Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 10-09-2009, 14:20   #1
narcyza1117
Niepoprawny marzyciel
 
narcyza1117 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: ZAPOMNIALAM
Posty: 34
Domyślnie Tacy inni a jednak tacy sami

Mamy rok… no właśnie, który?? Dla nas czarodziejów uciekające lata nie liczą się. Jedyne co mogę bliżej napisać o obecnym czasie to, to że minęło około 5 lat od pamiętnej ostatecznej bitwy o losy wszystkich istot z Lordem Voldemortem. Walka pochłonęła wielu, ale w sercach ich bliskich żyć będą po wieczne czasy. W tym boju nie mogło zabraknąć Potężnej Trójcy, czyli Harryego Pottera, Hermiony Granger i Rona Wesleya. Walczyli do ostatnich sił, aby zwyciężyć, ale też żeby polec, a raczej jedna z tych osób. Cała Trójca przeżyła, ale Hermiona bojąc się nadchodzącego jutra, uciekła po bitwie niezauważona, aby samej borykać się z tym, co w jej sercu, duszy i pamięci pozostawiła walka. Gdy po dwóch latach nie odnaleziono żadnego śladu świadczącego o jej życiu, uznano ją za martwą i postawiono symboliczny nagrobek wśród tak wielu na Cmentarzysku Poległych I Oddanych na skraju Zakazanego Lasu, a w sercach przyjaciół pozostawiając wielka ranę po swoim odejściu.

Tymczasem Hermiona Granger żyła od 5 lat w samotności, w małej kamieniczce na przedmieściach Londynu, w wynajmowanym mieszkanku, coraz bardziej zapadając się w mroki swej duszy. Nie była już tą piękną kasztanowłosą dziewczyną, która tryskała energią i garnęła się do pomocy i nauki. Stała się cieniem samej siebie. Dawny błysk jej piwnych oczu znikł, była chuda, a kości prawie wystawały spod skóry, krótko mówiąc popadła w skrajną anoreksję i anemię. Włosy w nieładzie, pokudlane i zmatowiałe. Była w opłakanym stanie nie licząc na pomoc, która nigdy nie nadeszła i chcąc, aby śmierć wkroczyła w progi jej nędznej egzystencji. Nie wiedziała, że jej biologiczna matka, która oddała za nią życie, które jej wrócono, czuwa nad nią i poprzez czarnowłosą czarownicą z prostokątnymi okularami, i ducha pewnego sympatycznego, srebrnowłosego staruszka z niebieskimi oczami wyglądającymi z ciepłem, dobrodusznością i troską zza okularów-połówek, prześle jej pomoc i nieświadomi pomoże nie tylko córce, ale i samemu pomagającemu.

Jednakże nie wyprzedzajmy zdarzeń.

Był właśnie pierwszy tydzień wakacji i z całego Hogwartu pozostały tam tylko trzy osoby: pani dyrektor Minerwa McGonagall, mistrz eliksirów Severus Snape oraz przeklęty przez uczniów woźny.

Severus Snape, który jest wysokim chudym mężczyzną, o nieodgadnionym wyrazie twarzy z czarnymi oczami i włosami tego samego koloru, przemierzał właśnie z zawrotną prędkością korytarze szkoły, wściekły na dyrektorkę, która nie dała mu spokoju nawet we wakacje. Mistrz Eliksirów to były Śmierciożerca, który w swoim życiu dokonał trochę dobrego, o czym miał wkrótce sobie przypomnieć. Uosobienie obojętności, zimny mur ludzki pozbawiony pozytywnych uczuć. Gdy doszedł do posągu , za którym znajdował się gabinet dyrektorki, był bardziej wściekły niż gdy opuszczał swoje mieszkanie. Wypowiedział hasło i nie pukając (jak zwykle) wparował jak burza do jej pokoju, czego o dziwo zaczął żałować, gdy zobaczył przerażoną minę kobiety, którą gościła McGonagall i karcący wzrok ducha poprzedniego dyrektora Hogwartu – Albusa Dumbledore’a. Dziwiąc się, że po tylu latach jego sumienie dało znać, że istnieje, ukradkiem przyjrzał się gościowi, podążając do krzesła wskazanego przez dyrekcje. Kogoś nawet zaczęła mu przypominać, a nawet dwie osoby, ale odgonił te myśli i rozsiadł się wygodnie w fotelu przy mahoniowym biurku i jak gdyby nic się nie stało rzucił:

- Witaj Minerwo, dzień dobry Albusie. Mogę się dowiedzieć co jest aż tak pilne, że wywalacie mnie o 6 rano z łóżka we wakacje?? – zadał pytanie tak ironicznym, a zarazem wściekłym tonem, że najodważniejszym uśmiech zszedłby z buzi, ale na dyrektorze nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo za życia już się do tego przyzwyczaił.

- Witaj Severusie. Przepraszamy, że Cię zbudziliśmy, ale to bardzo ważna sprawa. Chodzi o pannę Granger… - nie dokończyła, ponieważ profesor mu przerwał.

- Tak, a dlaczego martwa osoba, jeszcze w dodatku chodząca i denerwująca za życia Hogwardzka Encyklopedia ma być tak ważna, żebym nie mógł się wyspać!! – wrzasną tak, że nawet obrazy pouciekały ze swoich ram.

- Ona nie jest martwa, ona żyje. – bardzo cichym i załamanym głosem, po raz pierwszy od jego przyjścia, odezwała się kasztanowłosa i piwnooka kobieta, którą przeraził swym nieoczekiwanym wejściem. Gdyby nie cisza, która zapanowała w pokoju po wybuchu Snape, nie byłoby jej nawet słyszeć.

- Czy ja mam problem ze słuchem… - teraz to Albus przewał jemu.

- Nie Severusie, nie masz z nim problemu. Przedstawiam Ci panią Ester Dager, biologiczna matkę panny Granger, która została zamordowana… - widząc, że profesor znów chce mu przerwać spiorunował go wzrokiem dając do zrozumienia, żeby lepiej tego nie robić. – przez samego Voldemorta, aby chronić przed nim córkę. Ze względu na Potęgę Kryształu Koronnego, którym operuje jej rodzina, mogła powróci z ich mała pomocą, ale zdołała tego dokonać bardzo niedawno.

- To wiele wyjaśnia. – powiedział Snape z sarkazmem, nie chcąc pokazać, że pamięta tą kobietę ze swojej przeszłości i działalności jako Śmierciożerca. – Ale będę szczery. I tak nie wiem do czego zmierzamy… - mimo dalszego sarkazmu pani Dager odważyła się mu przerwać.

- Moja córka nie wie nic o moim istnieniu, chyba że ma jakieś nikłe wspomnienie ze wczesnego dzieciństwa ze mną związane. Nie mogę jej jeszcze powiedzieć prawdy, ponieważ ani ja ani ona nie jesteśmy na to gotowe. Jednakże jest ona w poważnym stanie i chcieliśmy, abyś jej pomógł. – kto by pomyślał, że ktoś jest w stanie tyle powiedzieć za jednym zamachem. Ale i to nie miało porównania z tym co miało zaraz nastąpić.

- Że co?! Nie ma mowy!! Nawet nie próbujcie mnie zmuszać, bo i tak tego nie zrobię!! Co ja na niańkę jakiś przemądrzałych smarkul wyglądam?? – po tej wypowiedzi wstał i ruszył wściekły do drzwi. Gdy miał już je otworzyć poczuł, że czyjaś ciepła dłoń chwyciła go i wsunęła mu jakąś kartkę, a następnie usłyszał łamiący się kobiecy głos pełen bólu, rozpaczy i miłości:

- Nie po to ocaliłeś jej życie, gdy była mała, aby teraz je straciła. Błagam pomóż jej. – i nim się spostrzegł wyszła. To co wypowiedziała Ester wprawiło Severusa i dyrektorów w niemałe osłupienie.
Po chwili dotarło do niego, że stoi stale w gabinecie dyrektorki, więc ruszył do swych komnat. Mimo że wypowiedź Ester wstrząsnęła i zadziwiła jego, Albusa i Minerwę, on dobrze wiedział, o czym ona mówiła.

Do dzisiaj pamiętał rozmowę z niejaką Ilijaną Ilinojs, a raczej z jej duchem, który przekazał mu informacje o zagrożeniu, mimo że był Śmierciożerca. Na początku nie chciał tego zrobić, do czasu, gdy nie usłyszał, że pani Dager jest siostrą Lili Evans. Dopiero po trzech latach dowiedział się, że prawda jest taka, iż matka Hermiony była jej szwagierką. Gdy usłyszał imię ukochanej, którą niechcący wydał swojemu panu na śmierć, wiedział, co powinien zrobić. Poszedł do Ester i ją ostrzegł, a ona jakby nigdy nic, nie pytając się o zgodę, dała mu swoją córkę do potrzymania i poszła spakować kilka rzeczy. Nie wiedział wtedy, co ma z dzieckiem począć. Bał się, że dziecko zacznie ryczeć i wrzeszczeć w niebogłosy, a ono otworzyło tylko oczy, uśmiechnęło się do niego i wtuliło się w jego szatę na klatce piersiowej, jakby nie znało strachu i się go nie lękało. Taka krótka chwila, a wryła się w pamięć. Do samego końca bał się, że On się o tym dowie i go zabije za udaremnienie mu zemsty, ale nic się takiego nigdy nie stało.

Dopiero teraz spostrzegł, że jest przed drzwiami swoich kwater, więc wypowiedział hasło, podszedł do barku, wziął szklankę Ognistej i rozsiadł się w fotelu przy kominku, w którym trzaskał wesoło ogień.

Gdy zaczął myśleć, dlaczego wcześniej nie dostrzegł w Hermionie tak porażającego podobieństwa do matki, ujrzał na stoliku pewien album, który na pewno nie był jego, bo po prostu nie posiadał takich zbędnych rzeczy. Zaczął go przeglądać i dostrzegł na każdym z nich, co najmniej dwie postacie: młodą, uśmiechniętą i rozradowaną kobietę i małe dziecko, od którego biła aura inteligencji. Gdy oglądał zdjęcia doszedł do wniosku, że już wie, co zrobi, tak jak przed 21 laty z hakiem. Nagle spośród stronnic albumu wypadła jakaś pojedyncza fotografia, a gdy ujrzał, co przedstawi aż go zamurowało. Był na nim on sam, a na rękach trzymał małą dziewczynkę, która wtulała się w niego. Nie miał pojęcia jak to możliwe, że takie zdjęcie istnieje, ale jeśli w gabinecie miał wątpliwości, teraz one się ulotniły. Na odwrocie fotografii było napisane ładnym kaligraficznym pismem:

„Ona oddała Ci wtedy swoje życie. Nie odbieraj jej tego, bo może sam w końcu odnajdziesz swoje.”
__________________
W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę


Cnota hamulcem rozwoju.


Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.


Nie pójdę do nieba bo mam lęk wysokości.


Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem.
narcyza1117 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-09-2009, 14:21   #2
narcyza1117
Niepoprawny marzyciel
 
narcyza1117 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: ZAPOMNIALAM
Posty: 34
Domyślnie

Nie wiedział jak długo gapił się na zdania, ale z tej całej zadumy wyrwały go pewne myśli: „Skąd ja znam to pismo?? A tak na marginesie to, co się ze mną dzieje?? Tyle lat byłem obojętny jak mur, a wystarczyło kilka zdjęć, dwa napisane zdania i słowa tej całej Dagerówny, żebym się zmienił.”

Po krótkim zastanowieniu postanowił, że jeżeli pomoc ma dotyczyć tylko zdrowia fizycznego i jej ją udzieli i na tym koniec.

Gdyby wiedział jak bardzo się myli…

Tymczasem w małej sypialni leżała kobieta, a raczej to, co z niej zostało. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Jej ciałem wstrząsały niemiłosierne skórcze, a wszystkie mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Nagle poczuła, że opada w nicość. „A więc Śmierć wreszcie po mnie przyszła.” I z tą myślą straciła przytomność.
Severus przebrany w mugolskie rzeczy, czuł, że czegoś zapomniał, i że cos jest nie tak, co go niepokoiło. Nagle przypomniał sobie, że nie wie gdzie jej szukać, aż dostrzegł karteczkę, która pognieciona leżała na stoliku. Sprawdził i ujrzał zapisany adres wraz z imieniem i nazwiskiem: Anastazja Gerad. „Oryginalne”. Mimo odnotowanego adresu nadal był niespokojny, więc nie tracąc czasu szybko udał się do byłej uczennicy. Po 15 minutach stał pod drzwiami jej mieszkania. Zapukał, ale odpowiedziała mu głucha cisza. Za trzecim razem otworzyły się drzwi, ale za nim:

-, Jeśli ma pan klucze, to niech ich pan użyje. Od jakiś 3 tygodni ona nie ruszała się z domu.-Poinformowała go starsza kobieta, sąsiadka Hermiony.

- To skąd pewność, że żyje?- Inteligentnie zagadną Snape.

- Bo co jakiś czas słychać stamtąd jęki i szlochy. No, ale to nie moja sprawa. – I zamknęła swoje drzwi.

- Troskliwa sąsiadka. – Zaśmiał się ironicznie pod nosem.

Rozejrzał się po korytarzu, wyciągnął różdżkę, wypowiedział tak dobrze mu znaną formułkę i wszedł do środka. Jego oczom ukazał się totalny chaos. Porozbijane naczynia, brudna kuchnia i multum kurzu. Chociaż łazienka była w miarę czysta. Po zlustrowaniu jednak tych pomieszczeń nigdzie nie znalazł Granger, więc pomaszerował do sypialni, gdzie stanął jak wryty, a bardzo rzadko mu się to zdarzało. Pierwsze, co zobaczył to olbrzymie łóżko, a na nim cholernie chudą postać, która leżała jak martwa, blada i sztywna, jednakże dawała pewne oznaki życia. Gdy podszedł do łóżka dostrzegł, że jest ona wycieńczona i odwodniona, co wyjaśniło jej nieprzytomność. Wielu na ten widok wybiegłoby z krzykiem, ale on jak zawsze opanowany, wziął się do roboty. W końcu widział ludzi w znacznie gorszym stanie. Podał jej eliksir, który miał uzupełnić wszystkie braki i odwalić całą robotę za jej osłabiony system. Wiedział, że wystarczy tylko 10 minut, aby wszystko zaczęło się normować, więc postanowił znaleźć wodę zdatną do picia i jakąś szklankę, aby podać jej następne eliksiry. Gdy wrócił spojrzał na budzik stojący przy łóżku i postanowił już ją obudzić. Chciał nią potrząść lub coś w tym stylu, ale po raz kolejny tego dnia coś go tknęło i wybudził ją jednym prostym zaklęciem.

Gdy Hermiona zaczęła kojarzyć gdzie jest, dostrzegła twarz postaci, która stała nad nią i aż krzyknęła z przerażenia.

- Co… co pan… jak ty… drzwi – widać było, że ciężko jej sklecić zdanie z wrażenia.

- Zachowujesz się Granger jakbyś zobaczyła upiora. – Uśmiechnął się ironicznie na widok jej miny, co spowodowało, że mała wątła postać wzięła się w garść:

- Co pan tu robi?! Kto pana wpuścił?! – Krzyknęła histerycznie i próbowała wstać, ale nie dała rady i skończyła na podłodze nie mając siły już się podnieść.

- Po pierwsze: nie krzycz, bo bardziej się osłabiasz. Po drugie: zostajesz w łóżku, bo jak zapewne sama zauważyłaś, nie jesteś nawet w stanie stanąć… - chciał mówić dalej, ale wściekła i zarazem bezradna Hermiona mu przerwała:

- Będziesz mnie tak dalej pouczał czy pomożesz mi wstać, bo jak sam trafnie spostrzegłeś nie mam na to siły.

Zrobiło jej się głupio, że Stary Nietoperz widzi ją w takim stanie, traktuje jak jakiegoś tępego uczniaka, a tym bardziej, że go prosi o pomoc. Pod wpływem tego upokorzenia łzy zaczęły napływać jej do oczu, ale ona starała się je powstrzymywać. „Nie będę się dłużej przed nim upokarzać.”

On w tym samym czasie poczuł wyrzuty sumienia (o dziwo), bo mimo wszystko był z lekka ostry, za ostry. „Co się zemną dzieje, że się przejmuje tym przemądrzałym bachorem??” Jako osoba spostrzegawcza, dostrzegł, że jej oczy robią się szkliste, więc bez zbędnych docinek wziął ją delikatnie na ręce i ułożył powrotem na łóżku zastanawiając się jak mało ona waży. „I tak się zaraz dowiem.”
__________________
W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę


Cnota hamulcem rozwoju.


Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.


Nie pójdę do nieba bo mam lęk wysokości.


Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem.
narcyza1117 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-09-2009, 14:22   #3
narcyza1117
Niepoprawny marzyciel
 
narcyza1117 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: ZAPOMNIALAM
Posty: 34
Domyślnie

- Skoro zadałaś już pytanie skąd się tu wziąłem, informuję, że dostałem zadanie doprowadzić Cię do porządku, więc jeśli główkujesz jak mnie wywalić to lepiej zrezygnuj, bo nawet duch Dumbla mnie obsztorcował za odmowę, bo jakoś nie uśmiecha mi się przebywanie w tym mieszkaniu. A wpuściłem się sam. W końcu jesteśmy czarodziejami i zamki w drzwiach nie stanowią zbytniej przeszkody.

„Sarkazm i ironię to on już chyba ma we krwi” pomyślała smętnie Miona, a na głos, nie pozbywając się wściekłości powiedziała:

- A co was, cholera jasna, obchodzi moje życie?! Nie potrzebuję niczyjej pomocy, a zwłaszcza kogoś takiego jak ty!! – I zamachnęła się poduszką, która i tak do niego nie doleciała.

- Aha, tylko dlaczego nikt tego nie widzi??

Jego kąśliwe uwagi zaczęły działać jej na nerwy, więc wolała nie odpowiadać.

- No, wiedziałem, że w końcu się poddasz. A teraz bądź tak łaskawa i powiedz ile ważysz.

Hermiona spiorunowała go wzrokiem.

- A co cię to obchodzi?! Odwal się od mojego życia prywatnego!!

- To człowiek stara się być miły, a nawet podzięki nie dostanie. – I posłał jej jeden z bardziej ironicznych uśmiechów.

- Hahaha. Ja Cię tu nie zapraszałam. – I po krótkiej pauzie – 31.

- Co 31?? – Spytał zdezorientowany Severus.

- Jasny gwint. Pytałeś ile ważę, więc Ci mówię, że 31 kilogramów.

„Dziwne, że Snape czasami jest tak mało domyślny.”

- Że ile ty ważysz?! Ile czasu trzeba nie jeść, żeby doprowadzić się do tak niskiej wagi?!

Jeśli Stary Nietoperz sądził, że już nic go nie zaskoczy, to teraz musiał sobie samemu przyznać jak bardzo się mylił.

- Pan by potrzebował jakieś 5-6 miesięcy. – Odparła przyglądając się Snape’owi badawczym wzrokiem. – Ja potrzebowałam jakieś 1,5 może 2 miesiące. – I uśmiechnęła się niewinnie, w duszy śmiejąc się jak wariatka z miny Mistrza Eliksirów, a ten aż usiadł z wrażenia.

- Za co mnie się tak karze? – Spytał się, wznosząc oczy w górę.

- No cóż, jeśli miałabym odpowiedzieć na to pytanie, to odpowiedź byłaby bardzo obszerna, ale tak w skrócie…

- Nie potrzebuję twojej opinii na swój temat. Nic o mnie nie wiesz. – Odparł jadowitym tonem, a mówiąc to podszedł do niej ze szklanką, do której wlał już odpowiednią ilość eliksiru wzmacniającego.

- Hmm. Wiem o tobie więcej niż sądzisz. – Szepnęła sobie pod nosem.

- Skoro mam cię przywrócić do zdrowia, to lepiej od razu zacząć. Wypij to. – Podał jej szklankę i patrzył jak wypija jej zawartość, mimo że ręka trzęsła jej się niemiłosiernie.

„Pomoc jej chyba będzie trudniejsza niż myślałem. Mam tylko nadzieję, że Granger nie będzie mi tego utrudniała, bo chciałbym mieć jeszcze trochę wakacji. Ale sprzątać jej w domu nie będę. Będzie trzeba to zlecić jakimś skrzatom albo poczekać aż sama będzie w stanie tego dokonać.” Z tych myśli wyrwał go brzdęk odkładanej szklanki i miarkujący się oddech jego podopiecznej. Spała, więc pozbierał swoje rzeczy i wrócił do Hogwartu, mając nadzieję, że nie będzie musiał zdawać raportu dyrce z tego jak wypadła wizyta.
Wchodząc do szkoły starał się nie robić hałasu i ucieszył się, gdy bez problemu dotarł do swych kwater. Gdy opuszczał mieszkanie Granger doszedł do wniosku, że będzie musiał uwarzyć więcej eliksiru wzmacniającego. Po przebraniu się w szaty robocze, sprawdził, jakich jeszcze eliksirów brakuje w jego zbiorze i w Skrzydle Szpitalnym. Z całym spisem wrócił do siebie i zabrał się za warzenie eliksirów. Uznając, że jeszcze kiedyś mu się przyda to relaksujące go zajęcie, zostawił sobie trochę pracy na później, a to, co zaplanował na dzisiaj skończył, gdy dochodziła 16 godzina. Zabrał się za sprzątanie resztek wstawiając fiolki z eliksirami do gablotki i po przez kominek poprosił o obiad, na który składały się same oryginalne dania, co bardzo zaskoczyło skrzata, który przyszedł z tacą. Severus od razu zabrał się za pałaszowanie smakołyków, ponieważ z powodu tego całego zamieszania nic jeszcze w dniu dzisiejszym nie jadł.

- Panie profesorze… - zagadnął cicho stwór.

- Hmm? – Nietoperzowaty Postrach Hogwartu dał znać, że słucha.

- Pani dyrektor poprosiła abym zajął się czystością mieszkania panny Granger oraz żebym panu przekazał, że chce pana widzieć u siebie w gabinecie po zjedzeniu obiadu. – wyrecytował skrzat i nie czekając na odpowiedź opuścił salon.

- Cholera, a już myślałem, że mnie dzisiaj to ominie.
__________________
W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę


Cnota hamulcem rozwoju.


Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.


Nie pójdę do nieba bo mam lęk wysokości.


Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem.
narcyza1117 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-10-2009, 17:54   #4
Hermiona26
Praktykant Voodoo
 
Hermiona26 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Lokalizacja: Kraków ; )
Posty: 861
Wyślij wiadomość przez Skype&trade do Hermiona26
Domyślnie

Fajny FF
W większości nie lubie takich FF ale to mi się spodobało. xD
__________________
"Bo miłość, to żaden film w żadnym kinie, ani róże, ani całusy małe - duże, ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze..."
Hermiona26 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
WWE, czyli Batista i inni. DeathlyFly Inne 29 12-30-2009 11:42
'' Dumbledore jednak zły '' palec Kosz 16 11-14-2009 15:07
Dormitoria- gdzie śpią inni.. ? Patka-wariatka Kosz 12 04-27-2008 17:59
INNI mk Kosz 6 02-04-2008 01:19
Aktorzy z HP i inni !!!!!!! Matilda Felton Kosz 8 08-30-2007 00:04


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:52.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.