Wróć   HPN.pl > Harry Potter > Hogwart

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 08-14-2009, 20:41   #1
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie Ravenclaw

Witajcie W Ravenclaw


ISTOTNE FAKTY:

* Głowa domu: Filius Flitwick
* Barwy: niebieski i brąz
* Zwierzę z herbu: kruk
* Założyciel: Rowena Ravenclaw
* Przedmiot pozostawiony przez założyciela: Diadem Roweny
* Duch domu: Szara Dama
* Wejście: drzwi bez klamki i dziurki od klucza, jedynie z kołatką w kształcie orła, nie ma hasła, trzeba odpowiedzieć poprawnie na zagadkę. Orzeł wpuści do środka, jedynie tego ucznia, który pochodzi z Ravenclawu i dobrze odpowie na pytanie
* Miejsce, w którym się znajduje: wieża zachodnia
* cenione przez założyciela cechy charakteru: mądrość, inteligencja, bystrość.







Krukoni :
- DeathlyFly ( Lorcan Furey )
- dziobaczka89 ( Jane Barson )
-
KaroLh ( Karol Furey )
- FilipsQ ( Barty Mongus )
- Hermiona_1 ( Hermiona Hadley )

(~) - aktywny




REGULAMIN:
1. Piszemy posty dłuższe niż 4 linijki.
2. Nie spamujemy!
3. Nie piszemy posta pod postem, tylko edytujemy poprzednią wiadomość.
4. Nie przeklinamy i nie kłócimy się.
5. Ignorujemy zaczepne posty /jeśli takowe się pojawią/ - musimy być wyrozumiali dla dzieci neo /bo tylko dziecko neo nie zrozumiało by tego co napisałam na początku/.
6. Caps Lock jest dozwolony w małych ilościach.




JEŻELI CHCESZ NALEŻEĆ DO TEGO DOMU:

Napisz do mnie Prywatną Wiadomość. Nie pisz tego pod tematem, jeżeli to zrobisz to świadczy to tylko o Tobie. W treści PW do mnie, napisz tylko, że chcesz należeć do tego domu i jakie będziesz miał imię i nazwisko wśród krukonów.


A może w Ravenclawie
Zamieszkać wam wypadnie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druhów gotowych na wiele,
Ravenclow do sprytu namawia,
Za pierwszą z cnót uznaje bystrość.
__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 02-26-2010 o 13:38.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-15-2009, 22:35   #2
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie

Zaczynamy ;D

Szedł prosto przed siebie. Pokonał parę metrów i dołączył do grona uczniów. Czekał z niecierpliwością na to, aż założą mu tiarę na głowę. Profesor McGonagall wyjęła listę za pazuchy i przemówiła :
- Będę wyczytywała imię i nazwisko ucznia, który będzie musiał tu podejść. - rozejrzała się po pierwszoroczniakach i rzekła - Senderos Max.
Chłopiec podszedł do krzesła i usiadł na nim. Gdy miał już tiarę na głowie, ona krzyknęła :
- Huffelpuff !
11-letni uczeń podszedł do stołu puchonów. Po kilku chwilach, profesor McGonagall wypowiedziała ...
- Furey Lorcan !
Chłopiec wziął głęboki oddech i usiadł na krześle. Oby to był jakiś dobry dom, oby. Tiara zastanawiała się przez dłuższy czas, aż w końcu przydzieliła go do Ravenclawu. Gdy zakończono uroczystość przydziału i ucztę, każdy poruszył za Prefektami do dormitorium.

***

Pokój wspólny Krukonów znajduje się w Wieży Zachodniej. Wejście było całkiem nietypowe, ponieważ nie posiadało ono ani drzwi, ani klamek. Widoczna była tylko mała kołatka w kształcie orła. Żeby dostać się do środka, uczniowie musieli odpowiedzieć poprawnie na zadane pytanie. Jeżeli ktoś nie znał odpowiedzi, musiał czekać na kolegę, który mu pomoże. W ten sposób Krukoni uczyli się kojarzenia faktów i bystrego myślenia. Pokój był bardzo przestrzenny w kształcie koła. Na suficie namalowane były różne gwiazdki, które zlazły też miejsce na dywanach i obrusach. Miejsce robiło bardzo dobre wrażenie, a przede wszystkim było przytulne. Idealne miejsce do nauki.Opiekunem domu był lubiany przez wszystkich nauczyciel zaklęć, Filius Flitwick. Zawsze można było na niego liczyć, służył dobrą radą i pomocą w każdej sprawie. Krukoni mieli do niego bezgraniczne zaufanie. Jednak kiedy coś mu nie pasowało potrafił skarcić swoich wychowanków.

Lorcan wszedł do obszernego, okrągłego pokoju, większego od wszystkich pokojów w Hogwarcie. Wdzięczne sklepienie, łukowe okna przedzielały ściany obwieszone niebiesko-brązowymi jedwabnymi tkaninami. Na kopulastym sklepieniu namalowane były srebrne i złote gwiazdy, które widniały również na granatowym dywanie pokrywającym podłogę. Były tam stoliki, fotele, biblioteczki, a w niszy naprzeciw drzwi stał wysoki posąg z białego marmuru, przedstawiający Rowenę Ravenclaw. Krukoni mieli z okien piękny widok na góry.Młodzian uśmiechnął się, bo właśnie rozpoczął przygodę w Szkole Magii, w Hogwarcie.



//Lucas, możesz opisać jak ciebię tiara przydzieliła do tego domu i jak wchodzisz do pokoju. Możesz wymyślić jakiś krukonów.//
__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 08-16-2009 o 10:49.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-16-2009, 10:38   #3
Lucas_1995
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
Lucas_1995 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Posty: 145
Domyślnie

- Stop, już nie strzelaj! - wrzasnął Lucas.
- Ok, złaź z pola! - krzyknął jakiś inny chłopak.
- Już, już. - powiedział młodzik i zszedł z pola. Sięgnął do swoich rzeczy i wyjął telefon.
- O, mam smsa. - szepnął do siebie Lucas. - Przyjdź szybko do domu. Tata.
- Chłopaki muszę lecieć! - krzyknął cłopak.
- Nara - odpowiedzieli mu inni.
Młodzian poszedł do domu.

***

Otworzył drzwi.
- Już jestem. - krzyknął Lucas.
- Przyjdź do salonu, mamy dla ciebie wspaniałą informację. - powiedział Lucas.
Chłopak poszedł do pomieszczenia.
- Siadaj. - powiedziała mama. Młodzian usiadł.
- Masz. - powiedział tata i podał Lucasowi kopertę.
- Co, Hogwart? Co to jest? - zapytał chłopaczek.
- Hogwart jest to szkoła magiczna, chcieliśmy Ci o tym powiedzieć, gdy skończysz 11 lat, czyli dzisiaj. Przeczytaj ten list - powiedział ojciec.
- Dobrze - powiedział Lucas i otworzył kopertę.

***

Chłopak przeczytał list i oświadczył rodzicom, że już idzie się pakować. Rodzice tylko westchęli. Po spakowaniu poszedł spać.

***

Następnego dnia rodziną użyli proszku fiuu, aby przenieść się na ulicę pokątną, kupić potrzebne rzeczy. Na początek poszli do banku Gringotta.
- Jak się urodziłeś założyliśmy ci konto, pewnie się uzbierało na wszystko co potrzebne. - powiedział ojciec.
- Super. - powiedział Lucas. - No to bierzemy i idziemy na zakupy.
- Tak tak, pójdziesz ze mną. - powiedział tata.
Tata i chłopak poszli w jedną stronę, a mama sama w jedną.
- Ile bierzemy? - zapytał ojciec.
- Tyle ile potrzeba. - powiedział Lucas.
Po 10 minutach wyszli z banku i poszli do Olivandera.
- Witam witam, o państwo Gax. W jakiej sprawie? - powiedział właściciel
- W sprawie różdzki, oczywiście - powiedział ojciec.
- Ach tak - powiedział Olivander i poszedł na zaplecze i przyniósł kilka różdżek. - 10,5 cala, róg jednorożca. Spróbuj młodzieniaszku.
Lucas machnął, z biurka coś spadło.
- A może ta? 11 cali, pióro feniksa. - zapytał właściciel.
Chłopak ponownie machnął, w sklepie zrobiło się ciemno, zasłony się zasunęły, świeczki zgasły, a na końcu różdżki zabłysło światło.
- Ta będzie dla ciebie wymarzona. - wziął różdzkę od młodziana i zapakował do pudełka.
- Kosztuje 100 Galeonów. - powiedział Olivander i ojciec podał właścicielowi sakiewkę.
Wyszli ze sklepu i kupili wiele rzeczy, na koniec mama dała mu klatkę z sową.
- Proszę bardzo, synu. - powiedziała. - To prezent ode mnie i taty.
- Dzięki wielkie. - powiedział Lucas i wziął sowę.
Następnie poszli na hogwart expres.
- Masz tu bilet i idziemy na peron. - powiedział tata.
Poszli na peron 9 i 3/4.
- Idź do pociągu. - powiedział tata i pożegnał go.
- Już idę, narazie. - powiedział Lucas.
Wszedł do pociągu.

***

Po kilku godzinach byli w stacji Hogsemade.
- Pierwoszoroczniacy chodźcie, chodźcie - krzyczał jakiś wielki człowiek.
Lucas stanął koło niego. Po kilku minutach wyruszli w dorgę do Hogwartu.

***

W Hogwarcie ludzi do różnych domów przydzielała Tiara Przydziału. Na Lucasie siedziała dosyć długo, z 10-15 minut, długo się zastanawiała, w końcu powiedziała:
- Ravenclow.
Lucas usłyszał krzyki ze strony Krukonów. Dyrektor coś tam powiedział i na stołach pojawiło się jedzenie. Po zjedzeniu odprowadzono Lucasa do pokoju wspólnego Ravenclowu.
__________________
Cytaty w niezmienionej formie pochodzą z książki Wrota Baldura
Cytat:
Spojrzał na Jaheirę, prosto w oczy, po raz pierwszy odkąd opuścili gospodę. Przy tej silnej, ślicznej kobiecie Abdel tracił całą pewność siebie, krępował się tym bardziej, że podróżowała wraz z mężem.
Cytat:
– Ludzie walczą – powiedział, ignorując jej protest. – Amn z Wrotami Baldura, Amn z
Tethyrem, Tethyr z samym sobą... tak to już jest, a ja z tego żyję.

Ostatnio edytowane przez Lucas_1995 : 08-16-2009 o 14:11.
Lucas_1995 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-16-2009, 18:14   #4
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie

Gdy Lorcan siedział na niebiesko brązowym fotelu, rozległ się szczęk otwieranych drzwi do Pokoju Wspólnego Krukonów. Wszedło paru nowych uczniów, a między nimi był Lucas Gax, Kamil Szwarczewski. Pierwszy rozglądał się po pokoju i go podziwiał, a Kamil podszedł do Lorcana.
- Elo - krzyknął tak głośno, że chłopak trochę się skrzywił. - Wreszcie wymarzony Hogwart. Eeee ... jestem Kamil.
Oczy Lorcana powędrowały na średniego wzrostu, brązowowłosego Polaka. Furey by nie wyjść na idiotę także go powitał.
- No cześć, ja mam na imię Lorcan, Lorcan Furey - powiedział z wyższością, lecz nie taką jak Ślizgoni. - Jesteśmy w Ravenclaw, więc chyba jesteśmy najmądrzejsi i ...
- Kurdee...
Przerwał im wcześniej wspomniany, Lucas. Już się nie rozglądał po pokoju, lecz spojrzał na Lorcana i Kamila. Jego twarz przypominała teraz słonia.
- Trzeba się ostro uczyć - powiedział, po czym powędrował na najbliższy fotel. Gdy rozsiadł się na nim wygodnie, mówił dalej. - No jeśli jesteśmy tu, a tak w ogóle jestem Lucas Gax.
Lorcan powstrzymał się od śmiechu. Cóź, po chwili zamilkł. Wymieniali się poglądami co do mugoli. Lorcan powiedział, że jego ojciec lubi mugoli i często odwiedza ich świat. Lucas zaś był z mugolskiej rodziny i opowiedział im o sposobie życia. Lorcan powiedział mu, żeby nie zbliżał się do uczniów z Slytherinu, bo będą go męczyć przez to, że jest tz. ''szlamą''. Kamil, jako że pochodził z Polski, lecz jak na czarodzieja oddalonego od Wielkiej Brytani, dużo wiedział o tych sprawach. Gdy zegar wybił 22:00, 3 przyjaciele podskoczyli.
- O, jest już późno, trzeba iść się położyć - szepnął Kamil - Bo Prefekci będą się skarżyć.
- Eee tam - odparł Lorcan, wstał i podszedł do wyjścia. - Jest pierwszy dzień nowego życia, trzeba zwiedzić ów i ówdzie ten zamek, co ?
2 krukonów popatrzyło po sobie i wzruszyli ramionami.
- Przecież nic strasznego się nie stanie jak trochę pozwiedzamy - ciągnął Furey.- Wolicie tu siedzieć ?
Nic nie odpowiedzieli. Po paru chwilach milczenia Lucas podszedł do wyjścia i poparł Lorcana. A co miel by robić. Wytłumaczył Kamilowi, że wrócą za 20 minut. Kamil niepewnie do nich podszedł i zgodził się na nocną eskapadę. Była 22:12.
Przelaźli przez wyjście i pomaszerowali korytarzem przed siebię. Gdy w końcu przekroczyli jakieś drzwi usłyszeli głosy. Jakieś 2 osoby też się przechadzały korytarzem. 3 krukonów schowało się za starą zbroją i nasłuchiwało.
- ... Nie, nie i jeszcze raz nie - zaprzeczał czemuś pierwszy głos. Lorcan go poznał i stwierdził, że to profesor Flitwick. - Przecież na taki coś nie można się zgodzić. To niedopuszczalne !
Flitwick stanął obok portretu jakiejś czarownicy z eliksirem. Lucas, Kamil i Lorcan dostrzegli drugą postać, a była to Minerwa McGonagall, uczyła transmutacji.
- Przecież Dumbledore mu zaufał. Jak możesz wierzyć, że ON to zrobił, zastanów się przez chwilę - rzekła ostro McGonagall. - Podważasz zdanie Albusa.
Flitwick zbity z tropu umilkł.
- Przepraszam, Minerwo, oczywiście wierzę w Albusa, ale będę obserwował go przez jakiś czas. - powiedział wyprostowany Filius Flitwick i odszedł, a Minerwa za nim.
Trócja uznała, że lepiej nie wałęsać się teraz po zamku i wróciła do dormitorium. Szybko odpowiedzieli na pytanie i dotarli do swoich łóżek.
- O kim oni mówili ? - spytał bardzo cicho Lucas. - Jak myślicie ?
- Nie mam pojęcia, ale wiem, że kroi się coś dużego. - powiedział szybko Lorcan, a Kamil pokiwał głową. Poszli spać.



//Jeszcze z 3 osoby i się rozkręcimy.//
__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 08-16-2009 o 18:48.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-18-2009, 09:10   #5
KaroLh
Praktykant Voodoo
 
KaroLh na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Lokalizacja: File Island
Posty: 529
Domyślnie

Słońce wschodziły już zza horyzontu. Lorcan nie chętnie wstał i rozejżał się po pomieszczeniu, połowy krukonów już nie było, a jego przyjaciele jeszcze leżeli w łóżkach. Po chwili spojżał na zegarek, za 2 minuty będzie śniadanie.
- Chłopaki, wstawać - krzyknął do nich - Za chwilę śniadanie.
Lucas i Kamil podnieśli się z ciepłych łóżek i ubrali się, przeleźli przez drzwi i popędzilil do Wielkiej Sali.

***

Większość uczniów już jadła śniadanie, a niektórzy dopiero zasiadali do ogromych stołów. Gdy Lorcan spojżał na sufit, nie zobaczył normalnego sklepienia, lecz wyczarowane chmury i niebieskie niebo. Podekscytowany zasiadł z innymi po prawej stronie stołu należącego do Racenclawu. Chcieli przyjżeć się nauczycielą i dyrektorowi, Albusowi Dumbledore'owi.
- Widzę, że wkońcu dotarłeś na śniadanie... - rozległ się niedaleko od niego znanu mu głos. Był to ...
- Witaj, załatwiłeś to z Dumbledore'm ? - był to jego brat, Karol.
- A jak myślisz, dlaczego mnie wczoraj nie widziałeś ? - Spytał zażenowany chłopak. - Może przedstawiłbyś mnie twoim kolegą, co ?
Zdezorientowany Lorcan spojżał na niego.
- A tak... - zaczął. - To jest Kamil - wskazał na niego - a to jest Lucas.
Przywitali się. Zobaczyli dziewczynę siedząca obok Karola, była to Jane Barson, ją też przywitali. Na podest wszedł Dumbledore, pewnie musiał przemówić.
- Witajcie ! Chciałbym was powitać na pierwszym śniadaniu w Hogwarcie. Wiem, że nowi uczniowie, bardzo to przeżywają i rad jestem, że tu będą się uczyć. Zaraz przed wami pojawi się wyśmienite śniadanie, lecz zaraz po nim dostaniecie plan zajęć. Znacie wszystkich nauczycieli, lecz mamy nowego profesora, który będzie nauczał Obrony przed Czarną Magią. - Wskazał ręką na tegóż nauczyciela. - Profesor Marygold odszedł z powodów zdrowotnych, a zastąpi go Rolf Lester. Brawa ! - po sali rozległ się dzwięk klaszczących rąk. - A teraz smacznego !
Na stołach pojawiło się jedzenie.

Ostatnio edytowane przez KaroLh : 08-18-2009 o 09:59.
KaroLh jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-18-2009, 10:08   #6
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie

//krótko będzie, bo nic nie mogę wymyślić//

Na stołach pojawiły się kiełbaski, sok z dyni, parę ciast, puddingi i wiele innego jedzenia. Lorcan chciałby wszystko to pożreć. Zaczął od nalania sobie soku i nałożenia nóżki kurczaka. Spróbował najpierw soku. Dobry, jeszcze nigdy go nie pił, ale od razu mu smakował. Po paru łykach zjadał się kurczakiem. Też był bardzo pyszny. Gdy przerwa śniadaniowa dobiegła końca, Krukoni podeszli do Profesora Flitwicka.
- Ustawcie się w kolumnie po 4 osoby. Łatwiej będzie rozdawać plan zajęć.
Gdy Lorcan dostał swój plan, od razu zaczął go czytać.



Poniedziałek
8.00 - 8.30 - śniadanie
9.00 - 10.30 - Transmutacja
11.00 - 12.30 - Zaklęcia
13.00 - 14.30 - Obrona Przed Czarną Magią
15.00 - 15.30 - przerwa obiadowa
16.00 - 17.30 - Zielarstwo
19.30 - 20.00 - kolacja
20.30 - 22. 00 - Eliksiry

Wtorek
8.00 - 8.30 - śniadanie
9.00 - 10.30 - Eliksiry
12.00 - 13.30 - Zielarstwo
13.30 - 15.00 - Trening Quidditcha/Czas Wolny
15.00 - 15.30 - przerwa obiadowa
16.00 - 17.30 - Opieka nad Magicznymi Stworzeniami
19.30 - 20.00 - kolacja
20.30 - 22.00 - Historia Magii

Środa
8.00 - 8.30 - śniadanie
9.00 - 10.30 -
Zielarstwo
11.00 - 12.30 - Astronomia
13.00 - 14.30 - Eliksiry
15.00 - 15.30 - przerwa obiadowa
16.00 - 17.30 - Zaklęcia
19.30 - 20.00 - kolacja



Czwartek
8.00 - 8.30 - śniadanie
9.00 - 12.30 - Transmutacja
12.30 - 13.00 - Czas Wolny
13.00 - 14.30 - Zaklęcia
15.00 - 15.30 - przerwa obiadowa
19.30 - 20.00 - kolacja

Piątek
8.00 - 8.30 - śniadanie
9.00 - 10.30 -
Wróżbiarstwo
11.00 - 14.30 - Obrona Przed Czarną Magią
15.00 - 15.30 - przerwa obiadowa
16.00 - 17.30 - Transmutacja
18.00 - 19.30 -
Zaklęcia
19.30 - 20.00 - kolacja

Podszedł do Jane, Karola, Lucasa i Kamila. Cóż, jest Wtorek, czyli za chwilę mam ... o w mordę, Eliksiry. Popatrzał na miejsce gdzie siedział Snape. Już go tam nie było.
- Cholera, spóźnimy się na Elikisry, biegiem - poganił ich i w pośpiech upobiegli do lochów.
Gdy weszli do klasy, Lorcan zobaczył, że Snape jeszcze nie ma, a wszyscy uczniowie już chyba są.
- Zdążyliśmy, już myślałem ... - rzekł ucieszony Karol.
- Ja też . - dokączył za niego Lucas, bo do klasy wszedł Severus Snape, ich nauczyciel. Podszedł do swojego miejsca, popatrzał na nich i przmówił :
- To wasza pierwsza lekcjia Eliksirów. Macie nie gadać, a pracować na niej. Nie będę waszą nianiką i nie będę się rozżalał nad byle czym. Wyciągnijcie kociołki i otwórczie książi na stronie 12.
Lorcan wysłuchał rozkazu i uczynił to, tak jak wszyscy. Nagle do klasy wparował jeden z uczniów Hufflepuffu. Snape zmierzył go strasznym wzrokiem.
- Hufflepuff traci 10 punktów. - oznajmił uradowany. - Lepiej się nie spóźniajcie.
Uczeń zasiadł obok kolegi. Lorcan zobaczył, że muszą uwarzyć eliksir o nazwie Riddikuskus. Potrzeba mu było 4 kolce jeżozwierza, 1 pijawkę, 2 mordowniki, 0.5 l wody zmięszanej z pieprzem białym i 0.3l soku mirahiti. Gdy wszystko już miał zaczął spożądzać eliksir. Wtem przemówił Snape :
- Aby uwarzyć eliksir należy dobrze ustawić kociołek. Zadanie to w ogóle nie jest trudne, ale jednak niektórym sprawia trochę problemu. Pod kociołkiem należy rozpalić ogień, a następnie zawiesić nad nim kociołek, starając się by wisiał jak najprościej. Nic więcej nie trzeba robić, oczywiście prócz uwarzenie w nim eliksiru. - zatrzymał się na chwilę i mówił dalej. - Niektóre eliksiry sa bardzo pożyteczne, niektóre bardzo ócz niebezpieczne, ale bez względu na to jaki eliksir warzycie grozi Wam niebezpieczeństwo - przy tym uśmiechnął się - . Można poparzyć się o kociołek, albo oblać się wrzaćym eliksirem co może spowodować poparzenie skóry, powstawanie bąbli i wielu jeszcze innych niemiłych niespodzianek.
Gdy skończył gadać, Lorcan już kończył spożądząć eliksir. Snape przechadzał się wśród uczniów.
__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 08-18-2009 o 12:39.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-18-2009, 11:36   #7
KaroLh
Praktykant Voodoo
 
KaroLh na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Lokalizacja: File Island
Posty: 529
Domyślnie

Gdy czas minął, Snape podszedł do kociołka jednego z Gryfonów. Zajżał do niego i odszedł z zadowoleniem do kociołka ucznia z Hufflepuffu. Również jego mina wyglądała, tak jakby to jego marzniem było to, by nikomu nic się nie udało, tylko Ślizgonom. Snape był blisko kociołka Lorcana. Oczywiście chłopak dobrze uważył eliksir, ale profesor udał, że tego nie zauważył.Wkońću podszedł do kocioła Draco Malfoya, ucznia Slytherinu, który budził odrazę w uczniach każdego domu, prócz Slytherinu. Cóź, jemu nie udało się uwarzyć eliksiru odpowiednio.
- Slytherin zdobywa 15 punktów za uważenie eliksiru przez Dracona. - powiedział z uśmieszkiem Snape. Dobra, faworyzuje ucznia, ale żeby aż tak ?. Spojżał na zegar i obwieścił koniec zajęć. - No szybciej, ruszać się stąd !
Klasa opustoszała. Piątka Krukonów powędrowała na błonia Hogwartu. Chcieli się przejść trochę i odstresować. Następna lekcja to Zielartswo. Rozmawiali o zachowaniu Snape wobec Malfoya i o Zielarstwie. Gdy minęło trochę czasu spieszyli na Zielarstwo przez dziedziniec transmutacji. Karol stanął.
- Patrzcie, to Malfoy i jego dwa goryle, Crabbe i Goyle. - Szepnął im Karol. Podszedł trochę bliżej. - Idziemy.
- A co ! Przecież nie bojimy się ich ? - Powiedziła wyniosłym tonem Jane.
Wszyscy przytakneli, ale gdy wychodzili prawię na korytarz, Malfoy krzyknął do nich :
- Ej, zobaczcie to piątka Krukonów, którzy czekają na lanie ! - krzyknął do nic głośno. Wszycy się odwrócili i wyciągneli różdżki, po tym 3 Ślizgoni też. - O powalczymy, chojraki, bo was pięciu ? O widzę tu Gaxa. Szlama !
Lucas szybko skierował na niego różdżkę i wrzasnął :
- Odwal się gnojku ! - aż innym włosy zjeżyły się na głowie. - Idz pomęczyć kogoś innego !
Lorcan szepnął mu do ucha : Czekaj, ja się nimi zajmę. Wolno wyciągął różdżkę i skierował ją zza pleców Lucas na Malfoya.
- Drętwota ! - czerwony promień odrzucił Ślizgona, obu goryli podeszło do niego. Zaklęcie Lorcana ugodziło ich obu. Krukoni odeszli i powędrowali spokojnie na zielarstwo.

//kurde, trzeba oderwać się od schematu : lekcja - spacer- lekcja - spacer//

Ostatnio edytowane przez KaroLh : 08-18-2009 o 12:05.
KaroLh jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-19-2009, 09:47   #8
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie

Szybko weszli do szklarni, gdzie nie było krzeseł, lecz brązowy stół, na którym leżały doniczki i jakieś kremowe coś. Na obkoło stołu rozmieszczeni byli uczniowie. Profesor Sprout zaczęła :
- Witam was na pierwszej lekcji zielarstwa, chciałabym, żeby nasze lekcje były ciekawe i interesujące, no to zaczynajmy. - podeszła wolnym krokiem do czegoś kremowego. - To są mandragory. Jeśli wyjmiecie je z doniczek i nie będziecie mieć na sobie nauszników to one was spetryfikują. Więc proszę was o ich założenie.
Uczniowie zakładali powoli nauszniki na uszy i patrzyli na mandragory.
- No więc teraz jeśli już macie nauszniki to wyciągnijcie mandragory z doniczek i wsadźcie do drugiej, a tam zakopcie je. Zaczynamy.
Lorcan szybko wyciągnął zielsko z swojej doniczki i wwalił do drugiej. Słyszał ciche krzyki innych uczniów. Jane nie zabardzo radziła sobie z nimi. Jedna ugryzła ją w palec.
- Podnieś ją za te liście i góry - szepnął jej Lorcan - Wtedy nie pogryzą.
- Dzięki. - Robiła to zgodni ze wskazówkami kolegi. - Działa, to działa, dzięki.
Po chwili wszyscy uczniowie już mieli skączoną pracę. Prof. Sprout im podziękowała i powiedziała, ze dobrze się spisali.

***

- Ale jak to ? - pytał z niedowierzaniem Lorcan - Przecież to niemożliwe ?
Lucas podał mu dwa listy, jeden od jego rodziców, a drugi od Dumbledore'a. Lorcan czytał je parę razy i patrzył na niego z niedowierzaniem.
- Ale ... ale ... naprawdę odchodzisz ze szkoły ? - spyytał zakłopotany chłopak.
Lucas pokiwał głową, chodził po trawię w tą i wewte.
- Dlaczego ? Przecież nic nie zrobiłeś ? - Zaciekawiła się Jane.
- Bo, moich rodziców scigają jacyś czarnoksięznyc, ale nie wiem dokłądnie za co, bo oni to mugole. - odpowedział szybko Lucas. - Mówili coś, że ten mag sprzedał i przez przypadek jakąś księge i oni ją zgubili, a on chce ją odzyskać.
Popatrzył po wszystkich i zaniemówił.

//Jak tak dalej pójdzie to Rav padnie, powiem wam, czyli tak jak przewidziało dużo osób.//

__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 08-19-2009 o 10:06.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-20-2009, 16:15   #9
dziobaczka89
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
dziobaczka89 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Starogard
Posty: 131
Domyślnie

- Na wrota Azkabanu, gdzie wy łazicie po nocach? – Syknęła Jane z krzyżowanymi dłońmi na piersiach, przyglądając się podejrzliwie na trojkę lekko zdyszanych chłopaków.
- Nie twój interes, Barson. – Odparł zdawkowo Lorcan.
- Może i nie mój, ale na pewno naszej kochanego opiekuna profesora Flitwicka. – Uśmiechnęła się zjadliwie dziewczyna.
Kamil westchnął ciężko. Jak on jej nie lubił. Sama wałęsała się po nocach nie wiadomo, z kim, a do nich miała wiecznie jakieś pretensje.
- Co powiesz na wspólny szlaban? – Mruknął ironicznie Furey.
Jane opadłą na mocno poturbowany fotel w fikuśne kropki.
- Spóźniłeś się o jakieś dobre pół godziny. – Wypaliła, zaczynając przyglądać się swoim dłoniom.
Kamil zaśmiał się cicho. Widząc miażdżący wzrok Jane, spoważniał.
- Za co?
- Za to, co wy. – Odparła z tajemniczym, iście diabelskim uśmiechem. – No może nie zupełnie. – Uśmiechnęła się sarkastycznie. - Tak się składa, że wraz z przyjaciółmi, miałam mały pościg.
- Pościg? – Zainteresował się Furey, zajmując wolny fotel naprzeciwko zmęczonej Jane.
- Bawiłam się z przyjaciółmi i z McGonagal w ciuciu babkę. – Odparła zadowolona. – Jako mugole wiecie, co to ciuciu babka? – Zapytała z wysoko uniesioną lewą brwią.
- Opowiedz lepiej o pościgu.- Powiedział z nastrojowym szeptem Kamil, siadając po turecku na podłodze.
- Lorcanie zajmiesz miejsce. Ciocia Jane opowie wam bajeczkę na dobranoc. – Prychnęła wyniośle, patrząc na nich w połowie rozbawiona, w połowie zdegustowana.
Chłopak patrzyła na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ale jak nas wkręcasz…
Machnęła niedbale ręką, uciszają go.
- Dawno, dawno temu… - zaczęła siląc się na powagę…
- zaraz jej przywalę.- Warknął Lorcan.
- Żartowałam. – Zaperzyła się Jane, wybuchając śmiechem. – Zaczęło się od tego, że Marcjusz wyzwał mnie na pojedynek.
- Cała szkoła o tym huczała. – Odparł z jakimś niezdrowym podnieceniem Furey. – Pokonałaś go?
Jane zaavadowała go wzrokiem.
- Jak już mówiłam, Blackborn i ja byliśmy umówieni na bijatykę w akompaniamencie naszych dwóch sekundantów…

Było w pół do dwunastej jak Jane opuściła Pokój wspólny Krukowów.
Egipskie ciemności panujące w Hogwarcie troszkę ją zaskoczyły. Nie spodziewała się, że będzie ciemno jak w.. . bardzo ciemno.
Katie Grey, pod wielką presją i groźbami, dała się namówić Jane, by ta została jej sekundantem. Umówiły się przy schodach prowadzących na czwarte piętro.
Katie nieco zadyszana stała na umówionym miejscu, rzucając złowrogie spojrzenia.
- Jane? – Zapytała cicho, wytrzeszczając oczy. – To ty? – Zawyła
- Nie, morderca Jęczącej Marty.– Szepnął Jane, obchodząc przyjaciółkę.
- Na gacie Merlina! - Katie zapiszczała przerażona.
-Żartuję tylko.- Mruknęła rozbawiona Barson. – Chodźmy na ten wsiański pojedynek. Rozgromię Ślizgiego gnoma w sekundę i będzie po krzyku.
Katie spojrzała z pod byka na Jane. Wcale nie była taka pewna, czy Barson podoła Marcjuszowi. Ba! Ona była pewna, że to właśnie on rozłoży Jane na łopatki jednym zaklęciem.
„ Nie będzie po niej, co zbierać. Plama, tylko to po niej zostanie!”, Pomyślała Grey przygryzając wargi w niemej rozpaczy.
Wszelkie słowa zdrowego rozsądku odbijały się o Jane jak gumochłony o ścianę.
- A ja byłam przekonana, że to James będzie ściągać na nie kłopoty. – Wydukała trzymając się kurczowo ramienia Jane.
Potykając się o własne nogi, krążyły po omacku w kółko.
- Mogłabym przysiądź, że mijałyśmy tą zbroje cztery razy. – Syknęła Katie, powoli tracąc nad sobą panowanie.
- Czy nikt ci nigdy nie mówił, że masz problemy z orientacją? – Warknęła Jane obmacując ścianę. Żałowała, że nie było z nimi Jamesa. Starszy wiekiem, znaczyło bardziej doświadczony.
- Może jednak użyjemy różdżek? – Zapytała z nadzieją w głosie Katie. Za pierwszym razem Jane ja zgromiła, tłumacząc potem, że wtedy na pewno zostałyby złapane przez jakiegoś nauczyciela albo trzęsącego się Filcha.
- Właściwie… - Mruknęła bardziej do siebie niż do Grey. Było już jej wszystko jedno.
Pojedynek miał się odbyć o północy, a one jak najgorsze ofermy kręciły się w kółko, z dobre dwie godziny.
Łoskot, a następnie huk drzwiami, otrzeźwił Jane i Katie. Na moment przestały oddychać, nasłuchując coraz głośniejszego tupotu stóp, zagłuszanego co jakiś czas wybuchami śmiechu.
- Szpiegami to oni nie będą. – Prychnęła Jane, puszczając różdżkę.
- Arnie? – Zdziwiła się Katie, rozpoznając glos swojego kuzyna.
- obudza cały zamek. – Syknęła Jane kurczowo ściskając ramienia Katie.
- Biegną wprost na nas? – Sapnęła niepewnie Grey.
Z głębi korytarza dostrzegły trzy smugi światła, dochodzące z różdżek chłopaków.
- Ilu ich tam niesie? – Mruknęła Jane.
Rozbawieni, nie, co już zdyszani, ledwo trzymając różdżki biegli James, Arnie i Blackborn.
- Wiejcie!. – Wrzasnął James.
Katie i Jane nie poruszyły się ani o milimetr.
- McGonagal! – zawołał Marcjusz, łapiąc za ramię rozdziawiona Katie i zaczynając ciągnąć dziewczynę za sobą. Niestawiała oporu, wręcz przeciwnie, nazwisko jej opiekunki, zadziałała na nią dopingująco. Niczym mugolski maratończyk, o których tyle czytała, zaczęła sunąc jak błyskawica.
Serce waliło jej jak oszalałe. Ona jedna wiedziała, co ich czeka, jeśli nie daj Godryku Gryffindorze, ich złapie. Wywali, wywali na zbity pysk.
Katie wcale nie było do śmiechu, dlatego nie rozumiała, dlaczego cała reszta w najlepsze rechocze, zamiast skupić się na ucieczce.
Gdy dotarli na trzecie piętro, nad ich głowami z nikąd pojawił się wstrętny Iryt.
- To tylko Irytek. – Mruknął Marcjusz do Katie, gdy ta przestraszyła się ducha.
Katie spojrzała zdziwiona na chłopaka.
- Ty? – Wysapała dźgając go palcem w pierś.
- Katie, nie czas na miłosne igraszki. – Skarcił ją James, tłumiąc sarkastyczny uśmieszek.
Arnie wycelował różdżka w Irytka. Srebrne iskry zaatakowały ducha, trafiając go w pierś, przeleciały dalej, roztrzaskując na drobne kawałeczki zbroję jakiegoś rycerza, robiąc przy tym sporo hałasu i zamętu.
- Brawo. – Prychnęła Jane.
- Zabiłeś go! – Zapiszczała Katie, wytrzeszczając oczy to na Arniego, to na Irytka.
- Katie nie można zabić kogoś drugi raz. – Pokręcił niedowierzająco głową James.
- Gaście różdżki. – Zakomenderował Marcjusz, nasłuchując kroków profesorki. – Idzie stara.
- Nie nazywaj jej tak. – Oburzyła się Katie. – To nasza opiekunka. Zresztą jak zgasimy różdżki, pogubimy się.
Blackborn westchnął bezgłośnie. Katie dyszała ciężko. Panikę, jaką wokół siebie roztaczała była zaraźliwa, i zarazem deprymująca.
- Nox. – Wyszeptali.
- Jesteśmy zgubieni. – Wyjęczała Katie, łamiącym głosem.
- Wpędzasz nas w paranoje, kobieto. – Warknął James.
- Zwiewamy. – Syknął Arnie. – Irytek zaraz się ocknie… czy co mu tam jest.
- Ja nic nie widzę. – Ciągnęła Katie. – Dlaczego nic nie widzę?
Widok światła z końca korytarza, otrzeźwił ich umysły.
- To ona. – Zakomunikował patetycznym tonem Arnie. – McGonagal.
Wciągnęli głośno powietrze, napełniając płuca i rzucili się do ucieczki.
McGonagal popędziła za nimi.
Biegli w całkowitej ciemności potykając się co jakiś czas o kawałki zbroi.
- Biegnijcie środkiem. – Polecił James, gdy Jane z całej siły wbiła się w kolejna zbroję.
Hełm, kawałki nóg, rąk rycerza, niczym kręgle ścięły z nóg Arniego i Malfoya.
- Ups. – Mruknęła Jane przepraszająco, rozmasowując sobie obolałe ciało.
- Jesteś gorsza niż sklątkitylnowybuchowe. – Wyjęczał Arnie, podnosząc się ledwo z posadzki.
Chaos i harmider, jaki się wytworzył, spowodował, że nawet nie zauważyli jak się rozdzielili. Jane z Marycjuszem wbiegła w korytarz na prawo. Katie biegła na oślep, przed siebie. Arnie z Jamesem skręcili w lewo…

- Słyszycie to? – Szepnęła Jane, skradając się, z wysoko wyciągniętą różdżką przed siebie.
- Chyba Irytek, co? – Zagadnął konspiracyjnie Marcjusz. – Na trzy, atakujemy.
- Mogę użyć klątwy? – Zapytała niewinnie Jane.
Marcjusz Blackborn zaśmiał się rozbawiony.
- Jest nawet wskazane zebys użyła klątwy. – Odparł z iście szatańskim uśmiechem.
- Raz… dwa… i…
Czerwone iskry wyleciały nie tylko z różdżki Jane i Marcjusza. Z naprzeciwka dwa strumienie światła z cała siłą zaatakowały, niczego niespodziewającą się Katie Grey, która z łoskotem upadła na zimną posadzkę.
- Irytek? – Zapytała niepewnie Jane, podchodząc do nieprzytomnej gryfonki.
- Mam was! – Zawołała triumfalnie McGonagal, zachodząc Jane i Marcjusza od tyłu. – Wielkie nieba, co ona tutaj robi? – Zapytała patrząc na nieprzytomne ciało Katie Grey.
James i Arnie wyłonili się z cienia, z równie zakłopotanymi minami, co Jane i Marcjusz.
- Do mojego gabinetu proszę. – Odparła chłodnym tonem, poprawiając sobie ciasno upięty, bułeczkowaty kok. – Natychmiast. Wy dwaj, weźcie Katie na nosze, i do mojego gabinetu!

Ostatnio edytowane przez dziobaczka89 : 08-20-2009 o 19:53.
dziobaczka89 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-20-2009, 18:12   #10
DeathlyFly
Świr wymagający opieki
 
DeathlyFly na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Kosmos ?
Posty: 343
Domyślnie

Kiedy Lorcan się obudził, zszedł na dół, zobaczył, że Jane siedzi cicho na fotelu i się nie rusza. Jej oczy wpatrywały się obraz, przedstawiający jakieś dzieci. Chyba myślała o czym innym niż ... . Lorcan wolno podszedł do niej.
- Co się stało ? - spytał z ciekawością i podszedł bliżej.
Jane popatrzyła na niego i mu odowiedziała.
-McGonagall nas złapała ... jak ... jak - po jej twarzy płyneły łzy. - Walczyłam z Marcjuszem ...
Rozpłakała się na dobre. Lorcan wyczarował chusteczki i podał jej. Znając McGonagall to musiała dać im niezły szlaban.
- No więc jaką karę wam dała ? - Spytał jeszcze raz Jane. - Tygodniowy szlaban ?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Bo Katie została oszołomiona przez przypadek i leży teraz w Skrzydle Szpitalnym ... - wyszepnęła.
Lorcan już wiedział, że to musiało być coś strasznego, wychowawczyni Gryffindoru musiała dać im taką karę, która nie pozwalała sapć, ale jaką ?
- No i powiedziała, że nie będziemy mieć szlabanu, ale napisze do naszych rodziców i powie im o tym, a oni ... a oniii ... och, co ja mam robić ...- Lorcan zaniemówił.

//Krótko, bo krótko, nie da się nic na siłę, a tak na przyszłość, dzibaczko, pisz krócej, proszę//
__________________
http://img829.imageshack.us/img829/3...cc84d8e0b4.png
I don't need a parachute
Baby, if I've got you
Baby, if I've got you
I don't need a parachute
You're gonna catch me
You're gonna catch if I fall
Down, down, down

Ostatnio edytowane przez DeathlyFly : 08-20-2009 o 18:49.
DeathlyFly jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
# Ravenclaw # Vayamess Kosz 132 01-17-2010 17:05
~Ravenclaw~ InsygniaŚmierci Kosz 19 03-30-2009 15:24
Ravenclaw. Vemyana Kosz 3 01-13-2009 20:50
Ravenclaw Dziedzic Gryffindora Kosz 126 05-18-2007 13:46
RAVENCLAW Ginny_Weasley12 Kosz 20 04-08-2007 20:23


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:54.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.