[Z]Luna i obraz z siódmego piętra
Luna lovegod siedziała na poręczy schodów i rozmyślała co dziś robić.Podchodzi do niej Hermiona i mówi:
-Hej Luna może pomożesz mi w robieniu czapek dla skrzatów domowych?
-Nie dzięki wole juz siedzieć zakuta w kajdanki-odpowiedziała z grymasem-zresztą musze jeszcze coś zrobić,pa.
-No hej!
Luna szybko pobiegła do schodów ,które zaniosłu ją na 7 piętro.
-O mamy gościa sir Lancelocie-wykrzyknął stary obraz-Młoda panna Lowegod, tak?
-E? tak-odpowiedziała nie pewnie-nigdy was tu nie widziałam.
-No tak , bo my pojawiamy się tylko tak gdzie uczniowie się nudzą , a jak im nudno to dajemy różne roboty-odchrząknął sir Lancelot.
-Hej to niesprawiedliwe, ja sie przez was na eliksiry spuźnie-
wrzasnęła Luna.
Obrazy powiedziały co ma zrobić, najpierw wypoleruje rame sir Lancelota i sir Bereta ,a pózniej będzie mogła iść na lekcje.Gdy skonczyła prace pobiegła na eliksiry, odrazu poczuła falę chłodu po plecach.
-Ravenclaw traci 5 punktow, za spużnienie panny Lovegood-syknął Snape.
Luna postanowiła juz siedzieć cicho żeby nie narazić swojego domu na kolejne odjęcie punktow.Po eliksirach poszła na opiekę nad magicznymi zwierzętami,potem na transmutację, a jeszcze puźniej na zaklęcia, gdy skończyła lekcję to udała się do swojego dominatorium.
-Ach-krzyknęła.
-Młoda panno, wyczyściłaś mnie nie dokładnie -powiedział spokojnie sir Lancelot.
-Ale-cicho powiedziała Luna.
-Żadnego ale, czyść już.
Luna obudziła się i zrozumiała ,że to był tylko sen...
PS.wiem ,że jest beznadziejny ale nie śmiejcie się ze mnie:no:
|