Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 07-15-2010, 20:59   #1
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie Buntownik część 1 z wielu

ROZDZIAŁ I

Gabinet dyrektora. Jak zwykle, mnóstwo oczu i uszu śledziło tą interesującą konwersację.
-No, to... Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy, nieprawdaż?-zaczęła nieśmiało dyrektorka, zza swojego biurka. Gość był jednak niezbyt skory do rozmowy. Wciąż wpatrywał się w obraz nad głową dyrektorki. Na Albusa.
-Tak. Bardzo długo. Po śmierci Albusa? No tak. Podczas walki o Hogwart.
Gość odrzucił czarniawo szare włosy na plecy i dokładnie przebadał gabinet. Było w nim teraz więcej przydatnych przedmiotów, jak regały z księgami albo globus.
-O!-zakrzyknął młody człowiek.-Zatrzymałaś pykacza! Jeden z wynalazków Albusa.
Atmosfera wyraźnie się poprawiła.
-Więc co cię tu sprowadza?
Gość chwilę się ociągał.
-Powiedzieć jej?- zapytał obrazu
-Ja jestem tylko mentalnym obrazem, ale sądzę, że jest to bardzo rozsądne.
Chłopak obejrzał się po pokoju.
-Opowiem ci wszystko po kolei, dobrze? Więc zaczęło się w czerwcu, osiemnaście lat temu. Pewnym listem podpisanym "dyrektor szkoły - A.Dumbledore"...
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!

Ostatnio edytowane przez Aspiro : 07-17-2010 o 19:21.
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-16-2010, 10:39   #2
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

Po pierwsze - nie zakładaj tematu o tytule, w którym jest to "część 1 z wielu", bo nie dość, że jest tu błąd, to w dodatku co zrobisz jak dodasz drugi rozdział? Nie możesz zmienić tytułu, bo nie masz takiej opcji. Tylko SM mogą.
Po drugie - boże, ześlij ludziom słowniki. Amen.
Cytat:
nieprawdarz
Cytat:
biórka
Cytat:
czarnawo szare
?
Cytat:
dokładnie_przebadał
Cytat:
mentalnym obrazem
Co miałeś na myśli... ?
Cytat:
po koleji
Cytat:
wszystko po koleji, dobrze? Wszystko zaczęło się
Po trzecie - no właśnie powtórzenia, banalne zdania, opisy nie istnieją.
Po czwarte - ZA KRÓTKIE. Jazda czytać regulamin. Jeżeli pierwszy rozdział nie będzie zedytowany do przyzwoitej długości, temat ląduje w koszu : ).
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Sarahis jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-17-2010, 13:50   #3
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

Proszę posłuchać... Piszę "na żywca", znaczy siadam i piszę nie dbając o błędy. Pozatym głównie piszę z internetu w komórce. Pracuję nad dokończeniem w wordzie i staram się wyłapywać wszystkie błędy (Przynajmniej word się stara). Gdy tylko skończę i dorwę się do internetu (posiadam mini modem playa, który ojciec trzyma przy sobie) to wkleję resztę. A tytuł "część 1 z wielu" spodobała mi się, i gdy napiszę resztę usunę ten temat i wszystko wpisze razem w osobnym temacie. Czy teraz dobrze?
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-17-2010, 19:29   #4
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

Siedział na dachu rozmyślając nad swoją żałosną egzystencja. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym tak na poważnie. Z budzących respekt swą wielkością głośników, płynęła, mimo że łagodna, a jednakże głośną muzyka rockowa. Wedle naturalnej kolei rzeczy jego rodzice, doprowadzeni do szału, powinni wtargnąć szturmem do jego prywatnego pokoju, gdzie podobno może robić to, co jego młoda dusza zapragnie. To naturalne, że był zirytowany Ich zachowaniem. Nieustanne wyrzuty dotyczące jego, tak zwanego ”życia towarzyskiego”, czy choćby okropnego zachowania względem bufonów (czyt. gości) odwiedzających wspaniały, błękitny domek w centrum miasta. Goście ci zazwyczaj odznaczali się nienaganną kulturą osobistą jak i również wspaniałym i pokornym potomstwem. Oczywiście oni nic nie wiedzieli, że ich dzieci były nałogowymi palaczami i alkoholikami. Pomimo skromnych jedenastu lat (dziś wypadała rocznica jego narodzin) młodzież w małej miejscowości pod Londynem, była przeżarta młodzieżowym buntem do szpiku kości. Awanturowali się o najdrobniejsze odstępstwa od ich zachcianek. Najnowszą zachcianką stało się noszenie tatuaży. Zaczęło się od pewnego pana budzącego postrach w całej okolicy. Miał on na lewym ramieniu budzącą respekt czaszkę, która wyglądała jakby się poruszała. Dookoła tej czaszki owijał się wąż. Wszystek dzieci chcieli mieć taką samą.
„Bachory. Naiwne dzieciaki nawet się nie domyślają, że to tylko takie naciąganie, na kasę.”
Tym razem, mimo jego urodzin pokłócił się z rodzicami o to jak odezwał się na przyjęciu urodzinowym do bogatego bufona. Nie byłoby afery, gdyby ten bufon nie był przełożonym ojca. Był strasznie obrażony na rodzicieli. Przez pierwsze pół godziny, oczywiście dobijali się do jego pokoju, on jednak nieugięcie trzymał na swoim. Nie chciał wysłuchiwać Ich przeprosin, aby za chwilę ponownie wdać się w durną pyskówkę. Oczywiście, że Ich kochał, ale ile można znosić te ciągłe pouczenia? Siedząc tak na nagrzanych czerwcowym słońcem dachówkach, zauważył ciemny kształt na horyzoncie. Ach tak! Sowy wylatują na łowy. Tylko, czemu jedna z nich leci w jego stronę? Odsunął się z zamiarem powrotu do pokoju przez okno, gdy sowa usiadła na rynnie i powoli zbliżała się do niego. Podskoczyła na parapet i wystawiła nóżkę, do której był przyczepiony liścik.
-Sowa pocztowa, hę. Nie wiedziałem, ze jeszcze takich używają?
Odwiązał liścik, który okazał się listem, o dość obszernej zawartości. W kopercie były trzy arkusze. Na pierwszym znajdowała się informacja, o ty, iż został przyjęty do szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie, gdziekolwiek to jest. Semestr zaczyna się pierwszego września, a kończy w czerwcu, tak jak normalna szkoła tyle, że Hogwart jest placówką z internatem. Reszta zawierała listę potrzebnych rzeczy i zawiadomienia o przepisach szkoły.
Trzecia kartka była listem. Rozpoczynał się następująco:

Drogi Romualdzie Hennericksie

Uprzejmie informuję cię, iż zostałeś przyjęty do szkoły magii, mimo iż nie zostałeś zapisany przez swoich rodziców. Niniejszym informuję, że przybędę do twego miejsca przebywania jeszcze dziś, tj. 25 czerwiec w celu zapoznania ciebie oraz twoich opiekunów o uczestnictwie w edukacji czarodziejskiej. Jednakowoż upominam, że wszelkie negatywne przyjęcie mojej propozycji będzie rozpatrzone. Jeżeli ty, bądź twoi rodzice nie zgodzą się na naukę w mojej placówce nie będę nalegał.
Serdecznie pozdrawiam
Dyr. A.Dumbledore.

„Żart” pomyślał Romuald w pierwszym odruchu, jednak nagle opanowała go nadzieja na wyrwanie się z tego rodzinnego getta. Ojciec nigdy nie pozwalał mu spotykać się z kolegami ze szkoły. Zawsze zasłaniał się wiekiem i ocenami. Matka zmuszała go do nauki nie wiedząc, że i tak siedzi całymi godzinami na dach, czytając amerykańskie komiksy. Swoją drogą taka szkoła z internatem była marzeniem każdego chłopaka będącego maminsynkiem. Może nie był zbyt dorosły wiekiem, ale czuł, że umysłowo przewyższał uczniów czternasto, albo nawet piętnastoletnich! Był nad wyraz pilnym uczniem, jednak potrafił skupić się tylko na przedmiotach humanistycznych. Nigdy nie umiał skupić się na przykład na matmie. „Nie pisze, o której przyjdzie…” W tym Momocie usłyszał dźwięk niczym strzał z bata i przed bramą zmaterializował się zdziadowiały staruszek, w płaszczy koloru szkarłatu i wysokiej tiarze. Takie sztuczki nie robiły na nim żadnego wrażenia. Prawdopodobny dyro zadzwonił do Ich domu domofonem. Zauważył chłopca na dachu. Puścił w jego kierunku oczko i uśmiechnął się naiwnie. Coś sprawiło, że nagle, w Romualdzie zamiast wszechobecnej od dawna nienawiści pojawiło się nieznane mu uczucie podniecenia i zaciekawienia. „Ciekawe, co nam pokarze” zastanawiał się młodzieniec i odryglował drzwi z własnoręcznego rygla. Specjalnie go zbudował, aby utrzymać przy sobie minimum prywatności. Powoli zaszedł po schodach i spojrzał ukradkiem na hol, gdzie wpuszczono nietypowego gościa.
-Witam. Pamiętają państwo nazwisko Dumbledore?- Zapytał nieznajomy –Dziewięć lat temu? Przyszedłem w sprawie Romualda.
Rodzice spojrzeli po sobie przerażeni. Wyglądało na to, że rodzice znali tego pomarszczonego dziwaka.
-Witamy- Odezwał się ojciec –Zapraszamy do salonu. Napije się pan czegoś?
-Tak. Herbatki, jeśli można.
-Oczywiście- Podjęła mama szczegółowo pytając o rodzaj herbatki. Wyglądało to dość podejrzliwie, jakby podlizywali się staremu. Aż tak im zależy?
-Romualdzie, chodź.- Zakomenderował ojciec. Chłopak posłusznie wykonał polecenie jak jeszcze nigdy w życiu. Zazwyczaj pytał się, dyskutował i podawał argumenty, jednak czuł, iż powinien zachować powagę. Usiedli razem w pokoju dziennym, a po chwili weszła matka z herbatką. Staruszek szepnął krótkie dziękuję, i powoli zaczął sączyć napój.
-Więc wiedzą już państwo, z jakiego powodu przybyłem.- Zaczął rozmowę dyrektor.
-Tak, mamy o tym pojęcie. Do końca jednak sądziliśmy, że Romuald jest niemagiczny. Nie okazywał żadnych zdolności. Obserwowaliśmy go czujnie, według pańskich zaleceń i mimo irytacji, nie wykazywał się magicznymi zdolnościami.
Ponownie głos wziął starzec.
-A ty Romualdzie? Zaobserwowałeś wokoło siebie magiczne zdolności?
Rom zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział.
-Mamo… Tato… Wiecie, że w szkole wołają na mnie smok? Więc to dlatego, że kiedyś, gdy starsi chcieli wziąć ode mnie pieniądze, to ja buchnąłem na nich ogniem z ust, na oczach innych. Dyrektorka wzięła to za wymysł, a ja skłamałem, ale ci co widzieli rozpowiedzieli po szkole.
-Widzą państwo. Dlatego powinien uczęszczać do szkoły magii.
Rodzice jednak nie byli przekonani.
-A co jeśli ta moc wymknie mu się? Zagraża społeczeństwu ludzi niemagicznych, a co dopiero ludzi magicznych.- Ten argument Dyrka był nie do odparcia. Rodzice zawahali się.
-On jest jeszcze taki młody…-Zaczęła matka, a krew się w chłopcu wzburzyła.
-Nie jestem aż taki niedojrzały mamo! Potrafię o siebie zadbać!- Zawołał młodzieniec.
-Więc?- Rzucił pytająco starzec.
-Zgoda…- wydusił zrezygnowany ojciec.


Rozdział II

Tym razem siedział w pociągu do Hogwartu. Gdy tylko ojciec zgodził się na jego wyjazd, dyrektor szkoły zabrał chłopaka i jego tatę na zakupy. Wszystko po kolei objaśnił i dał trochę pieniędzy z funduszu szkoły, dla osieroconych, młodych czarodziei. Młodzieniec po powrocie do szkoły nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Trochę posmutniał, ale pomyślał, że na gwiazdkę będzie w domu i nie będzie ani trochę tęsknił. To nie w stylu takiego buntownika jak on. „Ja jestem twardy” pomyślał sobie i przestał się przejmować wyimaginowanymi problemami. Po tygodniu nauczył się z tych książek wielu przydatnych zaklęć i wiadomości. W wiele rzeczy nie potrafił uwierzyć. Wydawało mu się natomiast, że będzie najgorszym uczniem. „Inni przecież żyją z tym, na co dzień, a dla mnie jest to niespotykane zjawisko!” Denerwował się. Spojrzał na swoją różdżkę. Wiśnia. Jedenaście i pół cala. Trochę giętka, a w środku, co? Włókno z serca smoka. Podobno daje siłę różdżce. Idealnie pasowała mu w dłoni. Był tylko jeden defekt. Gdy przywoływał szklankę z sokiem, nie potrafił jej złapać lewą ręką. Szybko jednak opanował tą umiejętność i był w pełni gotowy do nauki w Hogwarcie. Tak naprawdę poczuł że odjeżdża, gdy siedział w pociągu. Niby nic takiego, każdy tak miał tyle, że wszyscy inni reagowali tęsknotą i podnieceniem. Jemu było obojętne co będzie tam robił. Na peronie znalazł się dość wcześnie. Nie miał problemu z dostaniem się na peron. Starzec wszystko im wytłumaczył. Barierka, rozpędzić się i już. Tyle zapamiętał i wystarczyło. Czekał na peronie od dziesiątej. Mimo że odjeżdżał o jedenastej jego rodzice musieli śpieszyć się do pracy, dlatego czekał na ławce. Bagaż lewitował do przedziału, który mu się podobał, za pomocą różdżki, bo od czego w końcu jest magia. Siedział i czekał na odjazd. Zaczęli schodzić się ludzie. Uczniowie omijali jego peron na samo jego spojrzenie. Tłumy rodziców, ze łzami w oczach żegnało swoje dzieci. Tylko jego nikt nie pożegna. Pociąg ruszył. Roześmiana ruda rodzinka kiwała komuś w pociągu. To oni rzucili mu się w oczy. Po korytarzu przebiegła trójka rudych chłopców. Byli to dwójka bliźniaków w jego wieku i o rok starszy brat.
-Żadnych wygłupów! Ośmieszycie mnie przed całą szkołą! Co powiedzą rodzice, gdy coś zbroicie?!- Pouczał braciszek bliźniaków. Romowi wydawało się, że usłyszał głos rodziców. Postanowił interweniować. Wszedł na korytarz.
-Hej! Szukacie przedziału?- Zawołał przyjaźnie.
-Nie. Idziemy do przedziału moich znajomych. Chodźcie.
Rom szepnął coś, i torba najbliższego bliźniaka rozsypała się na podłogę. Chłopak puścił oko w kierunku jednego z młodszych braci, który schylił się pozbierać rzeczy.
-Pomogę ci- powiedział i klęknął obok.
-Nie daj mu się.- Szepnął na ucho chłopakowi. Ten uśmiechną się szelmowsko, wiedząc że trafił na swego.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-17-2010, 19:32   #5
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

-My chyba zostaniemy. Musimy znaleźć sobie kumpli, więc lepiej trzymajmy z ludźmi w naszym wieku. Cześć Percy.- Zwrócił się do starszego brata i wtargał swój kufer do przedziału, a za nim zrobił to bliźniak.
-Jak chcecie.- Mruknął Percy i odszedł.
Gdy znaleźli się w przedziale, bliźniacy usadowili swoje manatki na półce bagażowej i przedstawili się. Jeden miał na imię Fred, a drugi George. Przez całą podróż rozmawiali o najróżniejszych rzeczach. Chłopaki szybko przystosowali się do mugolaka i opowiedzieli mu o świecie czarodziei. W połowie podróży zapoznali się z Lee, kolejnym studentem pierwszego roku. Bardzo się w czwórkę zżyli. Rom poczuł, że Hogwartu to jego miejsce w świecie. Następnie, po wyjściu z pociągu płynęli łódkami, włożyli tiarę przydziału i minął pierwszy września. Potem minął drugi, trzeci i czwarty. Tak leciały dzień za dniem. Okazało się, że Romuald był utalentowanym uczniem. Wszystko w mig pojmował i zdobył mnóstwo punktów dla Gryffindora. Jednak nauka zajmowała mu cały czas wolny. Bliźniacy i Lee natomiast nie uczyli się prawie wcale, ale za to wszyscy Ich lubili. Byli zabawni, przebojowi i po pewnym czasie zapomnieli o chłopaku poznanym w pociągu. Romuald nie za bardzo się tym przejmował. Ogólnie mało go obchodziło poza ocenami. Tak minęło mu święto duchów, list rodziców, o tym że jak może to nie ma przyjeżdżać na święta, bo wyjeżdżają w góry, a że prezentu nie dostanie, bo nie mają go jak wysłać. Chłopak był lekko załamany. Kilkanaście osób również została, ale jego mało to obchodziło. Zdziwiło go dopiero zaproszenie od dyrektora. Miał przyjść do jego gabinetu po świątecznym śniadaniu. Dołączone zostały szczegółowe instrukcje, jak trafić do jego gabinetu. Romuald oczywiście to uczynił. Znowu poczuł ekscytację taką samą, jak podczas wizyty Dumbledora w jego domu. Gdy tylko połknął ostatni kęs, i spojrzał na stół nauczycielski, dyrektora już nie było. Powoli i statecznie ruszył w kierunku gabinetu. Wszedł przez gargulca, któremu trzeba było podając określone hasło.
-Witaj- Zawołał do niego dyrektor, karmiący czerwonego Feniksa, o którym czytał w „Magicznych stworzeniach…”-Spodziewałem się, że przyjdziesz za piętnaście minut, ale to nic. Mam z tobą sprawę do omówienia. Chciałbym, abyś mi pomógł, dobrze?
-Oczywiście.
-To dobrze, że przeszedłeś od na „ty”. Nie lubię tych całych ceregieli. Czy obiecujesz, że uczynisz wszystko, o co cię poproszę?
-Tak panie dyrektorze. Uczynię, co w mojej mocy.
-Jesteś bardzo lojalny, ale mów mi Albus, co chłopcze. Więc moja pierwsza prośba. Czy zgodzisz się, abym udzielał ci dodatkowych lekcji w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca?
-Oczywiście… Albusie.- Zaryzykował chłopak.
-Idealnie. Widzę, że dobrze się rozumiemy. Druga prośba jest taka: Przykładaj się, do ćwiczeń, które ci zalecę, dobrze? Resztę wytłumaczę ci później. Czy chciałbyś o coś zapytać?
-Nie Albusie. Wiem już wystarczająco dużo o tobie, aby ci zaufać bezgranicznie. Znam na pamięć wszystkie wzmianki o tobie w księgach i Prorokach Codziennych.
-Nie bój się zapytać, czego będę cię uczył!- Zawołał radośnie starzec
-Czego będziesz mnie uczyć?
-Dowiesz się później.- Zawołał i uśmiechną się szelmowsko do ucznia.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-17-2010, 19:37   #6
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

Cytat:
Proszę posłuchać... Piszę "na żywca", znaczy siadam i piszę nie dbając o błędy.
Guzik mnie to, że ty nie dbasz o błędy. Ja dbam. Szczególnie w dziale FF.
Cytat:
A tytuł "część 1 z wielu" spodobała mi się, i gdy napiszę resztę usunę ten temat i wszystko wpisze razem w osobnym temacie. Czy teraz dobrze?
Żartujesz sobie? Primo - a jak usuniesz, skoro takiej opcji też nie posiadasz? Secundo - zrób mi tu dubel tematu, a usunę oba. Jak chcesz, to najwyżej mogę ci zmienić tytuł, ale zaśmiecania podwójnymi tematami forum nie przewiduję.
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Sarahis jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-17-2010, 20:07   #7
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

Oczywiście. Zmiana nazwy tematu jest najlepszym wyjściem. A co do błedów to mam worda. Zaznaczam jednakże, iż wyrażenie gówno sprawiło, że poczułem się jakbym rozmawiał z nieokrzesanym młodocianym recydywistą. Proszę się powstrzymywać na kulturalnym forum.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-18-2010, 15:37   #8
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

Cytat:
A co do błedów to mam worda.
Word nie wyłapuje wszystkich błędów... Czasami autokorekta wręcz "psuje" tekst.
Cytat:
Zaznaczam jednakże, iż wyrażenie gówno sprawiło, że poczułem się jakbym rozmawiał z nieokrzesanym młodocianym recydywistą.
A gdzie ty je widzisz... ? Z bólem oznajmiam, że to zdanie sprawiło, iż nieokrzesany młodociany recydywista poczuł się, jakby rozmawiał z człowiekiem nieumiejącym czytać ze zrozumieniem.
Au revoir.
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Sarahis jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 07-18-2010, 21:15   #9
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

Proszę tylko wysokiego sądu, o zezwolenie na kontynuowanie ff. Bye, bye.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-26-2010, 19:10   #10
Aspiro
Niepoprawny marzyciel
 
Aspiro na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Lokalizacja: Poznań
Posty: 39
Domyślnie

Roman opuścił gabinet dyrektora. Zaintrygowała go propozycja dyrektora ale cóż poradzić. Wszyscy uczniowie wrócił w ciągu nadchodzącego tygodnia. Romuald wrócił do pokoju dyrektora w umówionym terminie. Chłopaka z progu zaatakowano pytaniem.
– Nie fajnie było by mieć władzę nad tyloma uczniami i nauczycielami?
- Z wielką wiąże się wielka odpowiedzialność.
Dyrektor spojrzał nań znad okularów.
- Dziękuję. Nie wiedziałem co napisać do ministra.
I tak zaczynała się każda z "lekcji" - najpierw sto pytań do, a później nauka obrony magicznej. Tak minął w pośpiechu rok szkolny, a później drugi rok jak z bata strzelił.


Rozdział III

Romuald leniwie przeciągnął sie na łóżku spojrzał na zegarek. było jeszcze bardzo wcześnie, ale on mało się tym przejmował. zeszedł po schodach do kuchni i wyciągnął z lodówki karton mleka. opróżnił go paroma łykami i wrzucił do kosza na śmieci. Podszedł do okna i czekał tam dziesięć minut do czasu aż nie zjawiła się w nim jego sowa Gwendolina, która przyniosła mu jak co rano Proroka Codziennego i listy. Rom rzucił koperty na ladę i zajął się przeglądaniem gazety. Po godzinie, do kuchni zeszła po schodach jego matka.
-Co ty tutaj tak wcześnie robisz?- Zapytała jak zwykle. Krytycznie przyjrzała się jego sowie zajadającej chrupki z kartonu, z płatkami śniadaniowymi. Wiedział, że matka nie znosiła Gwendoliny, ale była ona prezentem od samego Dumbledora. Chłopak odłożył gazetę i przejrzał listy. Jeden był od Nicolasa Flamela, drugi od Korneliusza Knota, trzeci od Gwenog Jones, i jeszcze trzy od znanych alchemików. Ostatni był od Dumbledora. Romuald przeczytał go w pospiechu. Niestety, dyrektor pisał tylko o tym, że rok szkolny zaczyna zię za miesiąc, oraz że ma nie opuszczać miejsca zamieszkania, gdzie jest w miarę bezpieczny. Na ostatniej, przedwakacyjnej lekcji, Albus wspomniał, że w tym roku wypróbują jego nowe umiejętności nabyte podczas lekcji. Romuald przejrzał resztę listów, odpisał na parę z nich i przestudiował kilka ksiąg. Tak minęło mu przedpołudnie. Po obiedzie ruszył w swoje ulubione, odludne miejsce i ćwiczył rzucanie zaklęć obronnych. Gdy wrócił do domu zastał coś nieoczekiwanego.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!

Ostatnio edytowane przez Aspiro : 09-03-2010 o 16:08. Powód: błąd w pisowni
Aspiro jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:36.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.