James, myślę, że to był jeden z ludzi Voldemorta...
Autor:
Majuneczka77
Część I
Ostatni tydzień był bardzo burzliwy i niespokojny. Było tak, jak by ktoś ich obserwował, jak by coś miało się wkrótce wydarzyć.
Był to wieczór. Młoda para przebywała w sypialni, a obok nich w kołysce leżało małe dziecko. Rozmawiali, chodź było już bardzo późno, pewna sprawa nie dawała im od pewnego czasu spokoju.
-James kochanie mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego tak długo nie widzieliśmy już Petera Pettigri?
-Lily muszę Ci przyznać, że mnie także martwi, dlaczego go tak długo już nie widzę. Teraz, gdy Voldemort jest tak niebezpieczny, my jako przyjaciele powinniśmy trzymać się razem. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Myślę, że po tym jak się tu wprowadziliśmy Peter nie może nas odnaleźć.
W tym samym momencie podszedł do okna i zobaczył, że ktoś lub coś ucieka w stronę parku.
-Lily zostań tu ja muszę na chwilę wyjść.
-Ale James, poczekaj. Co, co się stałor30;?
Nie zdążyła jednak nic dodać, ponieważ Potter był już po za drzwiami mieszkania. Jednak nim zdążył wybiec to coś lub ten ktoś zdążył już uciec. Kierując się z powrotem w stronę mieszkania James obiecał sobie, że dopóki nie wyjaśni się ta sprawa, nie będzie o niczym mówił Lily.
-Mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego tak szybko wybiegłeś z domu?! Czy coś się stało?!- Dopytywała się niespokojna i zaniepokojona Lily.
-Nie kochanie- Skłamał James.
-Myślałem, że obok naszego domu przechodzi Peter, ale okazało się, że to zwykły mugol.
- Bardzo się wystraszyłam! Obiecaj mi, że już więcej nie zrobisz czegoś takiego!
-Obiecuje- Powiedział, James, chodź wcale nie był tego pewny.
Przez zamieszanie, które spowodował James obudził się Harry- syn Potterów. Jednak, gdy Lily przytuliła go do siebie, nagle zasnął.
Na następny dzień Potterów odwiedził Albus Dumbledor. Nie była to jednak wizyta gościnna. Dumbledor miał bardzo poważną minę i wyglądał tak jak by miało się coś stać, jak by coś wisiało w powietrzu.
- Dzień dobry- powitali Dumbledora Potterowie.
- Dzień dobry- powitał ich Albus, jak zawsze swoim spokojnym głosem, lecz dzisiaj można było w nim wyczuć strzęp niepokoju.
- Miło pana przywitać w naszych skromnych progach.- Oznajmił James, lecz w tej samej chwili Dumbledor przerwał mu i powiedział:
- Lily, James jesteście w niebezpieczeństwie. Lord Voldemort coraz szybciej tworzy swoją armię, która miałaby nam się sprzeciwić. Swoją obecnością zaniepokoił już wielu czarodziei. Wielu z nich nie chciało z nim współpracować i chyba sami wiecie, że za to sprzeciwienie się mu ponieśli śmiertelną karę. Jednak niewielu zgodziło się przejść na jego stronę możliwe, że ze strachu, lub z własnej woli. Myślę, że zdajecie sobie sprawę, że wkrótce Voldemort przyjdzie i do was?
- Ależ Dumbledorze!- Krzyknął oburzony James.
- My na pewno nie przejdziemy na stronę Voldemorta- Dodała oburzona Lily.
- Oczywiście, oczywiście rozumiem i jestem tego świadom, ale jak wiecie od pewnego czasu nie jesteście na tym świecie sami. Macie syna, syna, który potrzebuje waszej opieki. Jeśli Lord Voldemort przyszedłby tu, Harry mógłby stracić rodziców. Dlatego chciałbym wam w pewnym stopniu pomóc ochronić Harrego. Mógłbym zabezpieczyć wasz dom kilkoma czarami?
- Nie widzę przeciwwskazań.- Powiedziała Lily, po czym James dodał:
- Ja także nie mam nic przeciwko temu.
Po tych słowach Albus wstał. Przez chwilę wypowiadał formuły zaklęć w pokoju, w którym wszyscy się znajdowali. Po chwili jednak wyszedł przed dom, gdzie także rzucał zaklęcia, lecz bardzo dyskretnie by mugole niczego nie zauważyli. Wróciwszy powiedział:
- Teraz już wszystko powinno być w porządku. Mniej my nadzieję, że Voldemort szybko się tu nie pojawi. A tak na marginesie: Powiadamialiście kogoś o tym, gdzie mieszkacie?
- Wedle obietnicy Dumbledorze nikomu nie mówiliśmy.- Powiedziała Lily.
- A więc bardzo dobrze. No myślę, że największy czas się pożegnać. Myślę, że jutro znów was odwiedzę.
- E...? Dumledorze to ja Cię odprowadzę.- Powiedział, James i dodał:
- Lily za chwilkę wracam.
Po wyjściu z mieszkania James opowiedział Dumbledorowi, co widział w poprzedni dzień wieczorem. Albus jednak był zaniepokojony tą sytuacją i po chwili przemyślenia powiedział:
-James myślę, że to był jeden z ludzi Voldemorta. Zastanowię się, co zrobić w tej sytuacji. Myślę, że dla bezpieczeństwa ani Ty, ani Lily nie powinniście opuszczać mieszkania. Jutro przyjdę do was i powiem, co będziecie robić dalej. W porządku?
- Oczywiście. Będziemy działać zgodnie z instrukcjami.
Po pożegnaniu w Dumbledorem. James wrócił do domu. Lily już czekała na niego, przygotowując obiad. Mały Harry przewracał się z boku na bok śpiąc w najlepsze.
-Lily- Zawołał Potter.
- Tak?- Odpowiedziała Lily, która jeszcze miała w swych dłoniach nóż i pomidor.
- Powiedz mi, dlaczego nie używasz czarów do przygotowania obiadu?
- James większą satysfakcję sprawia mi, gdy bez użycia czarów zrobię obiad.
- No, jeśli tak uważasz...
Czas po południa minął bardzo szybko. Nikt nie zdążył się obejrzeć, jak za oknem pojawił się księżyc i nastał wieczór.
- Lily Harry już wykąpany?
- Tak kochanie. Myślę, że mogę już go iść położyć spać.
- Ja, także zaraz do was dołączę, lecz najpierw pójdę się napić soku z dyni.
Lily poszła, więc z Harrym do sypialni, a James poszedł do kuchni. Nie mógł się jednak powstrzymać, aby zajrzeć przez okno w to miejsce, gdzie wczoraj zobaczył (jak uważał Dumbledor), zwolennika Voldemorta. Nie zauważył jednak w tamtym miejscu nikogo. Lecz po chwili rozległo się pukanie do drzwi...