|
08-03-2010, 20:13
|
#1
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Aug 2010
Posty: 3
|
"Swego ducha dzieli na trzy"
heh... tak tak miałam nigdy nie pisać fanfilków, ale jak nie ma się co robić...
mam nadzieję, że śmierć na mnie tu nie czeka xD A oto on: [niestety I rodział musiałam podzielić]
Wszystko zaczęło się…
Może powinnam zacząć od „Drogi pamiętniku”?
Drogi pamiętniku..
Wszystko zaczęło się od mojej przeprowadzki, jakieś dwa lata temu, na najgorszą dzielnicę tego miasta.. myślałam że tutaj będę mieć choć trochę spokoju, zważywszy na to że jako pół człowiek i pół elf, czarodziejka.. inaczej istota magiczna, chodziłam do mugolskiej szkoły… nie. Moje uszy nie były szpiczaste, choć były człowiecze to może trochę przypominały elfickie, naturalnie cała historia także rozpoczęła się od przyjęcia listu od profesora Dumbledora……
Małe mieszkanie, eleganckie i wygodne, mające jedną dużo sypialnię, średnią łazienkę i oddzieloną od salonu pułkami – kuchnię. Drewniane od wewnątrz frontowe drzwi z zewnątrz były obdrapane. Dlaczego? Tylko dlatego, że mieszka tu wysoka, młoda dziewczyna o rudych nierównomiernie ściętych włosach, czarnych oczach, zgrabnym nosie i pełnych jakże kobiecych ustach. I dlatego, że mieszkanie znajduje się w budynku, który stoi w najgorszej dzielnicy Anglii.
Dziewczyna siedziała w siadzie skrzyżnym na sofie i czytała jedną ze swoich ulubionych książek.
Ubrana była w czarne obcisłe dżinsy i fioletową, luźną bluzkę odsłaniająca ramiona.
Wyglądała jakby dopiero się przebudziła, a była już czternasta, więc powinna być na zajęciach, ale tak też się nie stało. Rzuciła szkołę miesiąc temu, twierdząc, że szkoła dla mugoli do godziny piętnastej jej nie wystarcza, ale nie składała podania do innej szkoły – zwłaszcza magicznej. Siedziała zamknięta w mieszkaniu przez którego ściany słychać było krzyki, jęki i tego typu różne odgłosy. Jedynie wychodziła wieczorami, aby zrealizować zlecenie i dostarczyć jakąś paczkę czy list lub coś innego. Obok na okrągłym stoliku, stała wąska szklanka z paluszkami, sięgnęła po jednego, gdy nagle usłyszała kobiece jęki oznaczające że powrócił jej chłopak. No nie znowuż to samo. Pieprzą się po każdym jego przyjściu. Pomyślała, a jej twarz pozostała obojętna. Mając swój przysmak w ustach zaczęła obracać go językiem. Gdyby naprzeciwko mnie siedział jakiś koleś już bym została przez niego zmacana. Myślała pożerając paluszek kawałek po kawałku. Hm…. Może i było by to całkiem przyjemne? Uśmiechnęła się pod nosem, a paluszek w jej ustach stanął w pionie. Za dużo tu podtekstów erotycznych. Zaśmiała się w myślach. Na przykład ten oto paluszek. Nagle go pożarła, po czym przeciągnęła się niczym kot rozprostowując kręgosłup. Po chwili skierowała swoją lewą dłoń z wyciągniętymi trzema palcami w stronę zamkniętych na cztery spusty i sześć kłódek drzwi. Za trzy. Zaczęła odliczać i chowając jeden palec. Dwa….Wyglądało to jakby w kogoś mierzyła z broni krótkiej. Jeden… iiii
- BANG! – zaśmiała się cicho pod nosem używając charakterystycznego gestu w tym samym momencie co rozległo się nagłe pukanie do drzwi i wołanie:
- Ej słodka chodź się do nas zabawić… - usłyszała ten sam męski głos, który musiała znosić przez dwa lata.
- Och czyżby Enrique Iglesjas zawitał do mych skromnych drzwi, że ja biedna muszę rzucić wszystko i wyjść do niego? – zawołała z kpiną w głosie, nadal siedząc na kanapie.
- Ależ słonko, Ann, to co się wczoraj wydarzyło.. to nic nie znaczy.. byłem schlany – odrzekł utrzymując błagalny ton.
Ann westchnęła, zamknęła książkę i odłożyła ją na stolik. Od niechcenia sięgnęła po paluszka i ruszyła w stronę drzwi. Czego on ode mnie wymaga… Spojrzała przez wizjer i ujrzała twarz punka, tak i w dodatku przystojnego bruneta i bez nałogu palenia, ale jedno było pewne: pić umiał i nie potrafił wyznaczyć sobie granicy, nie znał umiaru. Odeszła od drzwi i pokręciwszy z pogardą głową oparła się o ścianę obok nich. Pokazać mu chociaż rękę… Zastanawiała się uśmiechając się pod nosem.
- Ann, słonko.. no proszę cię…
Jest żałosny, nadal tutaj stoi i mnie błaga…CO on sobie myśli?!
- Ann…
No niech mu będzie, najwyżej dostanie w pysk Jej usta wygięły się w pogardliwy uśmiech.
Otworzyła wszystkie trzy zamki i zamek przeciw włamaniom, pozostawiając tylko łańcuch między drzwiami, czego efektem była niewielka przerwa między drzwiami a futryną.
Nagle przed jego oczami pojawiła się jej twarz. Znudzona jego osobą jak i mową cwaniaczka.
- Czego? – spytała arogancko, patrząc po nim od dołu do góry, aż jej wzrok zatrzymał się na pół trzeźwym wzroku mężczyzny.
- Chodź się zabawić, a nie siedź tutaj sama jak palec – odrzekł, chowając za sobą butelkę z winem.
Westchnęła.
- Czy ja ci wyglądam, na osobę, która upija się do nieprzytomności? – spytała, odruchowo wskazując na niego, trzymanym w ręce, paluszkiem.
- Nie – odrzekł zdziwionym tonem i spojrzał na nowo pojawiony się obiekt.
- To po jaką cholerę, stoisz swoimi buciorami na mojej wycieraczce? – jej głos był obojętny i znudzony, ale za razem groźny. – po jaką cholerę się wczoraj do mnie przystawiałeś? I kurde.. co ci strzeliło do głowy żeby stwierdzać, że potrafisz latać? – ugryzła kawałek i uśmiechnęła się pod nosem.
- Już mówiłem że byłem schlany – odrzekł przypatrując się jej ustom.
- To idźcie chlać beze mnie – syknęła – a i pozwalam wam się pieprzyć, ale nie za moją ścianą – dodała z kpiną w głosie, a gdy chciała zamknąć drzwi, on je zatrzymał ręką.
- Czego znowuż.. – warknęła i spojrzała na niego z ukosa.
- Ty mała suko… jak.. nie będę pieprzył….
- CISZA! – wrzasnęła, aż wszyscy wokół się wzdrygnęli ze strachu – I spierdalać mi stąd gdzie pieprz rośnie, bo nie ręczę za siebie! –dodała i zamknęła drzwi, o mały włos nie łamiąc ręki chłopaka.
- Jeszcze się z tobą policzę! – wrzasnął punk brunet na odchodne
- Nie wątpię Darin! – krzyknęła przez drzwi, a jedyną odpowiedzią było: „Wyuzdana suka!”
Nienawidzę go! Po cholerę chla! I jeszcze to mieszkanie, mam tego dosyć. Myślała zamykając drzwi na wszystkie zamki.
A gdy już miała ponownie zacząć czytać książkę, zza ściany usłyszała jęki, śmiech i sapanie.
- Boże za coś mnie ukarał! – krzyknęła unosząc w górę ręce. – och, ach ich! – wymruczała pod nosem i podeszła do wschodniej ściany. – Ej koleś może i mi zrobisz dobrze i przestaniesz?! – krzyknęła waląc pięścią w ścianę.
Kolejny jęk, lecz tym razem głośniejszy i obrzydliwszy dla jej ucha. Skrzywiła się zniesmaczona i gdy zamierzała przebić pięścią cienką ścianę, przez okno do jej mieszkania wleciała bura sowa. Ann spojrzała na nią, sowa przeleciała nad telewizorem i usiadła na oparciu sofy. Ann zostawiając ścianę w spokoju, podeszła do niej. W dziobie trzymała zapieczętowaną kopertę. Wzięła od niej list, po czym ostrożnie złamała pieczęć. Rozłożyła go i zaczęła czytać.
„Słyszałem, że zrezygnowałaś ze szkoły dla mugoli, ale nie złożyłaś nigdzie podania, chociażby do szkoły magii. Więc postanowiłem, słysząc o twoich magicznych zdolnościach, przyjąć cię do mojej szkoły. Do szkoły czarodziejstwa i magii Hogwart. Czekam na twoją odpowiedź.
Z poważaniem
Albus Dumbledore „
Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie. Czyżbym miała stąd wyjechać. Jej oczy zalśniły na samą myśl o wyjeździe. Opuścić to obskurne miejsce? Przestać się ukrywać i pracować normalnie jako posłaniec.. wyjechać do Hogwardu? Spojrzała na list, a na samym dole ujrzała, kilka zdań napisane drobnym druczkiem:
„ PS.: Po przyjeździe tu będziesz mogła swobodnie, nocami, pracować jako dostawczyni.
Jeśli się zdecydujesz zabierz ze sobą wszystkie swoje rzeczy w tym te najcenniejsze, gdyż nie wątpię w to, że mugole z twojego budynku będą próbowali cię okraść”
Uśmiechnęła się pod nosem i dopiero teraz przypomniała sobie, że pociąg od Hogwardu odjeżdża dziś o dziewiętnastej. Szybko odpisała na list, że się zgadza i bardzo dziękuje. Ponownie go zalakowała i dała sowie, która ująwszy go w dziób wyleciała przez okno.
Za pomocą czarów szybko zaczęła się pakować. W ciągu dwóch godzin spakowała wszystkie swoje rzeczy do kufrów. Wszystkie sprzęty elektroniczne, oprócz swoich płyt i odtwarzacza oraz miniaturowego dysku z wyświetlaczem i klawiaturą, na którym trzymała wszystkie informacje o swoich zleceniodawcach, pozostawiła na pastwę ludzi mieszkających w tym budynku.
- Całkiem tego sporo – wyszeptała i za pomocą różdżki i zaklęcia Wingardium Leviosa przeniosła cały bagaż do salonu.
Obok kufrów wyczarowała duży i poręczny wózek, po czym sprawnie zapakowała na niego wszystkie kufry.
Nagle wszystkie półki i szafki w mieszkaniu opustoszały. Rozglądnęła się dookoła i uśmiechnęła się szeroko. Zaklęciem połączyła wszystkie kufry razem z wózkiem, aby nie rozłączyły się podczas teleportacji na peron dziewięć i trzy czwarte.
__________________
Koumo-chan
|
|
|
08-04-2010, 13:54
|
#2
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Aug 2010
Posty: 3
|
"Swego ducha dzieli na trzy" Rozdział I częś II
Ponownie ktoś zapukał do drzwi, a Ann pokręciła ze zdenerwowania oczami. Kogo tu znowu niesie?!
Pomyślała otwierając drzwi jednocześnie zachowując ostrożność.
Przed swoimi oczami ponownie ujrzała Darina. Co tym razem?! Mina zbitego psa! Pomyślała z ironią.
- Czego znowu? – spytała znudzonym głosem
- Wysłuchaj mnie – zaczął spokojnie, a Ann westchnęła: A gdzie przepraszam za „wyuzdaną sukę”?! Pomyślała.
- No dobrze. Wchodź – odrzekła ściągając łańcuch i otwierać drzwi na oścież.
Na widok walizek na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Zapraszam – dodała teatralnym głosem jak i również gestem
- Wyprowadzasz się? – spytał nie ukrywając zaskoczenia i zapominając o celu swojej wyprawy, aż spod bloku.
- Tak i to na wieki wieków Amen – odrzekła już weselszym tonem.
- Ale jak.. to – wydukał przechodząc przez próg.
- Jak? – zdziwiła się – Normalnie – zaśmiała się – Możesz sprzedać wszystko co tutaj jest lub zamieszkać tu – dodała obojętnie.
- Ale zaraz, przecież ty tak nie możesz… nie możesz od tak – pstryknął palcami – zniknąć – powiedział stanowczym tonem.
- Jesteś tego pewien? – spytała zasiewając w nim chwilę niepewności jednocześnie podchodząc do wózka z kuframi. Z gracją położyła dłoń na rączce wózka równocześnie odwracając się w jego stronę.
- A. Za nim ZNIKNĘ – zaczęła, a w jej wolnej dłoni pojawił się zalakowany list. Co dziwne Darin stał po środku salonu, ale wyraźnie bał się podejść bliżej. – Daj to gościowi, który się tutaj zjawi, minutę tuż po moim zniknięciu, będzie w czarnej szacie ministra – powiedziała rzucając mu list, który Darin niezdarnie złapał – A teraz…… ZNIKAM.. ŻEGNAM! – zaśmiała się znikając, a raczej teleportując się, przed jego oczami, a jej śmiech odbił się echem w jego głowie…
Tamtego dnia teleportowałam się na peron dziewięć i trzy czwarte, na którym odebrałam kolejną wiadomość, mianowicie miałam przesłać wszystkie swoje kufry do gabinetu Dumbledora….
Tak też zrobiłam, teleportowałam je, zostawiając jedynie torbę przewieszoną przez ramię.
Weszłam do pociągu.. Pociąg?
Jaki był?
Piękny, staromodny, nazywają go „Expres Howard”.
Przechodząc wąskim korytarzem od razu natrafiłam na wysokiego blondyna o niebieskich oczach i bladej twarzy…
Jakże sławnego wroga Pottera – Draco Malfoya
Nie byłam z tego zadowolona ten egocentryk przepuścił mnie, raczej pozwolił przejść obok siebie….
No cóż jego wyraz twarzy?
Ten sam co w odniesieniu do Pottera i „Szlam”…
Fałszywy, szyderczy, zakłamany uśmieszek..
Usiadłam w pustym przedziale… o czym wtedy myślałam?
Nie pamiętam… chociaż myślałam o Snape’ie o tym czy ma dla mnie kolejne zlecenie.. nie wiem dlaczego, ale głównie od niego dostawałam najlepiej płatne dostawy…
Ostatnio dostarczałam dziwne listy od niego do kolejnego posłańca.. więcej nie wiedziałam… taka moja rola.. dostarczyć i odejść……
A co stało się z Darinem i listem?
Darin oddał list ministrowi magii, a jemu samemu zmodyfikowano pamięć do momentu rozmowy dodając jeden fakt, że pomagał mi przy przeprowadzce….
Zwykła procedura.
Pociąg ruszył ze stacji…
Nie byłam pewna, czy i tam będę mogła normalnie żyć… bałam się reakcji innych, ale spotykając Draco, stwierdziłam, że to jaką istotą jestem, nie wywarło to na nim najmniejszego wrażenia…tak też wtedy myślałam.
No cóż w pociągu do mojego przedziału zajrzało dwóch chłopaków i jedna dziewczyna pytająca: „Wolne?” odrzekłam uśmiechając się „Tak”
Naturalnie, że ich rozpoznałam.. byli to Harry – brunet w okularach, z blizną na czole, Hermiona – jej włosy przeplatały się kolorami ciemnego rudego i brązu, oraz Ron – wysoki, rudy miły, z resztą jak cała trójka, chłopak.
Nie zdążyłam się przedstawić, a Hermiona siadając obok mnie, powiedziała: To ty jesteś, tym posłańcem?” Przytaknęłam.
„ – Ann Rosier? Tak?”
Ponownie przytaknęłam i dodałam; „Widać, że i tu jestem znana?”
„- Tak i to bardzo” powiedział Ron rozpakowując jakąś czekoladkę
„- Dumbledore, wspominał o tobie..” Zaczął Harry starannie ważąc każde słowo. „Ale my już gdzieś się widzieliśmy.”
Spojrzałam na niego uważnie.. starając się przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek przydarzyła się owa sytuacja. Nagle w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka, wręcz piszcząca: „ Departament Tajemnic…! Wtedy to pojawiłaś się na oczach wszystkich i swoimi elfickimi zdolnościami zdołałaś uratować od śmierci Syriusza !”
O mamo.. to teraz mam. Pomyślałam. Nie wiem dlaczego akurat tą sytuację pamiętam najlepiej, może dlatego, że przeżyłam jakikolwiek szok…
Stwierdziłam, że powiem prawdę.
„Tak… w Departamencie Tajemnic, uratowałam twojego ojca chrzestnego” odrzekłam.
Moja odpowiedź wywarła na nich duże wrażenie…
„Teraz pamiętam” wyszeptała Hermiona „Myślisz , że tutaj sobie poradzisz, przecież…”
Wiedziałam o co jej chodzi.
„Wiem nie łatwo jest być półelfem”
„Wiedziałem, że nie bez powodu Ann dysponuje taką mocą” Och ten Ron zawsze chce zaimponować Hermionie
„Ron, to było nie na miejscu.. Ann uratowała Syriusza.. więc należą się jej podziękowania” Rzucił Harry
„I w dodatku uratowała nas wszystkich” dodała Hermiona
„Co powiesz na dołączenie do Zakonu Feniksa?” Spytał Harry
„Syriusz się ucieszy” dodał Ron
Ale nie Snape. Pomyślałam uśmiechając się pod nosem.
„Nie wiem czy to dobry pomysł.. ale mogę wam pomagać” odrzekłam, co prawdopodobnie zadowoliło moich rozmówców.
Cała czwórka siedziała w przedziale zajęta swoimi sprawami. Hermiona czytała „Proroka Codziennego”, Harry i Ron grali w „Szachy Czarodziejów”, a Ann sprawdzała wszystkie dane na „minidysku”. Jestem zbyt ostrożna, żeby pracować z osobami, o których nic nie wiem. Pomyślała dotykając palcem ekran i zjeżdżając w dół strony. Ostatnie zlecenie dostałam od Snape’a… do tej pory zastanawiam się w jaki sposób mnie znalazł..? Nie ważne… Teraz nie wiem czy żałować mojego wyboru.. ale nie tego z Hogwardem… nie…Nagle spochmurniała. Tylko.. nie ważne nie powinnam o tym myśleć. Upomniała samą siebie. „Ale to imię” – Cicho siedź! Krzyknęła do swoich myśli.. „Gabriela.. Gabriela.. Gabriela.. Gabriela..” Cisza! „Gabriela.. Gabriela.. Gabriela..” Mam tego dość! Wyłączyła „minidysk” i schowała go do torby.
- Coś się stało? – Spytał Harry, gdy zobaczył jej zdenerwowaną minę.
- Nie, nic. – odrzekła – Wszystko w porządku – dodała uśmiechając się mile i odruchowo spojrzała na Rona podążając za jego wzrokiem, który nieodparcie zmierzał w stronę zaczytanej Hermiony.
Mogłam się tego domyślić. Pomyślała z lekkim uśmiechem, a Harry, wykorzystując chwilę nieuwagi Rona, zrobił dwa ruchy „królem”.
- Szach mat! – oznajmił triumfalnym głosem jednocześnie wyrywając Rona z „transu”.
Ron otworzył szeroko oczy z niedowierzania.
- Jak to? – zdziwił się analizując całą planszę.
- Normalnie, wykorzystałem twoje „rozproszenie się” – odpowiedział z lekkim uśmieszkiem.
- oszukiwałeś! – krzyknął wyzywająco.
- Wcale że nie – odgryzł się Harry
- A właśnie że tak! – odrzekł Ron nadąsanym tonem.
Nagle Hermiona spojrzała na nich z nad gazety. Jej wzrok krył rozdrażnienie mieszane z kpiną. Pokręciła tylko głową , uznając to za normę w tym wieku – choć mieli po osiemnaście lat – i powróciła do lektury.
Ron siedział z skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami, zły na Harry’ego. Ann patrząc sceptycznie na całą sytuacje, nachyliła się w stronę planszy z zaciekawieniem w oczach.
- Mogę coś zobaczyć? – zwróciła się do Rona
- Proszę bardzo – odrzekł wymuszając miły ton.
Ann przeanalizowała wszystkie możliwe ruchy figur Rona i Harry’ego. Choć nie śledziła ich gry wiedziała jak każdy z nich się poruszał, co musiał zrobić żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu.
Po chwili spojrzała na Harry’ego, później na Rona. Westchnęła.
- Ron – zaczęła a Ron spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. – Przykro mi, ale Harry miał większe szanse na wygraną. – Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie mówiące „Ale jak to?!” – przeanalizowałam wszystkie możliwości ruchów twoich figur, jedynie dałbyś się łatwo pokonać nie chroniąc królowej. W tej partii Harry jest zwycięzcą. – odrzekła prostując się na swoim miejscu.
- Ron pogódź się z tym, że „uczeń przerósł mistrza” – wtrąciła Hermiona składając gazetę i chowając ją do torby podręcznej.
Zastanawia mnie jedno. Zaczęła myśleć. Dlaczego Malfoy aż tak nienawidzi Pottera?...... Swój wzrok zawiesiła na jakimś, wciąż przemieszczającym się punkcie za oknem. Iii czy ma kogoś? W sumie może i by tak łatwo.. no za pierwszym razem nie pójdzie… w szczególności, że od razu mnie znienawidził. Uśmiechnęła się pod nosem. Ma ładne oczy… nawet ten szyderczy uśmiech.. jest taki… ma w sobie to coś… co nikt nie potrafi zauważyć…. Może i blondyn… ale po jego oczach widać że wcale nie głupi. Tipsów nie nosi.. nie farbuje się…
- Ann – z rozmyślań wyrwał ją głos Hermiony – Kiedy postanowiłaś się zapisać do Hogwardu? – spytała z zaciekawieniem w głosie.
- W sumie po odejściu z mugolskiej szkoły nie zamierzałam zapisywać się do jakiejkolwiek innej szkoły. Ale dostałam list od Dumbledore’a i tak jakoś wyszło… można powiedzieć, że rozpoczęłam nowy rozdział w moim życiu. – odrzekła z cichym zamyśleniem w głosie.
- Cały czas chodziłaś do mugolskich szkół – zdziwił się Harry
- Niestety tak… ale.. – nagle urwała, gdyż drzwi ich przedziału otworzyły się, a w nich staną Draco Malfoy.
- Mogę cię prosić na chwilę? – zwrócił się do Ann patrząc na nią uważnym wzrokiem.
- Tak jasne – wydukała rozglądając się czy nie chodzi mu o kogoś innego.
Dziwne… powinnam przestać myśleć, bo zawsze zjawia się odpowiednia do moich myśli osoba. Pomyślała z ironią wychodząc z przedziału i zasuwając za sobą drzwi.
__________________
Koumo-chan
|
|
|
08-04-2010, 13:56
|
#3
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Aug 2010
Posty: 3
|
"Swego ducha dzieli na trzy" Rozdział I cz. III
- O co chodzi? – spytała stając naprzeciwko Draco.
Draco tylko spojrzał na nią z ukosa i jednym lekkim uderzeniem w bark kazał jej iść na przód.
Ann nie chcąc stracić równowagi i panowania nad sobą odwróciła się i poszła we wskazanym jej kierunku, a Draco szedł tuż za nią. Co on taki nerwowy?! Nie ważne… pewnie znowuż ktoś coś ode mnie chce… Skrzywiła się na samą myśl o kolejnej dostawie i targowaniu się o wygórowaną cenę za kurs.
- Jak przejdziemy dwa metry zatrzymaj się przed przedziałem z czerwoną zasłoną – powiedział oschłym głosem.
- Kore ga sukide wa nai* - wymamrotała pod nosem.
- Coś mówiłaś? – spytał z cichym zdziwieniem w głosie.
- Nie nic… głośna myśl – odrzekła a na jego twarzy pojawił się półuśmiech.
Z tego co wiem, to tobie zawsze się coś nie podobało. Pomyślał idąc za nią.
- to tutaj – powiedział kładąc jej rękę na ramieniu.
Przeszedł obok niej i otworzył drzwi rozsuwając czerwoną zasłonę.
Odpowiednim gestem zaprosił ją do środka, gdzie czekał na nią, ku jej zdziwieniu, Snape.
- Nie myślałem, że będziesz aż tak arogancka, że przybędziesz do Hogwardu – odrzekł, gdy Draco zamkną drzwi przedziału stając obok nich.
- Arogancja mi popłaca – odrzekła siadając naprzeciwko Snape’a, który uśmiechnął się nie mile.
- W sumie teraz będę miał same korzyści. – zaczął – Ty jesteś tylko posłańcem, więc nie będziesz mogła nikomu powiedzieć do kogo dostarczasz listy… W ten sposób Potter i reszta nie odkryją kim naprawdę jestem.. Co? Prawie jak tajemnica spowiedzi? – zadrwił, a na jej twarzy pojawił się kaprys złości.
- Zawsze ową tajemnicę mogę złamać – odrzekła spokojnie przechylając głowę na bok jednocześnie uśmiechając się złośliwie.
- Wtedy to by unieważniło umowę i punk dwieście cztery z paragrafu siedemnastego o ochronie danych klienta. – wyrecytował głosem pewności siebie.
- Ale wiesz, że nawet w kodeksie można znaleźć haki? – spytała, upewniając się czy Snape zna cały kodeks.
- To nie jest możliwe – odrzekł z drwiną w głosie.
- Nie ? – zdziwiła się – To posłuchaj tego: punkt trzysta pięć z paragrafu czterysta szóstego o ochronie życia. „Jeśli życie klienta, odbiorcy lub osoby trzeciej, osób trzecich będzie w jakikolwiek sposób zagrożone, doręczyciel ma prawo i obowiązek powiadomić o to odpowiednie władze. Jeśli nie będzie to możliwe ma prawo i obowiązek powiadomić o tym swojego klienta, odbiorcę lub osoby trzecie, osobę trzecią o zaistniałym zagrożeniu” – wyrecytowała zakładając nogę na nogę, a czubki czarnych glanów na chwilę zalśniły w blasku zachodzącego słońca. – Co ty na to Snape? – spytała a na jego twarzy pojawiło się zmieszanie i zniesmaczenie. – Zawsze mogę cię pogrążyć.. wystarczy źle złożone zdanie, czytanie między wierszami, spóźnienie się z zapłatą, grożenie mi i tego typu rzeczy, a wszyscy dowiedzą się kim jesteś – odrzekła wstając na równe nogi – A jeśli nic dla mnie nie masz, pozwól że wrócę do swojego przedziału – dodała odsuwając drzwi.
- Jeszcze się z tobą policzę – syknął Snape, a Ann zatrzymała się i spojrzała na niego drwiącym wzrokiem.
- Wiem nie będzie łatwo, ale wytrwam.. akurat eliksiry to mój konik – odrzekła przesłodzonym głosem i wyszła z przedziału zamykając drzwi.
Pobieżnie spojrzała na Draco, który stał obok.
To już wiem dlaczego jest jego pupilkiem. Zadrwiła w myślach i ruszyła w stronę swojego przedziału. Jeszcze okaże się że się yaoicują.. a ja umrę w butach. Zaśmiała się cicho.
Lepiej się pospieszę, bo pewnie Harry i Ron rozgrywają kolejną partię szachów. Pomyślała przyspieszając kroku.
Po chwili znalazła się obok swojego przedziału. Westchnęła i otworzyła drzwi, weszła do środka zamykając je za sobą i zasuwając zasłony. Usiadła na swoim miejscu.
- Co Malfoy od ciebie chciał? – spytał Ron zauważywszy jej zmęczoną minę.
- Nie Malfoy, tylko Snape… Malfoy robił za posłańca – odrzekła, a na ich twarzach jak i na twarzy Ann pojawiły się kpie uśmieszki.
- Cały Malfoy – odrzekła cała trójka.
- To Snape jedzie tym pociągiem? – zdziwiła się Hermiona
- Tak niestety… - odrzekła Ann.
- Więc co Snape chciał od ciebie? – spytał Harry
- Chciał tylko się upewnić, że nadal pracuje jako dostawca.
- Ale jest jeszcze coś. Prawda? – spytała Hermiona
- Tak, ale o tym opowiem później, jak już będę miała stuprocentową pewność co do odbiorcy
- To Snape korzysta z twoich usług? – zdziwił się Ron i odłożył fioletową fasolkę do pudełeczka.
- Tak. I to już od bardzo dawna, ale do tej pory nie wiem, do kogo są te listy – odrzekła z zamyśleniem.
- No cóż, ja nadal myślę o Snape’ie jak o śmierciożercy – powiedział Harry.
- Nie wątpię w to. Ale nie masz na to dowodów – uświadomiła mu Ann.
- Harry, Ann ma rację… - zaczęła Hermiona – A na dodatek Dumbledore mu ufa – powiedziała poważnym tonem.
- Póki co będę dla niego pracować. – spojrzała w okno, a później popatrzyła na całą trójkę – I postaram się dowiedzieć, czy Snape rzeczywiście przeszedł na stronę Dumbledora czy od tych kilkunastu lat nie jest szpiegiem Voldemorta – odrzekła, niemo wymawiając ostatnie słowo.
Cała podróż do Hogwardu przebiegła pomyślnie
Nie licząc spotkania z Snape’m…. Ale przynajmniej nie zna on całego kodeksu.
No cóż.. ale nadal nie czuję się tutaj bezpieczna
Wysiadłszy z pociągu cała trójka nalegała, żebym poszła z nimi przywitać się z ich przyjacielem…
Hagrid, to miły półolbrzym… wiem że będę mogła liczyć na jego pomoc w różnych sytuacjach.
Nie wiem dlaczego… ale cały czas myślałam o Malfoyu.. „ale dlaczego?”
Zastanawiałam się
No cóż…
Powozami dotarliśmy do zamku na ucztę. Najpierw do domów zostali przydzieleni pierwszoklasiści.
Dziwne dzieci w świecie czarodziejów rozpoczynają naukę w wieku jedenastu lat…
Tak, tak powinnam to wiedzieć bo należę do tego świata.. ale niczym zmieniłam imię.. och znów o tym myślę…
Ale jak zaczęłam muszę skończyć.
Niczym zmieniłam imię… i wyjechałam do Anglii
Mieszkałam w Bułgarii, a tam dzieciaki rozpoczynają naukę w wieku dwunastu lat..
A i jeszcze od siódmego do dwunastego roku życia uczą się w domu..
W moim byłym domu, gdy ukończyłam czwartą klasę,
Gdyż byłam i jestem niezwykle uzdolniona, zaproponowano mi żebym zarabiała na życie jako dostawca…
Nic wielkiego, ale za to jakie pieniądze, które do dziś są mi bardzo potrzebne..
Moi rodzice byli odmiennego zdania… nie chcieli o tym słyszeć…
W moje piętnaste urodziny podjęłam decyzję…
Rodzice się ode mnie odwrócili
Ja zmieniłam imię i nazwisko wyjechałam do Anglii i postanowiłam chodzić do mugolskiej szkoły.. w której myślałam że zwariuje…szkołę zmieniałam chyba z dziesięć raz aż w końcu jak pisałam na początku postanowiłam odejść i nie uczęszczać do jakiejkolwiek możliwej szkoły..
Rok mieszkałam w normalnej dzielnicy ale ze względu na „dziwne wydarzenia” przeprowadziłam się…
W pierwszy wieczór podzieliłam się tym z Harry’m Hermioną i Ronem.. chciałam być z nimi szczera…
O dziwo zaakceptowali to……
___________________________________________
*Kore ga sukide wa nai – z jap. Nie podoba mi się.
__________________
Koumo-chan
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:36.
|
|