęszczać na lekcje OPCMu z klasą czwartą. - mruknęłam
- Bo?
- Bo Forest Clamp nie skupia się na szkoleniu armii przeciwko Sam-Wiesz-Komu.
Uczniowie Hogwartu zaczęli szeptać między sobą.
- Doprawdy. A na czym?
- Hm... pomyślmy. Skądś muszą brać się krawcy, muzycy, pisarze, perfumiarze i tym podobni ludzie.
- Czyli wszyscy ci, których ambicje mieszczą się w kieliszku od jajka. - Powiedział jakiś wysoki chłopak z borsukiem wyszytym na piersi.
- Nieprawda - zaperzyła się Rebecca. - Każdy jest potrzebny. Gdyby nie ludzie tacy jak my, zapewne chodziłbyś nago.
Pół klasy, w tym ja, wybuchło szyderczym śmiechem.
- Spokój. - Zarządził Syriusz. - Nie mamy oczywiście czasu zmieniać planu, więc podzielicie się. Forest Clamp usiądzie w jednym rzędzie i będziemy musieli jakoś pracować w grupach. Oczywiście, musicie znać jakieś... podstawowe zaklęcia, tak? Szydercza Rebecco, może nam je wyjawisz?
Ruccy wstała i zaczęła wymieniać zaklęcia. Na twarzy Syriusza odmalowała się ulga, bo nasza praktyka znacznie przewyższała teorię.
- No, jednak będziemy pracować razem. Ale będę musiał chyba... trochę zmienić tor nauczania.
Resztę lekcji ćwiczyliśmy jedno z zaklęć, które Potter opanował wcześniej do perfekcji, dlatego ojciec strasznie się nad nim spuszczał. Oboje z Constantine byliśmy tym faktem nieco zażenowani.
Consty zaczął nawet go przedrzeźniać, na co inni Ślizgoni co rusz wybuchali wrednym chichotem.

Ponieważ Potter był moim opiekunem, musiałam się z nim bujać. Wprawdzie pokazał mi zamek i okolicę, ale wszędzie chodziliśmy z jego dziewczyną, z którą była nawet znośna. Siedzieliśmy więc generalnie w trójkę, kiedy nie chciałam poprzebywać trochę z bratem, odrobić lekcji, lub po prostu posiedzieć sama.
Był wietrzny, ósmy grudnia, kiedy kończyłam już pudding i w głowie miałam tylko to, by dokończyć wypracowanie z eliksirów, wykąpać się i iść spać. Życie w Hogwarcie miało trochę inny rytm, niż wieczna impreza w Forest Clamp.
Harry zostawił mnie kilka minut temu i siedziałam sama, grzebiąc w resztkach budyniu, podpierając głowę ręką. Ktoś przeszedł koło mnie i mruknął, żebym wyszła za nim z sali.
- O co biega?
- Jolsey... Pomyślałem, że może byśmy poszli razem do Hogsmeade? Z Harrym i resztą?
Chciałbym spędzić z tobą trochę czasu.
- Ok. - Powiedziałam, ale nie cieszyła mnie perspektywa kolejnego wieczoru z Harrym Potterem i resztą jego cudownych przyjaciół.


Po wypiciu dwóch, lub trzech szklaneczek ognistej whisky, Syriusz wygadał się, że przed świętami zapowiada się bal dla uczniów Hogwartu od piątej klasy wzwyż. Oczywiście Hermiona, Ginny i Rebecca zaczęły szczebiotać na ten temat, jednak ja byłam nieco, zniesmaczona, bałam się, że będę musiała iść z Malfoyem.
Kiedy McGonagall nas o tym powiadomiła, westchnęłam tak głośno, że cała klasa spojrzała w moją stronę. Po chwili dodała jednak, że to biały bal, czyli, że dziewczyny zapraszają chłopców, inna opcja nie wchodzi w grę.
- A tradycja? - zapytał Malfoy patrząc na moją triumfalną minę.
- Oj, nie można się ciągle trzymać schematu. Na pewno jednak z kimś pan pójdzie - dogryzła mu, ku uciesze Gryfonów.
Wiedziałam jedno - ja na pewno go nie zaproszę.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 07-26-2009 o 23:57.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-23-2009, 16:24   #6
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 3. Mściwa Lisica w butach od Weasley'ów.

Kilka dni później zaczęłam na poważnie zastanawiać się, z kim pójdę - zajęło mi to trzy czwarte OPCMu, i z przerażeniem odkryłam, że nie miałam partnera.
Mogłam od razu zapytać Harry'ego, ale wydało mi się to bezcelowe - na pewno umówił się już z Ginny. A Malfoy... ilekroć widziałam tego głupka, strzelał do mnie głupie miny i gwizdał, kiedy się oddalałam.
Nie, na pewno nie dam mu szansy.
Pomyślałam o Theo, ale kiedy go zapytałam, powiedział, że idzie już z którąś koleżanek Hermiony. Każdy z chłopców już kogoś miał i pytając, zwyczajnie się pogrążałam. Dogryzał mi nawet mój rodzony, bliźniaczy brat; wręcz szydził, że jeśli czegoś szybko nie wykombinuję, będę MUSIAŁA iść z Malfoyem, albo nie pójdę w ogóle.
Na którejś z kolei transmutacji dostałam takiego olśnienia, że aż pisnęłam.
Christoph!, zagrzmiało mi w głowie. Szybko wyciągnęłam jeden z moich arkuszy do pisania na brudno, skrobnęłam kilka miłych słów do perkusisty i rzuciłam mu kartkę. Przeczytał i puścił mi oczko. Odetchnęłam w duchu.
McGonagall chyba zobaczyła moją minę i zostawiła mnie po lekcji. Trochę bałam się, że wlepi mi szlaban za pisanie liścików, ale ona tylko zapytała czy H&C mogą zagrać na balu jako jeden z zespołów. Szczerze mówiąc, to ostatnia rzecz o której pomyślałam.
- Po... poważnie?
Przytaknęła.
- Oczywiście, nie możemy zapłacić wam wynagrodzenia, ale...
- Co też pani mówi... to jest dla nas reklama, bo pewnie wpadnie ktoś z "Proroka", tak? - Uśmiechnęłam się zbyt słodko, by być przekonująca.
Wykrztusiła coś w stylu "naturalnie" i zaczęła zbierać swoje rzeczy do teczki.
- To... ja jeszcze zapytam chłopaków, ale sądzę, że nie będzie problemu - rzuciłam i wypadłam z klasy z brzuchem wypełnionym gazem szczęścia.
Dobiegłam do wielkiej sali i gorączkowo zaczęłam szukać członków kapeli.
Liam i Patrick siedzieli razem przy stole Slytherinu, jedząc obiad, ku mojej rozpaczy, przy moim najukochańszym braciszku, mopsicy i Draco.
Podbiegłam do nich i wcisnęłam się pomiędzy Pansy a Consty'ego. Zignorowałam jej obrażoną minę.
- Wiecie, kto zagra na balu? - Zapytałam tajemniczo.
- Hm... pomyślmy. Fatalne Jędze? Becky przekabaciła tatusia? - Zironizował C.
Uśmiechnęłam się krzywo.
- To też, ale kto będzie ich SUPPORTOWAŁ, ewentualnie grał po nich?
Do Patricka nagle dotarło, o czym w ogóle mówię.
- Nie, nie gadaj - otworzył ze zdumienia usta, a mnie rozpierała duma. - Jak... jak?
- Sama McGonagall to zaproponowała - wspomniałam.
Nagle Malfoy przypomniał nam o swoim istnieniu, a szkoda. Wygłosił jakiś mdły toaścik, a ja z najwyższym obrzydzeniem trzymałam się dobrych manier.
- A gdzie Chris? - Zmieniłam nagle temat.
L. i P. spojrzeli po sobie.
- Jest strasznie podjarany perspektywą pójścia na bal z tobą, więc siedzi w pokoju i szuka w swoich szmatkach czegoś odpowiedniego na tą okazję.
Roześmiałam się.
- Idę coś zjeść. Do zobaczenia na muzyce. - to chyba oczywiste, że mamy swoje lekcje. Pod koniec kwietnia są nasze egzaminy, a byłoby dziwne, jakbyśmy z mojego powodu mieli odpuścić sobie całe półrocze. Tym sposobem harujemy ciężej niż inni uczniowie.



Następnego dnia, jedząc owsiankę przeglądałam "Proroka" zabranego Ronowi.
Był tak przejęty rozmową z Rebeccą na temat kariery jej ojca, że nie zauważył, kiedy wysunęłam mu zwiniętą gazetę z ręki.
W sumie nie była interesująca i już miałam ją odkładać, kiedy natknęłam się na ogłoszenie usługi, której tak bardzo potrzebowałam.
- Magiczne dowcipy Weasleyów - przeczytałam. - Hm... bla bla bla... nowa oferta - przerobimy każdy gadżet według życzenia klienta.
Uśmiechnęłam się szelmowsko. Więc moje szpilki będą odpicowane na bal. Ale skądś znałam nazwisko Weasley...

Buty wysłałam jeszcze tego samego wieczoru do Londynu po ich uprzednim wyczyszczeniu.
Napisałam do firmy z prośbą o zamontowanie samowydłużającego się obcasa i srebrnego proszku, który strzelałby znienacka dla większego efektu wykonywanego utworu.
Przed piętnastym doszła do mnie wiadomość, że postarają się skończyć te buty, ale dotrą dopiero w przeddzień balu.
Kiedy powiedziałam Hermionie, że właśnie im wysłałam buty uśmiechnęła się pod nosem, ale nie powiedziała nic. Nie chciała mi zdradzić, kim są Weasleyowie.
Ron przez chwilę patrzył na mnie z niedowierzaniem, ale żadne z nich nie pisnęło ani słówka.
Razem z zespołem codziennie graliśmy do późna starając się osiągnąć jak najlepszy efekt.
Po którymś z wieczorów bałam się, że stracę głos, ale po półgodzinnej sesji mleka z miodem trochę mi się polepszyło.
Któregoś razu napadł mnie Syriusz z propozycją spędzenia z nim świąt.
- Byłoby fajnie, będzie cały zakon. Harry, Hermiona, Ron z rodziną... jesteś pewna, że Constantin...
- Syriuszu, on nie... jeszcze się nie przyzwyczaił do myśli, że ma ojca. Poza tym, ślepo wierzy mamie. Myślę, że będzie jeszcze czas na takie spędzanie razem czasu. Poza tym, jest zaproszony do Malfoyów. Ja też miałam jechać, ale na szczęście mam nieco inne plany - uśmiechnęłam się do niego znacząco.
- Więc nie przyjedzie.
Wiedziałam, że jest mu przykro, ale nie mogłam nic zrobić.
- Ale przyjadę ja, cieszysz się? - Stanęłam pod portretem Grubej Damy i wypowiedziałam hasło. - No to do zobaczenia jutro. Pa.
W piątek przed balem pozwolono nam wyskoczyć jeszcze do Hogsmeade. Ponieważ w torbie dzwoniła mi wesoło sakiewka z galeonami postanowiłam zaszaleć i kupiłam mnóstwo prezentów. Dla Harry'ego wymienne, przyśpieszające witki do miotły, Ronowi nowe, czarne rękawiczki (jako jedyna zauważyłam, że w starych ma dziurę), Hermionie przygodówkę zapisaną runami, jednak największy problem miałam z Syriuszem, jednak kupiłam tylko niebieską i czarną wełnę.
Kiedy już miałam wrócić, odebrałam prezent dla Constantina - w niedziele kończyliśmy siedemnaście lat i postanowiłam dać mu coś, co miałby ze sobą zawsze. U jubilera kupiłam mu delikatny łańcuszek z zawieszką, do środka której włożyłam nasze najładniejsze, wspólne zdjęcie.
W dzień balu obudziłam się po szóstej i zbyt podniecona, by spać dalej wstałam z łóżka i zaczęłam stroić gitarę. Kiedy zauważyłam, że Rebecca jest u skraju wytrzymałości, postanowiłam pójść do pokoju wspólnego, a jej pozwolić dospać.
Zeszłam na dół po kamiennych schodach i stwierdziłam, że w pokoju wspólnym Gryfonów jest jeszcze Harry, który zasnął nad wypracowaniem.
Szturchnęłam go lekko w ramię i pochrapując otworzył zaspane oczy.
- Któr... która godzina?
- Wpół do siódmej.
Mruknął i zabrał się znów do pisania.
- Nie będziesz miał nic przeciwko... chciałabym ją nastroić.
Pokiwał głową.
Stroiłam gitarę myśląc gorączkowo. Co, jeśli nam nie wyjdzie i do kwietnia będę musiała słuchać oszczerstw? Zadrżałam. A co, jeśli moje buty nie dojdą? To moja jedyna ładna para półbutów, bo na próbie połamałam fioletowe szpilki.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harry'ego.
- Idę się jeszcze położyć. Słyszałem, że spędzisz z nami boże narodzenie, to... fajnie - uśmiechnął się miło i zniknął na szczycie spiralnych schodów.
Zostawił mnie samą z moimi myślami.
Do południa chodziłam jak na szpilkach, ale bez szpilek. Przy obiedzie podleciała do mnie sowa, która na uchu miała logo sklepu Weasleyów.
- Buty są gotowe, aczkolwiek jesteśmy zmuszeni dostarczyć je osobiście. Pozdrawiam, George & Fred Weasley.
Pewna część mojej duszy odetchnęła, a druga zapytała, czy aby na pewno nie wystąpię na boso.
Po obiedzie z żołądkiem wypełnionym stresem poczłapaliśmy na ostatnią próbę.
- Jolly nie martw się. - Zaczął Li.Ly. podłączając sprzęt.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-23-2009, 16:25   #7
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 3. Mściwa Lisica w butach od Weasley'ów. c.d.

Przed siódmą wykąpałam się, ogoliłam nogi i stojąc przed lustrem zaczęłam rozczesywać włosy. Zauważyłam, że znacznie urosły od wakacji - teraz sięgały mi połowy pleców i dzięki angielskim szamponom stały się bardziej puszyste. Po chwili były już rozczesane, a ja znowu zawinęłam je w ręcznik.
Rebecca pomalowała mi paznokcie, a czekając aż wyschną, nałożyła makijaż.
Wpół do ósmej zeszłam już w moich najgorszych baletkach do wielkiej sali. Zjawili się już pierwsi goście, ale nie mogłam zauważyć kogoś, kto mógłby być ewentualnym Weasleyem z moimi butami. Chłopcy z mojego zespołu sprawdzali i dostrajali jeszcze sprzęt, a ja czułam, jak wielki kamień właśnie spoczął w moim brzuchu. Po chwili, do środka weszło dwóch rudzielców a ja zauważyłam w nich podobieństwo do Rona. Rona Weasleya.
Pacnęłam się ręką w głowę.
Mieli w ręku torbę z logo ich sklepu, więc podeszłam do nich.
- Cześć. To ja zamówiłam buty...
- Jolsey, tak?
Już prawie wyciągałam rękę po buty, kiedy jeden z nich wyciągnął dło w moim kierunku.
- Dwa galeony i pięć sykli.
Zaklęłam w duchu. Pieniądze zostawiłam na górze nie myśląc, że mogą się przydać.
- Mogę potem? - Zapytałam błagalnym tonem... za chwilę przyjdzie moja przyjaciółka, ja... zapomniałam pieniędzy. Zaraz muszę wyjść na scenę, nie zdążę pobiec na górę.
Spojrzeli po sobie i oboje pokiwali przecząco głowami.
- Prooooszę... mam jutro urodziny i...
Poczułam, jak ktoś wkłada mi pieniądze do ręki. Tym kimś był Draco Malfoy
- Jolly nie proś się, to wieśniaki, liczą każdego knuta.
Oddałam mu monety.
- Nie potrzebuję twoich pieniędzy, żeby potem być ci wdzięczna. Poza tym przestań włazić z butami w moje sprawy. - Warknęłam
- Tak Malfoy, nie wtrącaj się, jak dorośli rozmawiają.
Spojrzał na nich krzywo i odszedł.
Wzruszyłam ramionami i miałam zrobić to samo, kiedy któryś z nich położył mi rękę na ramieniu.
- Hm... to rzeczywiście nie w naszym stylu, ale masz jutro urodziny i tak ładnie spławiłaś tego frajera, że możemy ci odpuścić.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Ale - przerwał mi drugi - życzymy sobie tańca. To znaczy ja, Fred przyszedł tu z kimś.
- Yy... chyba... e... nie ma sprawy.
Ktoś zawołał mnie ze sceny.
- Już idę - odkrzyknęłam.
Zaczęłam gorączkowo ubierać buty.
- Są właściwie idealne - mruknęłam sprawdzając szpilkę.
- Trzymam cię za słowo. - Uśmiechnął się.
- Jolsey, no chodź! - Zawołał Li.Ly
- NO JUŻ! - warknęłam w jego stronę - To... do później.
- George.
Pobiegłam tak szybko, jak pozwalały mi na to obcasy.
Kwadrans później graliśmy już jeden z naszych hitów i z ulgą zauważyłam, że uczniom Hogwartu podoba się nasza muzyka.
Ponieważ Fatalne Jędze wysłały patronusa ogłaszając spóźnienie, Liam zachęcił, żebyśmy wykonali naszą tajną broń, która zawsze wszystkim się podobała, mianowicie piosenkę, którą napisałam wkurzona na chłopaka, który zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką. Teraz są ze sobą, a ja długo zbierałam się w sobie, żeby ją zaśpiewać publicznie.
Wszyscy, którzy ją znali, usłyszeli ją w radiowęźle, nikt jednak nie znał powodu, dla którego ją napisałam.
A teraz, zarażona śmiałością szklanki ognistej whisky postanowiłam, raz na zawsze odegrać się na zdrajcach. Okazja była idealna.
Stanęłam bliżej mikrofonu, odchrząknęłam i wypaliłam:
- Tą piosenkę chciałabym zadedykować dwóm najbliższym mi osobom, które wbiły mi nóż w plecy. Zawsze chciałam, żeby przyjaciółka odbiła mi faceta - zaśmiałam się sztucznie. - No, kochani, miłej rocznicy. - Mruknęłam jadowicie - Chris, nabij bit. To piosenka dla Iana i Charlotte.
Już po chwili mój były był taki czerwony na twarzy, że mogłabym wsadzić go w piwonie i zapewne własna matka nie mogłaby go odnaleźć. Mruknęłam Constantinowi, żeby przytrzymał go pod sceną, a ten spisał się na medal.
Kiedy spojrzałam na Syriusza, miał minę typu "stworzyłem potwora".
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Po chwili zeszłam ze sceny, a chłopcy zagrali sami. To była piosenka Patricka, a ja wchodziłam później, więc postanowiłam czegoś się napić.
- Jesteś z siebie dumna, że poniżyłaś mnie przy wszystkich znajomych i reszcie Hogwartu? - warknęła Charlotte
- Ty byłaś, kiedy udało ci się okręcić Iana wokół palca.
Napawałam się jej złością.
W tym czasie podbiegły do mnie bliźniaczki Patil prosząc o płytę z piosenką.
- Musicie zapytać Lott, ona jest moją główną muzą - wybuchnęłam śmiechem oddalając się do sceny.
Zagraliśmy kilka innych piosenek, a kiedy Dumbledore powiedział, że Fatalne jednak nie przyjadą, nikt zbytnio się nie przejął, poza Rebeccą, której ojciec miał przywieźć jakieś kremy.
- Przyśle ci pocztą, mała - pocieszyłam ją.
Chłopaki zagrali jakąś wolniejszą piosenkę, a ktoś położył rękę na moim ramieniu.
- Obiecałaś taniec - przypomniał George.
Wyszliśmy na środek. Ku rozpaczy Dracona, George złapał mnie w talii i zaczęliśmy tańczyć.
Po piosence, nie chciał mnie puścić, a ja zorientowałam się, że na złość mi Patrick zaczął śpiewać piosenkę, z mojego ulubionego filmu, do której tańczyłam w ostatnim musicalu.
- Znasz to? - Zapytał mnie bliźniak
- Aż za dobrze. - Wspomniałam godziny treningów z odrazą.
Zaczęliśmy tańczyć.
Po chwili wirowaliśmy tak, że potrącałam innych uczniów okręcana przez rudego. Kiedy zawracaliśmy na drugi koniec sali, po prostu uciekali nam spod nóg, oprócz Nevilla, który nigdy nie zdążał. Raz nawet potrąciliśmy go tak, że poleciał kilka metrów dalej.
W pewnym momencie zobaczyłam Syriusza przyglądającego się nam ze zdziwieniem, ale jednocześnie z szerokim uśmiechem na ustach.
Starałam się na niego nie patrzeć i skupiona na tańcu nie zauważyłam, że wszyscy zeszli z parkietu i przyglądali się nam.
Wybiła północ.
Skończyliśmy tak jak w filmie, jedną nogą oplotłam go na wysokości bioder, co było dość trudne, bo jego pas znajdował się w okolicach mojego pępka.
Obcas w moim bucie niebezpiecznie powiększył się i powoli traciłam równowagę.
Wszyscy się na nas gapili, a George z wrażenia zapomniał puścić mojej nogi.
Odchrząknęłam.
Po chwili stałam już na obu nogach, spocona i czerwona na twarzy.
Wszyscy patrzyli na nas, jakby na coś oczekując, cisza wypełniająca pomieszczenie dzwoniła mi w uszach.
Draco Malfoy miał zdziwiono-wybałuszoną minę, podobną miał Ron, stojący nieopodal.
Chris odchrząknął z wyrzutem wyszedł, a ja, patrząc na zegar, stwierdziłam, że właśnie urodził się Constantin, a chwilę później ja.
Spojrzałam na Georga, i miałam już coś powiedzieć, kiedy przerwał mi Li.Ly., Podchodząc z mikrofonem.
- Jolsey... właśnie kończysz 17 lat, więc, a zresztą - napił się szampana z butelki, wepchnął mi ją w ręce i wyszedł z sali.
- Sto lat sto lat... - zaczęła Hermiona, a za nią reszta zebranych - niech żyje nam, Jolsey!
- I Constantin - krzyknęłam.
Patrick zaczął grać na gitarze jakąś słodkawą balladkę, a ja słuchałam kretyńskich życzeń, sercem będąc jeszcze w tańcu. George, jako, że był ostatni, powiedział, że miło byłoby, gdybyśmy zatańczyli jeszcze raz, kiedyś.
Taaa, po moim trupie, pomyślałam.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-23-2009, 19:16   #8
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 4. Podarte swetry i miłość na pokaz

Uwaga! Mogą pojawić się wyrażenia wulgarne.

Kilka następnych godzin spędziłam szalejąc na parkiecie (moja kapela wycofała się ze sceny i puścili coś z płyty) a potem musiałam pójść i jeszcze się dopakować – pociąg do Londynu odjeżdżał o piątej, a część moich rzeczy leżała nadal porozrzucana po pokoju.
Rebecca nie jechała ze mną. Pomimo próśb Rona postanowiła zostać i spędzić trochę czasu z jednym z oczarowanych nią krukonów.
Siedziałam sama w przedziale ze słuchawkami na uszach, na drutach dziergając szalik dla ojca i naprawdę nie miałam ochoty na jakiekolwiek towarzystwo – Ronald nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem, kiedy mijaliśmy się w wieży. Zrobiło mi się przykro, bo przecież nie zrobiłam nic złego tańcząc z jego bratem… ponadto przysięgłam sobie, że był to nasz pierwszy i ostatni taniec.

Po chwili do przedziału wszedł mój bliźniak, również nie mający ochoty na rozmowę.
Wymieniliśmy się prezentami bez zbytniego entuzjazmu, a resztę podróży przemilczeliśmy.
Do Londynu dojechaliśmy przed jedenastą. Na peronie czekał już Syriusz (cwaniak, zamiast tłuc się pociągiem użył sieci Fiuu) i zaprowadził nas do jego domu.
Byłam nieco zaspana, więc nie zwróciłam uwagi na to, że w salonie siedzi ktoś, kogo wolałabym jednak nie oglądać, bo kiedy o nim myślałam, policzki wciąż płonęły mi wstydem.
To, że był obecny odkryłam kilkanaście minut później, kiedy już się odświeżyłam, wysuszyłam włosy i ubrałam swoje zwykłe, mugolskie ciuchy.
Zadowolona z życia krążyłam po domu ze słuchawkami na uszach, pośpiewując pod nosem.
Wpadłam na niego dopiero, kiedy wchodziłam do kuchni. Dokładnie to sytuacja stała się tak niefortunna, że wpadłam mu w ramiona.
- Y… cześć. – Mruknęłam cicho próbując oswobodzić się z jego uścisku.
To było trudniejsze niż myślałam, bo objął mnie dwoma rękami, a w dłoniach trzymał szklanki ze szczodrze nalaną ognistą whisky. Zaczęły trząść mu się ręce i wylewał żrący napój na sweter, który był prezentem od Constantine'a.
Widzieli to Ron, Ginny i jego bliźniak, Fred, dosłownie tarzając się ze śmiechu. Tylko Hermiona zachowała jako-taką powagę.
- Przestańcie się śmiać! – Granger ofuknęła rodzeństwo i wzięła szklanki od Georga ratując nas z opresji.
Stanęłam koło lustra i wydawało mi się, że zaraz go zabiję. Na plecach miałam powypalane plamy a stanik trzymał się tylko na jednej gumce.
- Mój…mój kaszmirowy sweter – jęknęłam. – Mam go na sobie pierwszy raz!– Warga niebezpiecznie mi zadrżała.
Syriusz starał się nie komentować akcji i zniknął na górze - Fakt, sytuacja była beznadziejna.
- Ja… i tak muszę iść na pokątną…, więc chodź ze mną i… postaram się znaleźć podobny… - Powiedział, widząc moją zrezygnowaną minę.
Otworzyłam walizkę ( leżała wciąż na dole, bo nie chciało mi się jej tachać do pokoju ) i wyciągnęłam z niej bluzę.
- Nalegam.
Oczy całej czwórki gapiów przesuwały się, to na niego, to na mnie.
- Mam przez ciebie same kłopoty, oby tak dalej. Szykuj się. – warknęłam, wybierając inny sweter, stanik i trzaskając drzwiami do łazienki.
Oparł się o nie z głośnym westchnięciem.

Pół godziny później szliśmy już na pokątną z bratem Georga, który był trochę mniej ciapowaty.
- I wyobraź sobie, ona zjadła tego cukierka…
- Wymiotkę, tak?
Pokiwał gorliwie głową.
- I… chciała mnie pocałować! Źle coś zmieszaliśmy, więc efekt był opóźniony…
Zaczęłam się śmiać. – Ty uciekłeś, a ona do dziś ma Ci za złe? – Mruknęłam wchodząc do dziurawego kotła
- Skąd wiesz?
Uśmiechnęłam się do swoich myśli – Kobieca intuicja.
Fred pożegnał się z nami i skręcił, a my udaliśmy się na poszukiwanie zielonego, kaszmirowego swetra.
- Jolsey… ja nie… nie chciałem…
- Przestań już przepraszać, zdarza się. A tak w ogóle, to całkiem dobrze tańczysz – wyrwało mi się.
- Chwilowy przypływ emocji i tak jakoś… A Ty koniecznie musisz zgrać mi tą piosenkę – zaśpiewał kilka wersów – Tobie to lepiej wychodzi. Puszczałbym to w sklepie, jest świetna.
Na jego twarzy pojawił się słodki rumieniec.
- Wejdźmy tutaj – przerwałam mu.
Weszliśmy do kilkunastu różnych sklepów i obładowani torbami mieliśmy zajść jeszcze do ich własnego, kiedy w tłumie mignęły mi trzy blond głowy i jedna czarna.
- Szybciej – mruknęłam. Nie mogli mnie zobaczyć. Nie z nim, nie teraz.
- JOLSEY! – Usłyszałam dziarski ton za plecami. Przede mną stał mój samozwańczy przyszły teść, Lucjusz Malfoya z żoną, Constantine i Draconem.
- Widzę, że poszłaś o krok dalej i nie potrzebujesz skrzatów, tylko wykorzystujesz wieśniaków - powiedział młodszy Malfoy uśmiechając się drwiąco. – Ile dostaje, knuta za tydzień?
W głowie zaświtał mi nieco egoistyczny, ale i tak świetny pomysł.
- Oh nie Draco. To jest... mój nowy chłopak. Całowaliśmy się i troszkę nas poniosło. Rozdarł mi sweter i kochany, kupił kilka nowych. – Było to wierutnym kłamstwem, bo zgodziłam się tylko na dwa, bo chciałam go zbytnio naciągnąć i wydałam wszystkie swoje oszczędności. Kiedy już mieliśmy wychodzić, zawsze coś rzucało mi się w oczy. Tym sposobem miałam już kilka sweterków, rurki, malinowe szpilki i spineczki do włosów.
Napawałam się minami całej czwórki.
- Ale… - odezwał się George, a ja zaczęłam obawiać się, że cały plan się rypnie.
- … jak? To nie możliwe, Jolly, obiecałaś mamie! – wyrzucił Constantine
- Tak, tak jasne, nie mamy czasu, nie, misiu? – Pocałowałam Georga w policzek – No, musimy pędzić, jeszcze tyle roboty! Wesołych Świąt życzę.
Ostatni raz spojrzałam na nich i odeszliśmy.
- O co chodzi?
- Nic, nic. Przepraszam, że się tak zachowałam. To długa historia i lepiej, żeby myśleli, że już mam chłopaka. – wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu.
Przystanął. – Więc chcesz mnie wykorzystać, przy okazji bawiąc się moimi uczuciami?
- Nie do końca. Bardzo mnie intrygujesz, wiesz? Ale nie możesz się we mnie zakochać.
Prychnął – Musisz dawać takie pozwolenie wszystkim facetom ? A jeśli, to, co wtedy?
Spojrzałam w niebo – Wtedy sprawy mogą się znacznie skomplikować.

Wróciliśmy do domu godzinę później. Sprawa na pokątnej została póki, co, miedzy nami, a mnie bardzo to odpowiadało.
Urodziny spędziłam z ojcem, jego przyjaciółmi i rodziną mojego „chłopaka”
Dostałam najwspanialsze prezenty, bo były zrobione ręcznie, co bardzo mnie wzruszyło.
Od Freda całą torbę słodyczy, książkę od Rona i Hermiony oraz bransoletkę od Harry’ego
Najbardziej uraczyła mnie czapka od pani Weasley – zielona, z różowymi uszami.
- Dziękuję – przytuliłam się do Molly. Była najlepszą mamą, jaką mogłabym mieć.
Wieczorem wyszłam na balkon i różdżką odpaliłam mugolskiego papierosa.
Wiedziałam, że Syriusz nie popiera takich sposobów rozrywki, ale siedział na dole z innymi.
Stałam, oparta o barierkę, myśląc gorączkowo. Tak bardzo polubiłam Georga, a czułam się podle, wykorzystując go. Wyrzuciłam peta na ulicę i wróciłam do środka. Syriusz zawołał mnie z dołu, więc zeszłam powoli po schodach, wkładając sobie balonówę do ust.
- To twoje urodziny, a ty uciekasz… - powiedział biorąc mnie za rękę – wiem, że może nie tak wyobrażałaś sobie swoje siedemnaste urodziny… ale nie było czasu na zorganizowanie jakieś super imprezy…
Obiad przewrócił mi się w żołądku.
- Już…już mieliśmy taką. Na szesnaste urodziny. U nas obchodzi się rok wcześniej. Matka wynajęła nam salę i zapłaciła za wszystko mnóstwo kasy…
Goście zaczęli po sobie spoglądać.
- To chyba dobrze, nie? – Odezwał się Ron – To znaczy…
- Tak myślałam. – Przerwałam mu – Szalone wspomnienia lat sześćdziesiątych. Grała kapela, tańczyliśmy, ale ludzie przynieśli alkohol…i… i… to wymknęło się spod kontroli.
- I co było dalej? – Zapytał Syriusz szeptem.
Odetchnęłam – Zobaczyłam mojego chłopaka z jedna z przyjaciółek. Nie chciałam żeby ktoś zobaczył, jak płaczę, więc poszłam do toalety. Tam znalazłam tam swoją koleżankę zgwałconą i nieprzytomną. – Pociągnęłam nosem i przytuliłam się do ojca.
– To już nie ważne. Wyczyścili jej pamięć, nikt jej nic nie powiedział i spokojnie sobie żyje. A ja mam dość imprez na dłuuugi okres.
Usiadłam na kanapie i chwyciłam kubek z wodą.
- A tego… zmieniając temat, to prawda, że masz kolczyka w języku? – Wypalił Fred
- Nie – zaprzeczyłam szybko. – Nie mam, skąd ci to przyszło do głowy? - starałam się mówić starając się jak najmniej otwierać usta
Ojciec najwidoczniej nie chciał mi uwierzyć i spojrzał na mnie wyczekująco.
Otworzyłam usta. Na języku siedziała mi mała, uśmiechnięta zielona gwiazdka.
Syriusz podszedł i lekko pacnął mnie w czoło.
- Mamo, ja też chcę taki – mruknęła Ginny i zwróciła się do mnie – To boli?
Pani Weasley posłała mi błagalne spojrzenie.
- O taaak… bardzo boli, nie warto. No, ale skoro już sobie zrobiłam…
- I jak się z tym całuje? – Zapytał George niespodziewanie.
Zachłysnęłam się wodą.
- No cóż, jest już późno, a jutro rano musimy wcześnie wstać. Muszę koniecznie zrobić pierogi… Dzięki za prezenty. - uściskałam panią Weasley, Hermionę i Ginny i zniknęłam na schodach.
- Niech żyje subtelność. – warknęła Ginny.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 01-01-2010 o 22:23.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-23-2009, 19:17   #9
Jolsey Siria Black
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Jolsey Siria Black na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez ICQ do Jolsey Siria Black Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Jolsey Siria Black
Domyślnie 4. Podarte swetry i miłość na pokaz c.d.

Następnego ranka siedzieliśmy naprzeciw siebie jedząc śniadanie. Nie bardzo chciałam na niego patrzeć. To, przed czym się tak broniłam, chyba się zaczyna. Chwilę potem w okno zapukała czarna sowa, przy nóżce miała zawiązany wiśniową kopertę.
- Wyjec – wyszeptałam z trwogą.
Odwiązałam go od nóżki sowy i zaciskając mocno zęby otworzyłam czerwoną kopertkę.
- JOLSEY SIBIRIA TRENT – wrzasnął list – Jak mogłaś zadać się z hołotą?! Powinnaś raczej brać przykład z brata, który zawsze powtarzał, że czystość krwi i godność to największe wartości, ty jednak zawsze wiesz lepiej! Samo spędzenie świąt u tego zdrajcy napawa mnie odrazą. Po raz kolejny zrobiłaś mi na złość. Jak śmiesz pokazywać się z tym Weasleyem?! To zdrajcy krwi, których w naszej rodzinie się nie toleruje. Zostaniesz żoną Dracona Malfoya, czy tego chcesz, czy nie. Życzyłabym sobie zaprzestanie twoich buntowniczych gierek, córko. Wręcz tego żądam.
List spłonął jasnym płomieniem, a ja oblałam się szkarłatem.
- Sibiria? – Zapytał Syriusz znad proroka. – Eh. Rose, Rose, Rose… - wstał i wyszedł, zostawiając mnie z młodymi Weasleyami patrzącymi niemrawo w moją stronę.
- Wcale nie sądzę, że jesteście hołotą. – Powiedziałam składając samolot z kartki wyrwanej z proroka
- Chodzisz z Georgiem? – Zapytała Ginny patrząc, jak ugnieciony skrawek papieru lata po kuchni. – I o co chodzi z tym Malfoyem?
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Kiwnął głową. Trochę się zdziwiłam, że pozwala się wykorzystywać i poczułam do niego nieograniczoną wdzięczność.
- Ni… George! To miała być tajemnica, komu znowu wygadałeś?
Fred zadławił się herbatą, a ja dziękowałam Bogu, że Syriusz tego nie słyszał.
Postanowiłam gładko opuścić drugie pytanie.

Kolejny tydzień był jednym z najlepszych w moim życiu. Co prawda, nie chciałam się zbytnio angażować, ale widziałam, że G. wpadł po same uszy.
Skończyłam też szalik dla Syriusza i autentycznie wzruszył się, kiedy założyłam mu go na szyję
- Będzie Ci w nim ciepło. I zrobiłam go sama – uśmiechnęłam się.
Święta na GP były inne, niż w moim dotychczasowym życiu. Ubieraliśmy choinkę, piekłam ciasto z panią Weasley i udało mi się nawet przesolić barszcz.
W końcu nadszedł pierwszy stycznia i musieliśmy wracać do Hogwartu.
George towarzyszył mi w drodze na peron. Szliśmy powoli, puszczając innych przodem, trzymając się za ręce. Wiedziałam, że będę za nim tęsknić, bo, mimo że oficjalnie, tak naprawdę nie byliśmy razem, a ja rękami i nogami zapierałam się przed tym uczuciem.
- No… Jolsey… to do zobaczenia.
- Pa… będę tęsknić.
Chciałam pocałować go w policzek, ale szybko przechylił głowę i nasze usta spotkały się – na peronie pełnym ludzi, z Syriuszem stojącym obok. Nawet nie chciałam się zapierać, pomyślałam, że musi dostać pewnego rodzaju nagrodę za mój – nie oszukujmy się – wredny plan. Syriusz odchrząknął, ale nie zwróciliśmy na to uwagi. Liczył się tylko on i chłonęłam go każdym oddechem.
Po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jolsey… ja… ja… ja cię chyba kocham. – wyjąkał.
- Obiecałeś, że nie… obiecałeś!
Spojrzał na mnie, a lekki cień przebiegł przez jego twarz.
- Po prostu kłamałem. A ty?
Wyszarpnęłam się z jego ramion. – Ja… nie wiem. Poza tym, minął tydzień, skąd wiesz?!
- Zaufaj mi, wiem. - przytrzymał moją rękę
Przerwał mi sygnał ruszającego pociągu.
- Muszę iść.
- Poczekam – pocałował mnie w czoło i puścił, widząc, że pociąg zaraz ruszy.
Pomachałam Tonks i czując jak wielki ciężar zalega mi na sercu, wsiadłam do pociągu.
Przebijałam się przez przedziały szukając Hermiony Granger
Znalazłam ją dopiero w piątym od wejścia, rozmawiającym o czymś przejęcie z Ginny.
Kiedy weszłam do przedziału, rozmowa ucichła.
Usiadłam na wolnym miejscu, z głową ułożoną na oparciu
- Dlaczego go wykorzystujesz? – Mruknął, Ron patrząc na mnie wrogo.
- Nie wykorzystuję. – Odparłam wyciągając odtwarzacz z torebki. Głos mi zadrżał, ale wiedziałam, że nie mogę się rozkleić – Daj mi święty spokój.
- Ale znacie się…
Ginny prychnęła – To nic nie zmienia. Nie widzisz, że on się zmienił? Już nie żyje tylko tymi swoimi cukierkami.
- No i ma baaardzo maślany uśmiech – zauważył Harry a wszyscy wybuchli śmiechem.
Po chwili graliśmy już w eksplodującego durnia. Po którejś z partyjek do przedziału wszedł Constantine.
- Siostra, chodź. Musimy pogadać.
Wstałam i wyszłam niemrawo z przedziału.
- Jolsey, Jolsey, Jolsey. - powiedział Draco, opierając się o drzwi któregoś z przedziałów. – Jak mogłaś tak się…
Wzruszyłam ramionami – A ciebie to obchodzi?
Prychnął - Moja narzeczona została dziwką Weasleya. Już niżej nie mogłaś upaść – wykrzyknął. Z przedziałów zaczęły wychodzić kolejne osoby.
- Dziwką Weasleya, tak? – Wrzasnęłam. Krew uderzyła mi do głowy, przestałam myśleć racjonalnie. – Powiem ci, dupku, że wolę być postrzegana jako dziwka Weasleya, niż żona Malfoya. On przynajmniej nie traktuje mnie tylko jak ozdóbkę.
- Mocne słowa – mruknęła Hermiona wychylając głowę zza drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i nieco uspokoiłam głos. - Jeśli chciałeś jakoś poprawić żałosną relację, jaka nas łączy, to się tylko pogrążyłeś.
Nie mam zamiaru dotykać cię nawet patykiem, brzydzę się tobą i twoją zakłamaną mordą. Musiałam użerać się z tobą całe dotychczasowe życie, ale to już koniec. I nie dbam o to, co powie moja matka.
Zamilkłam, dysząc głośno.
- A wy, na co się gapicie? – Warknęłam na wychylających się z przedziału Harryego, Hermionę, Rona i Ginny.
Zwróciłam się do Constantine'a – Myślałam, że jesteś moim najlepszym przyjacielem. A ty wydałeś mnie matce. Wydałeś mnie i nawet nie pomyślałeś o tym, czego ja chcę!
- Jolsey, wiesz, że chcę dla ciebie…
- Jak najlepiej?! Nie, właśnie nie chcesz. Chcesz dobrze się w tym bagnie ustawić, a to, co ja czuję, obchodzi cię najmniej.
Podszedł do mnie, ale odepchnęłam go. Wróciłam do przedziału.
Ginny usiadła obok i podała mi chusteczkę. – Wiesz, że możesz na mnie liczyć?
Uśmiechnęłam się do niej. Wiedziałam, oczywiście, że wszyscy się prędzej czy później do tego przyzwyczają, nie wiedziałam jednak, czy przyzwyczaję się ja.
Miałam jednak coś, czego potrzebowałam od tak dawna – świadomość, że ktoś naprawdę na mnie czeka.

Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 01-01-2010 o 22:20.
Jolsey Siria Black jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-28-2009, 00:39   #10
MalaCzarna
Świr wymagający opieki
 
MalaCzarna na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Lokalizacja: Między kawą a kawą
Posty: 330
Domyślnie

I kanon poszedł w las.
Ale tak między Bugiem a prawdą, zgrabnie Ci to wyszło. Wyhaczyłam parę literówek i ulicę Pokątną małą literą, ale ogólnie nieźle. Twoja Ginny mnie urzekła, jest jak wyjęta z serii, niestety inne postaci trochę mniej.
A i jedna rzecz jest trochę irytująca- te wszystki skróty. Jeśli ktoś się nie skupia na nazwach czy imionach to się można łatwo pogubić.
__________________
"- Starzeję się. Zaczynam mieć skrupuły.
- Ano, zdarza się u starych- spojrzała na niego ze współczuciem- Odwar z mioduszki pomaga na to. A narazie kładź sobie poduszeczkę na siodło.
- Skrupuły- wyjaśnił poważnie Jaskier- to nie to samo co hemoroidy, Milva. Mylisz pojęcia."
MalaCzarna jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:09.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.