|
06-27-2009, 13:39
|
#1
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Smak Życia
Witam!  A oto mój mały fanfic, a raczej jego część  Mam nadzieję, że się spodoba chociaż troszkę
SMAK ŻYCIA
Dzień był piękny i spokojny. Słońce przygrzewało mocno, na niebie ani chmurki. Nie minęło jeszcze nawet południe, a ja już zrobiłam praktycznie wszystko, co było na dzisiaj do zrobienia. Pokój posprzątany, pies nakarmiony, zakupy zrobione, włosy umyte. Teraz czekały mnie już tylko przygotowania do najważniejszego egzaminu w moim życiu. Teoretycznie – sama przyjemność. Gdybyż tylko myśl o samym egzaminie nie wprawiała mnie w taką panikę… Ale cóż, stres przed egzaminami ustnymi to była moja zmora od zawsze. Trzeba przeżyć. Dzwonek do drzwi. Kto o tej porze? Listonosz? Zeszłam na dół, otworzyłam drzwi i…
- Dzień dobry. Panna Flor?
Przede mną, jak gdyby nigdy nic, stał sobie wysoki, blady mężczyzna z długimi do ramion, czarnymi włosami i w obszernej szacie. Profesor Severus Snape, zwany inaczej Naczelnym Nietoperzem Hogwartu, we własnej osobie. Chyba jednak wciąż jeszcze śpię, pomyślałam, gapiąc się na niego jak głupia i nie mogąc wykrztusić ani słowa. I stanowczo za dużo książek, dodałam w myśli, od dziś koniec z czytaniem. Mężczyzna jednak nie wyglądał jak postać ze snu. Ani tym bardziej nie sprawiał wrażenia kogoś, kto ma nieograniczone pokłady cierpliwości.
- Panna Flor? – powtórzył cierpkim tonem, patrząc mi prosto w oczy.
Kolejna rzecz, z którą od dziecka miałam problemy. Patrzenie ludziom w oczy. Udało mi się jednak jakoś otrząsnąć z tego odrętwienia, w które wpadłam na jego widok. Zamrugałam szybko i powiedziałam:
- Zgadza się, Weronika Flor. Bardzo mi miło.
Wyciągnęłam rękę, a on podał mi swoją. Pomimo trzydziestostopniowego upału jego dłoń była zimna jak lód.
- Severus Snape – powiedział sucho, z wyczuwalnym zirytowaniem w głosie.
Wciąż się we mnie wpatrywał, przez co coraz bardziej czułam się jak kompletna idiotka. Doszłam jednak do wniosku, że nie zaszkodzi starać się zachowywać normalnie. Nie jakby właśnie odwiedził mnie jeden z bohaterów młodzieżowego bestsellera ostatnich lat.
- Dzień dobry. W czym mogę panu pomóc?
- Nie mam pojęcia – warknął, z niewiadomego powodu wydając się jeszcze bardziej zły niż wcześniej.
- Słucham? – spytałam, nieco zbita z tropu, nie bacząc na nadciągające niebezpieczeństwo.
Snape zacisnął pobladłe wargi i wycedził:
- Nie wiem w czym mogłaby mi pani pomóc – sarknął Mistrz Eliksirów. – Nie mam też najmniejszego pojęcia, po co Dumbledore mnie do pani przysłał. Prawdę mówiąc, miałem nadzieję, że to pani mnie co do tego oświeci.
- Ja? – Doznałam lekkiego szoku. – Profesor Dumbledore przysłał pana do mnie???
- Pięknie – westchnął Snape, patrząc na mnie coraz bardziej złowrogim wzrokiem.
Ja z kolei byłam zbyt zdezorientowana, żeby się go wystraszyć, więc te jego czarne studnie nie zrobiły na mnie bynajmniej takiego wrażenia, jakie zrobić miały w zamierzeniu. Zastanawiałam się przez chwilę, co właściwie w tej sytuacji zrobić. W końcu westchnęłam cicho, uśmiechnęłam się dla lepszego wrażenia i zaprosiłam Snape’a do domu.
- Proszę, może pan wejdzie – poprosiłam, odsuwając się nieco od drzwi.
Hogwarcki nauczyciel uniósł brew w zdziwieniu, ale wszedł bez słowa. Zaprowadziłam go do mojego pokoju, zastanawiając się, o co też może w tym wszystkim chodzić. Upewniłam się już, że na pewno nie śpię. Więc to się dzieje naprawdę…
Poprosiłam Snape’a, żeby usiadł, a sama stanęłam niezdecydowana. Perspektywa zostania z tym mężczyzną w jednym pokoju napawała niejakim niepokojem… Jego wygląd jednak nie wskazywał na razie na zamiar popełnienia morderstwa, więc dla dania sobie odrobiny więcej czasu, spytałam czy ma ochotę na kawę. Herbata jakoś mi do niego nie pasowała. Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu jednak Snape poprosił o herbatę. Mocną. Poszłam więc do kuchni, a kiedy wróciłam, ostrożnie niosąc dwa kubki z gorącym płynem, napotkałam jego drwiący wzrok.
- Nie rozsądniej byłoby użyć różdżki? – Jego głos ociekał jadem.
O dziwo, stwierdziłam, że większość zdenerwowania ze mnie uleciała. Uśmiechnęłam się pod nosem, postawiłam kubki na stole i powiedziałam:
- Rzeczywiście. I zapewniam pana, że gdybym tylko mogła się przyznać do posiadania różdżki, natychmiast bym z niej skorzystała. Mugole jednak zazwyczaj nie dysponują takimi ułatwiającymi życie przedmiotami.
Powiedziawszy to po prostu odwróciłam się, by usiąść na kanapie, ale nagle poczułam szarpnięcie. Snape stał naprzeciwko mnie, ściskając mój nadgarstek z całą mocą.
- Jesteś mugolką? – syknął wściekłym głosem.
Ja też syknęłam, ale z bólu. Chciałam wyrwać rękę z jego uścisku, ale trzymał zbyt mocno.
- To boli – powiedziałam cicho, a oddech urwał mi się, kiedy poczułam jeszcze większy ból.
Snape w końcu zauważył, co robi i puścił mnie z grymasem na twarzy. Zamiast jednak przeprosić, powtórzył swoje wcześniejsze pytanie.
- Jesteś mugolką?
- Tak – odparłam, siadając na kanapie i masując sobie nadgarstek. – Tak to pana dziwi?
- Wiesz kim jestem? – spytał Nietoperz nie zadając sobie trudu odpowiedzi na moje pytanie.
Teraz już doskonale panował nad sobą, a w jego głosie nie można było doszukać się żadnych emocji. Z kolei ja postanowiłam się trochę zabawić. Być może… Popatrzyłam na niego uważnie i uśmiechnęłam się lekko.
- A o co konkretnie panu chodzi? – Snape podniósł jedną brew. – O pana posadę w Hogwarcie czy tak poza tym?
Widząc zmrużone czarne oczy, pomyślałam, że zaraz zginę, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Czarodziej wpatrywał się tylko we mnie intensywnie. Aż mnie to zaczęło peszyć. Doszłam do wniosku, że nie warto kusić losu. Znów przywołałam na twarz słodki uśmiech i powiedziałam po prostu:
- Tak, wiem, że jest pan Mistrzem Eliksirów w Hogwarcie.
- I???
- I? – udawałam niedoinformowaną. – I co?
Snape zamyślił się na chwilę. Przypuszczałam, że starał się nie stracić panowania nad sobą, a jednocześnie zastanawiałam się nad całą tą sytuacją, w której się znalazłam. Zastanawiało mnie dlaczego ten człowiek, o którym tyle się naczytałam, że jest zimny i bezwzględnie panuje nad swoimi emocjami, teraz wygląda jakby za chwilę miał dostać zawału. Był bardzo blady, nawet jak na moje wyobrażenie, i sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego… Co ja myślę w ogóle! Zwariowałam chyba! Ale mimo to naprawdę wydawało mi się, że coś jest nie tak jak powinno.
- Dlaczego profesor Dumbledore pana tutaj przysłał? – spytałam w końcu całkiem poważnie, wyrywając Snape’a z rozmyślań. – Coś się stało? Coś, co nie powinno się stać? W waszym świecie?
Mężczyzna spojrzał na mnie trochę nieobecnym wzrokiem, ale tym razem odezwał się już swoim zwykłym, zjadliwym tonem.
- Cóż, poza tymi kretyńskimi wygłupami Pottera i jego bandy, co jednak nie jest zbyt niezwykłe, i śmiercią przeklętego Blacka, co w zasadzie całkiem ułatwiło mi życie, to nie sądzę, żeby zdarzyło się coś godnego pani uwagi, panno Flor. Skąd pani wie o Dumbledorze?
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:11.
Powód: beta
|
|
|
06-27-2009, 13:43
|
#2
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Pomimo, że Snape nie zrobił nawet najmniejszej przerwy pomiędzy swoją wątpliwą odpowiedzią a kolejnym pytaniem, coś przykuło moją uwagę. Nie zwracając uwagi na to, że nauczyciel czeka na moją odpowiedź, zamyśliłam się. Kiedy Snape mówił o Harrym i Syriuszu Blacku wyraz jego oczu zmienił się, a głos nieznacznie zadrżał. Właściwie można by to było wziąć za przejaw gniewu czy irytacji, ale mnie się wydawało, że to chyba jednak nie to. Dla mnie zabrzmiało to bardziej jak niepokój. Czyżby wyrzuty sumienia? Obserwując twarz Snape’a doszłam do wniosku, że chyba wiem, po co ten człowiek się tutaj zjawił, a raczej po co Dumbledore go tutaj wysłał. Niewątpliwie bez jego zgody. I dobrze, bo jeśli miałam rację, ten sfrustrowany śmierciożerca, nauczyciel i zakonnik w jednym, w życiu by się nie zgodził, gdyby wiedział, co się święci. Cóż, zastanawiało mnie tylko jeszcze jedno… Dlaczego ja??? Ale to pytanie postanowiłam na razie pozostawić bez odpowiedzi. Skupiłam się na rzeczywistości, bo do mojego umysłu po raz kolejny wkradł się ten jakże przyjemny, sarkastyczny głos.
- Czy widzi pani coś niezwykłego w mojej twarzy, panno Flor? Bo jeśli tak, może zechciałaby się pani podzielić ze mną swoimi spostrzeżeniami.
Nie miałam ochoty bardziej go jeszcze rozdrażniać, więc powiedziałam po prostu:
- Szczerzę mówiąc, widzę w pana twarzy wiele niezwykłych rzeczy, profesorze Snape. Ale nie, nie podzielę się tym z panem. A co do pana wcześniejszego pytania, to czy słyszał pan o „Harrym Potterze”?
Snape prychnął, słysząc moje pytanie.
- Proszę sobie wyobrazić, że o tym idiocie słyszę codziennie. A nawet, przekleństwo, jestem zmuszony widywać go co najmniej kilka razy dziennie.
Zaśmiałam się, słysząc tę kwiecistą mowę, ale pokręciłam głową i wyjaśniłam:
- Nie o to mi chodziło, profesorze. Pytałam o „coś”, a nie o „kogoś”.
Snape otworzył oczy ze zdziwienia, ale zanim zdążył coś powiedzieć, wstałam i wyszłam z pokoju, mówiąc, że zaraz wrócę. Poszłam do drugiego pokoju i stanęłam przed półką z książkami, zastanawiając się przez chwilę. W końcu ściągnęłam z półki pięć książek i wróciłam do pokoju. Snape siedział na fotelu, przyglądając mi się, jak kładłam książki na stole. Wzięłam jedną z nich i podałam mu, mówiąc:
- O tym mówiłam. Proszę spojrzeć.
Snape wziął do ręki książkę w kolorowej okładce i wpatrzył się z niedowierzaniem w tytuł. „Harry Potter i kamień filozoficzny”. Po chwili spojrzał na mnie, kompletnie zdezorientowany.
- Co to jest?
Podczas gdy on przyglądał się pozostałym czterem tomom, z którego ostatni nosił tytuł „Harry Potter i Zakon Feniksa”, ja usiadłam naprzeciwko i powiedziałam:
- Właśnie stąd znam pana i profesora Dumbledore’a. I nie tylko was.
- Jak dużo wiesz? I kto jeszcze o tym wie?
- Wiem wszystko, co tam jest napisane. I… - zawahałam się – zdaje mi się, że jeszcze odrobinę więcej. A kto jeszcze wie? Przypuszczam , że jakieś osiemdziesiąt procent całej populacji naszego świata. Biorąc pod uwagę fakt, że ta książka osiągnęła taki nakład, jak jeszcze nigdy żadna inna.
Snape pobladł jeszcze bardziej, o ile to było możliwe. Paradoksalnie, zrobiło mi się go żal, więc dodałam:
- Nie powinien się pan tym martwić. Skoro pan o tej książce nie słyszał, to znaczy, że jest ona wyłączona z zasięgu czarodziejów. A mugole nie wierzą, że to, co jest w książkach, może istnieć naprawdę.
- Domyślam się, co mogę znaleźć w tych książkach – wydusił z siebie siedzący naprzeciwko mnie mężczyzna, wciąż bardzo blady. – Tylko ile w tym jest prawdy?
- Cóż, to chyba może tylko pan ocenić – powiedziałam. – Ale mam nieodparte wrażenie, że autorka tych książek, chociaż sama nie będąc czarodziejką, jakimś cudem opisała wszystko bardzo dokładnie…
Snape nie mógł w to uwierzyć. A ja nie mogłam uwierzyć, że dzięki mnie zaniemówił. No, w zasadzie to niedokładnie dzięki mnie… Miałam tylko nadzieję, że to, co mu przed chwilą powiedziałam, nie wpakuje nikogo w kłopoty.
- Proszę wziąć te książki – powiedziałam, nagle zdając sobie sprawę z tego, jaka miała być moja rola w tym przedstawieniu.
- Słucham? – Mistrz Eliksirów patrzył na mnie niedowierzającym wzrokiem. – Co powiedziałaś?
Uśmiechnęłam się na to nagłe przejście na „ty”, ale nie skomentowałam tego.
- Proszę wziąć te książki i przeczytać. Myślę, że pan powinien. Tylko proszę nie zapomnieć mi ich oddać. Jestem do nich bardzo przywiązana.
Patrzyłam na niego, zastanawiając się, do czego to wszystko doprowadzi, ale wiedziałam, że dobrze robię. On z kolei patrzył na mnie, najwyraźniej zastanawiając się jak zareagować. W końcu jednak skinął głową na znak, że się zgadza i odłożył „Kamień filozoficzny” na stół. Uśmiechnęłam się do niego, chcąc pokazać, że nie musi się bać, że ogłoszę całemu światu, że odwiedził mnie czarodziej, i powiedziałam:
- Herbata panu stygnie.
Przez chwilę wyglądał jakby się przebudził z bardzo głębokiego snu, ale sięgnął po kubek z herbatą i rozsiadł się wygodniej. Mierzył mnie wzrokiem, najwyraźniej próbując mnie wytrącić z równowagi, ale w końcu przekonał się, że to na mnie nie działało. Mnie samą też to zdziwiło, bo zazwyczaj bardzo nieswojo czułam się w towarzystwie mężczyzn. W ogóle stanowczo wolałam samotność niż przebywanie w towarzystwie. Zawsze bardzo mnie peszyły rozmowy z innymi. A tu się okazuje, że człowiek, który potrafił doprowadzić do stanu przedzawałowego najtwardszego osobnika, nie robił już na mnie najmniejszego wrażenia. To znaczy, wrażenie robił, i to ogromne, ale chyba nie takie, o jakie mu chodziło. Widziałam, że sam jest zakłopotany całą tą sytuacją, ale nie zamierzałam mu pomagać. Jak na razie…
W końcu jednak Severus Snape najwyraźniej zdecydował się przerwać tę nieco krępującą ciszę. Postanowił zrobić mi wywiad.
- Co robisz? – spytał, a widząc moje pytające spojrzenie, dodał – Jesteś mugolką. Czym się zajmujesz?
Uśmiechnęłam się pod nosem, ale stwierdziłam, że to może być mimo wszystko ciekawa rozmowa. Profesor Severus Snape wypytujący mugola o to, na czym upływa mu życie. Interesujące…
- Studiuję – odpowiedziałam. – Nie mamy, co prawda, szkół magii, ale nie znaczy to, że mugole to nieuki. Ja właśnie kończę studia. Bronię się za dziesięć dni.
Snape podniósł brew na znak niezrozumienia. Zdziwiło mnie, że na jego twarzy widoczny był cień zainteresowania moimi słowami.
- Bronisz się? – powtórzył za mną. – Przed czym?
- Przed niczym, profesorze. Nie o to chodzi. Obrona, tak się nazywa ostateczny egzamin na naszych studiach. Polega na tym, że pisze się pracę na wybrany temat, zamieszczając w niej jakąś własną tezę. A potem się tę pracę i tę tezę broni przed komisją. - Zadziwiające, ale doszłam do wniosku, że całkiem nieźle mi się odpowiada na jego pytania, więc, zachęcona, mówiłam dalej - Uczę się języka francuskiego. A po obronie chciałabym zdawać na studia translatorskie.
Zobaczyłam grymas zdziwienia, przebiegający przez twarz profesora Snape’a i dodałam, domyślając się o co chodzi:
- Cóż, mugole nie mają dostępu do zaklęć czy eliksirów tłumaczących. To znacznie utrudnia sprawę.
Zaśmiałam się krótko, ale mój gość, po kilku kolejnych pytaniach o moje życie, rodzinę i naukę, nagle zmienił temat.
- Czytałaś te książki? – spytał.
Domyśliłam się, o jakie książki mu chodziło. Przytaknęłam po prostu, obserwując bacznie jego reakcję.
- Tak, czytałam. Nawet kilka razy. Są fascynujące – usprawiedliwiłam się.
Na tę moją myśl Mistrz Eliksirów skrzywił twarz, a jego oczy błysnęły złowrogo.
- Ile masz lat?
- A wie pan, że kobiet nie pyta się o wiek? – wysyczałam przez zaciśnięte zęby. – To niegrzeczne.
Niestety Snape'owi nie spodobało moje podejście do sprawy. Warknął cicho i zwyczajnie powtórzył:
– Ile masz lat?
A co się z nim będę użerać.
- Dwadzieścia dwa. No, prawie… będzie w grudniu.
Nic na to nie odpowiedział, więc kolejny atak należał do mnie.
- A pan?
Popatrzył na mnie jak na wyjątkowo obrzydliwego ślimaka, po czym wygiął usta w niby-uśmiechu.
- Przecież wiesz.
Powiedziawszy to, po prostu wstał, zabrał ze stołu książki i wyszedł. Ja też wstałam i poszłam za nim. W drzwiach odwrócił się jeszcze i wskazał mi jeden z domów z sąsiedztwa.
- Tam się zatrzymałem na czas, kiedy… z niewiadomych powodów będę tu musiał siedzieć.
Pomyślałam, że jak dla kogo niewiadomych. Tymczasem Snape nie powiedział już nic więcej. Po prostu sobie poszedł. Zdążyłam tylko powiedzieć:
- Proszę przychodzić, kiedy będzie pan miał ochotę.
Usłyszałam tylko drwiące prychnięcie, po czym nauczyciel zniknął z mojego pola widzenia. Pomyślałam, że to będzie trudne zadanie, ale postaram się je wykonać tak dobrze, jak ma na to nadzieję profesor Dumbledore. Po czym weszłam do domu zamykając za sobą drzwi.
EDIT.: Rozdział ten, jak i wszystkie kolejne zostały niedawno zbetowane przez Orino (któremu bardzo dziękuję!) i nieco przeze mnie poprawione, ewentualnie dopracowane.
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:14.
|
|
|
06-28-2009, 00:45
|
#3
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Aug 2006
Lokalizacja: Trójmiasto
Posty: 1,768
|
Nie mam zamiaru tego czytać. Jednak, napisałaś w odzielnym poście (który to usunęłam), że część dalsza pojawi się, jeśli to się spodoba.
Nie ma nic głupszego.
Umieszczając tutaj ten tekst liczysz się z tym, że uwagi będą krytyczne, a raczej - powinnaś mieć nadzieję, że użytkownicy pomogą ci znaleźć błędy i dadzą ci wskazówki jak pisać lepiej. Jeśli ty oczekujesz samych pochlebnych komentarzy, to zastanów się, czy w ogóle powinnaś pisać.
|
|
|
06-28-2009, 10:24
|
#4
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Ależ oczywiście, że nie liczę tylko na pochlebstwa. Wręcz przeciwnie, nigdy wcześniej niczego nie publikowałam, więc mam nadzieję, że ktoś powie mi, co mu się podoba, a co nie. Przepraszam bardzo, jeśli zostałam źle zrozumiana.
|
|
|
06-30-2009, 19:27
|
#5
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Aug 2006
Lokalizacja: Trójmiasto
Posty: 1,768
|
Przeczytałam i mi się nie podobało
Błędy, jeśli były, raczej mi umknęły, nie zwracam na to uwagi aż tak bardzo. Ale mimo wszystko, sam pomysł... Ten tekst trzeba dopracować, jeśli w ogóle zamierzasz ciągnąć tę historię. Jak na razie, wyszło naprawdę banalnie. Nie udało ci się też z Severusem. Nie jest taki, jaki powinien być. Zbyt miły. A to, że wkleiłaś kilka sarkastycznych tekstów niewiele zmienia.
Z dialogami jest coś zdecydowanie nie tak ._. Są wymuszone. I nie pasują do postaci. 'On nigdy by tak nie powiedział', może tak to można nazwać...
Cytat:
|
- Nigdy nie jestem grzeczny – odparował szybko,
|
Ta główna bohaterka? Mary Sue. na 100%. Jestem pewna, że twoja postać jest taka, jaka ty po części jesteś i jaka chciałabyś być. Nie powinnaś tworzyć na tej zasadzie.
Weronika to imię twoje czy po prostu chciałabyś takie mieć? Pewnie nie jest przypadkowe. I pewnie chciałabyś, żeby Severus wpadł do twojego domu -_- To jest złe. Po prostu złe.
|
|
|
07-01-2009, 01:25
|
#6
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 82
|
Cytat:
- Tak, wiem, że jest pan Mistrzem Eliksirów w Hogwarcie.
- I??
- I? – udawałam niedoinformowaną. – I co?
|
Cytat:
|
Cóż, zastanawiało mnie tylko jeszcze jedno… Dlaczego ja??
|
W polskim języku nie występuje podwójny znak zapytania. Powinno się używać pojedynczego, jednak w wyjątkowych sytuacjach można użyć potrójnego. Nie należy z tym przesadzać (czego zresztą nie robisz). Na mój gust tylko pierwsza sytuacja kwalifikuje się pod potrójny.
Poza tym robisz też błędy w dialogach (zaznaczyłem kursywą). Po myślniku piszemy w takich przypadkach, tylko słowa typu "powiedział", "krzyknął", "rzekł", "wypalił" itp. Wszystkie inne (typu "Zamilkła na chwilę nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa") pisze się z dużej. Jak chcesz to mogę ci podesłać taki poradnik, w którym jest mowa o interpunkcji w dialogach.
Cytat:
|
Pomimo, że Snape nie zrobił nawet małej przerwy pomiędzy swoją wątpliwą odpowiedzią a kolejnym pytaniem, ja coś zauważyłam.
|
Myślę, że przed "a" powinien być przecinek, chyba.
Cytat:
|
Przypuszczam , że jakieś 80% całej populacji naszego świata. Biorąc pod uwagę fakt, że ta książka osiągnęła taki nakład, jak jeszcze nigdy żadna inna od kiedy coś takiego jak książka zostało wynalezione.
|
Po pierwsze przed przecinkiem nie może być spacji. Po drugie zaznaczony fragment brzmi tak jakby kulawo. Zdaje się, że brakuje tam dwóch przecinków, ale sam nie wiem gdzie trzeba by je dać. Proponuję jeszcze raz przemyśleć ten fragment, a słowo "wynalezione" wymienić na "napisane" (chyba że to celowy anakolut). Poza tym liczby powinno się raczej pisać słownie, tak samo różne znaki (typu procent, dolar itp).
Cytat:
|
- Cóż, to chyba może tylko pan teraz ocenić – powiedziałam. – Ale mam nieodparte wrażenie, że autorka tych książek, chociaż sama nie będąc czarodziejką, jakimś cudem opisała wszystko idealnie dokładnie…
|
Nie jestem pewny czy jest to błąd, ale nie brzmi to dobrze. " Z idealną dokładnością" albo po prostu " bardzo dokładnie" brzmiało by znacznie lepiej.
Oprócz tego zdaje mi się, że robisz błąd nie zaznaczając myśli bohaterki w narracji. Choć nie jestem pewny, czy w narracji 1os też się to stosuję. : P Niech się wypowie ktoś mądrzejszy ode mnie. ^^
Jak widać są to tylko malutkie błędy, które nie rzucają się w oczy. Możliwe, że ktoś jeszcze jakiś błąd znajdzie (nawet bardzo możliwe, bo ja jestem słaby w te klocki ^^), ale trzeba przyznać żeś się postarała. Właściwie chyba pierwszy raz widzę tutaj coś tak dopracowanego <wielki ukłon w twoją stronę za to>
Co chodzi o sam pomysł i sposób prowadzenia narracji (w tym też charakterystyka postaci i tempo akcji) to myślę, że ciężko by było ci odmówić pod tym względem pierwszego miejsca na tym skromny forum : ] Pobiłaś na głowę wszystko co udało mi się tu przeczytać, tak trzymać!
Zresztą, co będę cię komplementował! Twój tekst mówi sam za siebie.
Pozdrawiam
Rzaki Pak
|
|
|
07-01-2009, 01:47
|
#7
|
|
Administrator
Zarejestrowany: Mar 2008
Lokalizacja: Marvel Universe
Posty: 1,811
|
Cytat:
|
Oprócz tego zdaje mi się, że robisz błąd nie zaznaczając myśli bohaterki w narracji. Choć nie jestem pewny, czy w narracji 1os też się to stosuję. : P Niech się wypowie ktoś mądrzejszy ode mnie. ^^
|
Narracja w 1.os to juz sa mysli bohaterki.
__________________
- Look at us. I'm frozen and you're dead. And I love you.
- It's a problem.
- Do you remember what you told me once? That every passing minute is a another chance to turn it all around.
- I'll find you again.
- I'll see you in another life... when we are both cats.
|
|
|
07-01-2009, 19:10
|
#8
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
E-Vaire, dzięki za przeczytanie  i za komentarz. Co do imienia to zapewniam, że ja nie mam na imię Weronika i w zasadzie nawet nie chciałabym mieć. Akurat tutaj imię bohaterki to był czysty przypadek. Co do reszty twojego komentarza, to cóż... w zasadzie się zgadzam  Wiem, że Severus średnio mi wyszedł. Może faktycznie za dużo moich własnych refelksji tam jest. W każdym razie zobaczymy, co mi wyjdzie z dalszą częścią
|
|
|
07-01-2009, 19:17
|
#9
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
Co do reszty, również bardzo dziękuję  miło mi usłyszeć, że pomimo debiutu troszkę się podoba  przepraszam za te błędy, które się pojawiły i zostały odnalezione:P czasami coś umknie. Rzaki Pak, chętnie skorzystam z twojego poradnika jeśli zechcesz się podzielić
|
|
|
07-04-2009, 10:13
|
#10
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Bielsko-Biała, Poland
Posty: 140
|
No to tutaj jest dalsza część  Nie wiem, jak to wygląda, bo po co najmniej kilkurazowym przeczytaniu wszystko wydaje się nie takie jak trzeba, ale zobaczymy
SMAK ŻYCIA, część II
Cały następny dzień zastanawiałam się, czy by nie odwiedzić mojego nowego „znajomego”. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem za każdym razem, kiedy pomyślałam sobie, że wczoraj odwiedził mnie, co tu dużo ukrywać, mój ulubiony bohater „Harry’ego Pottera”. To dziwne, ale od kiedy przeczytałam pierwszy tom serii o młodym czarodzieju, poczułam nieodpartą chęć, a nawet konieczność bronienia postaci Severusa Snape’a przed wszelkimi atakami fanów Wielkiej Trójcy. Nie mam pojęcia dlaczego, ale ten Mistrz Eliksirów od razu zaskarbił sobie moją sympatię. Nie wierzyłam, że może być naprawdę zły. I moje przypuszczenia okazały się prawdą, gdy tylko został opublikowany ostatni - siódmy tom dzieła pani Rowling.
Kiedy wczoraj ten niezwykły człowiek przyszedł do mnie, w jakiś sposób dotarło do mnie, że musi on przeczytać wszystko, co ta kobieta napisała o nim i o jego świecie. Ale po chwilowym namyśle nie dałam mu wszystkich siedmiu tomów. Z opowiadania Snape’a domyśliłam się, że w świecie czarodziejów skończył, czy też kończył się właśnie, rok szkolny, w którym zginął Syriusz Black. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że przybycie do mnie Mistrza Eliksirów Hogwartu było w jakiś sposób związane między innymi i z tym wydarzeniem.
Tak więc dałam mu pięć pierwszych tomów „Harry’ego Pottera”, wiedząc, że powinien je przeczytać. Nawet nie wspomniałam, że pani Rowling napisała już ostatnie dwa tomy…
W ciągu dnia próbowałam się uczyć, ale szło mi, delikatnie mówiąc, gorzej niż marnie. Nie mogłam skupić myśli, cały czas zastanawiałam się, jak zrobić to, czego najwyraźniej oczekiwał ode mnie profesor Dumbledore. Kurczę, przecież ja nawet go nigdy nie widziałam na oczy… Ani by mi do głowy nie przyszło, że coś takiego jak świat czarodziejów może naprawdę istnieć. A on, jak gdyby nigdy nic, przysyła do mnie najtrudniejszego człowieka, o jakim kiedykolwiek słyszałam, abym mu pomogła. Niby jak miałam to zrobić? Chociaż, jakby się tak zastanowić, wczoraj nie poszło mi tak źle. Nawet odpowiedział na parę moich pytań. Nie spodziewałam się jednak, że szybko zobaczę go ponownie. Chyba nie był typem szukającym towarzystwa z własnej woli.
A jednak się pomyliłam. Była prawie piąta, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyła moja mama i po chwili usłyszałam jak mnie woła. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam ją z wyrazem niejakiego zdziwienia na twarzy, obserwującą z niepokojem stojącego w drzwiach Severusa Snape’a.
Uśmiechnęłam się w myśli, spoglądając na niego. Najwyraźniej postanowił mniej rzucać się w oczy. Pozbył się powiewającej na wietrze czarnej szaty na rzecz spodni i koszuli z długim rękawem. Oczywiście czarnych.
- Profesor Snape – powiedziałam, podchodząc do drzwi. – Nie spodziewałam się, że pana tu jeszcze zobaczę.
Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale mężczyzna nie wyglądał, jakby był w nastroju do żartów. A z resztą czy on kiedykolwiek był w takim nastroju?
- Musimy porozmawiać – powiedział tylko wpatrując się we mnie intensywnie.
- Oczywiście – odparłam, zapraszając go do pokoju.
Ciekawe, jak ja to mamie wytłumaczę…
- Herbaty? – spytałam Mistrza Eliksirów wchodząc za nim do pokoju.
Skinął tylko głową, więc wyszłam nastawić wodę.
Coś mi się wydaje, że nasz Nietoperz nie jest dziś specjalnie rozmowny, pomyślałam, ale doszłam do wniosku, że skoro przyszedł, to może jednak coś uda mi się z niego wyciągnąć. Kiedy herbata była już gotowa, usiadłam na swoim miejscu na kanapie i spojrzałam na nauczyciela eliksirów, który siedział przede mną i obserwował z uwagą. Czekałam, aż zacznie rozmowę, ale najwyraźniej nie spieszyło mu się zbytnio, więc odetchnęłam głęboko i wzięłam sprawy w swoje ręce.
- Czytał pan, profesorze?
Mężczyzna kiwnął głową i odezwał się sucho:
- Pierwszą część. - Przyjrzał mi się jeszcze bardziej intensywnie i, jakby z wahaniem, dodał - Mówiłaś, że to czytałaś. Wierzysz tej książce?
Popatrzyłam na Snape’a z lekkim zdziwieniem. Niby mówił tym swoim zwykłym, beznamiętnym głosem, ale nietrudno było się domyślić, że to kolejna maska.
- To chyba pan powinien ocenić, czy wszystkie opisane fakty się zgadzają – odparłam pozornie spokojnie, mój rozmówca jednak nie dał się nabrać.
- Doskonale wiesz, Flor, że wydarzenia opisane w książce zgadzają się z rzeczywistością co do słowa. I wiesz, że nie o to pytałem…
Przekrzywiłam lekko głowę, obserwując Mistrza Eliksirów i zastanawiając się, czy on naprawdę chce usłyszeć odpowiedź.
- Wiem, że nie o to pan pytał – powiedziałam poważnie, patrząc mu prosto w oczy (uff, ciężko było…) – Czy wierzę w to, co przeczytałam? Nie wiem, czy czyta pan powieści albo inne książki z fabułą, ale wie pan zapewne, że wszystko zależy od własnej interpretacji…
Snape przyglądał mi się spod przymrużonych powiek. Trochę nieswojo się czułam pod tym badawczym spojrzeniem, ale nic więcej nie mówiłam ani nie spuszczałam wzroku. Zdaje się, że minęło kilka minut, kiedy Mistrz Eliksirów odezwał się ponownie:
- A jaka jest pani interpretacja? – spytał.
- A jak pan sądzi? Czy rozmawiałabym tu z panem teraz gdyby moja… interpretacja była taka, jak pan sądzi, że jest?
Uśmiechnęłam się do Snape’a szczerze, a kiedy zobaczyłam błysk zdumienia w jego oczach, przeprosiłam na chwilę i wyszłam. Musiałam się przez moment zastanowić nad swoimi słowami.
Kiedy wróciłam kilka minut później, czarodziej wciąż siedział na swoim fotelu i popijał herbatę. O dziwo, wyglądał na nieco bardziej spokojnego niż wcześniej. Co prawda, Severus Snape nigdy by się nie przyznał do tego, że coś go niepokoiło, ale w końcu uważałam się za kobietę, a jak wiadomo, kobiety mają intuicję. I często widzą to, czego nie widzą mężczyźni.
Byłam ciekawa, czy będzie chciał kontynuować naszą rozmowę, ale miałam nadzieję, że nie. W końcu co miałabym mu powiedzieć, gdyby spytał o tę moją interpretację? Przecież nie powiem Severusowi Snape’owi, że od początku książki go lubiłam, że mnie intryguje i wiem, że jest dobry, cokolwiek by nie mówili inni. Musiałoby mi coś na mózg paść, żebym mu to powiedziała.
Na szczęście nie musiałam się zastanawiać, co powinnam powiedzieć, bo Mistrz Eliksirów zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym zaczął rozmowę na kompletnie inny temat. I wrócił mu sarkastyczny ton. Uśmiechnęłam się pod nosem. Coś mi się zdaje, że po każdej „trudnej rozmowie” z Severusem Snape’em (oczywiście jeśli jakieś kolejne nastąpią) czeka mnie mini-wywiad z mojego życia…
Ostatnio edytowane przez Michiru : 11-16-2009 o 19:17.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:50.
|
|